
Schyłek dziewiętnastego wieku przyniósł światu początki lotnictwa i komunikacji powietrznej. U progu wojny, przystępujące do niej państwa dysponowały siłami powietrznymi, jednak nie przywiązywano zbyt wielkiej wagi do ich potencjalnych walorów bojowych. Lekkie samoloty, a przede wszystkim sterowce wykorzystywano początkowo do celów zwiadowczych. Podejmowane próby bombardowania pozycji przeciwnika, czy miast poza linią frontu, miały raczej propagandowe, niż rzeczywiste znaczenie. Piloci własnymi rękami ciskali granaty i ładunki wybuchowe. Celność tych ataków była nader nikła.
Z czasem jednak rezygnowano z użycia łatwych do zestrzelenia sterowców, a konstrukcje samolotów doskonalono. Zwiększano ich osiągi - prędkość, pułap; wzmacniano uzbrojenie i zwiększano jego skuteczność. Obok tradycyjnych maszyn rozpoznawczych konstruowano aeroplany myśliwskie i bombowe. W tych pierwszych rewolucją było zsynchronizowanie pracy śmigła z ogniem karabinu maszynowego. W tych drugich - stałe powiększanie ładowności, pozwalającej na zabranie coraz cięższego ładunku.
Pojedynki myśliwców były ostatnią formą walki, w jakiej przetrwały dawne obyczaje - szacunek dla przeciwnika, cenienie jego odwagi i poszanowanie godności - nawet wobec wziętego do niewoli. Asy lotnictwa stawały się powszechnie szanowanymi bohaterami. Do legendy przeszedł Niemiec baron Manfred von Richthofen, który strącił 80 alianckich samolotów, nim sam zginął w 1918 r.
Nieco inaczej rzecz przedstawiała się z lotnictwem bombowym. W końcowym okresie wojny niemal bezkarnie niszczyło pozycje przeciwnika i nękało ludność na tyłach. Niemieckie bombowce
Gotha, dźwigające po dwie i pół tony bomb każdy, wiosną i latem 1917 r. w wyniku bombardowania Londynu pozbawiły życia około czterystu jego mieszkańców. Zbrodnicze rajdy napawały przerażały atakowanych, dawały jednak do myślenia strategom. Ofensywne siły lotnicze stały się odtąd podstawowym wyposażeniem każdej armii, czyniąc każdą następną wojnę piekłem dla niewinnej ludności cywilnej.