Biblioteka
[-]

Aleksander Fredro - Zemsta (akt 3)

 

Pokój Rejenta.

 

SCENA PIERWSZA

 

Rejent siedzi przy stoliku i pisze. Dwóch mularzy przy drzwiach stoi.




Rejent, mularze



REJENT

Mój majstruniu, mówcie śmiało,

Opiszemy sprawę całą;

Na te ciężkie nasze czasy

Boskim darem takie basy.

Każdy kułak spieniężymy:

Że was bito, wszyscy wiemy.



MULARZ

Niekoniecznie.



REJENT

Bili przecie,

Mój majstruniu.



MULARZ

Niewyraźnie.



REJENT

Czegóż jeszcze wam nie stało?

Bo machano dosyć raźnie.



MULARZ

Ot, szturknięto tam coś mało.



DRUGI MULARZ

Któż tam za to skarżyć zechce!



REJENT

Lecz kto szturka, ten nie łechce?



MULARZ

Ha! zapewne.



REJENT

A więc bije?



MULARZ

Oczywiście.



REJENT

Komu kije

Porachują kości w grzbiecie,

Ten jest bity - wszak to wiecie?

A kto bity, ten jest zbity?

Co?



MULARZ

Ha! dobrze pan powiada,

Ten jest zbity.



REJENT

Więc was zbili,

To rzecz jasna, moi mili.



MULARZ

Ta, już jakoś tak wypada.



REJENT

napisawszy

Skaleczyli?



MULARZ

A, broń Boże!



REJENT

Nie, serdeńko?



MULARZ

Ach, nie.



REJENT

Przecie

Znak, drapnięcie?



MULARZ

pomówiwszy z drugim

Znajdziem może.



REJENT

A drapnięcie, pewnie wiecie,

Mała ranka, nic innego.



MULARZ

Tać, tak niby.



REJENT

Mała, wielka,

Jednym słowem, rana wszelka

Skąd pochodzi?



MULARZ

Niby... z tego...



REJENT

Ze skaleczenia.



MULARZ

Nie inaczej.



REJENT

Mieć więc ranę tyle znaczy,

Co mieć ciało skaleczone:

Że zaś raną jest drapnięcie,

Więc zapewnić możem święcie,

Że jesteście skaleczeni,

Przez to chleba pozbawieni.



MULARZ

O! to znowu...



REJENT

Pozbawiony

Jesteś, bratku, i z przyczyny,

Że ci nie dam okruszyny -

pisze

zatem, zatem skaleczeni,

Przez to chleba pozbawieni,

Z matką - żoną - czworgiem dzieci.



MULARZ

Nie mam dzieci.



DRUGI MULARZ

Nie mam żony.



REJENT

Co? nie macie? - nic nie szkodzi -

Mieć możecie - tacy młodzi.



MULARZ

Ha!



DRUGI MULARZ

Tać prawda.



REJENT

napisawszy

Akt skończony.

Teraz jeszcze zaświadczycie,

Że nastawał na me życie.

Stary Cześnik, jęty szałem,

Strzelał do mnie.



MULARZ

Nie widziałem.



REJENT

Wołał strzelby.



DRUGI MULARZ

Nie słyszałem.



MULARZ

Wołał wprawdzie: "Daj gwintówki!" -

Lecz chciał strzelać do makówki.



REJENT

Do makówki... do makówki...

No, no, dosyć tego będzie -

Świadków na to znajdę wszędzie -

Nie brak świadków na tym świecie,

Teraz chodźcie - bliżej! bliżej! -

Znakiem krzyża podpiszecie. -

Michał Kafar trochę niżej -

Tak, tak - Maciej Miętus - pięknie! -

Za ten krzyżyk będą grosze,

A Cześniczek z żółci pęknie.



MULARZ

Najpokorniej teraz proszę,

Coś z dawnego nam przypadnie.



REJENT

Cześnik wszystko będzie płacił.



MULARZ

Jakoś, panie, to nieładnie...



REJENT

Byleś wasze nic nie stracił.



MULARZ

Tum pracował...



REJENT

popychając ich ku drzwiom

Idźże z Bogiem,

Bo się poznasz z moim progiem.



MULARZ

Tu zapłata, każdy powie...



REJENT

popychając ku drzwiom

Idź, serdeńko, bo cię trzepnę.



MULARZ

we drzwiach

Ależ przecie...



REJENT

zamykając drzwi

Bądźcie zdrowi!

Dobrzy ludzie, bądźcie zdrowi!

wracając

Czapkę przedam, pas zastawię,

A Cześnika stąd wykurzę;

Będzie potem o tej sprawie

Na wołowej pisał skórze. -

Lecz tajemne moje wieści,

Jeśli wszystkie z prawdą zgodne,

Tym, czym teraz serce pieści,

Najboleśniej go ubodnę.

SCENA DRUGA



Rejent, Wacław



REJENT

Wczas przychodzisz, drogi synu,

Pomówimy słówek parę. -

Siada i daje znak synowi, aby usiadł.

Z niejednego twego czynu

Niezachwianą wziąłem wiarę,

Iż wstępując w moje ślady,

Pobożności kroczysz drogą;

Że złe myśli, podłe rady

Nigdy zwieść cię z niej nie mogą.

Rade temu serce moje,

Quandoquidem już przy grobie,

Żyję tylko jeszcze w tobie.

ociera łzy

Sekatury - gorzkie znoje,

W nieustannej alternacie

Składam kornie ciebie gwoli

Przy Najwyższym Majestacie;

Bo ja tylko, moje dziecię,

Do fortunnej twojej doli

Aspiruję jeszcze w świecie.



WACŁAW

Łaski ojca dobrodzieja,

Acz nieczęsty, dowód drogi.



REJENT

W tobie jedna ma nadzieja,

Lecz zazdroszczą mi jej wrogi;

Syna z ojcem chcą rozdzielić,

Chcą się smutkiem mym weselić.

Złego ducha pną mamidła,

Twej młodości stawią sidła.



WACŁAW

Nie rozumiem.



REJENT

Nie rozumiesz?

Starościanka...



WACŁAW

Cna dziewica,

Tę ubóstwiać...



REJENT

Skrycie umiesz...



WACŁAW

Jeśli była tajemnica,

To dlatego, żem chciał wprzody

Do sąsiedzkiej skłonić zgody.



REJENT

Mnie z Cześnikiem? - O mój Boże!

Któż jej więcej pragnąć może

Niż ja, człowiek bogobojny.



WACŁAW

Zezwól zatem, aby z Klarą...



REJENT

Być nie może żadną miarą;

Cześnik burda, ja spokojny.



WACŁAW

Lecz cóż Klara temu winna,

Że czasami stryj szalony?



REJENT

Czy tam winna, czy niewinna,

Innej waści trzeba żony;

I, serdeńko, będzie inna.



WACŁAW

Ach, mój ojcze, wyrok srogi...



REJENT

Nieodmienny, synku drogi



WACŁAW

Moja dola, rzekłeś przecie,

Jednym celem na tym świecie.



REJENT

Bóg to widzi i ocenia.



WACŁAW

Ja ją kocham.



REJENT

z uśmiechem

To się zdaje.



WACŁAW

Nie przeżyję rozłączenia.



REJENT

Ja się tego nie przestraszę.



WACŁAW

I przysięgam.



REJENT

surowo

Zamilcz wasze!

ze słodyczą

Co los spuści, przyjąć trzeba:

Niech się dzieje wola nieba. -

Lecz, serdeńko, gdyś tak stały,

Gdzież dawniejsze twe zapały?

Milczysz - jakże?

Ironicznie

Nie do wiary,

Jak o wszystkim wie ten stary!



WACŁAW

Młodość... może...



REJENT

Podstolina

Była quondam ta jedyna!

Ta wybrana! Ta kochana!

Teraz bawi u Cześnika.



WACŁAW

z pośpiechem

Zaręczona Cześnikowi.



REJENT

Póty temu nie uwierzę,

Póki sama nie odpowié.



WACŁAW

Nie odpowié? Podstolina?



REJENT

Zapytałem ją w tej mierze;

A jeżeli Bóg dozwoli,

Przyjmie rękę mego syna.



WACŁAW

Lecz nie przyjmie syn jej ręki.



REJENT

Syn posłuszny, Bogu dzięki. -

Intercyzę przyłączyłem,

Gdzie dokładnie wyraziłem:

Która zerwać zechce strona,

Ta zapłaci sto tysięcy.



WACŁAW

Moje szczęście warte więcéj.



REJENT

Szczęściem będzie taka żona.



WACŁAW

Wprzód mogiła mnie przykryje...

Lecz i Cześnik jeszcze żyje,

On nas spali w pierwszym pędzie.



REJENT

z flegmą, jak zawsze

Ha! - to Cześnik wisieć będzie.

Niech się dzieje wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.



WACŁAW

Ojcze!



REJENT

Synu!



WACŁAW

Ostre noże

Topisz w sercu syna twego.



REJENT

Nie ma złego bez dobrego.



WACŁAW

Zmień swój rozkaz.



REJENT

Być nie może.



WACŁAW

rzucając mu, się do nóg

Ach, litości!



REJENT

Tę zyskałeś!

Patrz, ja płaczę.



WACŁAW

wstając

Mieć nadzieję



REJENT

Nie, serdeńko, być nie może.



WACŁAW

Ja z rozpaczy oszaleję.



REJENT

Patrz, ja płaczę... ani słowa! -

Cnota, synu, jest budowa,

Jest to ziarno, które sieje...

Wacław odchodzi. Po krótkim milczeniu

Jeszcze diable młoda głowa.

SCENA TRZECIA




REJENT
Co skłoniło Podstolinę,
Wdówkę tantną, wdówkę gładką,
Za takową iść gadzinę,
To dotychczas jest zagadką;
Ale wątpić nie wypada,
Iż zamienić będzie rada.
prostując się
Acz i starość bywa żwawa,
Wżdy wiek młody ma swe prawa.
Ale Cześnik, gdy postrzeże,
Iż na dudka wystrychnięty,
Może... może... strach mnie bierze,
Apopleksją będzie tknięty...
Niech się dzieje woła nieba,
Z nią się zawsze zgadzać trzeba.

SCENA CZWARTA



Rejent, Papkin



PAPKIN

wsuwając się trwożliwie

Wolnoż wstąpić?



REJENT

Bardzo proszę.



PAPKIN

z najniższym ukłonem i nieśmiało

Pana w domu i Rejenta

Widzieć w godnej tej osobie

Chluba wielka, niepojęta

Spada na mnie w tejże dobie,

Jak niemylnie pewnie wnoszę?



REJENT

pokornie

Tak jest - sługa uniżony.

Wolnoż mi się w odwet spytać,

Kogom zyskał honor witać?



PAPKIN

na stronie

Hm! pokorna coś szlachciurka,

Z każdym słowem daje nurka -

Niepotrzebne miałem względy.

śmielej

Jestem Papkin.

Rejent wskazuje z ukłonem krzesło na środku stojące. Papkin przypatruje się z uwagą Rejentowi, który, jak zawsze z założonymi na piersiach rękoma,nieporuszenie w miejscu stoi. Papkin mówi dalej na stronie.

Jak uważam,

Skończę wszystko bez pomocy.

głośno, wyciągając się na krześle

Jestem Papkin - lew Północy,

Rotmistrz sławny i kawaler -

okazując gestem wstęgi orderowe

Tak, siak, tędy i owędy.

Mądry w radzie, dzielny w boju,

Dusza wojny, wróg pokoju.

Znają Szwedy, muzułmany,

Sasy, Włochy i Hiszpany

Artemizy ostrze sławne

I nim władać ramię wprawne.

Jednym słowem, krótko mówiąc,

Kula ziemska zna Papkina -

Teraz, bratku, daj mi wina.



REJENT

po krótkim wahaniu, na stronie

Nemo sapiens, nisi patiens.

Dostaje butelkę spod stoliku kilimkiem nakrytego, patrzy w nią do światła, nalewa lampeczkę i podaje Papkinowi, który mówi. co następuje.



PAPKIN

na stronie

O! Brat szlachcic tchórzem podszyt -

Po zleceniu od Cześnika

Może sobie udrę łyka.

nakrywa głowę - pije

Cienkusz!

Pije

deresz!

Pije



REJENT

na stronie

Nadto śmiało.



PAPKIN

Istna lura, panie bracie,

Cóż, lepszego tu nie macie?



REJENT

Wybacz, waszmość, lecz nie stało.



PAPKIN

Otóż to jest szlachta nasza!

ze wzgardą

Siedzi na wsi - sieje, wieje -

Zrzędzi, nudzi, gdera, łaje.

A dać wina - to nie staje.

Idzie do stolika, nalewa sobie. Rejent nieporuszony prowadzi go oczyma.

Albo jeśli przyjdzie flasza,

Samą maścią już przestrasza;

Potem prosi: "Jeśli łaska" -

Nie proś, nie nudź, hreczkosieju,

A lepszego daj, u diaska!



REJENT

Ależ mości dobrodzieju...



PAPKIN

pijąc

Mętne, kwaśne nad pojęcie -

Istna lura, mój Rejencie!



REJENT

na stronie

Cierpliwości wiele trzeba;

Niech się dzieje wola nieba.



PAPKIN

Zwiedź piwnice wszystkie moje,

Gdzie z pół świata masz napoje,

Gdzie sto beczek stoi rzędem!

Jeśli znajdziesz co takiego,

Dam ci, bratku, konia z rzędem.



REJENT

z ukłonem

Pozwól spytać, panie drogi,

Gdyż nie znana mi przyczyna,

Co w nikczemne moje progi

Marsowego wiedzie syna?



PAPKIN

rozpierając się na krześle przy stoliku

Co? Chcesz wiedzieć?



REJENT

Proszę o to.



PAPKIN

Więc staję tu, wiedz, niecnoto,

Z strony jaśnie wielmożnego

Cześnika Raptusiewicza,

Co go ranka dzisiejszego

Twych służalców sprośna dzicza,

Godna jednak pryncypała,

W jego zamku napaść śmiała



REJENT

Mówże, waszmość, trochę ciszéj,

Jego sługa dobrze słyszy.



PAPKIN

Mówię zawsze podług woli.



REJENT

Ależ bo mnie głowa boli.



PAPKIN

jeszcze głośniej

Że tam komu w uszach strzyka

Albo że tam czyj łeb chory,

Przez to nigdy w pieśń słowika

Nie odmienią głos stentory.



REJENT

słodko

Ależ bo ja mam i ludzi.

Każę oknem cię wyrzucić.

Papkin w miarę słów Rejenta wstaje z wolna, zdejmując kapelusz.

A tam dobry kawał z góry



PAPKIN

O, nie trzeba.



REJENT

Jest tam który!

Hola!



PAPKIN

Niech się pan nie trudzi.



REJENT

Pan jak piórko stąd wyjedzie.

do służących

Czekać w czterech tam za drzwiami!



PAPKIN

Ale na cóż to, sąsiedzie,

Tej parady między nami?



REJENT

Teraz słucham waszmość pana.

sadzając go prawie gwałtem

Bardzo proszę - bardzo proszę -

siada blisko i naprzeciwko

Jakaż czynność jest mu dana?

Nie spuszcza z oka Papkina



PAPKIN

Jesteś trochę nadto żywy:

Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem,

Że tak bardzo masz słuch tkliwy -

Przestrzeż, proszę, gdy przypadkiem -

Jakieś słówko głośniej powiem.



REJENT

Czy się prędko rzeczy dowiem?



PAPKIN

bardzo cicho

Zaraz - Cześnik bardzo prosi...



REJENT

Hę!



PAPKIN

Czy głośniej?

na znak potakujący Rejenta mówi dalej

Cześnik prosi...

To jest... raczej Cześnik wnosi,

Że, by skończyć w jednej chwili

Kontrowersją, co... zrobili...

nie mogąc uniknąć wzroku Rejenta, miesza się coraz więcej

Dobrze mówię... co zrobili...

Kontrowersją... jak rzecz znana...

Że tak... to jest... że... sprzy... sprzyja...

odwracając się, na stronie

A to jakiś wzrok szatana,

Cały język w trąbkę zwija.



REJENT

Ja nie jestem pojąć w stanie,

Waszmość prawisz zbyt zawiło.



PAPKIN

wstając

Bo to... bo te... wybacz, panie,

Wino trochę mocne było.

A nie jestem zbyt wymowny...

ciszej

Czy tych czterech jeszcze stoi?



REJENT

Jednym słowem - mój szanowny,

Dobry sąsiad czego żąda?



PAPKIN

Lecz się poseł trochę -



REJENT

kończąc

...Boi.

Bądź, serdeńko, bez obawy.



PAPKIN

Więc Cześnika prośba niesie,

Abyś waszmość circa quartam

U trzech kopców w Czarnym Lesie

Stanął z szablą do rozprawy.



REJENT

ironicznie

Stary Cześnik jeszcze żwawy!



PAPKIN

ośmielając się

Ba! To wszyscy wiedzą przecie,

że niemylne jego ciosy -

Wszakże w całym już powiecie

Pokarbował szlachcie nosy,

Tylko jeszcze...



REJENT

Ciszej, proszę.



PAPKIN

oglądając się na drzwi

Prawda, ciszej. - Cicho zatem

Jego grzeczną prośbę wnoszę

I dołączam moją własną

O odpowiedź krótką, jasną.



REJENT

Tę listownie mu udzielę,

Ale jakże się to zgadza:

Wszak ci jutro ma wesele.



PAPKIN

śmielej

Tamto temu nie przeszkadza:

Rano pierścień - w pół dnia szabla -

Wieczór kielich - w nocy...



REJENT

słodko

Cicho.



PAPKIN

Prawda, cicho.

na stronie

Sprawa diabla,

Ani mrumru. - Czy mnie licho

Tu przyniosło w takie szpony!



REJENT

ironicznie

Wielkiż afekt przyszłej żony?



PAPKIN

Fiu! fiu! fiu! - Taż z miłości

Trzykroć na dzień wpada w młodości -

Cześnik, także rozogniony,

Jak gromnica ku niej pała -

Będzie para doskonała.

A że wierna w każdej sprawie,

Ręce, nogi w zakład stawię.



SCENA PIĄTA


Rejent, Papkin, Podstolina



PODSTOLINA

Otóż jestem na wezwanie

W twoim domu, mój Rejencie,

Co dowodem niech się stanie,

Żem zmieniła przedsięwzięcie.

Nie straciłam na namyśle

Niepotrzebnym czasu wiele -

Bo ja rzadko kiedy myślę,

Alem za to chyża w dziele -

I nie mówiąc Cześnikowi:

Mój staruszku, bądźcie zdrowi,

Milsze od was są sąsiady -

Podpisuję twe układy

I w minucie tutaj staję. -

oddając papier złożony

Waszmość panu jeden daję,

Drugi odpis u mnie będzie.

Gdy więc pewność w każdym względzie

I wzajemnie dane słowa,

Witam ciebie jak synowa.



REJENT

Wielki splendor na mnie spływa,

Moja pani miłościwa,

I fortuna w złotej nawie

Żagiel dla mnie swój rozpięła,

Gdyś chętliwie i łaskawie

W twoje skarbne serce wzięła

Najkorniejsze prośby moje.

Tak jest, pani miłościwa,

Wielki splendor na mnie spływa;

A na szczepu mego trzaski

Jeszcze większy spłynąć może,

Bo chcesz z arcywielkiej łaski

Mego syna dzielić łoże.

Niechże mi tu wolno będzie

Na tej lichej, własnej grzędzie,

Polecając waszmość pani

Trwałej przychylności zdroje

I powolne służby moje,

Do maluczkich upaść nóżek,

Jako sługa i podnóżek.

Całuje ją w rękę



PAPKIN

na stronie

Co ja słyszę! Co, u kata!

Zdmuchnął żonę Cześnikowi

I z nią syna swego swata!

Wszak ci Cześnik, gdy się dowie,

Jak szczupaka go rozpłata.



PODSTOLINA

Nie myśl jednak, mój Rejencie,

Że to z gustu do odmiany

Wzięłam inne przedsięwzięcie;

Syn twój, Wacław, był mi znany,

Bardzo znany - jednym słowem,

Na cóż mam się kryć w tej mierze:

Był kochany - kochał szczerze.



PAPKIN

klaskając w palce

Tędy droga!



PODSTOLINA

Cóż to znaczy?

Papkin tu?



PAPKIN

Tak, Papkin czeka,

Aż go Anna zoczyć raczy.



PODSTOLINA

do Rejenta

Waszmość cierpisz tego człeka?

do Papkina

Precz mi z oczu!



PAPKIN

z pośpiechem

Idę.



REJENT

Czekaj,

Wasze!



PAPKIN

Czekam.



REJENT

Odpis przecie.



PODSTOLINA

On to zdradną swą wymową

Mnie, zbyt słabej, mnie, kobiecie,

Opłakane wyrwał słowo.



PAPKIN

Ja?



PODSTOLINA

I gdyby nie ta zmiana,

Szłabym biedna w moc tyrana.



PAPKIN

do siebie

Dzień feralny!



REJENT

do Podstoliny

Wola nieba,

Z nią się zawsze zgadzać trzeba.

Ale teraz moje zdanie,

Że gdy Cześnik nie wie jeszcze

O nam chlubnie zaszłej zmianie,

Lubo w piśmie rzecz umieszczę,

Dobrze będzie, gdy z twej strony

Papkin weźmie zapewnienie

I powtórzy to, co w liście



PAPKIN

na stronie

Chce mnie zgubić, oczywiście!



REJENT

Daj mu, pani, twe zlecenie,

A ja skreślę słówek parę.

Odchodzi.

SCENA SZÓSTA



PODSTOLINA, PAPKIN


PAPKIN
odprowadzając go oczyma
Podstolino! mam dać wiarę?
Co to znaczy? gdzie sumienie?


REJENT
ukazując głowę w drzwiach
Proszę ciszéj.


PAPKIN
Prawda, ciszéj.
na stronie
I przez mury czart ten słyszy.
cicho do Podstoliny
Ach, co robisz, Podstolino?
Z twej przyczyny wszyscy zginą -
Czyliż Cześnik ci nie znany?
On nie zniesie tego sromu,
On pochodnią i żelazem
Śmierć wyrzuci w wasze ściany,
Gruz zostawi z tego domu.
Bój się Boga, chodźmy razem
oglądając się i odprowadzając coraz dalej na stronę
Ach, ty nie wiesz, gdzieś przybyła...
W jakiej strasznej jesteś toni...
Cicho!... Gdyby nie w tej dłoni
Artemizy groźna siła,
Już by... sza!... Niech Bóg nas broni!...
Dalej we drzwi i na schody.


PODSTOLINA
wyrywając się
Wolna droga.


PAPKIN
Niekoniecznie,
Czterech stoi.


PODSTOLINA
Lecz weź wprzody
Pożegnanie dla Cześnika:
Kłaniaj mu się bardzo grzecznie,
Powiedz oraz, jak mą duszę
Zbyt boleśnie żal przenika,
Że się tak z nim rozstać muszę -
Niech porywczo mnie nie gani...


PAPKIN
Banialuki, moja pani,
Tych ode mnie nie usłyszy.

SCENA SIÓDMA



Podstolina, Papkin, Rejent


REJENT
Ciszéj z łaski.


PAPKIN
Prawda, ciszéj.


REJENT
Oto jest list do sąsiada...


PAPKIN
Ambasada diable śliska!


REJENT
Żegnam.


PAPKIN
w ukłonach
Papkin nóżki ściska.
Za przyjęcie dzięki składa.
Ukłony i ceremonie aż do końca sceny.


REJENT
Nie ma za co.


PAPKIN
O, i owszem.


REJENT
odprowadzając go
Sługa, sługa uniżony.


PAPKIN
Proszę wrócić.


REJENT
Nie wypada.


PAPKIN
Suplikuję.


REJENT
Tylko z góry.


PAPKIN
Nie pozwolę.

Drzwi otwierają się i widać czterech pachołków

REJENT
Jest tam który!


PAPKIN
O, bez wszelkich ceremonii.


REJENT
do pachołków
Panu temu wskazać drogę.


PAPKIN
Ściskam nóżki - trafić mogę.


REJENT
Wziąć pod ręce - nie bez laski -
Schody ciemne - macać trzeba -


PAPKIN
Ściskam nóżki - zbytek łaski. -
Z ukłonem, jednym susem za drzwiami się znajduje, drzwi się zamykają, słychać łoskot, jak gdyby kto zleciał ze schodów. Podstolina idzie ku Rejentowi.


REJENT
wracając
Niech się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać trzeba!