Aleksander Fredro


Aleksander Fredro (fot.: wikimedia)Najsłynniejszego polskiego komediopisarza wszechczasów wymienia się zawsze przy okazji epoki romantyzmu, gdyż pokoleniowo najbardziej pasuje do tej właśnie formacji, urodził się bowiem w roku 1793 (według niektórych w 1791), a więc zaledwie kilka lat przed Mickiewiczem. Trzeba mieć jednak świadomość, iż nazywanie go romantykiem ma taki sam sens, jak określenie Sępa-Szarzyńskiego mianem renesansowego humanisty. Fredro zarówno trybem życia jak i wymową czy też poetyką dzieł bardziej przypominał artystów z epoki wcześniejszej oraz następnej niż trójcę naszych wielkich wieszczów. Specjalnym wykształceniem szczycić się nie mógł. Ponieważ był kolejnym synem w wielodzietnej rodzinie szlacheckiej , pieniędzy starczyło jedynie na średnio dobrych guwernerów, co dość skutecznie odseparowało przyszłego dramaturga od wielkich ideowo-estetycznych dyskusji tamtych czasów. Za to w przeciwieństwie do Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego wojnę znał nie tylko z książek i "opowieści adiutantów", lecz już jako nastolatek zaciągnął się do armii Księstwa Warszawskiego, a potem przemierzył w ciągu kilku lat jako oficer cały "polski szlak napoleoński" z kampanią 1812 roku (wtedy przyszło mu nawet uciekać z rosyjskiej niewoli) i "bitwą narodów" pod Lipskiem na czele.

Gdy w 1814 roku Napoleon zwolnił z przysięgi służące mu wojska, nie wybrał Fredro drogi Wincentego Krasińskiego, robiącego później karierę w carskiej administracji, lecz wrócił do swojego galicyjskiego majątku Beńkowa Wisznia, gdzie - jakby bardziej przypominając późniejszych pozytywistów - zajął się racjonalnym gospodarowaniem i zarabianiem pieniędzy. Od tej pory udział Fredry w życiu publicznym nie polegał ani na spiskowaniu, ani na włączaniu się do działań zbrojnych (w czasie powstania listopadowego nie pognał do Królestwa, by wspierać walczących), lecz miał charakter jak najbardziej oficjalny i pokojowy (przede wszystkim przez wiele lat posłował w galicyjskim Sejmie Stanowym, aż wreszcie rozeźlony brakiem wsparcia władz dla swoich działań - zrzekł się mandatu).

Nawet kochał w niezbyt jak na owe czasy postępowy sposób. Podczas gdy wielcy romantycy w poszukiwaniu absolutu zmieniali kochanki jak rękawiczki, w pogardzie mając zacofaną instytucję małżeństwa, Fredro przez około 10 lat czekał na rozwód kobiety swojego życia - Zofii Skarbkowej, by potem poślubić ją, mieć dzieci i pozostać wiernym aż do śmierci.

Już w wojsku próbował sił jako literat, ale głupawe, obsceniczne teksty z tego okresu reprezentują prostacki, karczmiano-koszarowy humor.

Dopiero rozliczne wizyty w paryskich teatrach w roku 1814 dały Fredrze do myślenia. Gorące reakcje publiczności na różnego typu komedie oraz wodewile zafascynowały i niebywale zachęciły do wypróbowania własnych sił na tym polu.

Nie był zainteresowany pisaniem dramatów tylko "do czytania". Konstruując fabułę, postaci i dialogi, zawsze zadawał sobie pytanie, "jak też to będzie wyglądać na scenie", niektóre role zaś od razu przewidywał dla konkretnych aktorów Teatru Lwowskiego, będącego najwcześniejszym kupcem jego sztuk. Pierwszą, dość nieporadną jeszcze komedię skonstruował naprędce w 1815 roku ("Intryga"). Właściwy dojrzały debiut to kilkuaktowy "Pan Geldhab" z 1818. Szczyt wirtuozerii pisarza przypada na lata dwudzieste, a przede wszystkim trzydzieste, kiedy zostają napisane i wystawione najsłynniejsze dzieła: "Mąż i żona" (1821), "Śluby panieńskie" (1832), "Pan Jowialski" (1832), "Zemsta" (1833), "Dożywocie" (1835). Nawet ktoś znający tylko pobieżnie ówczesną historię bez trudu zauważy, że sukcesy stuk Fredry przypadają dokładnie na lata najczarniejszej "nocy Paskiewiczowskiej" w Królestwie i zbiegają się z publikacją na emigracji najbardziej znaczących narodowo-martyrologicznych dzieł polskiego romantyzmu. Trudno się zatem dziwić, iż wobec pisarza nie komentującego w sposób bezpośredni zaborów musiały podnieść się głosy krytyczne. Seweryn Goszczyński - najsłynniejszy przedstawiciel tzw. ukraińskiej szkoły poetów - nie zwracając uwagi na entuzjazm, z jakim fredrowskie komedie przyjmowała ówczesna publiczność, w rozprawie "Nowa epoka poezji polskiej" zarzucił autorowi "Zemsty" brak ducha narodowego. Pociągnęło to za sobą kolejne negatywne głosy; obrońców słychać nie było. Do dziś biografowie zastanawiają się, czy to właśnie owa "nagonka" była przyczyną tego, co nastąpiło później, pozostaje jednak faktem, iż od tego czasu Aleksander Fredro właściwie przestał pisać (nie licząc powstałych w latach 1844-46 znakomitych, barwnych wspomnień z okresu napoleońskiego zatytułowanych "Trzy po trzy"). Do komediopisarstwa powrócił dopiero w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, ale napisane wówczas teksty (m.in. "Wielki człowiek do małych interesów", "Wychowanka", "Rewolwer") powszechnie uznawane są za nieco słabsze - a na pewno dużo bardziej gorzkie - niż arcydzieła powstałe tuż po powstaniu listopadowym. Popadający w coraz większą mizantropię pisarz, jakby mszcząc się za lata niedocenienia, nie chciał jednak już do końca życia - pomimo gorących próśb - sprzedać niczego nowego żadnemu teatrowi. Zmarł w roku 1876 i pochowany został w grobie rodzinnym w Rudkach. Przed śmiercią zdążył jeszcze stworzyć zbiór pouczających aforyzmów "Zapiski starucha".

"Śluby panieńskie"


To zdroworozsądkowy głos tradycjonalisty na temat miłości, polemizujący z modnymi wówczas koncepcjami idealistyczno-mistycznymi. Niemal każdy modelowy romantyk wierzył, iż Bóg jeszcze gdzieś w zaświatach przeznacza sobie wzajemnie konkretne męskie i kobiece dusze, łącząc je niewidzialnym świętym łańcuchem, co tak pięknie opisuje Gustaw w swoim sławnym monologu z IV części "Dziadów". Żeby na świecie odnaleźć przeznaczoną nam osobę, należy uruchomić "oczy duszy"- to znaczy intuicję - a nie zwracać uwagi na przesłanki racjonalne. W związku z tymi założeniami dla romantyka dobra miłość to miłość od pierwszego wejrzenia, będąca uczuciem przemożnym, przesłaniającym zakochanym wszystko inne. Jednocześnie powszechnie w ówczesnej literaturze ukazywano, iż większość ludzi, miast kierować się porywami serca, dobiera partnerów według innych przesłanek ("Kobieto puchu marny (...) Przebóg, tak Ciebie oślepiło złoto!"), a świat zaludnia się nieszczęśliwymi kochankami.

"Ach, gdyby usunąć zewnętrzne przeszkody! - marzyli czciciele idealnych związków. - Gdyby porywów serca nie tłumiły rady rodziny i uprzedzenia rozumu, miłość rozkwitłaby na całym świecie." Z powyższych powodów w nieszczególnym poważaniu miano też instytucję małżeństwa, w której dostrzegano nie tyle sakrament, co ziemski, materialny interes.

"Śluby panieńskie" w inteligentny sposób podkpiwają z powyższych romantycznych obsesji. Według Fredry przeszkody piętrzące się przed zakochanymi nie są wcale dopustem Bożym i nie jest też prawdą, że bez nich miłość wybuchłaby ze zwielokrotnioną siłą. Wręcz przeciwnie - to właśnie problemy i niepewność mobilizują uczucia, prowadząc do przezwyciężenia trudności. Gdyby nie opór Anieli, Gustaw do końca życia pozostałby zblazowanym dandysem; gdyby nie podstępy Gustawa, Aniela nie rzuciłaby się w jego ramiona, a Klara - w ramiona Albina. Albin - karykatura bohatera werterowskiego - odniósł sukces, kiedy zaniechał irracjonalnej demonstracji uczuć, a włączył się w racjonalną intrygę swojego kolegi. Trzeba przy okazji zaznaczyć też, że dramat jest konserwatywnym hołdem złożonym starszym - Radostowi i Pani Dokrójskiej - którzy przecież już na początku wiedzieli, który chłopiec pasuje do której dziewczyny (zwróćmy uwagę, że rodziny były dla zachwycających się "Romeem i Julią" romantyków raczej przeszkodą niż głosem rozsądku).

Aleksander Fredro proponuje po prostu rehabilitację rozsądku i zwrócenie się w kierunku realnego życia, a nie artystycznych fantazmatów, jak to czynią Klara i Aniela, czerpiące całą wiedzę o mężczyznach z modnych wówczas romansideł.

Dodaj do swoich materiałów
Morze możliwości
na edukator.pl
Narzędzia, zasoby, komunikacja, współpraca. Zarejestruj się. Twórz, gromadź zasoby i dziel się nimi.
Morze możliwości na edukator.pl