Gustaw Dani³owski
Okna
Mam cztery dziwne okna w moim domu:
Przez jedno patrzê smutnymi oczyma
Na bliskich ludzi rozprószone plemiê,
Nad którym Pan Bóg b³yskawicê gromu
W surowej d³oni ustawicznie trzyma.
Przez drugie widzê w mg³y spowit± ziemiê,
Tê dawn± gwiazdê zagaszon± w b³ocie,
Do której ¿ywe istnienia siê tul±,
Odk±d siê sta³a z jasnej mroczn± kul±,
Plam± b³±dz±c± w b³êkitnym namiocie.
Przez trzecie ¶ledzê g³±b mojego ducha
I widzê serce dzikie i podarte...
Lecz najdziwniejsze jest to okno czwarte,
Raczej nie okno, lecz framuga g³ucha:
Któr± zamyka jaka¶ gêsta krata;
I tylko czasem przez szczeliny ciasne
Dochodz± oczu zarysy niejasne
Nieznanych ¶wiate³, p³yn±ce z za¶wiata.
Gdy trzech poprzednich zmêcz± mnie widoki,
Uciekam w czwarte i ¼renic± such±
¦ledzê ciekawie tajemnicze mroki.
I mam przeczucia, którymi siê ³udzê,
¯e ¶mieræ, co widne, zatrza¶nie na g³ucho,
Kratê wysadzi w tej ciemnej framudze.
Poezje I 1902