Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Moralność pani Dulskiej akt.I (Gabriela Zapolska)

Gabriela Zapolska - Moralność pani Dulskiej



 

  • Akt I
     
  • Akt II
     
  • Akt III

    AKT I


    Scena przedstawia salon w burżuazyjnym domu. Dywany, meble solidne, na ścianach w złoconych ramach premia i Bóg wie jakie obrazy. Rogi obfitości, sztuczne palmy, landszaft haftowany za szkłem. Pomiędzy tym stara piękna serwantka mahoniowa i empirowy ekranik. Lampa z abażurem z bibuły, stoliki, a na nich fotografie. Rolety pospuszczane, na scenie ciemno. Gdy zasłona się podnosi, zegar w jadalni bije godzinę szóstą. W czasie pierwszych scen powoli rozwidnia się, wreszcie rozwidnia się zupełnie, gdy story podniosą.

    SCENA PIERWSZA
    Chwilę scena pozostaje pusta. Słychać za kulisami człapanie pantofli. Z lewej (sypialnia małżeńska) wchodzi Dulska w stroju niedbałym. Papiloty, z tyłu cienki kosmyk, kaftanik biały wątpliwej czystości, halka włóczkowa krótka, poddarta na brzuchu. Idzie mrucząc, świeca w ręku. Stawia świecę na stole, idzie do kuchni.

    DULSKA
    Kucharka! Hanka! wstawać!... (mruczenie w kuchni) Co? jeszcze czas? Księżniczki! Nie z waszym nosem, a już wstałam... Cicho, kucharka, nie rezonować. Palić pod kuchnią. Hanka! chodź palić w piecu w salonie. A żywo!... (idzie ku drzwiom na prawo) Heśka! Mela! wstawać! lekcje przepowiedzieć, gamy do grania... prędzej... nie gnić w łóżkach!...

    Chwilę chodzi po scenie, mrucząc. Idzie do pierwszych drzwi na prawo, zagląda, łamie ręce, wchodzi do pokoju ze świecą.

    SCENA DRUGA
    Dulska, Hanka.

    Hanka bosa, spódnica ledwo zawiązana, koszula, kaftanik narzucony, niesie smolaki i trochę węgli. Przykuca przy piecu, rozpala, pociąga nosem, wzdycha. Wchodzi Dulska, zła.

    DULSKA
    Jak palisz? jak palisz? skaranie boże z tym tłumokiem. Do krów, do krów, nie do pańskich pieców. Czego niszczysz tyle smolaków! Czekaj, ustąp się, ty do niczego, ja ci pokażę (przykuca sama i pali w piecu) Ruszaj zbudzić panienki, a jak nie zechcą wstać, to pościągaj kołdry.

    Hanka idzie do pokoju dziewcząt, Dulska pali w piecu i dmucha, jaskrawy płomień oświetla jej twarz tłustą i nalaną. Wraca Hanka.

    Cóż panny? wstają?

    HANKA
    Pościągałam kołdry. Panna Hesia kopnęła mnie w brzucho.

    DULSKA
    Wielka afera, zgoi się do wesela.

    Chwila milczenia.

    HANKA
    Proszę wielmożnej pani...

    DULSKA
    Widzisz, jak się w piecu pali...

    HANKA
    Proszę wielmożnej pani...

    DULSKA
    Ja o wszystkim myśleć muszę. Niedługo przez was to zejdę do grobu.

    HANKA
    całuje ją w rękę
    Proszę wielmożnej pani! Ja chciałam prosić, że ja już od pierwszego pójdę sobie.

    DULSKA
    Co? Jak?

    HANKA
    ciszej
    Pójdę sobie.

    DULSKA
    Ani mi się waż. Ja za ciebie zapłaciłam w kantorze. Musisz dalej służyć. A to mi się podoba.

    HANKA
    Ja dam na swoje miejsce.

    DULSKA
    Patrzcie ją, jak się odgryzła. Już jej się w głowie przewróciło. O! już miasto na nią działa. Może na pannę służącą się śpieszy? co?

    HANKA
    Proszę wielmożnej pani, to... przez panicza.

    DULSKA
    A...

    HANKA
    Tak... ja nie chcę... bo to...

    DULSKA
    Znowu?

    HANKA
    Ciągle... a to to, a to tak, a ja przecież...

    DULSKA
    nie patrząc na nią
    No dobrze, ja mu powiem.

    HANKA
    Proszę wielmożnej pani, to na nic. Przecie wielmożna pani już nie raz, nie dwa mówiła, że mówiła...

    DULSKA
    No - ale teraz to pomoże.

    HANKA
    Bo ksiądz mówił, żeby odejść.

    DULSKA
    Czy ty u księdza służysz, czy u mnie?

    HANKA
    Ale ja księdza muszę słuchać.

    DULSKA
    Idź po mleko i po bułki.

    HANKA
    Idę, proszę wielmożnej pani.
    Wychodzi.

    DULSKA
    idzie ku drzwiom sypialni małżeńskiej
    Felicjanie! Felicjanie! wstawaj!... spóźnisz się do biura! (idzie do drzwi sypialni córek) Hesia! Mela! spóźnicie się na pensję...

    GŁOS HESI
    Mamuńciu, tak zimno! troszkę ciepłej wody...

    DULSKA
    Jeszcze czego! Hartujcie się... Felicjan! Wstajesz? Wiesz? ten błazen, twój syn, nie wrócił jeszcze do domu! Co? nic nie mówisz? naturalnie! Ojciec toleruje. Niedaleko padło jabłko od jabłoni. Ale jak będą dłużki małe - nie zapłacę.

    HANKA
    uchyla drzwi od kuchni
    Proszę wielmożnej pani, stróż przyszedł o meldunki tych państwa, co się sprowadzili.

    DULSKA
    Idę! Hesia! Mela! Felicjan! A to śpiąca familia. No! no! z torbami poszlibyśmy, żeby nie ja... (wchodząc do kuchni) Dlaczego stróż zostawia na dziedzińcu nową miotłę? Deszcz leje...

    Zamyka drzwi. Głos ginie.


    SCENA TRZECIA
    Hesia, Mela

    Hesia, Mela wybiegają ze swojego pokoju, krótkie spódniczki jednakowe, barchanowe kaftaniki, włosy rozpuszczone, biegną do pieca, przykucają przed drzwiczkami.

    HESIA
    Chodź! chodź!

    MELA
    Nie ma jej?

    HESIA
    Nie ma, słyszysz przecież, jak myje głowę stróżowi. Ha! jak miło ogrzać się trochę.

    MELA
    No! nie pchaj się, ja także...

    HESIA
    Czekaj, poprawię. A teraz daj grzebień, to cię uczeszę.

    MELA
    Daj spokój! Jak zobaczy, będzie krzyk.

    HESIA
    Niech krzyczy. Ja się nie boję.

    MELA
    Ale ja się boję. To tak nieprzyjemnie, jak ktoś głośno krzyczy.

    HESIA
    Bo ty jesteś sentymentalna. Ty się wdałaś w ojca. Lelum polelum...

    MELA
    Skąd ty wiesz, jaki jest ojciec? przecież ojciec nic nie mówi.

    HESIA
    E! już ja wiem. Zresztą masz jego nos.

    MELA
    To dziwne.

    HESIA
    czesze ją
    Co?

    MELA
    Niby, że dziecko podobne do ojca albo do matki. Jak to się dzieje?

    HESIA
    A ja wiem! a ja wiem...

    MELA
    nieśmiało
    Wiesz?... powiedz!

    HESIA
    Nie ma głupich, nie powiem, ale wiem.

    MELA
    Kto ci powiedział?

    HESIA
    Kucharka.

    MELA
    O! kiedy?

    HESIA
    Wczoraj, jak mama poszła do teatru, a nas nie wzięła, bo to niemoralna sztuka. Poszłam do kuchni i tam Anna mi powiedziała! Och! Melu!... Och, Melu!

    Tarza się po dywanie śmiejąc się.

    MELA
    Hesia! Ja myślę, że to grzech.

    HESIA
    Co?

    MELA
    Mówić z kucharką o takich rzeczach.

    HESIA
    Kiedy to prawda. Tak jest naprawdę.

    MELA
    Gdyby to mama wiedziała!

    HESIA
    No to co? Krzyczałaby, ona wiecznie krzyczy.

    MELA
    po chwili
    A mnie nie powiesz?

    HESIA
    Nie. Nie chcę cię brać na swe sumienie. Nie gorsz malutkich!...

    Chwilę milczą. Hesia wstaje i na palcach idzie do sypialni Zbyszka, zagląda i wraca do pieca, w pół drogi spotyka ją Mela, siadają. Hesia na fotelu, a Mela zaplata jej włosy w warkocze.

    No, zrób teraz ze mnie dziewczę z czarną kosą, spod wiejskiej strzechy.

    MELA
    To nie kręć się.

    HESIA
    Wiesz, Zbyszko znów poszedł na lumpkę.

    MELA
    Nie ma go?

    HESIA
    Nie ma. Coś bym ci powiedziała, ale przysięgnij się, że nikomu nie powiesz. Nachyl się... Zbyszko lata za Hanką.

    MELA
    Po co?

    HESIA
    E... bo ty... co z tobą gadać!... No powiedz sama, czy można z tobą gadać?

    MELA
    No, bo mówisz, że lata...

    HESIA
    No, lata czy zaczepia, czy kocha się, czy jak?

    MELA
    Och, Hesiu! Zbyszko?

    HESIA
    No co? Nie byłaś na Halce? Nie wiesz, jak to się dzieje? Panicz, no i "nieszczęsna Halka gwałtem tu idzie..."

    Śmieje się serdecznie.

    MELA
    Ale to na scenie... potem, to było wtedy, jak takie kontusze nosili, ale Zbyszko... och, Hesiu!...

    Wchodzi Hanka, klęka przy piecu.

    HESIA
    O, Hanka! Ja się jej zapytam. Zobaczysz, czy ja kłamię.

    MELA
    ze strachem

    Hesiu, nie pytaj się, ja proszę!...

    HESIA
    Dlaczego? to swoja rzecz... Zresztą mama nie słyszy.

    MELA
    Hesiu, mnie czegoś przed Hanką wstyd.

    Milczenie.

    HESIA
    cicho
    No, to się nie będę pytać, ale ja widziałam wczoraj, jak on ją tu a tu szczypał.

    MELA
    A mówisz, że się w niej kocha.

    HESIA
    No... no właśnie.

    MELA
    Przecież, gdyby się w niej kochał, to by ją nie szczypał.

    HESIA
    Wiesz co - ciebie pod klosz... no, no!...

    MELA
    Za co, Hesiu, pod klosz?

    HESIA
    Za twoją głupotę! (Chwila. Nagle:) Ach! chciałabym wiedzieć, gdzie ten Zbyszko tak nocami chodzi?

    MELA
    Może do parku na spacer, teraz tak ładnie.

    HESIA
    Głupia jesteś! (nagle do Hanki) Hanka, nie wiesz ty, gdzie tak panowie po nocach chodzą?

    HANKA
    Skądże ja?...

    HESIA
    No, tak jak pan Zbyszko, do rana, prawie co dzień.

    HANKA
    Ano musi gdzieści...

    HESIA
    Pytałam się go, mówił - na lumpkę, a kucharka śmiała się także i mówiła, że to do nocnych kawiarni. Ach, Boże, kiedy ja się już naprawdę czegoś porządnie dowiem!! Kiedy ja już będę duża! Kiedy nie będzie przede mną tajemnic!

    MELA
    A ja tak wolę.

    HESIA
    Co?

    MELA
    Nie wiedzieć o niczym. To tak jakoś miło. Ja wolę nic nie wiedzieć.

    HESIA
    Tuman!


    SCENA CZWARTA
    Też same, Dulska.

    DULSKA
    przez scenę jak huragan przelatuje
    Czego wy tu? Co to? Ubierać się! Hanka, sprzątać! Mela, gamy! Felicjanie!...

    Wpada do sypialni małżeńskiej.

    HESIA
    do Meli
    Zostań jeszcze, już wicher przeleciał. "Felicjanie!"

    MELA
    Hesiu!

    HESIA
    Co? rodzicielka! E... przesądy!

    MELA
    zgorszona
    Hesiu, patrz, Hanka się śmieje.

    HESIA
    No to co? Niech się śmieje! Cóż to, ja nie mam własnego sądu? (do Hanki) Czego się śmiejesz, idiotko? Sprzątaj! Albo czekaj, byłaś kiedy w nocnej kawiarni?

    HANKA
    Hi! hi! Panienka też... Ja nawet nie wiem, gdzie to jest.

    HESIA
    Boś głupia. Kucharka była, jak była młoda. Mówi, że tam panowie siedzą, piją likiery i że tam bardzo wesoło. Kucharka mówiła, że tam są młode, ładne panny i że...

    MELA
    Cicho, Hesia! Jeszcze mama usłyszy.

    Hanka wychodzi.

    HESIA
    Idź, idź! to nie dlatego, że mama, tylko że ty nie chcesz, żeby ci się w głowie rozświetliło.

    MELA
    Mówiłam ci - wolę nie wiedzieć.

    HESIA
    Przed chwilą się sama pytałaś.

    MELA
    O co?

    HESIA
    O te... dzieci...

    MELA
    To co innego.

    HESIA
    Dlaczego?

    MELA
    Bo tamto o dzieciach to ciekawe, a to brzydkie.

    HESIA
    Wcale nie, to jeszcze ciekawsze.

    MELA
    Może być, ale mnie to zaraz potem smutno.

    HESIA
    O!... idzie lump!


    SCENA PIĄTA
    Hesia, Mela, Zbyszko. Zbyszko - kołnierz podniesiony, twarz zmięta, zmarznięty, skrzywiony. Młode to, a już niemożliwe; choć chwilami coś w głębi źrenic się przewija.

    HESIA
    Gdzie byłeś, gdzie byłeś?

    ZBYSZKO
    odsuwa ją laską
    Poszła!

    HESIA
    Gdzie byłeś? Lumpowałeś się? Mój złoty, powiedz, powiedz... Ja nic nie powiem mamie.

    ZBYSZKO
    Poszła!

    HESIA
    ?adnie się wyrażasz! Nie powiesz? A ja wiem! W nocnej kawiarni byłeś, likiery piłeś, ładne panny były... tak ładnie śmierdzisz cygarami... u, u!... jak ja to lubię...

    ZBYSZKO
    Mówię ci, poszła!

    MELA
    Hesiu, daj spokój!

    HESIA
    Tak? To tak ze mną? Poczekaj, ja też dorosnę, ja też pójdę na lumpę, ja też będę chodziła po kawiarniach i będę pić likiery... po nocnych kawiarniach, jak ty, jak ty!
    Skacze przed nim na jednej nodze.

    ZBYSZKO
    ?adna edukacja, ślicznie się zapowiadasz.

    HESIA
    A teraz, żeby cię nauczyć grzeczności w kole rodzinnym...(woła) Mamciu! Mamciu! Zbyszko powrócił!

    ZBYSZKO
    Cicho bądź!

    DULSKA
    wpada jak bomba
    Jesteś?

    ZBYSZKO
    Jestem i znikam! Idę się przespać przed biurem.

    DULSKA
    Nie! Zostaniesz tu! Mam z tobą do pomówienia.

    ZBYSZKO
    A!... lecę z nóg.

    DULSKA
    surowo
    Wierzę!... (do dziewcząt) Proszę iść się ubrać. Mela, do gam!

    MELA
    Już nie mam czasu.

    DULSKA
    Pięciopalcówki, na to starczy. Hesia znów podarła kalosze.

    ZBYSZKO
    Nie ma tu gdzie czarnej kawy?

    DULSKA
    Nie ma, mój panie! Hesia nic nie szanuje. Nigdy z ciebie nie będzie kobieta jak należy.

    Dziewczęta wybiegają.

    ZBYSZKO
    Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie?

    DULSKA
    Gdzie byłeś?

    ZBYSZKO
    He?

    DULSKA
    Gdzie byłeś do tej pory?

    ZBYSZKO
    Gdybym mamci powiedział, toby mamcia tak skakała.

    DULSKA
    O!...

    ZBYSZKO
    Najlepiej więc nie pytać.

    DULSKA
    Jestem matką.

    ZBYSZKO
    Właśnie dlatego.

    DULSKA
    Muszę wiedzieć, na czym trawisz czas i zdrowie.

    ZBYSZKO
    Widzi mamcia, co mam pod nosem? Wąsy, a nie mleko, a więc...

    DULSKA
    łamiąc ręce
    Jak ty wyglądasz!

    ZBYSZKO
    E!

    DULSKA
    Jesteś zielony.

    ZBYSZKO
    To modny kolor. Mamcia kazała także balkony i okna pomalować na zielono.

    DULSKA
    Która panna cię weźmie, jak będziesz tak wyglądał.

    ZBYSZKO
    Jeszcze gorszych biorą. Nie ma czarnej kawy w tym zakładzie?

    DULSKA
    Wyrażaj się inaczej. Ciągle myślisz, że jesteś w towarzystwie kokocic.

    ZBYSZKO
    Takie dobre towarzystwo jak i inne. A potem, co mamcia wydziwia na kokotki. Niby to i u nas nie ma kokot w kamienicy. Sama mamcia wynajmowała tej z pierwszego piętra.

    DULSKA
    z godnością
    Ale się jej nie kłaniam.

    ZBYSZKO
    Ale pieniążki za czynsz mamcia bierze od niej, że aż ha!

    DULSKA
    Przepraszam, to ja takich pieniędzy dla siebie nie biorę.

    ZBYSZKO
    A co mamcia z nimi robi?

    DULSKA
    majestatycznie
    Podatki nimi płacę.

    ZBYSZKO
    Ha! No... A ja idę spać

    DULSKA
    Czy ty się przestaniesz lampartować?

    ZBYSZKO
    Jamais!

    DULSKA
    Ja długów płacić nie będę.

    ZBYSZKO
    E!... to już o tym później.

    DULSKA
    Zbyszko! Zbyszko! na tom cię mlekiem swym karmiła, żebyś nasze uczciwe i szanowane nazwisko po kawiarniach i spelunkach włóczył.

    ZBYSZKO
    Było mnie chować mączką Nestle'a - podobno doskonała.

    Dulska siada przy stole, zgnębiona. Zbyszko podchodzi, siada na stole i mówi do niej poufale.

    No, nie martwiuchny się, pani Dulska. Ale co mamcia chce, żebym ja tu z wami w domu robił? Nikt nie bywa, żyjemy jak ostatnie sobki.

    DULSKA
    Ciężkie czasy, nie ma na przyjęcia.

    ZBYSZKO
    E! człowiek jest zwierzęciem towarzyskim. Musi od czasu do czasu myśl wymienić. O! widzi mamcia, "myśl" - to wielkie słowo. Choć ono się stąd gna, to przecież tu i ówdzie się jeszcze kręci...

    DULSKA
    Ja tam nie mam czasu myśleć.

    ZBYSZKO
    Właśnie, właśnie! Więc też ja myk z domu, bo w domu właściwie cmentarz. A czego? Myśli - swobodnej, szerokiej myśli...

    DULSKA
    A więc do kawiarni, do...

    ZBYSZKO
    Tak, tak! do... Co mamcia może wiedzieć, którymi to drogami chadza ludzka myśl, nawet takiego jak ja kołtuna.

    DULSKA
    Jesteś głupi. Ty i twój ojciec to jedna dusza. On co dzień w cukierni, a ty Bóg wie gdzie...


    SCENA SZÓSTA
    Dulska, Dulski, Zbyszko.

    Dulski, zasuszony urzędnik, wchodzi ubrany bardzo porządnie, do wyjścia; czyści kapelusz.

    DULSKA
    No, wreszcie!

    Dulski poprawia kołnierzyk przed lustrem.

    ZBYSZKO
    Dzień dobry ojcu!

    Dulski gestem wita syna.

    DULSKA
    do męża
    Dziś fasujesz?

    Dulski kiwa głową.

    A uważaj, żebyś nie zgubił. Na co czekasz? A! cygaro... Zbyszko, daj cygaro ojcu znad pieca.

    Dulski bierze cygaro, które Zbyszko zdjął znad pieca, próbuje je.

    A czy wisz, o której twój synek do domu wrócił?

    Dulski wzrusza ramionami, że mu to obojętne, i wychodzi środkowymi drzwiami.

    Zwariować można z tym człowiekiem.

    ZBYSZKO
    Tak go mama wychowała.

    DULSKA
    Nie, to już zanadto!

    ZBYSZKO
    Dobranoc! Idę się zdrzemnąć.

    DULSKA
    A biuro?

    ZBYSZKO
    ziewając
    Nie ucieknie.

    DULSKA
    zatrzymując go
    Zbyszko! przyrzeknij mi, że się poprawisz.

    ZBYSZKO
    Nigdy! Wolę raczej zdać egzamin państwowy.

    Wychodzi do swego pokoju.


    SCENA SIÓDMA
    Dulska, Hanka, potem Zbyszko.

    DULSKA
    Zetrzyj fortepian, popraw w piecu. Czy kucharka ubrana do miasta?

    HANKA
    Tak, proszę pani.

    Dulska wchodzi do kuchni.
    Hanka chwilę sprząta. Zbyszko wychyla się ze drzwi.

    ZBYSZKO
    Hanka? jesteś sama?

    HANKA
    Daj mi pan spokój!

    ZBYSZKO
    Cóż ci za mucha na nos siadła!

    Hanka milczy.

    Chodź tu, pokaż mordeczkę. Czegoś zła!...

    Hanka milczy, tylko coraz energiczniej sprząta, widać w niej walkę wewnętrzną.

    Taka jesteś brzydka, jak się nadmiesz.

    HANKA
    nagle
    Pewnie... te panny, co pan od nich wraca, to ładniejsze.

    ZBYSZKO
    A... tędy cię wiedli... O to ci chodzi?

    HANKA
    Mnie o nic nie chodzi, tylko nie chcę, żeby mnie pan sekował.

    ZBYSZKO
    Jak będziesz dla mnie lepsza, to będę w domu siedział.

    HANKA
    Ja ta nie potrzebuję. Może se pan iść do tych pannów.

    ZBYSZKO
    Albo to prawda! Aż się za mną trzęsiesz.

    HANKA
    Niech pan idzie, bo jeszcze starsza pani wejdzie.

    ZBYSZKO
    Ale o! Pocałuj pana w rękę za to, żeś go rozgniewała.

    HANKA
    śmiejąc się
    Figa!

    Uderza go po łapie.

    ZBYSZKO
    A ty szelmo!

    Chce ją objąć. Wchodzi Mela, która wydaje lekki okrzyk, potem zaczerwieniona, z oczyma spuszczonymi idzie do fortepianu. Hanka ucieka. Mela siada i gra ćwiczenia pięciopalcowe. Gdy Mela zostaje samą, chwilkę gra, potem wstaje, idzie do pokoju Zbyszka i puka.

    MELA
    Zbyszko!

    ZBYSZKO
    wychyla głowę ze drzwi, nie ubrany
    Czego?

    MELA
    tajemniczo
    Nie bójcie się... ja nic mamci nie powiem.

    ZBYSZKO
    Na czysto zwariowała.

    MELA
    Bo przecież to nie wasza wina.

    ZBYSZKO
    Co?

    MELA
    nieśmiało
    No... Hanka i ty... jeżeli wy...

    ZBYSZKO
    A fe! Mówić o takich rzeczach! Wstydź się... majtki widać, a taka zepsuta!

    MELA
    Ja? Ależ, Zbyszko, ja właśnie myślę przeciwnie... ja...

    ZBYSZKO
    Daj mi spokój!

    Chowa się. Mela stoi smutna i zamyślona, podchodzi do fortepianu i zaczyna grać. W tej chwili wpada Hesia w płaszczyku i kapeluszu. Taki sam płaszcz i kapelusz ma w ręku dla Meli. Na ziemię rzuca książki w paskach.


    SCENA ÓSMA
    Mela, Hesia, Dulska, Hanka

    HESIA
    Ubieraj się, Ofelio! Żywo! Już chłopcy idą do szkoły.

    MELA
    wstaje, kładzie płaszczyk i kapelusz
    Hesiu, ty nie będziesz tak strzelała oczami na tego wysokiego studenta?

    HESIA
    Będę robiła, co mi się podoba.

    MELA
    Mnie za ciebie wstyd.

    HESIA
    To się wstydź! A spróbuj co powiedzieć przed mamą, to ja zaraz powiem, że ty zamiast spać w nocy - wzdychasz. Mama się będzie za to więcej gniewała jak za studenta.

    MELA
    To wątpię.

    HESIA
    Ale ja nie. Mama mnie zna i wie, że ja znam granice i że "ja się nie zapomnę".

    MELA
    Jak ty to rozumiesz?

    HESIA
    Ja już wiem, co mówię, o lelijo z pól rodzinnych!

    DULSKA
    Hanka! Chodź odprowadzić panienki!

    HANKA
    w kuchni
    Idę!

    DULSKA
    Macie parasol? Iść prosto, nie oglądać się. Pamiętać: skromność - skarb dziewczęcia. (do Hesi) Nie garb się!

    Hanka wchodzi w chustce

    HESIA
    rzuca jej książki
    Bierz, ciućmo pokręcona. Do widzenia mamci!

    Dziewczęta wychodzą z Hanką. Dulska chodzi, ściera prochy, wzdycha. Dzwonek w przedpokoju. Dulska idzie otwierać ostrożnie, zobaczywszy Lokatorkę cofa się.

    SCENA DZIEWIĄTA
    Lokatorka, Dulska

    DULSKA
    Przepraszam... jestem nie ubrana. Proszę panią - zaraz wrócę.

    LOKATORKA
    Ja tylko na chwilkę. Niech się pani gospodyni nie krępuje.

    DULSKA
    Tak, tak, wrzucę tylko co na siebie.
    Biegnie do swego pokoju.
    Lokatorka wchodzi powoli. Jest bardzo blada i smutna. Widocznie przeszła jakąś ciężką chorobę i moralne zmartwienie. Siada na najbliższym krześle, patrzy w ziemię i siedzi nieruchoma. Po chwili wchodzi Dulska, odziana w barchanowy, dostatni szlafrok.


    Proszę panią na kanapę.

    LOKATORKA
    Dziękuję. Tylko parę słów. Dostałam list pani...

    Urywa. Milczenie.
    DULSKA
    Pani już zupełnie wyszła ze szpitala?

    LOKATORKA
    Tak. Pozawczoraj mnie mama przywiozła.

    DULSKA
    Widzę, że pani zdrowa.

    LOKATORKA
    ze smutnym uśmiechem
    O, jeszcze daleko!

    DULSKA
    Och! w domeczku swoim wróci pani szybko do sił. Dla kobiety nie ma jak dom. Ja zawsze to powtarzam.

    LOKATORKA
    Tak, skoro ktoś ma ten dom.

    DULSKA
    Wszakże pani ma męża, stanowisko.

    LOKATORKA
    Tak... ale...

    Milczenie. Z wysiłkiem.

    Proszę pani, czy to rzeczywiście konieczne, ażebym na przyszłego pierwszego się wyprowadziła?

    DULSKA
    Proszę pani... ja mieszkania pani koniecznie potrzebuję dla krewnych.

    LOKATORKA
    Wolałabym pozostać. Trudno będzie znaleźć w zimie.

    DULSKA
    Ach, to niemożliwe! Powtarzam pani: niemożliwe.

    LOKATORKA
    Przecież przy dobrej woli... Wiem, że pani kazała kartę na mieszkanie wywiesić, a więc krewni pani się nie sprowadzają.

    DULSKA
    sznurując usta
    Ach! niech pani nie zmusza mnie do sprawienia jej przykrości.

    LOKATORKA
    Czy pani ma mi co do zarzucenia?

    DULSKA
    z wybuchem
    A, proszę pani, to już przechodzi granice! A skandal, który pani przez swe otrucie wywołała!

    LOKATORKA
    A więc o to chodzi?

    DULSKA
    A o cóż innego? Płacili mi państwo czynsz, dzieci i psów nie mieli, ostatecznie tyle, co o te ranne trzepanie dywanów się rozchodziło. I mogliby państwo mieszkać nadal, aż tu... skoro o tym pomyślę, pąsy na mnie biją. Pogotowie ratunkowe przed moją kamienicą! Pogotowie! Jak przed szynkiem, gdzie się biją!

    LOKATORKA
    Ależ, proszę pani, wypadek może się zdarzyć wszędzie.

    DULSKA
    W porządnej kamienicy wypadki się nie trafiają. Czy pani widziała kiedy przed hrabską kamienicą Pogotowie? Nie! A potem ta publika w gazetach! Trzy razy wymieniano nazwisko Dulskiej, nazwisko moich córek przy takim skandalu...

    LOKATORKA
    Ależ, proszę pani, chyba pani zna przyczyny i...

    DULSKA
    Wielka afera, że pani mąż, no i ta dziewczyna... To swoja rzecz...

    LOKATORKA
    Ależ to była moja sługa. To szkaradztwo! Ja tego znieść nie mogłam. Skoro się przekonałam...

    DULSKA
    Zażyła pani zapałek. Taka trywialna trucizna!... Ludzie się śmieli. I jeszcze jak się to skończyło! Cała komedia! Gdyby pani była umarła... no!

    LOKATORKA
    Sama żałuję.

    DULSKA
    Nie mówię dlatego, tylko że to niby śmierć, to zawsze coś niby... ale tak... no, powiadam pani, śmieli się. Kiedyś jadę tramwajem, przejeżdżamy koło mej kamienicy, bo przystanek trochę dalej, a jacyś dwaj panowie pokazują na mój dom i mówią: "Patrz, to ten dom, co się ta zazdrosna żona truła" - i zaczęli się śmiać. Myślałam, że tam na miejscu zostanę w tym tramwaju.

    LOKATORKA
    pokornie
    Ja panią bardzo przepraszam za te nieprzyjemności.

    DULSKA
    E! moja pani - publika została publiką...

    LOKATORKA
    Ja bardzo to przechorowałam. Zresztą ja nie wiedziałam, co robię. Ja byłam wtedy jak szalona...

    Płacze cicho.

    DULSKA
    Pewnie, moja pani. Każdy samobójca musi być szalony i stracić poczucie moralności i wiary w obecność Boga. Tak to jest tchórzostwo. Tak jest - tchórzostwo. A potem zagłada własnej duszy. Dobrze, że samobójców chowają osobno. Niech się nie pchają między porządnych ludzi. Zabijać się!... I dla kogo? Dla mężczyzny. A żaden mężczyzna, moja pani, nie jest wart, aby przez niego iść na potępienie wieczne.

    LOKATORKA
    Proszę pani, to nie chodzi o mężczyznę, ale o męża.

    DULSKA
    E!

    LOKATORKA
    Nie mogłam ścierpieć tego pod moim dachem.

    DULSKA
    Lepiej pod swoim niż pod cudzym. Mniejsza publika. Nikt nie wie...

    LOKATORKA
    Ale ja wiem.

    DULSKA
    Moja pani! Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie to ani moralne, ani uczciwe. Ja zawsze tak żyłam, ażeby nikt nie mógł powiedzieć, iż byłam powodem skandalu. Kobieta powinna przejść przez życie cicho i spokojnie. Ta już to jest tak i żadne nic nie pomoże.

    LOKATORKA
    Gdyby jednak pan Dulski zapomniał się ze sługą...

    DULSKA
    Felicjan? To niemożliwe! Pani go nie zna. A potem... to już pani rzecz. Ja muszę strzec siebie i swoich od publiki. Pani może znów taką bezbożność popełnić, bo to podobno taki szał to wraca. Więc...

    LOKATORKA
    wstając
    Rozumiem. Wyprowadzę się. Chciałam pani jednak powiedzieć, że kazać mi teraz szukać mieszkania to ani dobre, ani uczciwe. Jestem taka osłabiona...

    DULSKA
    obrażona, wstaje
    Uczciwości mnie pani nie nauczy! Ja wiem, co uczciwość. Pochodzę z zacnej, zasiedziałej rodziny i ja publiki nie wywołuję.

    LOKATORKA
    hamując się
    Nie wątpię. Jednak może się pani nie obawiać. Drugi raz truć się nie będę. Na to trzeba wiele odwagi, pomimo tego, że pani to nazywa tchórzostwem. A potem trzeba wiele cierpieć. Na to już nie mam sił i... już bym tak nie potrafiła cierpieć raz jeszcze. Zresztą - rozstaję się z mężem, więc to najlepsza gwarancja, że już zazdrosna nie będę.

    Uśmiecha się smutnie.

    DULSKA
    Rozstaje się pani z mężem? Bardzo pani źle robi. To nowa publika i nikt pani racji nie przyzna. Nawet z tej przyczyny nie mogłabym pani dłużej wynajmować mieszkania w mej kamienicy. Kobiety samotne to nie tego... to... no, pani rozumie.

    LOKATORKA
    ironicznie
    Tak, rozumiem. Jednak ta pani z pierwszego piętra, która po nocach wraca...

    DULSKA
    z godnością
    To jest osoba żyjąca z własnych funduszów i zachowująca się nadzwyczaj skromnie. Ta mi jeszcze Pogotowia przed dom nie sprowadziła.

    LOKATORKA
    ironicznie
    Tylko gumy i automobile.

    DULSKA
    Stają zawsze kilka kamienic dalej. A potem zdaje się, iż ja nie mam obowiązku zdawać sprawy z mego postępowania przed panią.

    LOKATORKA
    Zapewne, zawiodłoby nas to za daleko. Żegnam panią.

    DULSKA
    A proszę tych, co będą oglądać mieszkanie, nie zrażać.

    LOKATORKA
    wychodząc
    Powiem, że jest wilgoć, bo rzeczywiście jest wilgoć.

    DULSKA
    Na to jest sąd, łaskawa pani.

    LOKATORKA
    Tak mi każe moje sumienie. Żegnam panią.

    We drzwiach staje Juliasiewiczowa.

    DULSKA
    wzburzona
    Maniu, słyszysz? - będziesz świadkiem. Pani mówi, że...

    LOKATORKA
    Żegnam panią!

    Wychodzi.


    SCENA DZIESIĄTA
    Dulska, Juliasiewiczowa.

    DULSKA
    wściekła
    A to!... a to... takie coś, takie...

    JULIASIEWICZOWA
    Niechże się ciocia uspokoi.

    DULSKA
    Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała w lecie jechać do Karlsbadu i tam sztrudel pić!

    JULIASIEWICZOWA
    Ja z ciocią pojadę.

    DULSKA
    Obejdzie się.

    JULIASIEWICZOWA
    O cóż poszło? Zdaje mi się, że to lokatorka z parteru, ta co się truła.

    DULSKA
    Tak, tak... ta sama. Wyszła ze szpitala. Skandal! Przecież po czymś podobnym trzymać ją w kamienicy nie mogę. Sama byłaś świadkiem. Jak ją wynosili, to była prawie naga. Horrendum! Wymówiłam jej mieszkanie.

    JULIASIEWICZOWA
    Tak? A to się dobrze składa. Nam właśnie podwyższyli. My chętnie to mieszkanie weźmiemy.

    DULSKA
    Obejdzie się!

    JULIASIEWICZOWA
    Przecież mogłaby to ciocia zrobić dla nas, jako dla krewnych.

    DULSKA
    Za ciężkie czasy na zbytki.

    JULIASIEWICZOWA
    Rozumiem. Ciocia przypuszcza, że nie będziemy płacili.

    DULSKA
    Ja tam nic nie przypuszczam. Tylko wiem, że żyjecie nad stan.

    JULIASIEWICZOWA
    No, no!

    DULSKA
    Chodzicie do teatru. (surowo) I to na same masowe sztuki.

    JULIASIEWICZOWA
    Trudno przecież...

    DULSKA
    Prenumerujecie pisma...

    JULIASIEWICZOWA
    To już ciocia daruje, ale...

    DULSKA
    Ja zawsze pożyczę i wystarcza. Nie pożyczę, to się świat nie zawali, że tam drukowanych bajd nie będę czytała. Przyjmujecie gorącą kolacją...

    JULIASIEWICZOWA
    To konieczne.

    DULSKA
    Ha! No, jak konieczne, to się nie skarż, że ci nie wystarcza.

    JULIASIEWICZOWA
    Nie możemy żyć jak...

    DULSKA
    ironicznie
    Jak my? Zobaczymy, jak będziecie śpiewali na starość. Ja i Felicjan mamy inne pod tym względem zasady.

    JULIASIEWICZOWA
    Mój mąż nie umie się oszczędzać, ja także.

    DULSKA
    Skoro miałaś takie usposobienie, trzeba było iść za tego aptekarza z Bóbrki, co się o ciebie starał. Namawiałam cię.

    JULIASIEWICZOWA
    Przecież on rok temu umarł na suchoty.

    DULSKA
    Właśnie! Miałabyś kamienicę i byłabyś wdową.

    JULIASIEWICZOWA
    O!...

    DULSKA
    Nie ma co: "o!...", byt zabezpieczony to podstawa życia. A co do męża, można go uchodzić. Pensję zabierać, gdy zafasuje - co dzień dwie szóstki na kawę do łapy, a cygara samej kupować i suszyć na piecu. Inaczej taki pan może cię zrujnować.


    SCENA JEDENASTA
    Zbyszko, Dulska, Juliasiewiczowa

    ZBYSZKO
    Taki terkot, że spać nie można.

    DULSKA
    Tym lepiej. Pójdziesz może do biura.

    ZBYSZKO
    E!... (do Juliasiewiczowej) Jak się masz, stara?

    JULIASIEWICZOWA
    Jak się masz, pokrako!

    ZBYSZKO
    patrzy w lustro, potem do Juliasiewiczowej
    Bardzom zielony?

    JULIASIEWICZOWA
    Cóż to, oświadczasz się dzisiaj?

    ZBYSZKO
    Także! Tylko ten stary, no wiesz, radca, będzie znów na mnie zgniłym okiem patrzał. A tam fury kawałków, fury!

    DULSKA
    Zalegaj! zalegaj!

    ZBYSZKO
    To nie ja zalegam, ale strony.

    Opiera się o piec i grzeje.

    DULSKA
    zdejmuje szlafrok i zostaje w spódnicy i kaftanie
    Darujesz, moja droga, ale będę ścierać kurze, więc muszę oszczędzać szlafroka.

    JULIASIEWICZOWA
    Ale proszę, niech się ciocia nie krępuje.

    Dulska ściera kurze i z furią od czasu do czasu patrzy na Zbyszka.

    ZBYSZKO
    To mama naprawdę wyrzuca tę, co się otruła, z kamienicy?

    DULSKA
    A tobie co do tego?

    ZBYSZKO
    Tak słyszałem piąte przez dziesiąte. Byłem zbudowany mamusinym serduszkiem... Potem... ona mi jest bardzo sympatyczna, ta kobieta.

    DULSKA
    Zupełnie wierze. Szkandalistka.

    ZBYSZKO
    Zrobiła to z miłości dla męża. To w guście mamy. Miłość małżeńska.

    DULSKA
    Aha, prawda była - za tym mężem. Ja tam w tę miłość nie wierzę. Szumi jedwabiami pod spodem.

    ZBYSZKO
    Cóż to dowodzi?

    DULSKA
    To, że nie jest uczciwa kobieta. Dla męża, mój panie, kobieta się nie potrzebuje pod spodem stroić. A takie, co szumią, to...

    ZBYSZKO
    do Juliasiewiczowej
    Siedźże spokojnie, bo i ty szumisz. A zresztą co do tej z parteru, to ja ręczę, że uczciwa.

    DULSKA
    A ty skąd wiesz?

    ZBYSZKO
    obojętnie
    Bom się do niej brał i dostałem po nosie.

    DULSKA
    Mógłbyś też zostawić choćby lokatorki w spokoju. Usuń się! jak długo będziesz sterczał tu pod piecem! (z pasją) Gdy patrzę na ciebie, to chwilami wierzyć mi się nie chce, że jesteś moim dzieckiem.

    ZBYSZKO
    No, jeśli mama ma wątpliwości...

    DULSKA
    do Juliasiewiczowej
    Powiadam ci, nie miej nigdy dzieci.

    JULIASIEWICZOWA
    O, my się nie staramy o to.

    DULSKA
    do Zbyszka
    Nie, ty jesteś wyrodek, ty nie jesteś moim synem.

    ZBYSZKO
    Jestem, mamciu! Jestem, niestety, i to właśnie cała moja tragedia...

    Idzie do fortepianu i stojąc zaczyna grać bardzo wprawnie.

    DULSKA
    Słyszałaś? Mówi: "niestety".

    ZBYSZKO
    Spodziewam się. Być Dulskim - to katastrofa.

    JULIASIEWICZOWA
    Doprawdy, Zbyszko, zanadto sobie pozwalasz.

    ZBYSZKO
    Daj ty mi spokój!

    DULSKA
    do Juliasiewiczowej
    Żadnej moralności, żadnych zasad...

    ZBYSZKO
    Żadnego płaszczyka teoretycznego - jak mamcia.

    DULSKA
    To się na tym skończy, że jeszcze do socjalistów przystanie.

    ZBYSZKO
    zamykając fortepian
    Za głupi jestem na to.

    JULIASIEWICZOWA
    śmiejąc się
    Na socjalistę nie trzeba zdawać egzaminu.

    ZBYSZKO
    Właśnie, że trzeba, i to najtrudniejszy egzamin.

    JULIASIEWICZOWA
    Przed kim?

    ZBYSZKO
    Przed swym sumieniem i własną duszą, słodki aniele.

    DULSKA
    Na socjalistę nie trzeba mieć przede wszystkim Boga w sercu.

    ZBYSZKO
    Jest!... Dawno nie było mowy o Bogu w tym domu.

    AKT I (c.d.)

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza