ANAKREONT
Przynieś nam tu czarę, chłopcze,
Chcę popijać jednym duszkiem!
Do dziesięciu kubków wody
Pięć zaledwie dolej wina,
Bym w bakchicznym uniesieniu
Mógł zachować jakąś miarę.
Dalej - pora już porzucić
Zwyczaj uczt na modłę Scytów
Wśród okrzyków, dzikiej wrzawy:
Gdy sączymy wino z wolna
Piękny hymn niech ktoś zanuci!
Przełożył Jerzy Danielewicz
Znów purpurową mnie piłką
Trafił Eros złotowłosy
I do igraszek z dziewczęciem
W barwnych sandałach zaprasza.
Lecz ona - Lesbos pięknego
Córa - spogląda wyniośle
Na mą siwiznę: gdzie indziej
Tęsknie kieruje swe oczy.
Przełożył Jerzy Danielewicz
Na śniadanie tylko trochę
Ułamałem sobie placka,
Za to wina dzban wypiłem;
Teraz lekko trącam struny
Wdzięcznej liry i piosenkę
Śpiewam miłej mej ślicznotce.
Przełożył Jerzy Danielewicz
Przynieś wodę, przynieś wino,
Przynieś, chłopcze, nam tu wieńce
Kwiatów pełne, bym z Erosem
Stoczył słodki bój na pięści.
Przełożył Jerzy Danielewicz
HORACY
Do Leukonoe
Nie dociekaj nie nasza to rzecz Leukonoe
kiedy umrzeć mam ja kiedy ty nie odsłaniaj
babilońskich arkanów Co ma być niech będzie
Czy wiele zim przed nami czy właśnie ostatnia
pędzi morze Tyrreńskie na oporne skały
rozważnie klaruj wino nadzieję odmierzaj
na godziny - czas biegnie zazdrosny o słowa -
i weseląc się dziś nie dowierzaj przyszłości
Przełożył Adam Ważyk
Do Deliusza
Opanowany w godzinie klęski
i obcy szałom radości
takim pamiętaj być zawsze
na zgon skazany Deliuszu
Pamiętaj o tym czy smutnie mija
każdy dzień życia czy w święto
leżąc na trawie w ustroniu
pijesz starego falerna
Sosna ogromna i biała topól
na cóż gałęzie splatają
w gościnnym cieniu i na cóż
pędzi wijący się potok?
Tu wina wonne olejki róże
szybko więdnące każ znosić
dopóki starczy dobytku
i czarnej nici trzech Parek
Ustąpisz z wszystkich gruntów nabytych
i z willi nad płowym Tybrem
ustąpisz i górę złota
zgarnie po tobie kto inny
Czyś potentatem z rodu Inacha
czyś z dołów nędzarz bezdomny
na jedno wyjdzie to w oczach
bezlitosnego Orkusa
Los na każdego z podziemnej urny
wypadnie prędzej czy później
wyrok na wieczne wygnanie
miejsca wyznaczy nam na barce
Przełożył Adam Ważyk
Do Postuma
Ach pierzchające Postumie Postumie
uchodzą lata pobożne modlitwy
nie zetrą z czoła mnożących się zmarszczek
i nie wykupią nas w godzinie śmierci
Choćbyś i trzysta dzień po dniu mój drogi
byków poświęcił nigdy nie ubłagasz
Plutona który bezlitośnie rządzi
tam gdzie i Tytios i troisty Gerion
obezwładnieni za falami smutnej
rzeki którędy króle i oracze
ktokolwiek żywił się płodami ziemi
wszyscy będziemy musieli przepłynąć
Daremnie strzegliśmy życia wśród zgiełku
okrutnej wojny i od rozpętanych
fal adriatyckich daremnie jesienią
chronimy zdrowie przed złośliwym Austrem
leniwe nurty ciemnego Kocytu
trzeba nam ujrzeć niedolę Danaid
i Eolidę Syzyfa którego
na nie kończące się trudy skazano
trzeba opuścić dom obejście miłą
żonę i drzewa któreś tu hodował
oprócz obmierzłych cyprysów za tobą
żadne nie pójdą gospodarzu dawny
a nowy dziedzic wyniesie z piwnicy
i porozlewa na taflach posadzki
nie rozcieńczone wino które śmiało
mogłoby pójść na stół pontyfikalny
Przełożył Adam Ważyk
Wybudowałem pomnik
Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu
strzelający nad ogrom królewskich piramid
nie naruszą go deszcze gryzące nie zburzy
oszalały Akwilon oszczędzi go nawet
łańcuch lat niezliczonych i mijanie wieków
Nie wszystek umrę wiem że uniknie pogrzebu
cząstka nie byle jaka i rosnący w sławę
potąd będę wciąż młody pokąd na Kapitol
ma wstępować z milczącą westalką pontifeks
I niech mówią że stamtąd gdzie Aufidus huczy
z tego kraju gdzie gruntom brak wody gdzie Daunus
rządził ludem rubasznym ja z nizin wyrosły
pierwszy doprowadziłem nurt eolskiej pieśni
do Italów przebiwszy najpewniejszą drogę
Bądź dumna z moich zasług i delfickim laurem
Melpomeno łaskawie opleć moje włosy
Przełożył Adam Ważyk
SAFONA
Pogarda dla nie znającej poezji
Gdy spoczniesz kiedyś w grobie, nikt cię z tęsknotą nie wspomni,
żadnego serca nie wzruszysz, nikt nie zapłacze po tobie,
bo nie zrywałaś róż Pierii. Będziesz w podziemnym świecie
błądzić z innymi zmarłymi - cień zapomniany przez wszystkich.
Przełożyła Janina Brzostowska
***[Podnieście w górę dach]
Podnieście w górę dach!
Hymenaon!
Niechaj mężczyźni wyżej kładą belki!
Hymenaon!
Narzeczony wysoki jak Ares,
wyższy od innych mężów!
Przełożyła Janina Brzostowska
Zazdrość
Podobny do boga wydaje mi się
ten mężczyzna, który siadł naprzeciwko
i uważnie słucha ciebie z zachwytem,
w oczarowaniu.
Gdy słodko się uśmiechasz, moje serce
w piersi drży niespokojnie, zalęknione,
a gdy na ciebie patrzę, głosu z krtani
dobyć nie mogę.
Plącze mi się język, zamiera słowo,
powolny płomień przenika me ciało,
oczy tracą blask, to znów słyszę w uszach
przejmujący szum.
Oblana potem, drżąca, zalękniona,
bardziej zielona od zielonej trawy.
I czuję, że za chwilę stracę życie,
padnę zemdlona.
Biedna, ze wszystkim muszę się pogodzić.
Przełożył Nikos Chadzinikolau
Pożegnanie uczennicy
Bogom równy chłopiec mi się wydaje
Ten, co blisko siedzi naprzeciw ciebie
I melodii twego śpiewnego głosu
Chciwie tak słucha.
Twój uroczy śmiech ileż tęsknot budzi,
Jak się nagle płoszy w mej piersi serce!
Ledwie chwilę patrzę na ciebie - wszystkich
Słów zapominam.
Głos się łamie wnet i subtelny płomień
Ciało moje nagłym przenika żarem,
Świat mi ginie z oczu oślepłych - tylko
Szum w uszach głuchy.
Pot mnie zlewa, dreszcz mi przeszywa ciało
I zieleńsza jestem od polnej trawy,
Jakbym miała martwa za chwilę upaść.
Czyż oszalałam?...
Przełożyła Kazimiera Jeżewska
SYMONIDES
Nie mów nigdy - człowiecze -
co przyniesie ci jutro,
Nie obliczaj, jak długo
będzie trwać czyjeś szczęście:
Los odmieni się, zanim
lotna mucha w powietrzu
Zdąży przemknąć przed tobą.
Przełożył Jerzy Danielewicz
Na cześć poległych pod Salaminą
Gościu! Siedzibą nam wpierw był gród Korynt, z bogactwa wód sławny,
dziś Salamina nasz proch, wyspa Ajanta, już ma,
gdzie i Fenicjan okręty, i Persów skruszywszy, i Medów,
świętą Helladę od pęt krwią ocaliliśmy swą.
Przełożył Witold Klinger
TYRTAJOS
Rzecz to piękna zaprawdę, gdy krocząc w pierwszym szeregu,
Ginie człowiek odważny, walcząc w obronie ojczyzny;
Kiedy atoli swe miasto i ziemię żyzną porzuca,
Wnet żebrakiem się staje - los to najgorszy ze wszystkich -
Jako że z miłą swą matką i z ojcem staruszkiem się błąka,
Dzieci maleńkie przy sobie mając i prawą małżonkę.
Wówczas wrogość go wita wśród ludzi, do których przybędzie
Przed niedostatkiem uchodząc, biedą nieszczęsną trapiony,
Hańbą rodzinę okrywa, zeszpeca wygląd swój świetny,
Wszelka niesława a także zło tuż za nim podąża.
Skoro więc błędny wygnaniec żadnego nie budzi współczucia,
Żadną czcią się nie cieszy, przyszłość też rodu niweczy,
Walczmy mężnie w obronie tej naszej ziemi i dzieci,
Choćbyśmy zginąć musieli, życia swojego nie szczędźmy.
Nuże, młodzieńcy, walczcie, a jeden przy drugim niech wytrwa,
Myśli o szpetnej ucieczce nie dopuszczajcie, ni strachu,
Ale sercom w swych piersiach przydajcie wielkości i męstwa,
Lęk przed życia utratą, z wrogiem się starłszy, odrzućcie,
Tych zaś, którym już wiek poruszania się lekkość odebrał,
Nie zostawiajcie uchodząc z bitwy, starców czcigodnych.
Szpetna wszakże to rzecz, gdy w pierwszym szeregu walczących,
Tam, gdzie miejsce jest młodych, legnie starszy już człowiek,
Białe włosy na głowie mający i brodę srebrzystą,
Który ducha mężnego tchnienie wydaje ostatnie
W pył, a w miłych swych dłoniach skrwawiony srom ukrywa
- rzecz to szpetna dla oczu, tego nie godzi się widzieć -
Ciało zaś z szat ma odarte; młodemu zaś wszystko przystoi,
Póki uroczej młodości kwiat go świetny ozdabia;
Żyjąc, podziw on wzbudza wśród mężczyzn, dla niewiast uroczym
Zda się, a pięknym, gdy zginie walcząc w pierwszym szeregu.
Zatem niech każdy wytrwa w rozkroku stając, a obie
Nogi niech oprze o ziemię mocno, i zęby zaciśnie.
Przełożył Włodzimierz Appel