Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Trzody Heliosa

Mity i opowieści w eposach Homera - Odyseja


Trzody Heliosa


zapowiedź Kirki

Dalej ostrów Trynakii trafisz; tam na łące
Do boga słonecznego stada należące
Pasą się: jest stad siedem owczych, siedm wołowych,
A w każdym po pięćdziesiąt; nigdy liczba owych
Nie zwiększa się, nie zmniejsza. Dwie nimfy je pasą:
Lampecja z Faetuzą, obie cudne krasą.
Helios je miał z Neerą. O swe córki dbała
Matka, gdy już podrosły, daleko wysłała
Aż na ostrów Trynakii, by trzody ojcowskie
I woły ciężkonogie pasły dziewy boskie.
Jeśli, na powrót pomny, oszczędzisz te trzody,
To wrócisz, chociaż nędzarz, do swojej zagrody.
Lecz jeśli je naruszysz, twój okręt z drużyną
Zginąć musi; ty ujdziesz, ale cię nie miną
Nieszczęścia, i choć wrócisz do dom i rodziny,
To późno, biedny bardzo, sam jeden jedyny."


przygoda

Wymknąwszy się z Charybdy i Skilli przesmyku,
Przybyliśmy do wyspy bożej, gdzie bez liku
Heliosowego bydła na łąkach się pasa;
Moc owiec i jałowic rogatych tam hasa,
Że kiedym był na morzu podał, już się dało
Słyszeć, jak tam w zagrodach to bydło ryczało.
Zaraz na pamięć przyszły i te słowa wieszcze
Wróżbity Tejrezjasza, nie mniej inna jeszcze
Od eejsidej bogini dana mi przestroga,
Abym unikał wyspy słonecznego boga.
Wiec ze ściśnionym sercem rzekłem: "Przyjaciele,
Uważajcie, co powiem! Wróżby wam udzielę,
Którą duch Tejrezjasza dał mi, a i onych
Rad dobrych od eejskiej Kirki udzielonych,
Żeby z dala omijać dla nas niebezpieczny
Ostrów, gdzie stada swoje trzyma bóg słoneczny,
Jakieś bowiem nieszczęście wielkie nas tam czeka.
Więc, chłopcy, opłyniemy ten ostrów z daleka."

Tak rzekłem; oni smutnie pozwieszali głowy.
Lecz Euryloch gniewnymi napadł na mnie słowy:
"Okrutny! Puszysz siłą: ciebie z nóg nie zwali
Trud żaden, członki twoje ukute ze stali.
Przeto drużynie zbitej pracą i niewczasem
Nie dasz wysiąść, pokrzepić się snem i popasem
Tam na ziemi oblanej wodą, i w uporze
Każesz ominąć wyspę, aby w nocnej porze
Tłuc się po mglistym morzu, nie wiedzieć gdzie, po co?
Przecież najsroższe wichry najzwyklej dmą nocą -
Gdzież się skryjem? Jak pewnej możemy ujść śmierci,
Jeżeli burza przyjdzie, a nawą zawierci
Bądź Not wściekły, bądź Zefir? W takiej zawierusze
Wbrew bogów woli giną okręty i dusze.
Poddajmy się więc nocy, nie będzie na zdradzie;
Wieczerzę przyrządzimy tutaj na pokładzie,
A rano znowu wsiądziem pruć bezbrzeżne wody."

Rzekł Euryloch - i drudzy przyklaśli do zgody.
Lecz jam zwietrzył od razu, że bies sprawę gmatwa,
Więc rzekłem: "Eurylochu! Zaprawdę, rzecz łatwa
Przemóc mię, kiedy wszyscy idą na przekorę.
Dobrze, lecz wprzód przysięgę od was tu odbiorę,
Że jeśli na tej wyspie na stada traficie
Jałowic albo owiec, ni jawnie, ni skrycie
Nikt się na nie nie targnie. Głód nas tu nie zmorzy:
Kirka nas opatrzyła w żywność z łaski bożej."
Rzekłem; oni przysięgę świętą wykonali,
Że bydła nie tkną. Zatem, nie płynąc już dalej,
Zawinęliśmy w przystań wydrążoną nawą
Nie opodal wód słodkich i drużyna żwawo
Wyskoczyła, wieczerzę na brzegu przyrządza.
A gdy się już nasyci zgłodniała ich żądza,
Nuż opłakiwać pamięć drogich towarzyszy,
Których Skilla wciągnęła do swoich komyszy;
Aż nareszcie, spłakani, krzepiącym snem zasną.

Trzy części nocy przemkło i gwiazdy już gasną,
Gdy oto chmurowładny Zews wzbudził wichurę,
Pędzącą zewsząd chmury, że aż w jedne chmurę
Ląd zawinął i morze, i spadła ciemnica.
O świcie, gdy Jutrzenka wstała krasnolica,
Wciągnęliśmy łódź naszą w wydrążenie skały,
Gdzie nimfy swoje pląsy i zebrania miały.
Po czym, zwoławszy moich, rzekłem do gromadki:

"Dość żywności i wina jest tu, moje dziatki.
Przeto wara od bydła - nuż licho się czepi!
Tych jałowic i owiec nie tykać najlepiej,
Bo to własność Heliosa te stada na łące;
Groźny pan, słuch ma dobry, oczy wszechwidzące.

Rzekłem; oni uznali moc mego zakazu.
Odtąd Not cały miesiąc dął nam i ni razu
Inny wiatr okrom Eura i Nota nie wiewał.
Więc dopóki zapasy każdy rad spożywał,
To i bydła nie tykał, bo i nie czuł głodu;
Lecz gdy żywność w okręcie wybrano do spodu,
Rozbiegli się po wyspie zgłodniałe biedaki
?owić, co do rąk wpadło, czy ryby, czy ptaki.
Jam rad samosam chadzał modły gorącem!
Prosić bogów o powrót rychły do mej ziemi.
A gdym raz się od moich odbił i w ustronie
Zaszedł ciche, umyłem, jak się godzi, dłonie
I do bogów olimpskich pobożniem się korzył,
A te sen mi zesłały - i sen mię był zmorzył.
Wtenczas właśnie Euryloch nawiązał sieć zdrady:
"Towarzysze niedoli! - rzekł - słuchać mej rady!
Zaprawdę, śmierć dla człeka każda niedogodna,
Lecz żadna tak okropną nie jest jak śmierć głodna.
Dalej więc! Co najlepsze byki z paszy spędźmy
I bogom nieśmiertelnym obiatę poświęćmy.
A kiedyś, do Itaki gdy wrócim ojczystej,
Cześć powinna odbierze ten bóg promienisty,
Chram mu wzniesieni, ozdoby sprawim złotolite.
Lecz jeśli się pogniewa o bydło pobite
I nasz okręt wraz z nami na zgubę przeznaczy,
A bogi mu pomogą, to wolałbym raczej
Od razu morską wodą zalać sobie duszę
Niż w tej pustce na długie skazać się katusze."

Skończył; oni zgodnymi wtórząc mu okrzyki
Nuż spędzać Heliosowe na obiatę byki,
Które w pobliżu nawy chodziły po trawie,
Szerokołebne, z wszystkich najpiękniejsze prawie.
Spędzone otoczyli, bóstw potęgi święte
Wezwali, mietli listki na dębie uszczknięte,
Gdyż jęczmienia nie mieli. Owóż gdy skończono
Modły, bydła nabito, ze skór obłupiono;
Wycięte udźce, tłuszczem dwukrotnie spowite,
Nie ociekłymi ze krwi mięsami nakryte,
Wraz z trzewiami w ofiarnym skwarzyli płomieniu;
Lecz że wina zabrakło, wody k'pokropieniu
Użyto. Więc na stosie gdy udźce zgorzały,
Resztę mięsiw na mniejsze krajano kawały
I wkładano na rożny.

Wtem z drzemoty mojej
Zbudziwszy się, poszedłem ku morskiej ostoi,
A zbliżając się k'nawie dwakroć owłosionej,
Zalatywał mię dymek ofiary spalonej.
Struchlałem! I tę skargę zaniosłem do nieba:
"0jcze Zewsie, wy, bogi! Zguby mej wam trzeba,
Że mnie snem zmorzyliście, aby ci niegodni,
Nie widząc mię, bezecnej dokonali zbrodni."
Wtem Lampecja w powiewnym wionęła rańtuchu,
Do Heliosa wiadomość zanosząc co duchu
O bykach porzezanych. Wstrząsł się Promienisty
I wołał wrząc od gniewu:

"Zewsie wiekuisty!
I wy, wszyscy bogowie! Mścijcie się okrutnie
Na drużynie Odysa. Zuchwałe te trutnie
Wycięli moje stada, na które patrzałem
Z lubością, gdy na gwiezdne błękity wjeżdżałem
Lub gdym z niebios się staczał ku ziemskiej krawędzi.
Jeśli kara za rozbój łotrów tych oszczędzi,
Zejdę w mroki Hadesu świecić nieboszczykom."

Na to Zews, chmur i wiatrów przewodzący szykom:
"Heliosie, świeć jak zawsze bogom tu na niebie
I ziemi, która ludzi wykarmia przez ciebie!
Wnet ja na ten ich okręt piorun cisnę z góry
W mórz środkowiu i okręt strzaskam w drobne wióry!"

Rzecz tę wiem od Kalipsy; onej krasawicy,
A jej z tym się Hermejas zwierzył w tajemnicy.

Przyszedłszy więc do nawy i morskiego brzegu,
Jąłem ostro strofować wszystkich po szeregu.
Lecz cóż począć? Porznięte leżały bydlaki!
Niebawem i złowróżbne zjawiły się znaki:
Skóry same pełzają, na rożnach mięsiwa
Ryczą, a i surowe rykiem się odzywa.

Sześć dni tak używali na mięsie zbytniki,
Heliosowi najlepsze pozjadawszy byki.
Lecz Zews Kronion, gdy zesłał siódmy dzień z kolei,
Nagle wiatr ustał, srogiej nie było już wiei.
Wsiadamy więc, sterujem na morze otwarte,
Maszt już dźwignion i jasne żagle rozpostarte.

Gdy za nami Trynakii został smug zielony,
Nie widzim nic krom nieba i wód z żadnej strony,
Wtedy Zews ciemnomodrym nad nami obłokiem
Zwiesił się i noc była na morzu głębokiem.
Okręt ledwo się ruszał. Zachodni wiatr zadał
Wściekłym gwizdem i zmącił do dna wodny padół;
On to liny masztowe zdarł jednym napadem
I maszt się zwalił; w środek zesypał się gradem
Wszystek sprzęt; maszt o tyły okrętu zawadził,
?eb strzaskał sternikowi, z pomostu go zsadzil,
Że jak nurek w głąb pornął, a zgniecione ciało
Duch opuścił... Wtem nagle nad nami zagrzmiało!
Piorun Zewsa padł w okręt z łoskotem; wstrząśnięcie
Od góry aż do spodu czuć było w okręcie,
Toż siarki zapach. Wszystka z pomostu drużyna,
Zmieciona, wpadła w morze; szamocąc się wspina
I znowu się zanurza, niby morskie wrony.
Bóg im nie dał powrócić - żywot ich skończony!
Jam biegał po okręcie, póki bałwan wielki
Nie oddarł zebr do spodniej przyprawionych belki,
Która sama bujała, aż drzewo masztowe
Spadło na nią. Przy maszcie linę surowcową
Postrzegłszy, maszt ten z wręgą do kupy związałem,
Wsiadłem okrak i wzdętym falom się oddałem.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza