Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Żeglarz - Akt I

Jerzy Szaniawski - Żeglarz


OSOBY:

JAN

MED

RZEŹBIARZ

PRZEWODNICZĄCY

REKTOR

ADMIRA?

PAWE? SZMIDT

STARY MARYNARZ

WYDAWCA

DOKTOROWA

FELCIA

IZA

KAPELMISTRZ

PAN Z KOMITETU

STUDENT


Akt pierwszy


Pracownia rzeźbiarska. W szklanym wykuszu na wzniesieniu duży model pomnika, przedstawiający piękną, smukłą, szlachetną" postać kapitana Nuta - żeglarza. Przy postaci kapitana na wpoi zanurzony w falach morskich tonący żaglowiec. Na kanapie leży Rzeźbiarz. Przez okienko wykuszu spogląda na ulicę smutna, miła postać dziewczęcia, nazywanego Med.


RZEŹBIARZ
Smutna jesteś, Med?


MED.
Tak


RZEŹBIARZ
Oczekujesz...


MED.
Tak.


RZEŹBIARZ
Byłoby mi teraz dobrze, bardzo dobrze, gdybyś nie była smutna...
Może czekał na odpowiedź, bo zamilkł, ale że i dziewczyna milczała, mówi dalej.
...Gdyby siostra moja nie była smutna...
Uczenie
Jak to dobrze, że tutaj teraz nie mam przy sobie kochanki, ale siostrę... kochanka męczyłaby mnie... A ja chcę tylko odpoczywać, odpoczywać po...

MED.
...Po wysiłku twórczym...
Powiedziała to, jakby myśląc o czymś innym, patrząc wciąż na ulicę


RZEŹBIARZ
Tak, "po wysiłku twórczym". Powiedziałaś to ładniej... Ja chciałem powiedzieć po prostu "odpoczywać po robocie"... I obiecuję, że będę odpoczywał teraz długo... Może miesiąc, może dwa, może nawet rok... (po chwili)
A może bym pojechał gdzieś daleko, daleko... Pamiętam, lubiłaś mówić ze mną o dalekich podróżach...
zamyślił się


MED.
Tak... rozmawiałam z tobą często o dalekich krajach...


RZEŹBIARZ
A więc pojedziemy...
Milczenie
Med, nic cię nie obchodzi, co mówię, myślisz o czymś innym.


MED.
Nie... słucham, mów...


RZEŹBIARZ
Patrzysz w dal i... czekasz... Z rybackiej jesteśmy rodziny... To już we krwi mają córki nadmorskich rybaków, że - oczekują... Wypłynie ktoś drogi na morze, a one patrzą na dalekie żagle, badają niebo, wsłuchują się w krzyk mewy - czy nie jest to głos złowróżbny, zwiastujący burzę, (po chwili) Ale ty - nie bój się, Med...
Jan lada dzień wróci.


MED
Już dawno powinien był wrócić...


RZEŹBIARZ
Widać ma tam jakieś ważne sprawy.


MED.
I najważniejsze można załatwić przez półtora roku.


RZEŹBIARZ
No, moja Med... Trzeba zrozumieć, że co innego jest "najważniejsza sprawa" dla dziewczyny, inna-dla mnie, rzeźbiarza, a inna dla takiego, jak on... Może tam znalazł w tych dalekich stronach jakieś stare papirusy, jakąś mumię albo jeszcze coś ważniejszego i nie może się od tego oderwać... To trzeba zrozumieć.


MED.
Tak... mogę zrozumieć, że dla niego stara mumia więcej warta niż młoda... narzeczona... Ale zrozumieć to przez półtora roku, to trochę... (niemal przez łzy) za długo...


RZEŹBIARZ
Co? Czy się już buntujesz?


MED.
Nie... Czekam. (nadsłuchuje) Ktoś idzie do nas.


RZEŹBIARZ
Skąd wiesz, że do nas?


MED.
Staje, jakby w jakimś przeczuciu
Wiem... (po chwili z rezygnacją) Ale to... to jeszcze nie... on... .
Dzwonek.
Rzeźbiarz wstaje leniwie - idzie otworzyć drzwi, wchodzi Rektor.


REKTOR
Witam mistrza kochanego.


RZEŹBIARZ
Moje uszanowanie panu rektorowi.
Moja siostra


REKTOR
Bardzo mi jest miło poznać siostrzyczkę naszego mistrza. Mistrzu kochany!... Postanowiliśmy wraz z prezesem i admirałem spotkać się u pana, aby wspólnie omówić parę spraw. Widzę, że przyszedłem pierwszy.


RZEŹBIARZ
Pan rektor raczy spocząć.


REKTOR
Dziękuję ślicznie. Pozwoliłem sobie przynieść twórcy pomnika kapitana Nuta moją nową książkę... Moje skromne dziełko o tymże kapitanie Nucie...


RZEŹBIARZ
To nie dziełko, wielkie dzieło, patrz, Med.


MED
Tak,duże.


RZEŹBIARZ
Dziękuję bardzo panu rektorowi.


REKTOR
Jest tu wszystko, co mogłem zebrać o kapitanie. Trzymałem się tej metody, aby zacząć od dzieciństwa kapitana, a skończyć na jego śmierci.


MED.
A to można inaczej?


REKTOR
A można, łaskawa pani, można i od końca do początku.
Dzwonek, Rzeźbiarz idzie ku drzwiom.
To na pewno prezes albo admirał.
Wchodzi Przewodniczący i Admirał.
Obaj.


PRZEWODNICZĄCY
Sługa mistrza, (przedstawia Admirała) Jego ekscelencja,
admirał...
Powitanie.


RZEŹBIARZ
Moja siostra.
Powitania.


PRZEWODNICZĄCY
Mistrzu kochany, pomówmy o naszych sprawach. Zbliża się chwila odsłonięcia pomnika. Za parę tygodni ze spiżowej postaci kapitana Nuta zerwiemy zasłonę...
Tu westchnął Rektor, pokiwał głową Admirał.
Jeden z placów miejskich otrzyma prawdziwą ozdobę..
Wskazuje na pomnik


REKTOR
Ba...ba...


ADMIRA?
Wielką ozdobę...


PRZEWODNICZĄCY
Na barki moje, jako przewodniczącego komitetu, spada teraz obowiązek udekorowania placu wysoko postawionymi osobami. A nie jest to łatwe! Trzeba bowiem połączyć hierarchię z malowniczością grup. Porządek, bezpieczeństwo i to, żeby się nie poobrażano,biorę na swe barki. Musi to być zrobione praktycznie, przyzwoicie i estetycznie. Właśnie w estetyce pan mi pomoże.


RZEŹBIARZ
I, panie prezesie. Puścić na plac bractwo, kto pierwszy, ten lepszy. Czy ja się znam na tym, kto tu pierwszy, a kto drugi...


ADMIRA?
Ale mnie pan może nie odmówi swej estetycznej pomocy. (otwiera pudełko) Oto plastyczny plan wystawy morskiej, która będzie otwarta w związku z odsłonięciem pomnika.


RZEŹBIARZ
No, ślicznie! Domki, bramy, trawniki. Patrz, Med!


MED.
Tak, ładne. Jakby w sklepie z zabawkami.


ADMIRA?
Niestety, nie wszystkie pawilony da się zapełnić.


REKTOR
Czy rzeczywiście, kochany admirale, jest tak mało eksponatów?


ADMIRA?
Niewiele. Damy sobie jeszcze radę z działem historycznym; z działem naukowo-rozrywkowym. Ciekawy będzie dział bestyj morskich, żywych i wypchanych; dział legend żeglarskich" przedstawia się nawet imponująco. Ale radźcie mi, panowie, czym zapełnić pawilon pamiątek po kapitanie Nucie? Rodzinne miasto kapitana, a nie ma po nim żadnych pamiątek...


REKTOR
Jest tylko dom, w którym, i to - podobno, ujrzał światło dzienne kapitan-bohater. Ale domu do pawilonu nie przeniesiemy...


PRZEWODNICZĄCY
Zwłaszcza że jest nadbudowany i wyższy niż cały pawilon.


RZEŹBIARZ
Tak, to byłoby trudne.


REKTOR
Zapytam panów, dlaczego w ogóle stanie pawilon dla pamiątek, jeżeli tych pamiątek, że się tak wyrażę, nie ma.


ADMIRA?
No, nie możemy się obejść bez pamiątek po kapitanie Nucie. Dałem nawet ogłoszenie. "Poszukuje się pamiątek po kapitanie Nucie..."


PRZEWODNICZĄCY
No i co? bez skutku? nikt się nie zgłosił?


ADMIRA?
Ze skutkiem. Zgłosił się.


REKTOR
Kto?


ADMIRA?
Pewien stolarz przyniósł mi kulawy stolik i powiada, że to jest stolik kapitana Nuta. Wydało mi się, że stolik jest zbyt pośpiesznie archaizowany. Dziurki, które toczą robaki, były, zdaje się, wywiercone świderkiem.


REKTOR
To mądry stolarz.


ADMIRA?
Nie tylko mądry, ale i bezczelny. Bo kiedy powiadam do niego, jaki ma on dowód, że to jest stolik kapitana Nuta, on pyta mnie: "A jaki pan ma dowód, że to nie jest stolik kapitana Nuta?"


PRZEWODNICZĄCY
No i co?


ADMIRA?
Cóż było robić, wziąłem stolik...
W tej chwili Med cos zobaczyła, zrywa się, wybiega, jakby nie widząc obecnych. Wszyscy zdziwieni. Milczenie.


REKTOR
Siostrzyczka pańska wybiegła jak ta sarenka...


RZEŹBIARZ
Patrzy na drzwi, cos posłyszał, co zrobiło na nim wrażenie
Przepraszam panów...
Nie dokończył niemal, pobiegł i zniknął za drzwiami. Jeszcze
większe zdziwienie pozostałych.



ADMIRA?
Stało się coś...


REKTOR
Jakieś głosy...


PRZEWODNICZĄCY
Nie rozumiem, uciekli... i zostawili nas jak głupich.
Stoją zdziwieni, czekają.


ADMIRA?
Całują się...


REKTOR
Ściskają...


PRZEWODNICZĄCY
Cieszą się... Ze dwa lata chyba się nie widzieli...
Słychać coraz wyraźniej trzy glosy. Wchodzi podniecona Med, zanią wesoło idzie Jan i Rzeźbiarz.


RZEŹBIARZ
Przepraszam panów, ale to tak niespodzianie. Przyjaciel mój i narzeczony siostry. Przyjechał z dalekie podróży.


REKTOR
Ach, my się przecie dobrze znamy. To mój były słuchacz!


JAN
"Nie byłem tu półtora roku. Widzę jakieś zmiany.
Ciebie, w otoczeniu wysoko postawionych osób.,
Winszuję...
(nagle uderzony widokiem pomnika)
A to CO? Przecież to... to kapitan Nut...


RZEŹBIARZ
Model pomnika...


JAN
Model pomnika?


MED
Nie wiesz o niczym, nie pisałam ci...


REKTOR
Pan nie wie nic o pomniku?


PRZEWODNICZĄCY
Niezadługo odsłaniamy.


JAN
Nie wiem nic... Byłem daleko. Nie czytałem gazet...
To nadzwyczajne...


REKTOR
Kochany uczniu, wiesz chyba, jako historyk, że w tym roku upływa pięćdziesiąt lat od chwili bohaterskiej śmierci kapitana Nuta.


PRZEWODNICZĄCY
Więc miasto nasze, które jest jego kolebką...


JAN
Nadzwyczajne...


MED
pilnie i niemal z przestrachem patrząc na Jana.
Dlaczego mówisz "nadzwyczajne"?
Wszyscy patrzą zainteresowani, dlaczego wiadomość o pomniku
wywarta na przybyłym takie wrażenie.



JAN
Ocknął się, spostrzegł książkę Rektora, czyta napis na okładce.
"Kapitan Nut". (bierze książkę, otwiera) Ach, to biografia kapitana Nuta, pisana przez pana rektora...


REKTOR
Zaniepokojony zagadkowym uśmiechem
Tak...


ADMIRA?
Ale my nie przeszkadzajmy. Narzeczony z dalekiej podróży...


PRZEWODNICZĄCY
O tak, nie będziemy przeszkadzali...


REKTOR
Oczywiście, nie będziemy państwu przeszkadzali... Ale... może jeszcze parę słów... To jest mój uczeń... Nawet kochany uczeń... stał wprawdzie na czele stowarzyszenia "Czarnych Beretów", którzy mnie trochę tam dokuczali... ale to mniejsza... odznaczał się też ten uczeń kochany... tym, że chciał być raczej nauczycielem swego profesora. Jeżeli ja powiedziałem "białe", on mi dowodził, że to "czarne". I zawsze z jakimś uśmieszkiem. Uśmieszek ten i teraz pochwyciłem, gdy wziął do ręki rzecz moją o kapitanie. Gotów mi filut.. hę... hę... i teraz spłatać jakiegoś figla...


JAN
Rzeczywiście, zdarzenia nadzwyczajne. Wobec tego, co widzę... mogę powiedzieć, dlaczego wyjeżdżałem stąd tak daleko i na tak długo... Szukałem wiadomości o kapitanie Nucie...


REKTOR
Co?...


PRZEWODNICZĄCY
O kapitanie Nucie?


ADMIRA?
To pan może dorzucić coś nowego!...


JAN
O tak.


MED
Co wiesz o kapitanie Nucie?


JAN
Wciąż jeszcze jestem oszołomiony tym nadzwyczajnym zdarzeniem, że ja, właśnie ja, który poszukiwał wiadomości o tym żeglarzu, niemal pierwszych ludzi, jakich spotyka, to tych, co mu stawiają pomnik.


MED
Co wiesz o kapitanie Nucie?


JAN
Biorąc dzieło Rektora
Książka duża. Doprawdy, skąd pan rektor wydobył tyle materiału?...



REKTOR
Ano... szukałem...


PRZEWODNICZĄCY
W takiej chwili i dzieło musiało być pomnikowe... A nikt nie widział "dzieła pomnikowego", co jest cienkie jak broszura.


JAN
Zapewne... Pozwoli pan rektor, że zanim dzieło jego gruntownie przestudiuję, przejrzę sobie obrazki...


REKTOR
Obrazków tam niewiele.


JAN
Czyta tytuł rozdziału
"Dzieciństwo kapitana". O dzieciństwie kapitana Nuta wiem rzeczywiście mało... To będzie interesujące. O, tu, na przykład...
"Przyszły bohater od najwcześniejszego dzieciństwa zdradzał pociąg do malowania map. Jako dziecko dwuletnie rozlewał atrament na białą serwetę, po czym wpatrywał się w plamy, przypominające kształtem Europę, Afrykę oraz inne części świata".
Tak, panie rektorze. Niepotrzebnie oczernił mnie pan przed chwilą, mówiąc, że powiem "czarne", gdy pan rektor powie "białe". Zupełnie wierzę, że tak być mogło.


REKTOR
Pierwszy raz spotyka mnie ten zaszczyt z pańskiej strony.


JAN
Zobaczmy dalej...
czyta bliżej Środka książki
"Kapitan Nut odznaczał się wysmukłą, szlachetną postacią i niezwykle pięknymi rysami twarzy. Nos orli, brwi zarysowane śmiało, wspaniale sklepione czoło i bujne włosy tworzyły całość piękną i pociągającą". Tu mam pewne zastrzeżenia. Jak wiadomo, nie posiadamy żadnej podobizny kapitana Nuta...


REKTOR
Niestety, tak.


JAN
Udało mi się odnaleźć paru ludzi, którzy pamiętają kapitana. Otóż według nich, kapitan Nut był to człowiek krępy z wydatnym brzuszkiem oraz nieco krzywymi nogami...


MED.
Jakby mimo woli
To nieprawda!


JAN
Skąd wiesz, Med, że nieprawda?


MED
Nie wiem, skąd wiem, ale... ale... on nie takiego rzeźbił, jak ty mówisz.


JAN
Nie posługiwałeś się żadnym portretem, bo portretu nie ma.


RZEŹBIARZ
Nie, nie posługiwałem się portretem.


JAN
A więc, teraz co do nosa kapitana. Jak wiadomo, rozmaicie ludzie określają nosy swoich bliźnich, a więc, bywają nosy długie... tak zwane haczykowate... którymi można by grzebać węgle w kominie.
Panowie nosy opuścili
Bywają nosy zadarte...
Panowie spojrzeli w górę.
...że można by nań zawiesić kapelusz... bywają nosy, o których się mówi, że można by nimi gasić świece po kościołach.
Panowie melancholijni.
Nie będę wyliczał wszystkiego... w każdym razie, według moich wiadomości, nos kapitana Nuta nie był nosem orlim.
Panowie się ocknęli.
Był to raczej nos, który określają: "nos jak kartofel".
Panowie zaniepokojeni spojrzeli po sobie.
A co do włosów, to powiem, że udało mi się odnaleźć starego golibrodę, który twierdzi, że kapitanowi własnoręcznie strzygi w zimie włosy maszynką numer trzeci, a wiecie po prostu mu głowę golił.
Kładzie książkę, a podchodzi do twej teki z której wyjmuje maszynkę
Oto corpus delicti. Tę historyczną maszynkę udało mi się nawet nabyć.


PRZEWODNICZĄCY
Hm, to ta maszynka... hm...


REKTOR
Maszynka numer trzeci...
Biorą maszynkę, oglądają, próbują.


ADMIRA?
Ale czy z tą maszynką nie jest tak, jak z tym stolikiem?


REKTOR
Właśnie!...


PRZEWODNICZĄCY
Otóż to!...


JAN
Z jakim stolikiem?


REKTOR
Nasz admirał ogłosił, że poszukuje pamiątek po kapitanie Nucie i przynieśli mu stolik.


PRZEWODNICZĄCY
Ale nie ma dowodu, czy kapitan ten stolik kiedykolwiek widział.


JAN
Ach, tak, rozumiem... Jest okoliczność przemawiająca za autentycznością tej pamiątki, jaką ja posiadam. Słyszałem historię tego narzędzia przedtem, zanim wyraziłem chęć kupna. Zresztą sam przyznaję, że nie są to rzeczy bardzo ważne. Można być szlachetnym człowiekiem, nie mając tak zwanej szlachetnej postaci... Można być orłem bez orlego nosa. A co do włosów... Kapitan Nut nie miał do spełnienia tych zadań, co Samson, więc mógł sobie głowę nawet golić.


MED.
Golił włosy? Nie, miał długie włosy... Wyglądał jak ten...


PRZEWODNICZĄCY
W najpiękniejszym wierszu jest, że: "z włosem rozwianym, ze wzrokiem w dal wpatrzonym, na płonącym pokładzie zostaje kapitan"...


JAN
Wyglądał tak jak ten, Med? Hm, czytajmy dalej: "Kapitan Nut wiódł żywot iście spartański. Twarde łóżko, mała poduszka z trawy morskiej, skromny posiłek dwa razy dziennie, sześć godzin snu, a poza tym praca, praca i jeszcze raz praca - oto tryb życia tego marynarza. Szklanka bardzo mocnej herbaty po obiedzie, fajka i plasterek gumy do żucia, to jedyne narkotyki, jakich używał kapitan Nut", Proszę panów! Nie mam wiadomości, czym była wypchana poduszka kapitana, nie wiem, wiele godzin sypiał i wiele razy dziennie jadał. Co do narkotyków, to, według moich wiadomości, używał ich więcej, niż podaje pan rektor. Już od rana na czczo pił zwykłą siwuchę. Potem pił wódkę oczyszczoną, przy śniadaniu pijał whisky, a po śniadaniu koniak i różne nalewki... pił wszystko, co matka ziemia rodzi, a co jest z alkoholem.


REKTOR
Eh, panie...


JAN
Pił miód, wino, nawet podobno nie pogardzał likierem...


REKTOR
Panie...


JAN
A jeżeli pił i tę herbatę, o której mówi pan rektor, to na pewno było tam pół szklanki herbaty, a pół szklanki rumu.


PRZEWODNICZĄCY
No, panie, że tam człowiek wypił jeden, dwa kieliszki, to pan zaraz to na światło dzienne...


ADMIRA?
Jako stary marynarz, muszę powiedzieć, że klimat morski wprost wymaga, aby się napić.


JAN
Wiem o tym, panie admirale. Wiem, że czy to będzie na ladzie czy na morzu, pod biegunem czy pod równikiem, ludzie powołują sięna to, że klimat ich i tradycja wymaga, aby pić... Wierzę, że marynarzowi tak obmierznąć może widok wody, że nawet pragnienia nie gasi wodą. Dodam, że ja sam lubię czasem napić się z przyjaciółmi czegoś, co nie jest herbatą...


PRZEWODNICZĄCY - REKTOR - ADMIRA?
Podchwytuj
Ano, właśnie, otóż to, o to chodzi.


JAN
Ale dlaczego pisać o herbacie, fajce i gumie do żucia, kiedy jedną z wybitnych cech kapitana było to, że pił - i to tęgo pił.
Goście zwiesili melancholijnie głowy, ocknął się Przewodniczący.


PRZEWODNICZĄCY
Proszę pana! Nasz rektor pamiętał o tych "ubogich duchem", którzy to czytać mogą. Chodzi o to, aby "ubogi duchem" wzbogacił się widokiem piękna, bijącego ze wspaniałej postaci, a nie był z bohaterem za pan brat i nie mówił do niego: "No, trąćmy się, stary, kieliszkiem".


JAN
Dysputę o zaletach takiej metody odłóżmy tymczasem na później i wracajmy do dzieła pana rektora... O... tu widzę wiele miejsca poświęconego miłości kapitana do lady Peppilton...


REKTOR
Czy i tu pan coś doda?


JAN
Listy kapitana? Tak. Odczytywałem nieraz te prześliczne listy. Znam je. One były powodem moich poszukiwań.


PRZEWODNICZĄCY
Listy?


REKTOR
Te listy?


ADMIRA?
Listy do lady Peppilton?


JAN
Tak. Te sławne listy, w których kapitan mówił tkliwie, pięknie, czule. Zdarzył się taki wypadek: między starymi drobiazgami i papierami, które zresztą nic nie miały wspólnego z kapitanem Nutem, znalazłem kawałek zapisanego papieru. Był to kawałek koperty. Pokażę, jak to wygląda,
(idzie ku teczce, wyjmuje kartkę)
Oto ta kartka. Na jednej stronie adres. "Pan kapitan Nut".
Odbija się nagle większe zainteresowanie na twarzach słuchaczów.
A na drugiej kilka słów napisanego widać pośpiesznie pożegnania. Ten list, to list własnoręczny kapitana Nuta.
Poruszenie, wszyscy oprócz Rzeźbiarza, który siedzi z dala,
wciąż obojętny, zbliżają się do Jana, chcąc zobaczyć list.



REKTOR
Własnoręczny


PRZEWODNICZĄCY
Eh, co pan mówi... patrzmy.
Patrzy


ADMIRA?
A jaki dowód, że...


JAN
W muzeum naszym jest, jak wiadomo, jeden jedyny autograf kapitana. Raport o przebytej podróży. Porównałem pismo. To samo.


PRZEWODNICZĄCY
I pan, mając taką relikwię, i pan ją tak w tece...


JAN
W tej tece mam wszystko, co dotyczy kapitana.


ADMIRA?
Więc jest nareszcie jakaś prawdziwa pamiątka! Panie, ja ją umieszczę na miejscu honorowym, wartę przy niej postawię!


JAN
Czytajmy. Kapitan Nut tak pisze do kobiety:
"Dostałem rozkaz natychmiastowego wyjazdu. Nie zobaczę się z tobą. Sprawuj się dobrze, bo gdybym po przyjeździe zastał coś nie w porządku, to znasz mnie: kości połamię. Całuję cię i do widzenia - N".
Wrażenie
Oto list miłosny kapitana Nuta.
Cisza. Znieruchomiały Rektor ocknął się, idzie szybko ku swej
książce, przerzuca parę kartek.



REKTOR
Tu jest odbitka autografu kapitana. Jeszcze porównamy...
Porównują


PRZEWODNICZĄCY
Rzeczywiście to samo.


REKTOR
No tak.


ADMIRA?
Wygląda jakby rzeczywiście ta sama ręka...


REKTOR
Chociaż z drugiej strony ta kropka nad "i" Jakby nieco inna.


PRZEWODNICZĄCY
I ten ogonek przy "ę" coś jakby inaczej...


JAN
Cóż, Med, na to powiesz?


MED.
Cóż ja tu mam do powiedzenia?


JAN
Ta sama ręka, panowie. Nie da się zakwestionować. Nawet błędy ortograficzne te same. Jak mógł człowiek, który pisał listy do lady Peppilton pełne miękkości, słodyczy, róż, księżyca, słowików, jak mógł napisać w ten sposób do innej kobiety. To była dla mnie zagadka, którą postanowiłem rozwiązać. Zacząłem od tego czasu szukać prawdy o kapitanie Nucie. A co do listów pisanych do lady Peppilton, jestem przekonany, że tych listów wcale nie było.


REKTOR
Jak to nie było?


PRZEWODNICZĄCY
Przecież są.


JAN
Są tylko w odpisach. Po prostu romantyczna lady
Peppilton listy te sobie wymyśliła i na listy swoje
napisała fikcyjne odpowiedzi. Mówiąc krótko,
chciała baba w ten sposób przejść do historii.
Milczenie.


PRZEWODNICZĄCY
Rzeczywiście, ujął to pan krótko i dobitnie.


JAN
Powiem więcej, panowie. Mam wiadomości, że ka-
pitan nie tylko groził na papierze, ale potrafił na-
prawdę kobietę wychłostać.


REKTOR
Jeżeli tak i było, to zapewne nie jest to najpiękniejszy, że się tak wyrażę, rys charakteru, ale...


ADMIRA?
Tak... zapewne... bić kobietę...


PRZEWODNICZĄCY
Hm, taką rzecz należałoby nawet teoretycznie potępić, ale...


JAN
Co "ale"?...


PRZEWODNICZĄCY
Ale, widzi pan... no tak... zapewne... bić kobietę... chociaż czasami... ja tego nie pochwalam, broń Boże... ja to potępiam, ale tak czasami... to trzeba ten tego... No... jak to powiedzieć...


REKTOR
Że tam od czasu do czasu trzymał kobietę krótko, to znów... ja przepraszam obecną tu przedstawicielkę płci pięknej, ja także to ganię, ale...


ADMIRA?
No, w każdym razie marynarz... Żołnierz... my stare wilki morskie, musimy te sprawy nieraz... że tak powiem... mocniej...


PRZEWODNICZĄCY
My jeszcze raz powtarzamy, że tego pochwalić się nie godzi, i my, jak tu we trzech stoimy, również mamy żony i nigdy ich... raczej może one nas... mówiąc szczerze... siedzimy nawet pod... No, co tu gadać... pod pantoflem...
Admirał i Rektor cichutko westchnęli.
Ale ja twierdzę, że mężczyzna powinien kobietę tego...
coś... bo w przeciwnym razie... ona nas... tego ten...


ADMIRA?
Właśnie.


JAN
To są już inne sprawy. Chodzi mi o to, że nie można nadal przedstawiać kapitana jako tkliwego trubadura, skoro miłość pojmował po prostu i mocno. Zbliżam się teraz do rzeczy najważniejszej: do śmierci kapitana.
Znów wyraźne żywsze zainteresowanie. Zainteresowanie podkreśla jeszcze Rzeźbiarz, który siedzi wciąż na uboczu, pali fajkę i, zachowuje prawdziwą, a może nawet i demonstracyjną obojętność - teraz nadstawił ucha.
Kapitan Nut, nie chcąc oddać okrętu w ręce nieprzyjaciół, podpalił statek i zginął z nim w nurtach morskich. Zginął przed 50 laty, mając lat 25. Tak mówi legenda.
Powiedziane zostało to poważnie, niemal uroczyście. Powaga i skupienie odbito się na twarzy słuchaczów. Jan zamilkł na dłuższa chwilę, na twarz jego padł jakby cień wzruszenia, mówi dalej.
W wędrówce swojej spotkałem starego marynarza. Nazywa się Jakub Fala. Otóż ten Fala był przy śmierci kapitana Nuta. Zgodził się przyjechać ze mną. Jest tu o kilka kroków od nas. Pilnuje moich rzeczy. Zaraz go zawołam.
Jan wychodzi, zdziwienie pozostałych.


PRZEWODNICZĄCY
Fala?


REKTOR
Przywiózł go z sobą?


ADMIRA?
Marynarz, który był przy śmierci kapitana?


PRZEWODNICZĄCY
Fala? Też nazwisko... "Fala"?
Wraca Jan, za nim, niosąac dwa kufry Stary Marynarz, któryś zatrzymał koło drzwi.


PRZEWODNICZĄCY
Fala...


JAN
Tak, Jakub Fala. Powiedzcie, Jakubie, jak to było?
Byliście ha okręcie podczas pożaru wraz z kapitanem Nutem?


STARY MARYNARZ
Byłem.


JAN
Opowiedzcie o bitwie morskiej.


STARY MARYNARZ
Żadnej bitwy wtedy nie było.


JAN
Nie widzieliście nieprzyjaciela?


STARY MARYNARZ
Nie widziałem.


JAN
Czy to kapitan Nut podpalił statek?


STARY MARYNARZ
Nie.


JAN
Więc skąd powstał pożar?


STARY MARYNARZ
A zasnął jeden z fajką w zębach na ładunku bawełny.
Zatliło się i był pożar.


JAN
Kapitan Nut nie opuścił płonącego okrętu, tak?


STARY MARYNARZ
Taki głupi, żeby zostać, to on nie był.


JAN
A co zrobił?


STARY MARYNARZ
A wsiadł ze mną do łódki.


JAN
Ico?


STARY MARYNARZ
I uciekał, aż się kurzyło.


JAN
Panowie, jeżeli przyjmiemy nawet powiedzenie: "aż się kurzyło" - 'a dodatek marynarza, gdyż jak wiadomo, na wodzie kurzu nie ma, pozostaje fakt, że kapitan Nut wówczas nie zginął.
Milczenie


PRZEWODNICZĄCY
To rewelacyjne zeznanie starego marynarza... byłoby rzeczywiście wstrząsające, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo... ja przepraszam obecnego tu pana admirała... że... "wilki morskie" - to największe łgarze.


JAN
Nie przeczę, że wilk morski i łgarz, przepraszam i ja obecnego tu,pana admirała, że wilk morski i łgarz znaczy jedno i to samo. Ale rozmaici bywają łgarze. Wilk morski rzecz zawsze powiększy, wyolbrzymi, a nie zbagatelizuje.


ADMIRA?
No, to, to prawda.


JAN
Zresztą jakież są niezbite dowody, że kapitan Nut zginął? Tylko wiersze o nim mówią, że "z włosem rozwianym, ze wzrokiem w dal wpatrzonym, na płonącym okręcie zostaje kapitan..."
Milczenie


PRZEWODNICZĄCY
Hm, proszę pana, jeżeli siadł nawet do tej łodzi ratunkowej...


ADMIRA?
Ostatecznie, wie pan, kazać człowiekowi, aby się spalił na węgiel...


REKTOR
A potem jeszcze kazać mu zatonąć...


PRZEWODNICZĄCY
Proszę pana, nawet pierwszy lepszy szczur okrętowy, jak wiadomo, instynktownie ucieka przed pożarem, a cóż dopiero człowiek.


JAN
Wciąż między nami nieporozumienie. Uciekalibyście przed pożarem, panowie, uciekłbym może i ja.Mógł więc uciekać i kapitan Nut. Sędzią nie jestem.
Chcę tylko prawdy. Po cóż mówić inaczej. Skończmy z tym. Skończmy z legendą o kapitanie, (niemal uroczyście) Kapitan Nut nie był bohaterem!
Wrażenie. Starcy znieruchomieli, nawet Rzeźbiarz spojrzał pytająco na Jana; nawet na Med ostatnie słowa Jana zrobiły wrażenie.
Tylko Stary Marynarz, który po ostatnich pytaniach usiadł na kufrze, obojętnie pali fajkę.



PRZEWODNICZĄCY
Słuchaliśmy pana, ale kiedy pan na świętość się por-
wał i świętość w samo serce uderzył, nie pozostaje
nam nic innego, jak wziąć kapelusze, skłonić się ni-
sko i... wyjść...
Wychodzą uroczyście, długie milczenie


JAN
"Wyjście" -to piękna demonstracja, ale nie argument.
Cóż, Med, tak posmutniałaś?...
Milczą.
A ty?... Nie odezwałeś się ani razu? Czy nic cię to nie obchodzi, co mówiłem?


RZEŹBIARZ
Długo nie odpowiada, jeszcze myśli.
Słuchałem. Słuchałem uważnie. Kiedyś tu wszedł - toś powiedział - "To jest kapitan Nut". Skąd poznałeś, że to on? Zobaczyłeś pierwszym spojrzeniem - takiego, jakiego widziałem ja. Więc... może był taki, jak ten.


Akt II
 
 
 

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza