Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Uwagi o śmierci niechybnej

Józef Baka - Uwagi o śmierci niechybnej



Do czytelnika

Panuj świecie! nim straszna grobów pani
Aktem tragicznym twoje serce zrani.
Nietrudno, wierszów prawda dowieść może,
Kserksesów perskich śmierć zmogła i zmoże
Aleksandrów, by nowych Pompejuszów,
Wielkich Datisów, Belizaryjuszów,
Emilijanów lub Milcyjadesów,
Rzymskich Fabijów, w taż dzielnych Narsesów.
Jej moc, wielmożność bez granic panuje!
Silna potęga śmiało rozkazuje.
Ta szybko płynie za bystre Sekwany,
Elby, Aluty, Sabaudy, Rodany.
Fortuny z życiem wydziera na wschodzie,
Atlantów łamie silnych na zachodzie,
Najdzie każdego w odległej Afryce,
Jedna państwami włada w Ameryce.


Cale widocznie jej rząd despotyczny
Musi podlegać prostak, polityczny
Nie trafi z nią się doktor dysputować,
Ani filozof w kontr argumentować,
Niech się nie schroni w Sardyńskich Turynach.
Ani się skryje Węgrzyn w Waradynach,
Francuz w Paryżu, a Hiszpan w Madrycie,
Wszędy doścignie śmierć jawna, choć skrycie.
Zblednieje orzeł dość czarny, dwugłowny,
Harpokratesem stanie, kto wymowny.
Nie skryjesz się, najmilszy Polaku,
Na wyższych Tatrach, na górnym Krępaku,
Wszędy doleci śmierć bez skrzydeł ptaka,
Chwyci w swe spony Litwina, Polaka.
Ta prawda wierszem tu jest wyrażona,
Na dusz pożytek światu otworzona.
Czytajże chętnie, miły czytelniku,
A śmierć uprzedzaj cnotą, katoliku.


Uwaga śmierci wszytkim stanom służąca

Rzadki Feniks, rzadsza w świecie
Dobroć rzeczy: jak w komecie
      Umbr szlaki,
      Złe znaki
      W żywiołach
      I ziołach.
Co śmierć wróży jak kometa,
Saturn, silny dość planeta,
      Do sporu
      Odporu
      Nie najdzie,
      Gdy zajdzie.
W życiu jęczym: ach, niestety!
Szczęście, honor, nie bez mety:
      Bez chłosty
      Dzień prosty
      Nie minie,
      Śmierć słynie.
Pożegnał się ten z rozumem,
Kto świat sławił świateł tłumem,
      Kto ceni,
      Lub mieni
      Śmiecisko,
      Świetlisko.
Że tu dobrze, mało wiele,
Chyba świadczy mądre cielę,
      Kto uczył,
      Nie skuczył
      Sam sobie
      W złej dobie.
      Z Pisma wiecie,
      Źle na świecie!
      Życie wojna
      Niespokojna.
      Ciało kat,
      Świat psu brat,
      A zaś bies
      Zły to pies.
      Czy czujemy,
      Nim zaśniemy,
      Czy pijemy,
      Czyli jemy,
      W grach,
      Radach,
      Brygach
      Turbują,
      Katują.
      Ej, do nieba
      Nam potrzeba!
      Tam pokoje,
      Słodkie zdroje,
      Obłoki
      W potoki
      Obfite,
      Zakryte.
Świata okrąg krętna cyga
Nędzna, szczupła jako figa:
      Do nieba
      Potrzeba,
      Ta meta
      Zaleta.
Nie nasyci świat pigułka,
Skruszy zęby twarda bułka
      Kamieni
      Nie mieni
      W bażanty,
      W alkanty.
Bied, plag, płaczów świat jest skrzynia,
Coraz chorób, szkód przyczynia
      Zamczysta,
      Nieczysta;
      Na koniec
      Śmierć goniec!


Starym uwaga

Mości Panie weteranie,
Dość świat szumi, nim ustanie:
      Z tych szumów
      Rozumów
      Nabądźmy,
      Nie błądźmy.
Młody może, stary musi
Bryknąć, bo go kaszel dusi:
      W tym leki
      Z apteki
      Nie radzą,
      Ba! zdradzą.
      Mój staruszku
      Przy garnuszku
      Darmo zgoła
      Warzysz zioła.
      Nic piwko
      Choć z śliwką!
      Na dziady
      Pasz rady.
Wybacz, proszę, że cię bodzę
W pospolitej wszystkim drodze
      Twój łubek,
      Pałubek
      Zawlecze,
      Uciecze.
      Zamiast konia
      Śmierć pogonią.
      Kijek w ręku,
      Ty bez łęku
      I oklep,
      Gdzie twój sklep
      Pospieszysz,
      Ucieszysz
      Sukcesorów
      Nie bez sporów.
      Srebrnej rosy
      Złote włosy
      Poczubią,
      Cię zgubią,
      Jak ścierwo
      Rozerwą.
      Raz zapłaczą,
      Stokroć skaczą,
      Że już trupa
      Cna chałupa
      Nie widzi,
      Bo zbrzydzi,
      "Won gnoju
      Z pokoju!"
      Cała płata,
      Tam do kata!
      Stare grzyby
      Choćby ryby
      Pożarły,
      Potarły.
      Brząk łuska,
      Nie łuska!
      Złota siatka
      Ta im matka
      I ciotulą.
      Precz, babuło!
      Trzos bratem
      Z Eufratem.
      Pieniążek
      To bożek.
      Panie łysy,
      Tyś od misy
      Pierwszy w groby,
      Do żałoby:
      Peruka
      Oszuka,
      Na włosy
      Są kosy.
      W oczach mary,
      Okulary
      Śmiało stawią,
      Nie zabawią,
      Za czasek
      Już w piasek
      Zdrobniejesz,
      Spróchniejesz.
      Starość stęka!
      Bo w niej męka
      Nieustanna:
      Kasza, marana,
      Choć żuje,
      Nie czuje
      Posiłku
      W lat schyłku.
Kwaśna mina i ponura,
Dziad nie stąpi bez kostura:
      Śmierć wita,
      Z lat kwita!
      Motyka'
      Spotyka.
Starzec ślepy oraz głuchy,
Słaby z nosa spędzić muchy
      Wszak zgoła
      Nie zdoła:
      Jak bryknie,
      "Gwałt!" krzyknie.
      Przy swym zysku
      ?ez w ucisku
      Nie ukoi.
      Mysz się boi,
      Choć czasem
      Z zapasem
      Ma kota
      Ze złota.
      Dziad nazywa garby
      "Skarby":
      Śmierć na skarby
      Ma swe karby
      Bez liku,
      Bez szyku
      Podbiera,
      Zawiera.
Krzywo chodzi, garb przeważa.
Niechaj każdy mocno zważa,
      Kto słyszy:
      Szczur, myszy
      Parada
      Dla dziada.
      Wszyscy wiecie,
      Dziad jak dziecię:
      Śmierć przylepka,
      Grób kolebka,
      Kożuszki
      W pieluszki
      Sposzyje,
      Spowije.
W grobie dobrze dość na dziada,
Bo ucichnie wszelka biada:
      Nie męka,
      Nie stęka,
      Nie licho,
      Śpi cicho.


Młodym uwaga

Za igraszkę śmierć poczyta,
Gdy z grzybami rydze chwyta:
      Na dęby
      Ma zęby,
      Na szczepy
      Ma sklepy.
      Cny młodziku,
      Migdaliku,
      Czerstwy rydzu,
      Ślepowidzu,
      Kwiat mdleje,
      Więdnieje.
      Być w kresie,
      Czerkiesie.
      Ej, dziateczki!
      Jak kwiateczki
      Powycina,
      Was pozrzyna
      Śmierć kosą
      Z lat rosą:
      Gdy wschody,
      Zachody.
Wszak poranek od wieczoru
Niedaleki bez pozoru,
      Dzień z nocą
      Karocą
      Taż dąży,
      Świat krąży.
Dniem niedługo słońce parzy,
Cienią chmury, gdy się żarzy:
      Noc mściwa
      Sposzywa
      Blask szczyry
      W swe kiry.
Po zachodzie kwiat w ogrójcu
Płakać musi jak po ojcu:
      ?zy rosi,
      Są głosy
      "Do nieba
      Bez Feba".
      Śliczny Jasiu,
      Mowny szpasiu,
      Mój słowiku,
      Będzie zyku.
      Szpaczkujesz,
      Nie czujesz?
      Śmierć jak kot
      Wpadnie w lot!
      Aza nie wiesz,
      Że śmierć jak jeż?
      Ma swe głogi,
      W szpilkach rogi?
      Ukoli
      Do woli.
      Aż jękniesz
      I pękniesz.
Czy ty głuszec, czy ty wrona?
Dusznych sępów chwyci szpona!
      Twa główka
      Makówka,
      W swywoli
      Nie boli.
Tobie w głowie skoki, tany,
Charty, żarty na przemiany:
      Śmierć kroczy,
      Utroczy
      Jak ptaszka,
      Nie fraszka!
W ślepą babkę gdy śmierć skacze,
O czy jeden młodzik płacze!
      Jej dygi
      Złe figi
      Niestrawne,
      Dość dawne.
?asyś zbytnie na cukierki,
Jabłka, gruszki i węgierki:
      Śmierć jawna,
      Niestrawna
      Połyka
      Młodzika.
Świat gomułka, tyś pigułka,
Ale smaczna szczurom skórka:
      Gdy zwleką,
      Opieką,
      Wywędzą
      ?ez nędzą.
Tyś jak pączek czy pąpuszek
Od łabędzich twych poduszek:
      Śpisz długo,
      Śmierć sługą.
      Pościele
      W popiele.
      Młodzieniaszku
      W adamaszku,
      W aksamity
      Zbyt uwity,
      Twe lamy
      Od jamy
      Minęło,
      Zniknęło!
      Bez zwrotu,
      Powrotu.
      Nie skryją,
      Zaryją.
Świat na morzu, tyś w korabiu,
Śmierć robaczek jest w jedwabiu:
      Patrz tchórzu,
      Na morzu
      Źle cale,
      Złe fale!
      Kawalerze
      W pięknej cerze,
      Na twe stany
      Chcesz odmiany?
      Odmiana,
      Żeś z Pana,
      Brat łata,
      Gdy fata!
Kawalerów śmierć szyderca
Zrywa gwałtem i z kobierca:
      ?opata
      Przeplata
      Wesele
      W łez wiele.
Nie bądź sadłem czy jak masło:
Niejednemu życie zgasło!
      Wszak mówią,
      Że łowią
      Tak dudków
      Bez skutków.
Żywe srebro, paliwoda,
Na igraszki czasu szkoda:
      Czas drogi!
      Sąd srogi!
      Co minie,
      Upłynie.
Nie dopędzisz wczora cugiem,
Nie wyorzesz jutra pługiem.


Panom uwaga

      Wy panowie,
      Wy grandowie,
      Czy krzesłowi,
      Czy drążkowi
      Patrzajcie,
      Zważajcie
      Poważnie,
      Uważnie.
Bóg Pan panów i hetmanowy,
Jeden Rządzca wszytkich stanów.
      On nosi,
      Wynosi,
      On zruszy,
      On kruszy.
Przezeń orły i motyle,
Ile sił da, mogą tyle.
      Nic z siebie
      W potrzebie
      Lamparty,
      Lwów warty.
      Z Jego woli,
      Choć powoli,
      Harde karki
      ?amią Parki,
      A szturmy
      Wież hurmy
      Gdy zoczą,
      W lot tłoczą.
Jego sumy, szczuki, mole,
Karpat, Krępak, lasy, pole,
      Gdzie zorza,
      Gdzie morza
      Panuje,
      Góruje.
Chwalcież Boga przy powadze
Honor rzecze: "Nie zawadzę
      Zbawieniu
      W imieniu
      Wysokim,
      Szerokim."
Wielkie domy niech honory
Przy zalecie cnej pokory
      Dziedziczy
      I liczą
      Z ozdobą,
      Cnót próbą.
Wielcy, wyższe myślcie rzeczy,
A zbawienie w pierwszej pieczy
      Trzymajcie,
      Dźwigajcie
      Sumnienie
      Nad mienie.
Świat was liczy między Bogi.
Boska bojażń niechaj trwogi "
      Dodaje,
      Nim staje
      Przeboru
      Z honoru.
Bądźcie sercem piastunami.
Kto uczynił was panami?
      Kórzcie się,
      Módlcie się
      Publicznie
      Tak ślicznie.
Jaśniejecie na świeczniku,
Gaśnie słońce w swym promyku:
      Pomrzecie,
      Zgaśniecie
      Jak śmiecie
      Na świecie.
Cedry, dęby i topole
Niszczą, kruszą wichrów wole.
      Pan jak dąb,
      Śmierci ząb
      Z pnia zwali,
      Obali.
      Krzesła, trony
      Jej ogony
      Zacierają
      I chowają
      Ordery
      Do pery.
      Grobowce
      Pokrowce.
      Wszak nie w cepy
      Żyzne sklepy,
      Więcej łupów
      Z pańskich trupów
      Dość snadnie,
      Nieskładnie.
      Pan padnie,
      Śmierć władnie.
Na wspaniałe głowy, szyje
Ostro patrzy, cynkiem bije.
      Na laski
      Pasz łaski,
      W jej chęci
      Pieczęci.
      Wielkie głowy,
      Niech gotowy
      Pokłon będzie
      Tu i wszędzie
      Jednemu,
      Wielkiemu,
      Prawemu
      Sędziemu.


Uwaga damom

      Świetne damy,
      Świat was w ramy
      Jeszcze w życiu,
      W dobrym byciu
      Wprawuje,
      Szacuje
      Tak wzięte
      Jak święte.
      A śmierć ślepa
      Jak szkulepa.
      Nic nie zważa,
      Nie poważa:
      Chimera!
      Odziera.
      Co złoto,
      Jej błoto.
      Na fontaże
      Mars pokaże,
      Na fryzury
      Głodne szczury
      Gotuje,
      Pudruje
      Siwizną,
      Zgnilizną.
      Umysł hardy,
      Na kokardy
      Fatów spony,
      Girydony,
      Tak szuby
      Jak czuby
      Zwlekają,
      Zdzierają.
      W lot kapturki
      Podrą szczurki,
      Tam bukiety
      I tupety.
      Salopy
      Od ropy
      Zbutwieją,
      Struchleją.
      Ej, boginie,
      Wszytko zginie!
      Wasze imię
      W krótkiej stymie:
      Śmierć strzyże
      I krzyże,
      Manele
      Rwie śmiele.
Darmo kanak zdobi głowy,
Gdy u kogo rozum sowy.
      Przeważa,
      Nie zważa:
      Zgnić w grobie
      Ozdobie!
Gdzie testament, tam to lament!
?zy toczą się na dyjament:
      Ach, perło!
      Jak berło
      Śmierć zmiata,
      Do kata!
W świata morzu okręt drogi
Z czubem zerwie wicher srogi.
      Popłynie,
      Ach, zginie!
      W łez rzeki
      Na wieki!
Rogów moda jak wicina,
Wiatrem dęta pajęczyna
      Skurczy się,
      Pomści się.
      Śmierć nagle
      Na żagle.
      Nic wam damy
      Złote lamy
      Bez urazy,
      Ani gazy
      Mantele,
      Manele
      Nie dadzą,
      Zawadzą.
O Dyjano! z ciebie mara
Czy poczwara, gdy czamara
      Przybierze
      W ofierze
      Much rojem,
      Rop zdrojem.
      Nic nie miło,
      Gdy się zgniło:
      Sztofy, tury
      I purpury,
      Wachlerze,
      Trup w cerze
      Odmiata,
      Do kata!
      Nic po stroju,
      Człek wór gnoju,
      Pompę zbrzydzi,
      Świat ohydzi.
      Odrzuci,
      Bo nuci
      Gazeta!
      Waleta!
      Śmierć niemodna,
      Kiedy głodna
      Na ząb bierze
      W cudnej cerze
      Z rumieńcem
      I wieńcem
      Panienki
      W trunieńki.


Rycerzom uwaga

Dumny z miny bohatyrze,
Odkryj umysł, powiedz szczyrze:
      W humorze
      Nie tchórze
      Krzewią się,
      Gnieżdżą się.
Tyś przybrany w pancerz, w spiże,
Twój bucyfał uszmi strzyże:
      Sam mdlejesz,
      Truchlejesz!
      Dla Boga!
      Skąd trwoga?
Wszak na strachy są sztokady,
Dzidy, dardy, kołczan, szpady:
      Są działa
      I strzała.
      Są wozy,
      Obozy.
Słyszę, mówisz: "Nic mi rany,
Nic plezyry, nic kajdany."
      Moc biedna!
      Śmierć jedna
      Nas trwoży,
      Strach mnoży.
Śmierć sroższa nad puginały,
Nad rumelskie dzidy, strzały,
      Nad groty,
      Nad roty.
      Śmierć strzyże,'
      Paiże.
Mój rycerzu, tchórz w kołnierzu,
Gdy śmierć stawa w twym przymierzu.
      Ta liga
      Nie figa!
      Zła mara
      Ta para.
Ona pędzi. Ogniem tchnące
Lwy, tygrysy jak zające,
      Pancerze
      Jak pierze
      Drze, psuje,
      Tratuje.
Lotne sępy i orlęta
Tłoczy, dłabi jak pisklęta,
      A znaczki
      Jak raczki
      W lot szepcą,
      Gdy depcą.
Cudzych fortun ci siepacze
Płaczą straszni jak puchacze,
      Boleją,
      Truchleją.
      Pasz miny
      Z ruiny.
Nie dostoi kirys kroku,
Gdy już staną fata z boku.
      Śmierć żarty
      Z lamparty
      Wszak stroi
      Ze zbroi.
Darmo skrzydła rozpościerać,
Darmo w wojsku się zawierać,
      Śmierć bunty
      Przez runty
      Sprawuje,
      Zwojuje.
Macedończyk zburzył Greki,
Sam w Kocyta wleciał rzeki,
      Tam spłynął
      I zginął,
      Gdzie groble
      Na wróble.
Kserkses wody brał w okowy,
Nie przedłużył lat osnowy:
      Tyś kłąbek
      Nie dąbek,
      Broń nitki
      Nim kwitki.
Żwawy Marsa ty służalec,
Gdy z piór strusich choć kawalec
      Cię zdobi,
      Sposobi
      Choć w marcu
      Do harcu.
Choćby matka twa Bellona
Była! Jednak fatów spona
      Cię ściśnie,
      Zawiśnie
      Ich tęga
      Potęga.
Dziwią się cię widząc place,
Aplaudują bomby, race
      Przy strzałach
      I wałach,
      Bułatach,
      Granatach.
      Przecie zamki
      Jak bez klamki,
      Twe możdżerze
      Jak pęcherze
      Rozdziera,
      Otwiera,
      Śmierć psuje,
      Rujnuje.
Nic w kaftanach z drotu, hafty
Pękną prędko jako tafty:
      Wszak Parka
      Dość szparka
      Dogodzi,
      Uchodzi.
      Śmierć w pokoju
      Czyli w boju
      "Marsz, marsz" każe
      I pokaże
      Mars czoła:
      Ty zgoła
      Zemdlejesz,
      Strupisjesz.
      Trąby ra! ra!
      A śmierć gra! gra!
      Kotły bum! bum!
      Z domu rum! rum!
      Ruguje,
      Rumuje.
      Plac bierze?
      Żołnierze!
Ach, rozdziału duszy z ciałem
Nie zasłoni cekauz wałem!
      Śmierć ściele
      W popiele;
      Ma lochy
      Na prochy.


Duchownym

Mości księże, pieścidełko,
Proszę zgadnąć, gdzie pudełko
      Zamczyste,
      Sklepiste?
      Co księży
      Mitręży.
Wszak w kościele klejnot drogi
Ksiądz, nie mosiądz, skarb to mnogi.
      Więc strata
      Zakata
      Dość znaczna
      Niebaczna,
By nie była, fata skryją
Dość przezornie i zaryją.
      Tak wiecznie
      Bezpiecznie
      Od zguby
      Bez chluby.
      Mój duchowny
      Dość wymowny
      Lecz na stronie
      Nie w ambonie:
      On cicho,
      Grzech licho
      Nam robi,
      Nie zdobi.
Gdy pożary, we dzwon biją,
Wraz kościelne spiże wyją.
      Gdy grzmoty
      Z suchoty,
      Gdy chmury
      Z nieb góry.
Ach! pioruny z gniewu chmury
Rzuca gęba z impostury
      Wołajże
      I dbajże
      Nasz Mófty,
      Mów, mów ty!
Nie zaleta czci kapłańskiej
Być dozorcą trzody Pańskiej,
      A trzody
      Do zgody
      Nie wprawiać,
      Namawiać.
Ksiądz nie księżyc, niechże grzeje
Słońcem cnoty, niechaj wleje
      W nas ducha,
      Aż skrucha
      Na duszy
      Nas skruszy.
      Mości księże!
      Twe oręże
      Brewijarze
      I ołtarze
      Znać dają,
      Wołają:
      "Oprawy,
      Poprawy".
Sam nie chwalisz mości księże,
Kto źle chowa swe oręże:
      Mój księże,
      Oręże
      Zapasy
      W złe czasy.
Nie chowajże je w pokrowcu,
Nim zagrzebią cię w grobowcu:
      Do dania
      Nie brania
      Kurcz męczy
      I dręczy.
Z ręką skąpą zgniją oczy.
Wkrótce życie w dół poskoczy:
      Szostaki
      W żebraki
      Pozbywaj,
      Zdrów bywaj!
Ksiądz ksiąg miewa futerały,
A pokrowiec w trunnie trwały
      Śmierć mściwa
      Sposzywa,
      Gotuje,
      Czatuje.
Zła nowina mości księże!
Nas czekają żaby, węże:
      Dzwonnica
      Tęsknica
      Zahuczy,
      Zamruczy!
Żyj z ołtarza mój pasterzu,
Trzymaj z Bogiem nas w przymierzu
      Skutecznie,
      Statecznie
      Cnotami,
      Modłami.
      Bożych darów
      Nie z pucharów
      Ampułeczką,
      Nie lampeczką
      Używaj,
      Przebywaj,
      By nad stan
      Nie był dzban.
Mości księże teologu
Nim w śmiertelnym staniem progu
      Nas spytaj,
      Przeczytaj
      Z Psałterza:
      "Śmierć zmierza."
Mości księże kapelanie,
Kiedy pora nam nastanie,
      Że tańce
      W różańce,
      Nowinki
      W godzinki
Zamienią się? nasze karty
W książki święte? bo nie żarty!
      Żartujem,
      Kartujem:
      Śmierć czeka
      Człowieka.
Świat nie światło: ty świecznikiem!
Oświecajże słów promykiem,
      Ni chuchu,
      Ni duchu.
      Ćmią cienie
      Sumnienie!


Patriotom Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego

Przez świat sławny mój Polaku,
Dla wolności jedynaku
      Po tobie!
      Bo w grobie
      Niewola,
      Niedola.
Męstwo Marsa za Feliksa,
Złota wolność za Feniksa
      Cię dała,
      Witała
      Dość dawno:
      To jawno!
Orły w herbie biorą góry!
Z gór strącają Park pazury,
      Na spony
      Obrony
      Nie dojdą,
      W dół pójdą.
Śmierć papuga lada jaka
Uczy gadać twego ptaka:
      "Tu ślisko,
      Grób blisko:
      Gnij nisko
      Orlisko!"
Ej, Polaku, orli ptaku,
Nie ulecisz na rumaku.
      Śmierć sidłem,
      Wędzidłem
      Uchodzi,
      Dogodzi.
Choć żółwiowe sprzęgaj cugi,
Gdy przysądzą fatów rugi:
      Pospieszysz,
      Ucieszysz
      Tą jazdą,
      Gdzie gniazdo
Ci pokażą tarte dęby,
Co piłują twarde zęby.
      Sośnina,
      Osina
      Naznaczy,
      Okraczy.
      Cny narodzie,
      Grób cię bodzie.
      Śmierć niezbita
      Niepolita
      Powoli
      Niewoli.
      W swe łyka
      Zamyka.
Czy ty orzeł, czy ty kawka,
Wkrótce zdłabi kaszel, czkawka
      Śmierć szyję
      Zaszyje.
      Zawali,
      Obali.
      Mój Litwinie
      W dobrej minie:
      Junak z ciebie,
      Nim w pogrzebie!
      Śmierć kroczy,
      Utroczy
      Pogonią
      Bez konia.
      Wszak mawiają,
      A nie bają:
      Ciesząc żądze
      Po pieniądze
      Do Litwy
      Bez bitwy.
      Bądź złoty
      Z liczb cnoty.
Jak bez słońca nikną farby,
Tak bez cnoty giną skarby:
      Z Polaka
      Żebraka
      Kto sądzi,
      Nie zbłądzi.
      Z ostrożnością
      Z twą wiecznością
      Mało wiele
      Powiem śmiele:
      Cnót ile
      Dóbr tyle
      Zyskałeś,
      Wskórałeś.
      Niestatecznie,
      Choćbyś wiecznie
      Nabył dobra,
      Gdy niedobra
      Fortuna,
      Twa truna,
      A zbiory
      Jak wióry.


Rada wszytkim stanom

      Wszytkie stany
      Na przemiany
      Upadajcie,
      Wyciskajcie
      Z powieki
      ?ez rzeki
      Sędziemu
      Świętemu.
      Boskie rany
      Jako ściany
      Niech zasłonią
      I obronią
      Każdego
      Grzesznego
      Od kary
      Nim mary.
      I Maryja
      Niech nie mija,
      Wnętrznościami,
      Zasługami
      Folgując,
      Ratując
      Człowieka,
      Co czeka.


Uwaga nikczemności świata

Vivat Jezus i Maryja,
Śliczna w niebie kompanija.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.;
Nic potentat, nic król wszelki,
Jeden Bóg nasz Pan to wielki.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.
Ludzka przyjaźń dla zabawy,
Bóg przyjaciel jeden prawy.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.
Nic bogactwa, nic fortuny,
Żebrak, bogacz wpadnie w truny.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.
Złotogłowy, aksamity
Drze śmierć, z głowy strusie kity.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.
Zęby czasów rwą sobole,
Karmazyny toczą mole.
      ?aska Boska grunt, grunt, grunt,
      A świat cały fig funt, funt.
Jak brylanty tak kokardy
Ząb pokruszy czasów twardy:
            Serenady
            Pełne zdrady,
            Komedyje,
            Tragedyje,
Promenady i bankiety
Prędko biorą swe walety.
            A opery
            Śmiech to szczery,
            Jako sceny
            Krótkiej weny.
Nie uwiozą dzielne cugi,
Musiem płacić fatom długi.
Szłapio, kroczo i ochoczo
Dążą fata, ani zboczą.
Grób karytą, wozem mary,
Fantem będą wraz czamary.
Życie, zdrowie pajęczyna,
Świat sam spłonie, ta przyczyna.
Tu snem szczęście, chwała marą,
Młodość, piękność lat poczwarą,
Dzisiaj rozkosz i bogactwo',
Jutro ropa i robactwo.
      Świat światełko,
      Śmierć miotełką
      Wraz wymieci
      Twe rupieci.
Próżność świata bąbel dęty,
Prędzej niknie niż wir kręty.
            Świat skorupa
            Liczykrupa,
            Skąpo daje,
            Hojnie łaje.
Jego skarby z słomy sieczka,
Sława słaba jak banieczka.
Niebezpieczna z światem liga,
Kto nie zerwie, temu figa.
      W niebie wieczność grunt, grunt, grunt,
      Świat dość mały punkt, punkt, punkt.
            Sami wiecie
            Złe na świecie,
            Ej! do nieba
            Nam potrzeba.
      Świat bałamut i fiut, fiut,
      Nic po nim, nie gut, gut, gut.
Dwór niebieski to dwór, dwór, dwór,
Świat plew pełen wór, wór, wór, wór.
      W niebie wieczność grunt, grunt, grunt,
      Świat dość nędzny punkt, punkt, punkt.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza