+ Pokaż spis treści

"Dekada dynamicznego rozwoju" czy dekada zmarnowanych okazji?


Nowy przywódca PZPR


Edward Gierek (fot. wikimedia)      Gierek dochodząc do władzy posiadał znaczny kredyt społecznego zaufania i cieszył się niemałą popularnością. Oczywiście było to nieporównywalne z poparciem, jakim w październiku 1956 r. dysponował Gomułka. Po rozczarowaniach gomułkowskiego czternastolecia ludziom niełatwo było ponownie uwierzyć w to, iż w Polsce będzie inaczej: lepiej, sprawiedliwiej, uczciwiej, mądrzej. Trudno także zapomnieć, że Gierek stawał na czele partii, która ponosiła odpowiedzialność za krew przelaną na Wybrzeżu. Niemniej w stosunkowo krótkim czasie udało mu się pozyskać społeczne poparcie, w czym pomogło mu to, że niemal pod każdym względem różnił się od swego poprzednika i - co więcej - wyraźnie zależało mu na podkreślaniu tych różnic. Po ascetycznym Gomułce, praktycznie w ogóle nie dbającym o własny wizerunek w środkach masowego przekazu, elegancki i dobrze ubrany Gierek wręcz szokował. Propaganda na każdym kroku podkreślała, iż nowy przywódca partii wychował się na Zachodzie i zna biegle język francuski. Jednocześnie akcentowano otwartość Gierka i znaczną łatwość zjednywania sobie ludzi. Nowy I sekretarz sporo podróżował po kraju i nie stronił od bezpośrednich kontaktów z "ludźmi pracy". Przy okazji stosunkowo często nawiązywał krótkie improwizowane rozmowy z tzw. zwykłymi ludźmi. W krajach demokratycznych należy to do normy życia publicznego, w realnym socjalizmie było to zupełne novum. Inne też były życiowe doświadczenia Gierka niż jego trzech poprzedników. W odróżnieniu od Bieruta, Ochaba i Gomułki nie był członkiem KPP. Należał za to do Francuskiej Partii Komunistycznej, a w latach II wojny światowej był aktywistą Komunistycznej Partii Belgii. W odróżnieniu od swoich poprzedników Gierek nigdy nie przebywał też w więzieniu, choć w 1934 r. za działalność komunistyczną został usunięty z Francji. Dość silne były więc w niektórych środowiskach nadzieje na to, że Gierek "zeuropeizuje" (w znaczeniu zachodnim) - silnie wzorowany na radzieckim - system, a PZPR pod jego kierownictwem będzie mniej dogmatyczna.

Strajki w Szczecinie i Łodzi

      Sprawą najpilniejszą dla władzy było jednak opanowanie wzburzonych nastrojów społecznych. Tymczasem w Szczecinie w styczniu ponownie wybuchł strajk, gdyż lokalna prasa poinformowała o zobowiązaniach produkcyjnych podjętych przez jeden z wydziałów Stoczni im. Adolfa Warskiego, których w rzeczywistości nikt nie podejmował dla poparcia nowego kierownictwa.

      24 stycznia do Stoczni nieoczekiwanie przybył Gierek, któremu towarzyszyli m.in. nowy premier Piotr Jaroszewicz i minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski. Po dramatycznej kilkugodzinnej rozmowie stoczniowcy postanowili zakończyć strajk i zaufać nowemu kierownictwu, choć władze nie wyraziły zgody na cofnięcie grudniowej podwyżki cen motywując to trudną sytuacją gospodarczą kraju. Następnego dnia Gierek i Jaroszewicz spotkali się również ze stoczniowcami w Gdańsku.

      Systematycznie rosnącej popularności Gierka sprzyjało też podjęcie w styczniu 1971 r. decyzji o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, jak i zamrożenie na lata 1971-1972 cen artykułów żywnościowych. Trzeba przy tym pamiętać, że niektóre grupy społeczne żyły w naprawdę ciężkich warunkach materialnych. W lutym doszło więc w Łodzi do strajku włókniarek, które należały do pracowników najniżej opłacanych. Ponieważ - wzorem stoczniowców - nie utworzyły one komitetów strajkowych, przedstawiciele rządu po prostu nie mieli z kim prowadzić rozmów na temat ewentualnego cofnięcia grudniowej podwyżki cen. Obawiając się, iż strajk mógłby się rozprzestrzenić na inne miasta i inne dziedziny gospodarki, 15 lutego władze zapowiedziały, że z dniem l III 1971 r. grudniowa podwyżka cen artykułów żywnościowych będzie anulowana.

Pogrudniowa Polska

      Nawet osoby jak najdalsze od sympatii dla komunizmu przyznawały, że w 1971 r. w Polsce zmieniło się bardzo wiele. Wyraźnej liberalizacji uległa cenzura. Pewnej zmianie uległ też stosunek władz do rolnictwa rodzinnego. Coraz częściej w środkach masowego przekazu propagowano obraz zamożnych, młodych i nierzadko nieźle wykształconych rolników, hodowców i sadowników - polskich farmerów. Elementem nowej polityki rolnej były też zakupy pasz za granicą, co miało przyczynić się do wzrostu "produkcji mięsa" w Polsce. Odnotować również należy zniesienie wreszcie (w ponad ćwierć wieku po wojnie) z dniem l I 1972 r. obowiązkowych dostaw oraz wprowadzenie bezpłatnej opieki lekarskiej dla rolników. Jednak niezależnie od czynionych takich czy innych gestów wobec rolników indywidualnych przez całą dekadę utrzymywana była uprzywilejowana pozycja "sektora uspołecznionego", a zwłaszcza PGR-ów. Przejawiało się to przede wszystkim w nierównym dostępie do kredytów, maszyn rolniczych, nawozów sztucznych, pasz i środków ochrony roślin.

      Nowe kierownictwo PZPR odwoływało się do chwytliwych i nośnych haseł społecznych. Takie było z pewnością hasło: "Żeby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej", jak i idea podwojenia produkcji w ciągu lat siedemdziesiątych, znana pod nazwą budowy "drugiej Polski".

      Z punktu widzenia Gierka sprawą najważniejszą w pierwszym okresie jego rządów była wymiana znacznej części działaczy partyjnych i państwowych. Z jednej strony należało pozbyć się najbardziej gorliwych "gomułkowców", z drugiej nagrodzić awansami tych, którzy pomogli mu sięgnąć po najwyższą władzę w partii. Fakt, że wielu awansowanych działaczy politycznie dojrzewało w ZMP sprzyjał pewnej idealizacji w środkach masowego przekazu okresu stalinowskiego. Ponieważ na Gomułce ciążyła odpowiedzialność za masakrę na Wybrzeżu, nie można go było przedstawiać jako pozytywnego bohatera polskiego realnego socjalizmu. Tym chętniej odwoływano się więc do wyidealizowanego i mocno zakłamanego wizerunku Bieruta. Z czasem więc okres ten zyskał miano "stalinizmu bez terroru".

      Określeniu temu sprzyjało również łączenie różnych organizacji młodzieżowych i tworzenie jednolitej. Choć nie udało się stworzyć masowej organizacji na wzór ZMP (nie te czasy, nie to zaangażowanie młodzieży i chyba także już nie te same co kiedyś możliwości władz), to jednak proces unifikacji ruchu młodzieżowego posunięty został dość znacznie.

      Skojarzeniom z pierwszą połową lat pięćdziesiątych mogły też sprzyjać bardzo ambitne zamierzenia planu na lata 1971-1975, wielu starszym osobom przypominające Plan Sześcioletni. Tym razem jednak niebywałej fali inwestycji towarzyszył stały, dość znaczny wzrost stopy życiowej szerokich rzesz obywateli.

Boom na kredyt

      W porównaniu z poprzednią dekadą polska gospodarka w znacznym stopniu "otworzyła się na świat". Szerokim strumieniem popłynęły do Polski zachodnie kredyty, czemu nierzadko towarzyszyły nowoczesne technologie oraz kupowanie na dużą skalę licencji na produkcję szeregu artykułów konsumpcyjnych. Na przykład latem 1972 r. pojawiła się na rynku Coca Cola przez długie lata w komunistycznej propagandzie uważana za symbol "kapitalistycznej zgnilizny". Polski przemysł motoryzacyjny podjął współpracę z szeregiem renomowanych światowych firm. Na budowach pojawiły się wielkie ciężarówki austriackiej firmy Steyer, szwedzkie Volvo oraz francuskie Berliety. W tej ostatniej firmie kupiono też licencję na produkcję w Zakładach w Jelczu autobusów miejskich. Był to jednak zakup nietrafny, gdyż autobusy Berliet mimo, że wyposażone w produkowany w Polsce licencyjny silnik brytyjskiej firmy Leyland, okazały się zbyt delikatne jak na polskie warunki i psuły się bardzo często. Z kolei gdy kupowano licencję traktora Massey-Fergusson z silnikiem Perkinsa, to głównie kierowano się tym, że Polska będzie posiadała światowy monopol na produkcję narzędzi i części zamiennych w układzie calowym. Nie brano jednak pod uwagę "drobnego" szczegółu, że cały świat właśnie odchodził od układu calowego i polskie elementy w niedługim czasie już nikomu miały być niepotrzebne.

      Podobnych nonsensownych przykładów w "dekadzie dynamicznego rozwoju" można by przywołać dużo więcej. Niemniej na bieżąco stosunkowo niewiele osób zdawało sobie z tego wszystkiego sprawę, jeszcze mniej było takich, którzy mieli cywilną odwagę i chęć przeciwstawiać się takiemu ekonomicznemu dyletanctwu.

      Niemało ludzi wiązało się zresztą z "pogrudniowym kierownictwem" kierując się po prostu koniunkturalizmem. Hasło budowy "drugiej Polski" było z pewnością bardzo atrakcyjne. Gierek wielu działaczom z szeroko rozumianego aparatu stwarzał szansę bogacenia się. Tam gdzie były gigantyczne inwestycje w rodzaju Huty Katowice czy Portu Północnego były też wysokie premie i nagrody. Bliższemu wiązaniu tych ludzi z władzą sprzyjał również coraz mocniej rozbudowywany system nieformalnych przywilejów. Dla pokornych, oddanych i lojalnych były talony na deficytowe artykuły konsumpcyjne, a zwłaszcza na samochody, były przydziały na mieszkania, działki budowlane i rekreacyjne, były zagraniczne wyjazdy (służbowe i wypoczynkowe). Za te ostatnie zainteresowani bardzo często nie płacili nic lub dzięki utrzymywaniu sztucznego kursu złotego do dolara płacili wręcz symbolicznie. Bywało i tak, że rodzinne urlopy w zagranicznych kurortach polskim działaczom - w ramach reklamowej zachęty - fundowali zachodni partnerzy handlowi.

      Gwoli prawdy trzeba jednak dodać, że w jakimś - mniejszym czy większym - zakresie z gospodarczego ożywienia korzystali nie tylko partyjni aktywiści i "aparatczycy", coraz częściej dobierani wedle zasady BMW (bierny, mierny, ale za to wierny), lecz również szersze kręgi społeczeństwa, a zwłaszcza inteligencja techniczna, środowiska artystyczne, ludzie nauki, kultury i sportu. To głównie z myślą o tym "nowym mieszczaństwie" kupiono licencję "samochodu dla Kowalskich", jak początkowo propaganda przedstawiała Fiata 126p produkowanego w nowych fabrykach w Tychach i Bielsku Białej. Inteligencja w szerszym zakresie niż inne grupy socjalne korzystała też z przejściowej liberalizacji cenzury. Towarzyszyły temu znaczne ułatwienia w wyjazdach na Zachód, a także wydzielenie pewnej puli dewiz (w połowie dekady było to 130 dolarów na osobę), które po uzyskaniu imiennego przydziału można było wykupić po oficjalnym kursie bankowym. Nie jest dziełem przypadku, że w potocznej pamięci bardzo wielu Polaków lata 1972-1974 zachowały się jako najlepsze, najbogatsze w całej historii PRL. Wtedy też obiecywano społeczeństwu definitywne rozwiązanie problemu mieszkaniowego do 1985 r.

Edward Gierek i Jimmy Carter (fot. wikimedia)      Wspomnianemu "otwarciu Polski na świat" sprzyjał fakt, że w odróżnieniu od Gomułki Gierek sporo podróżował, praktycznie osobiście kierując polską polityką zagraniczną. Choć był "jedynie" przywódcą rządzącej partii, zachowywał się tak i był tak traktowany za granicą, jakby był szefem państwa. W ciągu "swojej dekady" nie licząc "państw bloku" Gierek odwiedził m.in. Austrię, Belgię, Francję, Indie, Iran, Portugalię, RFN, Stany Zjednoczone, Szwecję, Włochy i niemal z każdej z tych podróży przywoził obietnice nowych pożyczek i nowych kredytów inwestycyjnych. Równocześnie z zapałem gościł w Polsce wielkich świata. W latach siedemdziesiątych odwiedzili nasz kraj m.in. prezydent Finlandii Urho Kekkonen, szachinszach Iranu Mohammad Reza Pahlawi, szef rządu austriackiego Bruno Kreisky, prezydent Francji Valery Giscard d'Estaign, kanclerz RFN Helmut Schmidt, który oczarowany Gierkiem wyrażał żal, iż jako nie Niemca nie może go włączyć w skład swojego gabinetu; wreszcie trzej kolejni prezydenci Stanów Zjednoczonych: Richard Nixon w maju 1972 r., Gerald Ford w lipcu 1975 r. i Jimmy Carter w grudniu 1977 r.

      Owo "otwarcie Polski na świat" nie mogłoby się dokonać lub dokonałoby się w nieporównanie mniejszym zakresie, gdyby nie sprzyjające mu zmiany polityczne na arenie międzynarodowej. Lata siedemdziesiąte były bowiem - jak już wspomniano - epoką odprężenia w stosunkach Wschód-Zachód.

Zmiany administracyjne i zmiany Konstytucji PRL

      1 VI 1975 r. wprowadzono nowy dwustopniowy podział administracyjny likwidując powiaty, zwiększając z 17 do 49 liczbę województw i zachowując wprowadzone w 1972 r. gminy. Podjęto też akcję łączenia w jednych rękach stanowisk partyjnych i państwowych. Nowymi przewodniczącymi Wojewódzkich Rad Narodowych mieli być "z urzędu" lokalni I sekretarze KW PZPR. Rzeczywistym celem reformy było osłabienie pozycji I sekretarzy KW, którzy "za Gomułki" nierzadko stawali się na "swoim" terenie niemal "udzielnymi władcami" i stanowili pewne zagrożenie nawet dla I sekretarza KC. Zresztą i sam Gierek mógłby coś na ten temat powiedzieć.

      Jesienią 1975 r. kierownictwo partyjno-państwowe uznało, że nadszedł czas, aby konstytucyjnie potwierdzić "socjalistyczny charakter państwa" wprowadzając zapis mówiący o przywódczej roli PZPR, potwierdzić "nierozerwalne więzi" łączące PRL z ZSRR i "państwami bloku" oraz włączyć artykuł mówiący, iż "prawa obywateli są nieodłącznie związane z rzetelnym i sumiennym wypełnieniem obowiązków wobec Ojczyzny". Z tego ostatniego pomysłu władze wycofały się w styczniu 1976 r. przede wszystkim w wyniku zdecydowanych protestów ze strony Episkopatu. Podobnie jak hierarchia katolicka niemało osób rozumiało, że ta ostatnia propozycja niosła bardzo niebezpieczną groźbę zupełnie dowolnego pozbawienia elementarnych praw obywatelskich osób zdaniem władz "nierzetelnie i niesumiennie" wypełniających swoje obowiązki "wobec Ojczyzny".

      Również pozostałe propozycje budziły, zwłaszcza wśród części inteligencji twórczej, zdecydowany sprzeciw. Artykuł mówiący o umacnianiu przyjaźni ze Związkiem Radzieckim interpretowano jako przejaw dalszego - tym razem prawno-formalnego - ograniczenia i tak daleko niepełnej suwerenności Polski. Stosunkowo rzadko przy tej okazji zwracano uwagę na fakt, że PRL tym wpisem "doganiała" inne państwa Układu Warszawskiego, w konstytucjach których podobne artykuły znalazły się wcześniej.

      Środowiska niezależne, opozycyjnie nastawione w stosunku do władzy komunistycznej, podjęły więc akcję protestacyjną przeciwko przewidywanym zmianom w konstytucji. Akcji tej sprzyjał fakt, że po kilkuletniej przerwie władze znów sięgnęły w walce z politycznymi przeciwnikami po represje, wielokrotnie naginając prawo do własnych potrzeb. W pierwszych latach po Grudniu 1970 r. władze starały się bowiem unikać procesów politycznych, gdyż Gierek chciał w oczach Zachodu uchodzić na liberała. Zachętą do działania dla części sygnatariuszy listów protestacyjnych była też jednoznaczna w tej kwestii postawa Episkopatu i prymasa. Kardynał Wyszyński już wcześniej wielokrotnie publicznie występował w obronie praw społeczeństwa polskiego. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych postawiło go to w otwartym konflikcie z władzą państwową. "Ekipa Gierka" raczej unikała zadrażnień z Kościołem, co zresztą wcale nie znaczy, że w wielu kwestiach była mniej dogmatyczna od poprzednich (np. utrzymywano przez całą dekadę faktyczny zakaz budowy nowych kościołów).


      W grudniu 1975 r. Jerzy Andrzejewski przesłał do Sejmu list podpisany przez grono osób, o na ogół znanych nazwiskach i reprezentujących różne środowiska. Wśród sygnatariuszy znaleźli się m.in. weterani walki o niepodległą Polskę w latach II wojny światowej, osoby reprezentujące środowiska KIK-owskie, a także katoliccy kapłani, ludzie mający za sobą przeszłość komunistyczną i tacy, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z marksizmem. Wszystkich ich łączył sprzeciw wobec panującego w Polsce systemu. W projektowanych zmianach konstytucyjnych widzieli zaś jego dalsze umacnianie i nadawanie mu ram prawno-konstytucyjnych.


      Bodaj po raz pierwszy w takiej skali i takim zakresie występowano otwarcie z programem zmian politycznych w PRL. Był to program gruntownej przebudowy instytucji, a przez to i charakteru państwa, które z komunistycznej dyktatury powinno przekształcić się w demokrację typu parlamentarnego. "Należy zapewnić - czytamy w tym dokumencie -realizację prawa wszystkich obywateli do wysuwania i wybierania swoich przedstawicieli w pięcioprzymiotnikowych wyborach, należy zapewnić niezawisłość sądów od władz wykonawczych, a Sejm uczynić rzeczywiście najwyższą władzą ustawodawczą". Sygnatariusze domagali się przestrzegania w praktyce wolności sumienia i praktyk religijnych. Opowiadali się za autonomią szkół wyższych i środowiska naukowego, postulowali zapewnienie wolności słowa i informacji poprzez zniesienie cenzury prewencyjnej, wreszcie upominali się o prawo do tworzenia niezależnych związków zawodowych, a w konsekwencji także i o prawo do strajku. Dowodzili, że wobec braku autentycznych organizacji zawodowych próby rzeczywistej obrony robotniczych interesów mogą prowadzić do tragicznych wydarzeń podobnych do tych, jakie miały miejsce w latach 1956 i 1970.


      W styczniu nasiliły się protesty przeciwko planowanym zmianom. Episkopat przekazał w tej sprawie memoriał przewodniczącemu Rady Państwa Henrykowi Jabłońskiemu. Nawiązał też do tego kardynał Wyszyński w cyklu kazań. Wreszcie 31 I 1976 r. 101 osobistości polskiego życia umysłowego podpisało petycję, w której protestowało przeciwko zmianom w Konstytucji PRL. Władze państwowe wycofały się jedynie z propozycji uzależnienia przysługiwania praw obywatelskich od wypełniania obywatelskich obowiązków. Ostatecznie 10 II 1976 r. Sejm przy jednym glosie wstrzymującym się, przewodniczącego Koła "Znak" Stanisława Stommy, uchwalił zmiany w Konstytucji PRL. Protestów przeciwko wprowadzeniu zmian do Konstytucji było zresztą dużo więcej, choć nie wszystkie zostały odpowiednio silnie rozpropagowane i przez to niektóre nie zdobyły szerszego rozgłosu. Szereg sygnatariuszy listów protestacyjnych poddano mniej czy więcej uciążliwym szykanom i represjom.


Sytuacja ekonomiczna w połowie dekady


      Tymczasem sytuacja ekonomiczna w kraju stawała się coraz gorsza. Przeciągające się inwestycje zamiast zysku przynosiły straty. Niemniej między innymi za sprawą sztucznego utrzymywania cen na podstawowe artykuły żywnościowe na poziomie z 1971 r. w minionej pięciolatce znacznie podniosła się w Polsce stopa życiowa. Wystarczy przypomnieć, że w latach 1971-1975 płaca realna wzrosła o ponad 40%, a dochód narodowy o prawie 60%. Były to imponujące wskaźniki, ale nie mogą one zamazywać innych, znacznie mniej optymistycznie brzmiących danych. Według niepublikowanych wyników badań Instytutu Socjologii UW w 1976 r. 30% polskiego społeczeństwa żyło poniżej minimum socjalnego.


      Wiosną 1976 r. chyba jednak nikt w kierownictwie partii i państwa nie przewidywał załamania gospodarczego. Władze były zdecydowane kontynuować politykę "przyspieszonego rozwoju ekonomicznego". Gierek i Jaroszewicz nie dostrzegali zagrożeń tkwiących w kontynuowaniu polityki dalszego zaciągania kredytów inwestycyjnych. Nie tylko rosło w ten sposób polskie zadłużenie za granicą, ale gospodarka polska jako całość z wolna przestawała być sterowna. Systematycznie malała liczba rzeczywistych osiągnięć na polu ekonomicznym i zastępować je trzeba było propagandowymi sloganami i "żonglerką liczbami". To właśnie w połowie dekady środki masowego przekazu zaczęły głosić, iż Polska jest dziesiątym krajem przemysłowym świata.


      Jednocześnie należy pamiętać, że zaciągane w latach siedemdziesiątych kredyty w znacznym stopniu zostały spożytkowane na konserwowanie anachronicznej struktury polskiej gospodarki. Niezależnie od różnych składanych przez Gierka i jego współpracowników deklaracji utrzymano prymat inwestycji w przemyśle ciężkim. Nie towarzyszyły temu żadne poważniejsze zmiany w sposobie sprawowania władzy.


      W końcu 1975 r. władze oświadczyły, że ze względów ekonomicznych nie uda się utrzymać w następnym roku cen na podstawowe artykuły żywnościowe na niezmienionym poziomie. Społeczeństwo oczekiwało więc z niepokojem fali podwyżek. Owo uczucie niepokoju o przyszłość u jednych wywołane było obawą obniżenia się osiągniętego stosunkowo niezłego standardu materialnego, u innych stoczenia się w obszary biedy, a może i nędzy!


Czerwiec '76


      24 VI 1976 r. przemówienie w Sejmie wygłosił premier Jaroszewicz. Oficjalnie zgłaszał on społeczeństwu "pod konsultację" projekt podwyżki cen, w rzeczywistości informował je o fakcie, który w praktyce już nastąpił. W tym samym bowiem dniu do wszystkich województw w zaplombowanych workach rozesłano wydrukowane zawczasu nowe cenniki. Tymczasem w porównaniu z podwyżką cen z grudnia 1970 r., która - jak pamiętamy - była bezpośrednią przyczyną robotniczych protestów, "projekt" Jaroszewicza szedł znacznie dalej. Tak na przykład "najbardziej strategiczny artykuł w PRL" czyli mięso i jego przetwory, które w 1970 r. drożały przeciętnie o 17,6%, teraz miały być droższe o 69%. Cena drobiu miała wzrosnąć o 30%, masła i nabiału o 50%, a cukru nawet o 100%. Były to podwyżki bardzo znaczne i - jak głoszono oficjalnie - przynajmniej dla ich częściowego zrównoważenia przewidywano rekompensaty pieniężne. Tu jednak władze zaprezentowały niebywałą arogancję lub po prostu polityczną ignorancję, albowiem społeczeństwu od lat przyzwyczajonemu (choćby tylko w sferze werbalnej) do zasad sprawiedliwości społecznej zaoferowano skrajnie niesprawiedliwe rekompensaty procentowe. Ludzie najniżej uposażeni mieli otrzymać z tego tytułu miesięcznie po ok. 250 zł, natomiast najlepiej zarabiający nawet i ponad tysiąc złotych. Wszyscy dostrzegli, że biedni jeszcze bardziej mieli zbiednieć, najzamożniejsi zaś nierzadko nawet poprawić swoją i tak stosunkowo dobrą sytuację materialną.


      Rankiem 25 VI 1976 r. rozpoczął się strajk w Zakładach Metalowych im. gen. Waltera w Radomiu. Do zebranych robotników próbował przemówić dyrektor, ale ponieważ nie potrafił ich przekonać o słuszności decyzji rządowych ani nie miał robotnikom tak naprawdę nic do zaoferowania, uformował się pochód liczący około tysiąca osób, który wyszedł poza teren zakładu. Postanowiono o strajku zawiadomić inne radomskie duże zakłady pracy. Przed godz. 10.00 przed gmachem KW PZPR zebrał się tłum szacowany na około 6 tyś. osób. Stopniowo atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, mnożyły się różne incydenty i z czasem do budynku, już w sposób praktycznie niekontrolowany, wchodziło coraz więcej osób. Po godzinie 13.00 rozpoczęło się regularne plądrowanie gmachu KW, które nasiliło się jeszcze (m.in. wyrzucano przez okna dywany, meble, telewizory), gdy od strony lotniska nadciągnęły zwarte oddziały ZOMO.


      Rozpoczął się atak milicji na szacowany wówczas na 30-40 tysięcy osób tłum zgromadzony wokół gmachu KW, który wkrótce stanął w płomieniach, ale do dziś nie ma pewności, kto rzeczywiście podłożył ogień. Na ulicach rozgorzała gwałtowna walka. Pododdziały ZOMO przy pomocy długich pałek, wystrzeliwanych z wyrzutników granatów łzawiących i armatek wodnych dążyły do rozproszenia zgromadzenia. Ze swej strony demonstranci obrzucali szarżujących milicjantów kamieniami, wznosili na ulicach barykady i obrzucili gmach Komendy Wojewódzkiej MO butelkami z benzyną. Podpalono też gmach Urzędu Wojewódzkiego oraz Biuro Paszportów KW MO. Wieczorem siły ZOMO zdecydowanie opanowały sytuację na ulicach miasta i rozpoczęło się regularne polowanie na ludzi. Zatrzymywano niemal wszystkie pojawiające się na ulicach osoby, aby wychwycić "ludzi o brudnych rękach", co miało być dowodem ich udziału w starciach ulicznych. Zatrzymane osoby były bite pałkami - przepędzano je przez osławione "ścieżki zdrowia".


      Równocześnie z opisanymi wydarzeniami w Radomiu miał miejsce robotniczy protest na przedmieściach Warszawy w Zakładach Mechanicznych "Ursus", gdzie pracownicy nocnej i porannej zmiany przerwali pracę gromadząc się wokół hali narzędziowni. Kilkuset robotników opuściło teren zakładów kierując się w stronę pobliskich torów kolejowych. Liczebność tej grupy rosła w szybkim tempie, już po godzinie sięgając 2 tyś. Żeby zwrócić uwagę na swój protest robotnicy wyszli na pobliskie tory i zablokowali połączenia kolejowe Warszawa-Łódź i Warszawa-Poznań. Było gorąco i wielu manifestantów porozkładało się na torach, by się opalać, tworząc jednak zarazem żywą zaporę. Jedni ludzie przychodzili, inni odchodzili, z tym że stale przebywało na torach parę tysięcy osób. Manifestanci zatrzymali ruch kolejowy zarówno podmiejski, jak i dalekobieżny (między innymi pociąg międzynarodowy relacji Warszawa-Paryż).


      Gdy po południu powoli zaczęła maleć liczba strajkujących na torach, chcąc nadać swojemu protestowi bardziej trwały i spektakularny charakter, część demonstrantów podjęła nieudaną próbę przecięcia szyn palnikiem acetylenowym. Wobec fiaska tej akcji rozkręcono szyny i zmuszono maszynistę, żeby powoli zjechał z torów, w przerwę między rozkręconymi szynami. Podjęto także próby wznoszenia na torach barykad z drewnianych zapór przeciwśnieżnych oraz przyczep. Wszystkie działania strajkujących były filmowane ze śmigłowców przez funkcjonariuszy SB.


      Pacyfikacja Ursusa rozpoczęła się dopiero wieczorem, gdy wielu (większość?) demonstrantów powróciła już do domów. Pododdziały ZOMO przy użyciu petard i granatów łzawiących zaatakowały zgromadzonych na torach. Następnie na zdezorientowanych i przerażonych ludzi z dwóch stron uderzyły zwarte grupy milicjantów wyposażonych w tarcze i długie pałki. Cały teren oświetlały reflektory pojazdów opancerzonych stojących za plecami milicjantów. Wywiązała się krótka, gwałtowna, acz nierówna walka, w której demonstranci przede wszystkim posługiwali się kamieniami. Część robotników usiłowała umknąć na teren fabryki, inni próbowali kryć się w wagonach zatrzymanych pociągów. Prawdopodobnie w wyniku wrzucenia przez jednego z milicjantów petardy, spłonął wagon restauracyjny paryskiego ekspresu, a wagon sąsiedni został uszkodzony.


      "Przywracanie porządku" (przebiegające podobnie jak w Radomiu) trwało do późnych godzin nocnych. Wyłapywano przechodniów, którzy zdaniem patrolujących milicjantów uczestniczyli lub choćby tylko mogli uczestniczyć w zgromadzeniu na torach. Wielu zatrzymanych dotkliwie pobito.


      Trzecim miastem, w którym doszło wówczas do robotniczych protestów poza terenem zakładów pracy, był Płock, gdzie jednak walki przybrały nieporównywalnie łagodniejszy charakter. W praktyce cały kraj ogarnęła fala strajków protestacyjnych wymierzonych przeciwko drastycznej podwyżce cen.


      Władze 25 czerwca wieczorem odwołały podwyżkę, co było jednak poważną porażką Gierka, a szczególnie premiera Jaroszewicza. Zdecydowano więc, iż w całym kraju zostaną zorganizowane wielkie wiece poparcia dla I sekretarza KC i prowadzonej przez jego ekipę polityki. 28 czerwca na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie odbył się wiec, na którym potępiono "warchołów" z Ursusa i udzielono pełnego poparcia "towarzyszowi Gierkowi". Na wiec "spędzono" przede wszystkim urzędników, strasząc ich sprawdzaniem list obecności i jakimiś bliżej nieokreślonymi szykanami. Jeszcze bardziej ponury charakter miał zorganizowany dwa dni później wiec na stadionie "Radomiaka", gdzie prezydent miasta wobec "radomskich warchołów" wygłosił "samokrytyczne" przemówienie, którego tekst został "opracowany przez towarzyszy z centrali".


Krach polityki gospodarczej


Gierkowska kartka na cukier (fot. wikimedia)      Latem 1976 r. nastąpiło załamanie rynku wewnętrznego. Niemało osób przerażonych widmem rozchwianego rynku zaczęło gromadzić zapasy. W pierwszej kolejności ogołocono sklepy i magazyny z cukru i w konsekwencji w sierpniu wprowadzono w Polsce kartki na cukier. Oznaczało to już zupełnie otwarte załamanie się "polityki przyspieszonego rozwoju". Władze proklamowały "manewr gospodarczy", lecz nadal nie przystępowały do poważnej reformy systemu.


      Na przełomie lat 1976 i 1977 widać było, że polityka gospodarcza prowadzona przez gierkowską ekipę praktycznie już się załamała. Widać też było, iż władze liczące na dalsze kredyty z Zachodu nie mogą pozwolić sobie na zbyt brutalną rozprawę z niepokornymi. W całej rozciągłości ujawniała się słabość ekonomiczna i organizacyjna państwa. Jego niewydolność była dostrzegana przez coraz szersze kręgi społeczeństwa. Władze partyjno-państwowe nie chciały jednak słuchać żadnych ostrzeżeń. We własnym mniemaniu nie potrzebowały rad ani poważnych doradców. W swojej bezgranicznej arogancji przedstawiciele kierownictwa nie dostrzegali lub nie chcieli dostrzec faktu, że aspiracje i oczekiwania społeczne drastycznie rozchodzą się z tym, co PZPR miała społeczeństwu do zaoferowania. Natrętna "propaganda sukcesu" z pewnością przynosiła więcej szkody niż korzyści. Ludzie nie chcieli wierzyć oficjalnym źródłom informacji nawet wtedy, gdy donosiły one o tragediach, za które trudno byłoby bezpośrednio obarczać winą partyjne kierownictwo. Tak było np. 15 II 1979 r., gdy w wyniku wybuchu w warszawskiej rotundzie PKO zginęło 49 osób. Oficjalnie podano, że przyczyną tragedii był wybuch gazu ziemnego, ale uporczywie powracająca plotka głosiła, iż był to wybuch bomby, a liczba ofiar została znacznie zaniżona. Gdy 14 III 1980 r. rozbił się w Warszawie wracający z Nowego Jorku należący do PLL "Lot" Ił-62 i śmierć poniosło 87 osób, przede wszystkim mówiono o tym, że był to samolot produkcji radzieckiej, którego kupno narzucono Polsce z powodów politycznych.