+ Pokaż spis treści

Agamemnon


[...]
Wstał Agamemnon z berłem Wulkana roboty,
Wykształconym dla bogów i pana, i ojca;
Od tego wziął Merkury poseł, Argobójca,
Stąd przeszło do Pelopa, co ujeżdżał konie,
Od tego miał je Atrej, wódz ludu w koronie,
Ten bogatemu w trzody oddał je Tyeście,
Ten Agamemnonowi zostawił nareście,
Oby mu wyspy hołd niosły i Argów kraina.
Na tym berle oparty, tak mówić zaczyna:
"Przyjaciele, wodzowie, prawy Marsa rodzie,
W ciężkiej mię Jowisz srogi zostawia przygodzie.
Bo, nielitosny, przedtem dał mi obietnicę,
Że nie wrócę, aż Trojan obalę stolicę;
Teraz każe mi płynąć do Argów bez sławy,
Kiedym już tyle ludu stracił przez bój krwawy.
Tak chciał Jowisz, którego nieodparte ramię
Tylu miast dumne szczyty złamało i złamie.
Co na to kiedyś wieki wyrzekną potomne,
Że takie wojska Greków, siły tak ogromne,
Próżny bój prowadziły z mniejszą liczbą męża?
Bo jakiż dotąd skutek naszego oręża!
Gdyby z Troją do wiernej przyszedł Grek ugody
I rachować obadwa? chcieliśmy narody,
Gdyby, wszystkie Trojany stały z jednej strony,
A lud nasz na dziesiątki został podzielony,
Chociażby każdy z Trojan lał wino dla naszych,
Iluż by to dziesiątkom zabrakło podczaszych!
Tak liczbę Trofan greckie przewyższają głowy,
Ale za to lud mają wielki posiłkowy,
Ten mi w zamysłach moich zastępuje drogę,
Że dotąd Troi.dobyć osiadłej nie mogę.
Już dziewiąty rok widzi nasze tu obozy,
Zbutwiały nam okręty, przegniły powrozy,
A żony nasze w domach jękami dni znaczą,
A dzieci, wyglądając ojców, rzewnie płaczą,
Nas zaś nie dokonana dotąd gnębi praca.
Posłuchajcie, co powiem: niech każdy powraca,
Już czas do ukochanej ojczyzny pośpieszyć,
Gdy zwycięstwem nad Troją trudno się ucieszyć."
Rzekł i nieświadom rady pociągnął lud cały:
Wzrusza się zgromadzenie jako wzdęte wały,
Kiedy z chmury gniewnego Jowisza wyleci
Not z Eurem i na morzu nawałnicę wznieci
Albo jak się wydają żyznorodne niwy,
Kiedy na nie gwałtownie natrze wiatr burzliwy
I gniotąc z góry kłosy do ziemi nagina;
Tak całe zgromadzenie zrywać się poczyna
I z żołnierskim pośpiesza na okręty wrzaskiem;
Od nóg wzruszonym niebo zaciemnia się piaskiem.
Zachęcają się, ciągną do wód swoje nawy,
Oczyszczają przekopy do morskiej wyprawy;
Już tragi spod naw biorą, a niezgodne głosy
Odjeżdżających mężów idą pod niebiosy.
Pewnie by się ich podróż dłużej nie przewlekła,
Gdy Juno do Minerwy tymi słowy rzekła:
"Wielka córo pioruny władnącego boga,
Więc już Grekom do domu niecofhięta droga?
Ucieczką więc zakończyć tyle prac przystoi?
A przy Pryjamie chwała, Helena przy Troi,
Dla której tyle ludu miecz wytępił mściwy?
Śpiesz zaraz, mową słodką powściągnij Achiwy,
Wstrzymaj powrót, zniszcz zamiar płocho
przedsięwzięty I nie daj, by na morze spychali okręty."
Usłuchała Junony Pallas modrooka
I natychmiast na ziemię spuszcza się z wysoka,
Szybkim pośpiesza lotem do Achiwów łodzi.
Zaraz do Ulissesa mądrego przychodzi;
Stoi on zasępiony, okrętów nie tyka,
Bo go smutek ogarnia i boleść przenika.
Do niego się przybliża i w te rzecze słowa:
"Ulissesie, którego w przemysł płodna głowa,
Także więc bez odwłoki rozpuszczacie żagle
I do miłej ojczyzny powrócicie nagle?
Ucieczką więc zakończyć tyle prac przystoi,
A przy Pryjamie chwała, Helena przy Troi,
Dla której tyle ludu miecz wytępił mściwy?
Śpiesz zaraz, mową słodką powściągnij Achiwy,
Wstrzymaj powrót, zniszcz zamiar płocho przedsięwzięty
I nie daj, by na morze spychali okręty."
Tak rzekła. Wraz bohatyr z żalu się ocuca,
Poznaje głos bogini, śpieszy i płaszcz rzuca;
Podnosi go Eurybat. A gdy Atrydowi
Zabiegł drogę, możnemu narodów królowi,
Bierze od niego w ręce berło znakomite,
Obiega z nim Achiwy pancerzem okryte;
A czy wodza, czy kogo z przednicjszych potyka,
Ujmuje go wymową słodkiego języka.
"Zacny mężu, nie stąpaj ludzi podłych śladem,
Wstrzymaj się, drugich twoim zatrzymaj przykładem.
Bo jeszcze nie wiesz dobrze o króla zamiarze;
Teraz wojska doświadcza, potem je ukarze
Nie wszystkim pozwolono wicd/ieć jego myśli;
Żeby do jakich nieszczęść Achiwi nie przyśli!
Bo wielki gniew na ludzi od monarchy spada,
Który z łaski Jowisza narodami włada."
Gdy z ludu kogo postrzegł, że upornie staje,
Tego berłem okłada i słowami taje.
"Niebaczny, siedź spokojnie Ta dłoń ciebie skarci.
Słuchaj drugich, co więcej niźli ty są warci;
Bojaźń i gnuśność w rzędzie najniższym cię kładzie:
Niś ty w boju ceniony, ni poważny w radzie.
Czy każdy w wojsku greckim za wodza się sądzi?
Niedobry jest rząd wielu; niech więc jeden rządzi,
Król, którego sam Jowisz powagą przyodział
I nam dał posłuszeństwo, jemu władzę w podział."
Tak on wojsko sprawować jak biegły wódz umie.
Wnet i z naw, i namiotów ruszają się w tłumie,
Wrzask ludu grzmi jak morza szumnego bałwany,
Kiedy tłucze mokrymi o skałę tarany.
Całe wojsko ucicha i miejsca zasiada.
Tersyt burzy, złośliwie Tersyt jeszcze gada,
Człek wielomownej gęby, niesfornym językiem
Samym się królom stawił hardym przeciwnikiem;
Bo, co mu do ust padnie, wszystko płocho bredzi,
Celem jego gryźć wyższych, śmiech budzić w gawiedzi.
Zezowaty, kulawy, potwór w świecie rzadki,
Garb mu spycha skręcone na piersi, łopatki,
Głowa długa, spiczasta, rzadkim kryta włosem.
Najbardziej on złośliwym śmiał przegryzać głosem
Ulissa i Achilla, potwarca ich wieczny.
Teraz na króla język obrócił złorzeczny,
Szpetne miotając słowa skrzypiącymi usty;
Sarkali z gniewu Grecy na tyle rozpusty.
On krzyczał i lżył: "Czego twoje serce łaknie?
Skąd ta żałość, Atrydzie? Na czym tobie braknie?
Pełno w twoim namiocie znajduje się miedzi,
Pełno tam ślicznych kobiet, branek naszych, siedzi,
Które ci dajem, miasta jakiego dobywszy.
Czy mało masz dostatków, o królu najchciwszy?
Chcesz, by kto z Trojan przyszedł po dzieci z okupem,
230 Którem ja lub Grek inny wziął na wojnie łupem?
Czy jeszcze dziewki żądasz, byś gdzie z nią ukryty
Wylał się na rozpustę, lubieżnik niesyty?
I także dla greckiego wódz srogi plemienia!
Jakżeśmy podli, mężów niegodni imienia,
Kobiety z nas trwożliwe! Puśćmy się na wody,
Niech on pod Troją nasze pożywa nagrody,
Niech zna, czy bez naszego może co oręża.
Skrzywdził Achilla, nadeń dzielniejszego męża:
Daną od nas nagrodę gwałtem wydarł z nawy.
Gnuśny Pelid, nie mszcząc się tak niegodnej sprawy!
Gdyby cię, jak na męża przystało, był zażył,
Ostatni raz, Atrydzie, byłbyś go znieważył."
Tak Izy Tersyt wielkiego narodów pasterza.
Wtem Ulisses do niego szybkim krokiem zmierza
I ostro nań spojrzawszy groźnym tonem rzecze:
"Lekkomyślny Tersyto, krzykliwy człowiecze,
Wstrzymaj język zuchwały, ty, hańbo natury:
Bo ze wszystkich, co przyszli pod trojańskie mury
I królom towarzyszą w rycerskiej potrzebie,
Żaden człowiek nie przyszedł podlejszy nad ciebie.
Nie waż się królów śmiałym pomiatać językiem
Ani być do powrotu płochym buntownikiem.
Jak los padnie, przewidzieć nie dano nuconiu,
Czy my z chwata, czy z hańbą powrócim do domu.
Jeśli króla narodów szarpiesz z tej przyczyny,
Że go hojnie darują łupem greckie syny,
Skąd się tu złość nikczemna w podłym sercu warzy?
Zyskałże co od ciebie prócz samej potwarzy?
Ale ja ci oświadczam, co i w skutku będzie:
Jeśli, jak dziś, rozpuścisz to złości narzędzie,
Niechaj mi głowę zdejmie okrutny zabójca,
Niech słodkie stracę imię Telemaka ojca,
Jeśli cię nie uchwycę, z szaty nie obnażę
I zdarłszy, co wstyd kryje, ochłostać nie każę;
Wreście, rozkwilonego na razy bolące, .
Wypchnę ze zgromadzenia i w głąb nawy wtrącę."
To wyrzekłszy, do grzbietu berło mu przykłada.
On się zwija i płacze, i drżący usiądą;
Od twardego mu razu w tyle guz wyskoczy,
Patrzy szpetnie wokoło i ociera oczy.
Choć smutni, Grecy jednak rozśmiać się musieli,
Każdy tak sąsiadowi swoje myśli dzieli:
"Słusznie lud Ulissesa wśród najpierwszych kładzie.
Męstwem w boju wsławiony, roztropnością w radzie,
Dziś najlepszą rzecz zrobił, że Tersyta zgromił
I zuchwałość brzydkiego potwarcy uskromił.
Odtąd będzie ostrożny, nauczą go bóle,
Jak niebezpieczna miotać obelgi na króle."