| | | |
|
|
Pieśń o Rolandzie 1-30
Pieśń o Rolandzie
I - XXX
XXXI - LX
LXI - XC
XCI - CXX
CXXI - CL
CLI - CLXXX
CLXXXI - CCX
CCXI - CCXL
CCXLI - CCLXX
CCLXXI - CCXCI
I - XXX
I
KRÓL KAROL, CESARZ NASZ WIELKI, siedem pełnych lat zostawał w Hiszpanii, aż po samo morze zdobył tę wyżynę. Nie masz zamku, który by mu się ostał, nie masz muru, który by był cały, nie masz miasta, krom Saragossy stojącej na górze. Włada tam król Marsyl nie miłujący Boga - Mahometowi służy, do Apollina się modli. Nie ustrzeże się nieszczęścia!
II
KRÓL MARSYL JEST W SARAGOSSIE. Przechadza się w sadzie, w cieniu. Kładzie się na ganku z błękitnego marmuru; więcej niż dwadzieścia tysięcy ludu jest wkoło niego. Woła swoje diuki i swoje hrabię:
"Słuchajcie, panowie, co za klęska na nas spadła!Cesarz Karol przybył tu ze słodkiej Francji, aby nas pognębić. Nie mam wojska, aby mu wydać bitwę; ludzie moi nie są mocni stawić mu czoła. Radźcie mi, doradcy mądrzy, i chrońcie mnie od śmierci i wstydu!"
Żaden poganin nie odpowiedział słowa prócz Blankandryna z walfondzkiego kasztelu.
III
TEN-CI BLANKANDRYN NAJM?DRSZY był śród pogan; męstwem swym dzielny rycerz; rozumem dobry rajca swego pana. Rzecze królowi:
"Nie przerażaj się, królu! Prześlij Karolowi, dumnemu, hardemu władcy, słowa powolnej służby i wielkiej przyjaźni. Dasz mu niedźwiedzie i lwy, i psy; i siedemset wielbłądów, i tysiąc wypierzonych sokołów; czterysta mułów ładownych złotem i srebrem i pięćdziesiąt wozów, z których on złoży tabor; i daj mu szczerego złota tyle, aby mógł hojnie opłacić swoich najemników. Przekaż mu, że dość długo wojował już w tej ziemi; że powinien by wracać do Francji, do Akwizgranu, że pospieszysz tam za nim na święty Michał, że przyjmiesz tam prawo chrześcijan i zostaniesz jego wiernym lennikiem. A zechce zakładników, to poślij mu ich, dziesięciu albo dwudziestu, aby go natchnąć ufnością. Poślijmy mu synów naszych żon; ja poślę mego, choćby miał i zginąć. Lepiej, by tam potracili swoje głowy, a my żebyśmy nie stracili naszej swobody i państwa i nie przyszli do torby żebraczej!"
IV
BLANKANDRYN MÓWI?:
"Na tę moją prawicę i na tę brodę, którą wiatr kołysze mi na piersi, wnet ujrzycie, jak francuskie woje stąd odchodzą. Pójdą Frankowie do Francji - to ich ziemia. Kiedy wrócą, każdy do swej najdroższej dziedziny, a Karol do Akwizgranu, do swojej stolicy, będzie tam odbywał na święty Michał uroczyste roki. Przyjdzie święto, dzień upłynie, o nas ani słychu. Dumny jest ów król, a serce ma okrutne: każe uciąć głowy zakładnikom. Lepiej-ci jest, aby oni stradali głowy, a my abyśmy nie stracili naszej pięknej Hiszpanii i nie cierpieli niedoli i klęski!"
Poganie rzekli:
"Może i prawdę gada!"
V
KRÓL MARSYL ZWO?A? RAD?. Zawołał Klaryna Balagierskiego, Estamaryna i jego para Eudropa, i Pryjamona, i Garlana brodacza, i Masznera, i stryja jego Mahona, i Żynera, i Malbiena zza morza, i Blankandryna, iżby im powiedział swoją myśl. Dziesięciu najchytrzejszych odwołał na stronę.
"Pójdziecie, barony, do Karola Wielkiego. Jest pod Kordową, którą oblega. Będziecie mieli w rękach gałązki oliwne, co oznacza pokój i pokorę. Jeśli chytrością swoją wyjednacie dla mnie zgodę, dam wam złota i srebra co wlezie, i ziem, i lenna, ile sami zechcecie!"
A poganie na to:
"Oto mamy zadość!"
VI
KRÓL MARSYL ZAMKNĄ? RAD?. Powiada swoim ludziom:
"Pójdziecie, panowie! Będziecie nieśli w rękach gałązki oliwne i powiecie królowi Karolowi Wielkiemu, aby przez Boga swego zlitował się nade mną: że nie upłynie ani miesiąc, jak doń pospieszę z tysiącem moich lenników; i przyjmę zakon chrześcijański, i zostanę jego wasalem z całą miłością i wiarą. Jeśli chce zakładników, wierę, dostanie ich."
Blankandryn rzekł:
"W ten sposób uzyskasz dobrą zgodę."
VII
MARSYL KAZA? PRZYWIEŚĆ DZIESI?Ć białych mulic, które mu był przysłał król Sycylii. Wędzidła na nich złote, siodła wykładane srebrem. Posty wsiadają na nie, trzymają w rękach gałązki oliwne. Spieszą do Karola, który trzyma Francję w swym lennie. Karol nie ustrzeże się przed nimi; oszukają go.
VIII
CESARZ WESELI SI?, RAD JEST Z SIEBIE. Zdobył Kordowę, mury zrównał z ziemią, zwalił kamienne wieże. Znaczny łup wzięło jego rycerstwo: złoto, srebro, szacowne zbroje. Nie został w mieście ani jeden poganin; wszyscy ubici albo ochrzczeni. Cesarz siedzi w wielkim sadzie; koło niego Roland i Oliwier, diuk Samson i Anzeis hardy, Gotfryd Andegaweński, chorąży królewski; i byli tam jeszcze Geryn i Gerier, i z nimi tylu innych - jest ich ze słodkiej Francji piętnaście tysięcy. Na białych jedwabnych dywanach zasiedli rycerze; dla rozrywki najstarsi i najmędrsi grają w warcaby i w szachy, a płocha młódź bije się w szable. Pod sosną, wpodle krzaku głogu, ustawiono tron, cały z szczerego złota - tam siedzi król władnący słodką Francją. Broda jego jest biała, a głowa całkiem siwa; ciało piękne, postać dumna; kto by go szukał, temu nie trzeba go wskazywać. I posłowie zsiedli z mułów, i pokłonili mu się we czci i miłości.
IX
PIERWSZY PRZEMAWIA BLANKANDRYN. Rzecze królowi:
"Witaj imieniem Boga wspaniałego, którego winniśmy ubóstwiać! Słysz, co ci przekazuje król Marsyl, chrobry rycerz. Dobrze się przepytał o wiarę, która zbawia; toteż chce ci dać swoich bogactw w bród, niedźwiedzie i lwy, i charty na smyczy, i siedemset wielbłądów, i tysiąc wypierzonych sokołów, i czterysta mułów objuczonych złotem i srebrem, i pięćdziesiąt wozów, z których uczynisz tabor, naładowanych tyloma bizantami szczerego złota, że będziesz nim mógł dobrze zapłacić swoich zaciężnych. Dosyć już długo bawiłeś w tym kraju; godzi ci się już wracać do Francji, do Akwizgranu. Tam on podąży za tobą; tak ci uręcza pan mój."
Cesarz wznosi ręce do Boga, spuszcza głowę i zaczyna dumać.
X
CESARZ TRWA ZE SPUSZCZONĄ G?OWĄ. Nigdy słowo jego nie było nagłe; taki ma obyczaj, iż mówi tylko wedle swej woli. Skoro się wreszcie wyprostował, twarz jego pełna była dumy. Rzecze do posłów:
"Bardzoście dobrze powiedzieli. Ale król Marsyl jest moim wielkim wrogiem. Jakąż mogę mieć rękojmię słów, któreście rzekli?"
"Przez zakładnik! - rzekł Saracen - których będziesz miał albo dziesięciu, albo piętnastu, albo dwudziestu. Oddam własnego syna, choćby miał zginąć, a sądzę, że dostaniesz i jeszcze godniejszych. Kiedy się znajdziesz w swym cesarskim pałacu, na wielkie święto świętego Michała, pan mój przybędzie do ciebie, on sam ci to uręcza. Tam, w twoich kąpielach, które Bóg uczynił dla ciebie, chce zostać chrześcijaninem."
Karol odpowiada:
"Może jeszcze być zbawiony!"
XI
ZACHÓD BY? PI?KNY, S?O?CE JASNE. Karol kazał odwieść do stajni dziesięć mułów. W sadzie kazał ustawić namiot. Tam podjął dziesięciu posłów; dwunastu rękodajnych troszczy się o ich usługę. Wytrwali tam całą noc, aż nastał jasny dzień. O wczesnym ranku cesarz wstał, wysłuchał mszy i jutrzni. Udał się pod sosnę, wzywa swoich baronów na radę; we wszystkim, co czyni, chce mieć fran-
cuskich panów za doradców.
XII
CESARZ IDZIE POD SOSN?, wzywa na radę swoich baronów: Ogiera diuka i Turpina arcybiskupa; Ryszarda Starego i bratanka jego Henryka; i walecznego hrabiego GaskoniiAcelina, Tybalda rejmskiego i krewniaka jego Milona. Przybyli także Gerier i Geryn, i z nimi hrabia Roland i Oliwier, waleczny i szlachetny; i Fran-
ków z Francji więcej jest niż tysiąc; i Ganelon przybył, ten, który dopuścił się zdrady. Wówczas zaczyna się ona rada, która tak obróciła się na złe.
XIII
"BARONOWIE MOI - RZEK? CESARZ KAROL - król Marsyl przysłał mi swoich posłów. Chce mi dać bogactw swoich w bród, niedźwiedzie i lwy, i charty ułożone do smyczy, siedemset wielbłądów i tysiąc wypierzonych sokołów, czterysta mułów objuczonych złotem Arabii; do tego więcej niż pięćdziesiąt wozów. Ale wzywa
mnie, abym się wrócił do Francji; podąży za mną do Akwizgranu, do mego pałacu, i przyjmie tam naszą wiarę, która prowadzi do zbawienia; zostanie chrześcijaninem i ode mnie będzie przyjmował rozkazy. Ale nie wiem, jaki jest prawdziwy jego zamiar."
Francuzi mówią:
"Miejmy się na baczności!"
XIV
CESARZ POWIEDZIA? SWOJE. Hrabia Roland, któremu to nie jest w smak, zrywa się z siedzenia, wstaje i sprzeciwia się. Rzecze królowi:
"Biada ci, królu, jeśli uwierzysz Marsylowi! Oto już siedem pełnych lat, jak przybyliśmy do Hiszpanii. Zdobyłem dla ciebie i Nobles, i Commibles; wziąłem Waltemę i Ziemię Pińską, i Balagier, i Tudelę, i Sezylę. Wówczas król Marsyl dopuścił się wielkiej zdrady - posłał piętnastu swoich pogan i każdy niósł gałąź oliwną, i wszyscy powiadali ci te same słowa. Naradziłeś się ze swymi Francuzami. Doradzili ci wielkie szaleństwo, wysłałeś do poganina dwóch swoich hrabiów, jeden był Bazan, a drugi Bazyli; i w górach, pod Haltylią, Marsyl uciął im głowy. Prowadź wojnę tak, jakeś rozpoczął! Powiedź pod Saragossę swoje chorągwie; podejmij oblężenie, choćby miało trwać całe twoje życie, i pomścij tych, których zdrajca pozabijał!"
XV
CESARZ SIEDZI ZE SPUSZCZONĄ G?OWĄ. Gładzi brodę, targa wąsy, ale nie daje siostrzeńcowi żadnej odpowiedzi, ani dobrej, ani złej. Francuzi milczą, wyjąwszy Ganelona. Wstaje, idzie przed Karola i zaczyna bardzo dumnie. Rzecze królowi:
"Biada ci, gdybyś uwierzył nicponiowi, mnie czy innemu, który by mówił nie dla
twego dobra! Kiedy król Marsyl przekazuje ci, że ze złożonymi dłońmi stanie się twoim lennikiem i że weźmie całą Hiszpanię jak Lenno z twojej łaski, i przyjmie wiarę, którą my wyznajemy, kto ci radzi, abyśmy odrzucili zgodę, ten snadź niewiele dba, królu, jaką my śmiercią pomrzemy. Rada płynąca z pychy nie powinna przeważyć. Poniechajmy szalonych, słuchajmy roztropnych!"
XVI
WÓWCZAS WYSUNĄ? SI? NAIM; brodę miał białą, włos na głowie siwy, nie było na dworze lepszego wasala. Rzecze do króla:
"Dobrze słyszałeś, królu, odpowiedź, jaką ci dał Ganelon - dorzeczna jest i godzi się jej posłuchać. Zwyciężyłeś Marsyla w wojnie, zabrałeś mu wszystkie zamki, balistami rozbiłeś mury, spaliłeś jego miasta, pobiłeś ludzi. Dziś, kiedy ci przekazuje, że się zdaje na twoją łaskę, czynić mu więcej jeszcze to byłby grzech. Skoro chce ci dać jako rękojmię zakładników, ta sroga wojna powinna już ustać."
Frankowie rzekli:
"Dobrze diuk gada!"
XVII
"PANOWIE BARONOWIE, KOGÓŻ poślemy do Saragossy, do króla Marsyla?"
Diuk Naim odpowiada:
"Pojadę, królu, jeśli wasza wola; daj mi wnet rękawicę i laskę."
Król rzecze:
"Tyś jest człowiek dobrej rady; na tę moją brodę, nie odjedziesz w tej chwili takdaleko ode mnie. Usiądź z powrotem, skoro nikt cię nie wzywał!"
XVIII
"PANOWIE BARONOWIE, KOGO MOŻEMY posłać do Saracena, który włada w Saragossie?" Roland odpowiada:
"Mogę ja jechać."
"Nie, nie pojedziesz - rzecze hrabia Oliwier. - Serce masz harde i pyszne; przyszedłbyś tam do zwady, boję się tego. Jeśli król każe, mogę ja chętnie jechać."
Król spuszcza głowę i tak odpowiada:
"Cichajcie obaj! Ani on, ani ty nie ruszycie się krokiem. Na siwą brodę, którą oto widzicie, biada temu, który by nazwał jednego z dwunastu parów."
Frankowie zmilkli, stoją pomieszani.
XIX
WSTAJE TURPIN REJMSKI, wychodzi z szeregu i rzecze do króla:
"Zostaw w spokoju swoich Franków! Siedem lat trwasz w tym kraju, wiele ścierpieli męki, wiele boleści. Ale daj mnie, panie, laskę i rękawicę, a ja pójdę do hiszpańskiego Saracena; przyjrzę mu się, jak on wygląda!"
Cesarz odpowie zgniewany:
"Siadaj tam na białym dywanie! I nie odzywaj się już bez mego rozkazu!"
XX
"FRANKOWIE, RYCERZE MOI - rzecze cesarz Karol - wybierzcie mi barona z mojej ziemi, który by mógł zanieść Marsylowi moje poselstwo."
Roland rzecze:
"Niech to będzie Ganelon, mój ojczym!"
Frankowie rzekli:
"Z pewnością to jest człowiek po temu; gdy jego pominiesz, mędrszego nie znajdziesz!"
Aż hrabiego Ganelona zdjął wielki lęk. Zdziera z szyi futro łasicy, został w jedwabnym kubraku. Oczy ma innobarwne, twarz wielce dumną, ciało szlachetne, pierś szeroką; tak jest piękny, że wszyscy parowie mu się przyglądają. Rzecze do Rolanda:
"Szalony! Co do ciebie przystąpiło? Wiedzą wszyscy, że jestem twym ojczymem, i oto wskazałeś mnie, abym jechał do Marsyla. Jeśli Bóg pozwoli, abym wrócił stamtąd, będę ci szkodził, ile będę mógł, przez całe twoje życie!"
Roland odpowie:
"To są słowa pyszne i szalone! Wiedzą wszyscy, że ja nie dbam o groźby; ale na posła trzeba nam człeka z głową; jeśli król chce, jestem gotów; pójdę tam za ciebie!"
XXI
GANELON ODPOWIADA:
"Nie pójdziesz za mnie! Nie jesteś moim wasalem ani ja twoim panem. Karol rozkazuje, abym wypełnił jego służbę; pójdę do Saragossy, do Marsyla; ale nim uśmierzę ten srogi gniew, w jakim mnie widzisz, wypłatam ci jaką tęgą sztukę."
Kiedy Roland to słyszy, zaczyna się śmiać.
XXII
KIEDY GANELON WIDZI, że Roland się śmieje, tak go to zabolało, że omal nie pękł ze złości; niewiele brak, aby postradał zmysły. Rzecze do hrabiego:
"Nie kocham cię, ciebie, który zwróciłeś na mnie ten niesłuszny wybór. Mój prawy cesarzu, stoję tu przedtobą, chcę dopełnić twego rozkazu!"
XXIII
"PÓJD? DO SARAGOSSY! Tak trzeba, wiem o tym. Kto tam idzie, ten nie wraca. Pamiętaj nade wszystko, że mam za żonę twoją siostrę. Mam z niej syna, najpiękniejszego, jaki był w świecie. To Baldwin - rzecze - który będzie wielkim rycerzem. Jemu przekazuję moje ziemie i lenna. Miej go w swej pieczy, ja go już nie ujrzęw życiu."
Karol odpowiada:
"Nazbyt masz miękkie serce. Skoro tak rozkazuję, trzeba ci iść!"
XXIV
KRÓL RZECZE:
"GANELONIE, zbliż się i przejmij laskę i rękawicę. Słyszałeś sam: Frankowie cię wybrali."
"Panie - rzecze Ganelon - to Roland wszystko uczynił! Będę go nienawidził całe
życie, i Oliwiera, że jest jego druhem, i dwunastu parów za to, że go tak kochają. Wyzywam ich, panie, przed twoim obliczem!"
Król rzekł:
"Nadto się gniewasz! Pójdziesz, wierę, skoro ja każę!"
"Mogę iść, królu, ale bez listu żelaznego, zgoła tak, jak poszli Bazyli i jego brat Bazan."
XXV
CESARZ PODAJE MU R?KAWIC? ze swojej prawicy. Ale hrabia Ganelon wolałby tam nie być. Kiedy miał wziąć rękawicę, upadła na ziemię. Frankowie rzekli sobie:
"Boże, co to za wróżba? Ten znak wróży nam wielką stratę!"
"Panowie - rzecze Ganelon - dowiecie się o tym!"
XXVI
"PANIE - RZEK? GANELON - puść mnie już! Skoro mi trzeba iść, nie mam się co ociągać."
A król rzekł:
"Idź z woli Jezusa i mojej!"
Prawicą rozgrzeszył go i przeżegnał znakiem krzyża świętego. Po czym dał mu laskę i pismo.
XXVII
HRABIA GANELON IDZIE NA SWOJĄ kwaterę. Stroi się w najpiękniejszy rynsztunek, jaki posiadał. Do stóp zapiął ostrogi złote, do boku przypasał swój miecz, zwany Murglejem. Siada na Taranta, swego rumaka, wuj jego, Ginmer, trzyma mu strzemię. Ujrzelibyście wówczas wielu rycerzy płaczących i mówiących doń:
"Szkoda twego męstwa! Żyłeś długo na dworze króla i mieliśmy cię za szlachetnego wasala. Tego, kto cię naznaczył, abyś tam szedł, tego sam Karol nie zdoła ochronić ani ocalić. Nie, hrabia Roland nie powinien był myśleć o tobie, z nazbyt wielkiego rodu po chodzisz!"
Po czym rzekli:
"Panie, weź nas z sobą!"
Ganelon odpowiada:
"Nie daj tego Bóg! Lepiej niech pomrę sam, a tylu zacnych rycerzy niech zostanie przy życiu. Wrócicie, panowie moi, do słodkiej Francji. Pozdrówcie ode mnie moją żonę i Pinabela, mego druha i para, i Baldwina, mego syna... Wspomagajcie go i miejcie za swego pana!"
I puścił się w drogę.
XXVIII
GANELON JEDZIE POD WYSOKIMI drzewami oliwnymi. Przybył do posłów saraceńskich i do Blankandryna, który wszedł z nim w pogwarkę. Obaj rozmawiają bardzo chytrze. Blankandryn powiada:
"To cudowny człowiek ten Karol. Podbił Pulię i całą Kalabrię; przebył morze słone i zdobył świętemu Piotrowi haracz Anglii; czego on jeszcze chce tutaj w naszym kraju?"
Ganelon odpowiada:
"Taka jest jego ochota. Nie będzie człowieka takiego jak on."
XXIX
BLANKANDRYN POWIADA:
"Frantowie to ludzie bardzo szlachetni. Ale wielką krzywdę czynią swemu panu owi diuki i komesy, którzy mu dąjątakie rady; wyczerpiągo i zgubią, i innych z nim."
Ganelon odpowiada:
"Nie jest to prawda, o ile wiem, o nikim, z wyjątkiem Rolanda, który to kiedyś odpokutuje. Kiedyś rano cesarz siedział w cieniu. Przyszedł jego bratanek, w pancerzu na grzbiecie, niósł ze sobą łup spod Karkasony. Trzymał w ręce rumiane jabłko. Weź, miły panie - rzekł do stryja - wszystkich królów korony daję ci w podarunku! Duma jego łacno może go zgubić, codziennie wystawia się na śmierć. Niechże go kto ubije - będziemy mieli cały spokój!"
XXX
BLANKANDRYN RZECZE:
"Roland jest wielce godzien nienawiści, iż chce przywieść do niewoli wszystkie narody i rości sobie prawa do wszystkich ziem. Gdy chce tyle dokazać, na kogo on liczy?"
Ganelon odpowiada:
"Na Francuzów! Tak go kochają, że nigdy mu nie chybią. Daje im w bród złota i srebra, mułów i rumaków, materie jedwabne, zbroje. Samemu cesarzowi daje wszystko, czego pragnie - zdobędzie mu ziemię odtąd aż do Wschodu!"
dalej
|
|