Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Kordian - Akt III scena V-IX (Juliusz Słowacki)

Akt III (początek)

Juliusz Słowacki - Kordian



AKT III


SCENA V


Sala tak nazwana koncertowa w zamku królewskim, oświecona lampą - wkoło kolumny z marmuru, ściany zamalowane arabeskami - widać przez drzwi otwarte na przestrzał ciąg dlugi ciemnych pokojów, w końcu błyska słabe światło sypialnej komnaty cara. KORDIAN oparty na bagnecie karabinu. Różne widma



KORDIAN
idąc naprzód z karabinem
Puszczajcie mię! puszczajcie! jam carów morderca;
Idę zabijać... ktoś mię za włos trzyma.


IMAGINACJA
Słuchaj! ja mówię oczyma.


STRACH
Słuchaj! mówię biciem serca.


KORDIAN
Nikogo nie ma,
Ktoś gada...


IMAGINACJA
Nie patrz na mnie, lecz patrzaj, gdzie ja palcem wskażę.


KORDIAN
Palca twego nie widzę, lecz mój wzrok upada
Tam, gdzie wskazujesz palcem. Widzę jakieś twarze.
To arabeski, ścienne malowidła.


STRACH
Przekonaj się! wpatrzaj się w ściany,
Ściana gadem się rusza... przebrzydła... .
Każdy wąż, złota ogniem nalany,
Pierścieniami rozwija się z muru.
Kolumny potrząsają wężów zwitych grzywę;
Sfinksy straszliwe
Spełzły z marmuru;
Sfinksy płaczą jak dzieci - węże jak wiatr świszczą.
Nie nastąp na nie... patrzaj... wiją się i błyszczą.


IMAGINACJA
Jako motyl płocha, powiewna,
Odleciała od ściany dziewica;
Może jakaś zaklęta królewna?
Królewna -lub czarnoksiężnica?
Przypomnij ! widziałeś jej lica,
Przypomnij ! do kogoś podobna,
Przypomnij !
Tamta była pasępna i patrzała skromniej,
U tej szata gwiazdami ozdobna,
To gwiazdy prawdziwe - to światy,
Błyszczą na szafirze szaty...
Jest to pasterka z gwiazd sioła.
Kosz na głowie, w koszu kwiaty,
I twarz anioła.


STRACH
Lecz patrz na oczy! nieruchome oczy!
Gdzie się obrócisz, patrzą za tobą:


IMAGINACJA
Czy czujesz woń jej warkoczy?


STRACH
Rozgniotłeś węża pod sobą,
Pękła żmija.


KORDIAN
Jezus Maryja ! ! !
przeciera oczy
Sen zniknął... Naprzód! naprzód z bagnetem w pierś cara!

Wchodzi do następującej sali - zupełnie ciemnej. Na lewo drzwi otwarte do gabinetu konferencyjnego. Pokój ten, w kształcie wyzłoconego jaja, zupełnie księżycem oświecony. W środku stoi trójnog sztucznie ze złota urobiony - a na nim leży carska korona



OBIE WŁADZE
Stój!...


KORDIAN
Puśćcie! Boska cięży na mnie kara!...


OBIE WŁADZE
Słuchaj ! szum głuchy z milczeniem się bije,
Jak gdyby wicher wleciał w komnat szyje.
Niby szum suchego drzewa,
Niby ulewa
Grzmi o dachy pałacu... grzmi... a księżyc świeci!


KORDIAN
patrząc do gabinetu konferencyjnego
Ta komnata srebrnego nalała się blasku,
Trójnog złoty - korona leży na trójnogu,
Jest to korona carów dzisiaj - lecz o brzasku
Ta korona należeć będzie tylko - Bogu...
Idźmy! nie mogę oczu odpiąć od korony.


IMAGINACJA
Patrz dłużej - krew z niej kapie, a pod nią schylony
Człowiek czarny jak smoła,
Zajęty pracą...


STRACH
Dwa rogi wytrysły mu z czoła,
Oczy jak żar - bez powiek...
Skąd on? i na co?


KORDIAN
Skąd? i na co ten człowiek?


WIDMO
Koronę nosił car,
Krew Piotrów, krew Iwana
Leje się z niej jak z czar;
Podłogę polską czyszczę,
Bo krwią carów zwalana;
Ale śladu nie zniszczę,
Chyba za drugi wiek!...


KORDIAN
Jeśli nie zmyjesz wodą z polskich rzek,
Przyniosę krwi - podłogę całą
Wymyjemy, będzie białą
Jak twarz trupa.
po chwili
Jeszcze jedną komnatę przejść trzeba,
wchodzi do sala tronowej
Ciemno - i czarne okna; żadnej gwiazdy z nieba-
Tam wiedzie - droga na kształt ognistego słupa.
Lampa strzeże cesarza, oświeca mu łoże
I leje światło na posadzki szkliste,
Jak księżyc po wód jeziorze.
Chwyta łódź moją w kręgi ogniste...
Płynę zawrotem głowy... któż doda podniety?


IMAGINACJA
Twój bagnet łysnął... płomienne bagnety
Zleciały się w powietrzu i z ostrzem się zbiegły...
Jak rybki, gdy w krysztale kruszynę spostrzegły...
Zleciały się i stal szczypią,
I palą.
W powietrze uderzasz stalą,
Z powietrza jak iskry się sypią.
Czekaj, aż się ul cały płomyków wyroi...


STRACH
Nie patrz tylko za siebie - bo tam u podwoi...
Kordian obraca się


IMAGINACJA
Dwie z malakitu wazy, w nich dwa drzewa rosną
Zimą i wiosną.
Patrz! liście z ludzkich uszu, z oczu ludzkich kwiaty
I zwykły nasionami języków się plemić,
Lecz cesarz rwie nasiona, by drzewa oniemić...
Więc jak nieme hajduki, przy wejściu komnaty
Patrzą kwiatem - liściem słyszą;
A wszystko z grobową ciszą
W grubiejący pień się wlewa...


KORDIAN
Widzą! słyszą! drzewa...


STRACH
Nie zaglądaj przez okna na ciemną ulicę!
Kordian patrzy przez okno


IMAGINACJA
Z kościoła aż do zamku orszak zmarłych długi,
Niosą żółte gromnice,
Wiele trupów... jeden, drugi,
Setny, nie przeliczysz więcej
Tysiąc tysięcy...
Berła - korony - szaty króleskie,
Z gromnic dymy niebieskie
Mglą trupom twarze kościane.
A trumien, ile trupów - każdy niesie trumnę;
Rzucają pod zamku ścianę,
Budują wschodów kolumnę,
Wysoko jak stogi gumien...
Trumny się kruszą,
Lecz tyle trumien!
Wejść muszą.


KORDIAN
Gdzie idą?


IMAGINACJA
Tu.


KORDIAN
Czy cara trumnami uduszą?


IMAGINACJA
Ciszej! patrz... jakieś straszydło
Z ognistą twarzą wyszło z sypialnej komnaty.
Nie słychać kroku jego, choć posadzek kraty
Rozstępują się - łamią pod nogą obrzydłą.


STRACH
Czuć krew! Wyszedł z tamtej komnaty...
Tam spi cesarz w łożu białem,
Ten człowiek stamtąd wyszedł...


IMAGINACJA
Widziałeś?


KORDIAN
Widziałem


STRACH
Co on tam robił?


KORDIAN
Co on tam robił?


DIABEŁ
Zdławiłem cara - i byłbym go dobił,
Lecz tak we śnie do ojca mojego podobny.


IMAGINACJA
Słyszysz dzwonów jęk żałobny...
Po całym mieście i na wszystkie strony?...


KORDIAN
z przerażeniem
Słyszę - dzwony-


IMAGINACJA
Błysk w szybach sali...
Po trumnach wszedł trup i stoi cichy w oknie,
Gromnicą szyby pali.


KORDIAN
Wiatr zrywa mu płaszcz - a robak w każdym włoknie
Jak nić biała...
Gdzie oczu blask, tam świeci kość spróchniała.
To trupów kat... wykona, co uchwalą...
Patrz, w okno bije... rozbija...


KORDIAN
Jezus! Maryja!


IMAGINACJA
Zniknął... trumny się walą
Jak grom.


STRACH
Wracaj, tu czarta dom...


KORDIAN
Pójdę mimo diabłów głosy,
Abym się we krwi ochłodził.
Tłum jakiś drogę zagrodził,
Przejść nie można... jak przez kłosy
Trzeba deptać... nie roztrącę.
Widma blade i milczące,
Jak stooki strażnik pawi,
Zaglądają w tamte drzwi,
Gdzie spi cesarz... czy ciekawi,
Jaka barwa carskiej krwi?...
Ha... mówcie... czy się nie budzi...
Pożarłbym teraz mowę stu tysiąca ludzi...
Jak w grobie głucho...
słychać dzwon na jutrznią
Ktoś mi przez ucho
Do mózgu sztylet wbija...
Jezus Maryja!


wymawiając ostatnie słowo pada bez czucia krzyżem na bagnecie u drzwi sypialnego cara pokoju. CAR. Wychodzi z sypialnego pokoju z lampą nocną w ręku



CAR
Słyszałem jakiś stuk i czułem we snów burzy,
Jakby mię ktoś za gardło cisnął szarfą.
Czułem co niegdyś ojciec mój, lecz czułem dłużej,
Czyż zawsze sen ma być sumnienia harfą,
Po której grają wichry strachu?...
Idźmy. - Lecz nie znam dróg, zabłądzę w gmachu.
chce iść i potyka się o leżącego Kordiana
Cóż to? Co to się znaczy... Tu trup jakiś leży...
Z bagnetem w ręku, mundur polskich ma żołnierzy ;
Ze szkoły podchorążych. Pewnie stał na warcie
I szedł do mnie zabijać?... Padł na samym progu...
Wszak brat mi za nich ręczył? Kusicielu! czarcie!
Nie natrącaj mi na myśl brata - w każdym wrogu
Pokazujesz mi brata, nie, to być nie może...
O, gdyby wstał ten człowiek i przemówił słowo!...
Ciepły... Wstań! mów! bo szpadą gardło ci otworzę.
Mów, czy to brat ci kazał?
szpadą rani w rękę Kordiana, który oczy otwiera


KORDIAN
z obłąkaniem
Z pochodnią grobową
Trupy w oknie.


CAR
Przemówił... Otwórz jeszcze usta,
Wymów: brat? - słowo krótkie... brat?


KORDIAN
Blady jak chusta
Car spi... Jezus Maryja!... świt zaczął pobielać...


CAR
Nic z niego się nie dowiem, ni z ust, ani z twarzy...
O! to brat... brat mój pewnie...
woła
Straży! moja straży!
Wbiegają żołnierze. Car pokazuje na Kordiana
Jeśli nie zwaryjował ten żołnierz... rozstrzelać...


SCENA VI


SZPITAL WARYJATÓW

Widać klatki, w których siedzą łańcuchami powiązani waryjaci, niektórzy chodzą wolno. - KORDIAN leży na łóżku w gorączce. DOZORCA szpitalu.- DOKTOR obcy



DOZORCA
do Doktora
Waćpan przyszedłeś zwiedzić szpital waryjatów?


DOKTOR
Oto jest pozwolenie.
daje dukata


DOZORCA
Z podpisem dukatów...
Wolno panu, gdzie zechcesz, zazierać do klatek;
Tu waryjaci, dalej sala waryjatek...
Cały szpital rozłożę jak zegar po sztuce
Pan zapewne w medycznej ćwiczysz się nauce?


DOKTOR
Tak.


DOZORCA
Jakież systemata pan doktor zachwala?


DOKTOR
Macanie głów.


DOZORCA
Rozumiem, to systemat Galla.


DOKTOR
Tak.


DOZORCA
Ciekawość mię bierze, czy się pan przekona
Z głów, która tutaj głowa najostrzej szalona?


DOKTOR
O! ja odgadnę z twarzy sądem Lawatera.
wskazując na Kordiana
Ot - ta...


DOZORCA
Wzrok Eskulapa niedobrze przeziera,
Ten młodzieniec wszedł tutaj, bo cesarz osądził,
Że musi być szalony - lecz cesarz pobłądził.
Ten młody ma gorączkę, lecz rozsądek zdrowy,
Zdrowszy niż twój, doktorze, niż mój nawet.


DOKTOR
Nawet?


DOZORCA
Ha! obraziłem ciebie, paluszku Gallowy!
Chciałbyś mi ostrym słówkiem odpalić wet za wet
I abyś dowiódł, że ten młody pstro ma w głowie,
Może dowiedziesz, żem ja szalony?


DOKTOR
Któż to wie?..
Pozwól mi pan zapalić cygaro hawańskie...


DOZORCA
Nie mam ognia.
rzucając dukat
Do kroćset! dukat dłoń mi piecze.


DOKTOR
podejmuje dukat i zapala przy nim cygaro - potem go oddaje dozorcy...
Dziękuję.


DOZORCA
O! na Boga, to sztuki szatańskie!


DOKTOR
Tak ci się to wydało, rozumny człowiecze,
Patrz, dukat zimny jak lód, pali, bo czerwony


DOZORCA
Czy mi się zdało? czym ja doprawdy szalony?
Niech mię Najświętsza Panna w swej opiece trzyma!


DOKTOR
Nie patrz nigdy na dukat rozsądku oczyma,
Dukat jest elementem, żywiołem...


DOZORCA
Prawdziwie!
Odejść muszę, gdy słucham, rozum sobie krzywię.
Dozorca odchodzi


DOKTOR
Wypędziłem go przecie, jutro oszaleje
Myśląc o tym dukacie; teraz mam nadzieję,
Że sam na sam z szalonym pogadam młodzieńcem.
siada na łóżku Kordiana


KORDIAN
Ktoś ty jest? Brat mój? krewny?


DOKTOR
Jestem zapaleńcem.


KORDIAN
Musiałeś się więc chyba urodzić dziś rano?
Wszyscy dotąd mówili, żem jeden na świecie.


DOKTOR
Ciebie znali, mnie jeszcze dotąd nie poznano,
Siedziałem sobie cicho zamknięty w sztylecie.


KORDIAN
Daj mi pić... mam gorączkę... słów twych nie rozumiem.


DOKTOR
Natęż uwagę... jasno tłumaczyć się umiem,
Ale natęż uwagę mocno! mocno! mocno!


KORDIAN
Natężyłem... Znam ciebie...


DOKTOR
W godzinę północną
Wychodziłem z sypialnej cesarza komnaty.


KORDIAN
Cóż tam robiłeś?


DOKTOR
Ha! nic, polewałem kwiaty...


KORDIAN
Co? owe drzewa pełne uszu, bez języków...


DOKTOR
Tak, to klony... a inne rosną w liść krzyżyków
Jak gwoździki maltańskie; inne jako trzciny
Pełne kolan, i puste, a cesarza syny
Na pustych kolankowych trzcinach grać się uczą.


KORDIAN
Czemu twoje wyrazy tak brzęczą i huczą?
Gadaj ciszej... czy jakiej nie umiesz modlitwy?


DOKTOR
Umiem jedną, co ludzi popycha do bitwy.


KORDIAN
Nie chcę... za głośna będzie, a może bezbożna?


DOKTOR
To modlitwa turecka, jak księżyc dwurożna,
Jednym rogiem zabija wroga, drugim siebie...


KORDIAN
Wszak potrzeba bić wrogów?


DOKTOR
Wiem o tej potrzebie...
Naród ginie, dlaczego? - aby wieszcz
Miał treść do poematu, a wieszcz rym odlewał,
Aby nieliczną iskrę ognia pośród lodu
Z pieśni wygrzebał anioł i w niebie zaspiewał.
Widzisz, jak cenię wieszczów gromowładne plemię.


KORDIAN
Nie - to nie tak... inaczej... idź z nieba na ziemię.


DOKTOR
Rozumiem. Hymn anioła w wieszcza się przelewa,
Zaśpiewał - naród ginie, bo poeta spiewa.


KORDIAN
Głupiś! Mów co ze starych testamentów księgi,


DOKTOR
Faraon, kiedy stanął na szczycie potęgi,
Śniło mu się, że siedem wypasionych wołów
Siedem chudych pożarło.


KORDIAN
Nie! to nie tak było:..


DOKTOR
Ale tak jest, zapytaj potomka Mogołów..


KORDIAN
Mów o czym innym, pismo święte mię zabiło.
Czy nie jesteś botanik?...


DOKTOR
Żądam tajemnicy,
A zwierzę się, żem wcale nowe odkrył ziele;
Rośnie na moim oknie, w rycerskiej przyłbicy,
Posiane w stu miast dawnych ostygłym popiele.
Wkrótce, jak się spodziewam, wyda pączek liczny
Jak myśli milijonów... a potem kwiat śliczny,
Czerwony jak krew ludzi, a potem nasienie -
W strąkach wielkich zawarte, które pękną z trzaskiem
Jak milijony harmat... Wpadasz w zachwycenie?
Oczy twe poetycznym zapłonęły blaskiem.


KORDIAN
Czy ta roślina kwitnie? plemi się?


DOKTOR
Już wschodzi.


KORDIAN
Wschodzi dopiero?


DOKTOR
Tak jest, a że mróz jej szkodzi
Więc ją do czasu garnkiem przykryłem kuchennym.


KORDIAN
Dręczysz mię - nudzisz - łamiesz - gryziesz - jestem
Gadaj mi nie o kwiatach. [sennym...


DOKTOR
Trzy są elementa,
Które składają rozum, trzy wielkie myślniki.
Przez nie wytłumaczona jasno Trójca Święta.
Myślnik jedność - urodził wielości liczniki,
Z nieskończoności starszej określność wypływa;
A związek między nimi, myśl, co porównywa,
Jest trzecim elementem, z trzech trójca się składa;
Bez wyobrażeń liczby wnet jedność upada;
Bez określności bytu nieskończoność niknie;
Więc jedna równa drugiej jak Ojciec Synowi,
Względność ich dała życie Świętemu Duchowi,
A wszystkie trzy ideje są trójcą - rozumem.


KORDIAN
Napełniłeś mi uszy oceanu szumem,
Mam gorączkę... Człowieku, co prawisz u kata?


DOKTOR
Wyleczę ciebie... Teraz o stworzeniu świata
Czy o stworzeniu ludów... Świat przed ludźmi ginie;
Ziemia to orzech, w chmurnej zawarty łupinie.
Bóg przez sześć dni wiekowych stwarzał ziemskie ludy.
W pierwszym dniu stworzył państwo modlące się Judy,
To była ziemia, na niej wyrosły narody.
W drugim dniu porozlewał wschodnich ludów wody,
W trzecim - jak drzewa greckie wyrosły plemiona;
W czwartym dniu zaświeciło z gór Sokrata słońce;
W piątym wzleciały orłów rzymiańskich znamiona,
To były ptaki - a na dnia piątego końce
Padła noc wieków średnich, długa, zachmurzona,
W szóstym człowieka zlepił Bóg... Napoleona.
Dziś dzień siódmy, Bóg rękę na rękę założył,
Odpoczywa po pracy, nikogo nie stworzył.


KORDIAN
Łżesz, podły! Każdy człowiek, który się poświęca
Za wolność - jest człowiekiem, nowym Boga tworem


DOKTOR
Cha! cha! wolność gancarskie koło dziś pokręca,
Dobrze mówisz, te koło nowym idzie torem
Wyda gliniany garnek.


KORDIAN
Wyda wielkich ludzi!...


DOKTOR
Widzisz, jak ci się płomień gorączkowy studzi,
Gadasz wcale do rzeczy...


KORDIAN
Słuchaj! powiedz szczerze,
Czy nie widziałeś nigdy człowieka-anioła?
Co swe cierpienia ludom przynosi w ofierze
I gromom spadającym wystawia cel czoła,
I śmierć za Zbawiciela ponosi przykładem
Za lud cierpiąc...


DOKTOR
Ten człowiek szedł tu moim śladem.
Zawołam go.
Woła dwóch waryjatów, jeden z nich trzyma rozkrzyżowane ręce, drugi jedną rękę podniesioną ma do góry
Dwóch widzisz, za lud cierpią oba;
A jak cierpią, powiedzą; abyś sam ocenił...
do waryjata z rozkrzyżowanymi rękoma
Bracie! powiedz mi, coś ty za wielka osoba?


PIERWSZY WARYJAT
Jam nie osoba, jam się dawno w krzyż zamienił.
Ja byłem krzyżem w Chrystusa męce,
Do mnie zmarłego przybili;
A jam go zamiast ćwieków unosił za ręce,
Jak małe dziecię, gdy kwili.
Jestem krzyżem; gdy papież daje krzyża drzewo,
Nie wierzcie! - ja mam nogi, rękę prawą, lewą,
Nic ze mnie nie ubyło, niech kto części liczy...
smutnie mówi odchodząc
Boże! odwróć ode mnie ten kielich goryczy.


DOKTOR
do Kordiana
Widzisz, on się poświęcił za lud.


KORDIAN
Zwaryjował!...


DOKTOR
do waryjata z podniesioną ręką
A ty czemuś tak ręką w niebo wygórował?...


DRUGI WARYJAT
Ciszej mów! Nieba sufit lazurowy
Trzymając na tej dłoni, zasłaniam świat cały.
Niebo, słońce, księżyc biały
Chcą upaść ludziom na głowy;
Lecz ja stoję pod nieba nachylonym stropem,
Znużony, tęskny, bezsenny.
Módlcie się do mnie, jam zbawca codzienny,
Zasłaniam ludy przed nieba potopem...
Spijcie, ludzie! dobrej nocy!
odchodzi


DOKTOR
A cóż? to wielki człowiek! za lud się poświęcił!


KORDIAN
To waryjat!...


DOKTOR
Bluźnierstwa rzucasz z ustnej procy!


KORDIAN
To waryjaty oba! i tyś sam mózg skręcił.


DOKTOR
A cóż wiesz, że nie jesteś jak obłąkani?
Ty chciałeś zabić widmo, poświęcić się za nic.
O! złota rybko w kryształowej bani,
Tłucz się o twarde brzegi niewidzianych granic;
Mały kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą,
Jest wszystkim, a świat cały nicości topielą.


KORDIAN
Myślę.


DOKTOR
Więc świat jest myślą twoją.


KORDIAN
Cierpię.


DOKTOR
Nie myśl.


KORDIAN
Nie mogę...


DOKTOR
Możesz, sposób niemyślenia przemyśl,
Oszalej, będziesz świętym w Stambule.


KORDIAN
Szatanie!
Przyszedłeś tu zabijać duszy mojej duszę;
Ostatni skarb wydzierasz, własne przekonanie;
Ostatni promień, gasisz.


DOKTOR
Glinę boską kruszę...


KORDIAN
Niechaj Bóg litościwy wyrwie z twej paszczęki...


 

WIELKI KSIĄŻĘ KONSTANTY wpada z żołnierzami i wskazuje na
Kordiana




WIELKI KSIĄŻĘ
Wziąść go, prowadzić zaraz na śmierć i na męki!


KORDIAN
To głos ludzi, o Boże! raczyłeś mię przecie
Choć śmiercią wyswobodzić od tego człowieka...
pokazuje na miejsce, z którego Doktor zniknął
Gdzież on? gdzież on?


WIELKI KSIĄŻĘ
Skoro go w mundur ubierzecie...
Prowadzić na plac Saski.:.
wychodzi


KORDIAN
Gdzież on?


ŻOŁNIERZ
Książę czeka.


SCENA VII


PLAC SASKI

 

Wojsko polskie, jeszcze nie ustawione... W jednej stronie placu widać grono jenerałów, pośród nich CAR, WIELKI KSIĄŻĘ KONSTANTY niecierpliwy przechadza się... Z dala naokoło placu lud warszawski




CHÓR
Tysiące żołnierzy, bagnetów tysiące,
Obwisłe sztandary, bagnety nie drzące,
Cicho jak w ostatni sąd.


WIELKI KSIĄŻĘ
komenderując
Do frontu! równać front!...


CHÓR
W jeden rząd długi, prosty piechota się zwarła.
Gdybyś o cal w szeregu wykazał pierś cara,
A z drugiej strony szyku miał Tella Szwajcara,
Strzała by się o każdą pierś polską otarła.
I nie raziwszy żadnej, zbiła jabłko carskie.


WIELKI KSIĄŻĘ
Grać !


CHÓR
I zagrzmiały muzyki janczarskie,
Ucichły znowu... dają głos carowi.


CAR
do żołnierzy
Zdrowiście, dzieci?


GŁOS ŻOŁNIERZY
Z łaski Boga zdrowi.


CHÓR
Co powiedzieli gwarem, Bóg tylko zrozumie,
Jak modlitwę rozbita w morza głuchym szumie.


Sześciu żołnierzy przyprowadzają bladego Kordiana. Stawią go przed
carem... Wielki Książę przybiega z wściekłością




WIELKI KSIĄŻĘ.
do Kordiana, pieniąc się
Ha! psie polski! przyszedłeś - czemuś taki blady?
Przewidziałeś, co czeka? Kacie! raskolniku...
Ty nosisz szlify? - precz! precz! precz! Rozciskam gady.
Rzucę cię pod kopyta trójrzędnego szyku
Albo tu zwalę w piasek... i moją ostrogą
Napiszę wor na czole. Car ciebie darował
Zemście mojej... Car ciebie sam w grobie pochował!
Z książęcej dłoni diabły wydobyć nie mogą!


CAR
na stronie
Myśli, że mię oszuka?


WIELKI KSIAŻĘ
Dać tu cztery. konie!
Ha, ty psie, masz gorączkę, ale ciało zdrowe?
Każdy z członków zostawisz na końskim ogonie,
A koń mój najsilniejszy zerwie z karku głowę.
Milczysz!... Ha, ja się wścieknę... ten pies ciągle milczy.
uderza kułakiem w pierś Kordiana
Słuchaj, do twego ciała głód uczułem wilczy
Kąsałbym.
zgrzyta zębami
Cha! cha! carze, lubisz konne sztuki?
Pokażę ci ogromny skok.:. Znieść karabiny,
Ustawić w piramidę, posczepiać za kruki
Ostrzem do góry - związać jak snopy, jak trzciny.
żołnierze ustawili piramidę z karabinów
Teraz, psie! siadaj na koń... i leć z nim do diabła.
Ty milczysz... co? Na widok dusza ci osłabła?
Myślisz, że się zlituję. - Wszak poświęcam konia,
Konia poświęcam, słyszysz? A ciebie? No! w drogę!
No! ruszaj ! ruszaj ! ruszaj ! Czemuż trąbą słonia
Wziąść ciebie i na kolce zarzucić nie mogę?
Wrzuciłbym...
ostygając
No, posłuchaj, Lachu; wstydem płonę...
Mówiłem o Polakach, że chłopy szalone,
Gotowi z królewskiego zamku w Wisłę skoczyć...
z wściekłością
Skacz! bo każę cię w lochy Karmelitów wtłoczyć!
Głodem zamorzę! wsadzę pomiędzy szkielety!
proszącym tonem
No, Lachu! jeśli żywy przeskoczysz bagnety,
To daruję ci życie...


KORDIAN
Dzięki, książę! dzięki,
Żeś mi powiedział wszystko... Gdyby dar żywota
Można zyskać ruszeniem palca u tej ręki,
To nie ruszyłbym palcem.


WIELKI KSIĄŻĘ
Boi się hołota!


CAR
Jeśli o to ci chodzi, ręczę, że choć zdrowy
Jako ptaszek przelecisz nad las bagnetowy,
To kule cię nie miną... Książę, on się boi!...


WIELKI KSIĄŻĘ
Widzisz! więc car zaręczył... zginiesz... martwy stoi!...
Żołnierze! kto z was skoczy, dam krzyż świętej Anny,
Świętego Stanisława... jeśli wyjdzie ranny,
Tysiąc złotych pensyji... tysiąc - dwa tysiące,
Cztery tysiące... o wy psy! nie psy - zające!
Polaki!...


KORDIAN
Niech mi konia podadzą...
siada na konia i odjeżdża w koniec placu


WIELKI KSIĄŻĘ
woła Kurutę
Kuruta!
O gdyby on przeskoczył!...


KURUTA
Ten człowiek wart knuta.


WIELKI KSIĄŻĘ
Niechaj przeskoczy! słuchaj! ja chcę, niech przeskoczy!
Car ujrzy, jak mój żołnierz nad Moskale lotny...
Patrz! jedzie... zatrzymał się... tam obraca oczy,
Do ludu... tam lud stoi cichy, czarny, błotny.
marszczy się jak tygrys
Nie lubię tego ludu... Patrz, chustkami wieje,
Kapelusze podrzuca... Kruta! masz nadzieję?


KURUTA
Jak wasza książęca mość...


KSIĄŻĘ
gwałtownie
Patrz! patrz! piasku chmura!
Nie widzę... Spinaj konia! Ha! przeskoczył...


WOJSKO
krzyczy
Urra !


LUD
krzyczy z dala
Żyje!
żołnierze przyprowadzają chwiejącego się Kordiana, Książę bierze go
w swoje objęcia



WIELKI KSIĄŻĘ
Cóż ci, mój druhu? No! no! chwat młodzieniec!
Nieprawda, koń mój żartki? skacze jak szaleniec?
Musiałeś nie czuć skoku? - Wasza mość cesarska
Widziałeś. - Odprowadzić konia, niech wyparska.-
do Kordiana
Ręczę za twoje życie... idź! tyś chory? senny?
Wziąść go... odnieść do łóżka...
odprowadzają Kordiana


CAR
do jenerałów tak, że Książę nie słyszy
Złożyć sąd wojenny;
Godził na moje życie... Rozstrzelać...


WIELKI- KSIĄŻĘ
wesoło
Trębacze!
Niech grają Dąbrowskiego, książę sam poskacze...
parada na p1acu Saskim


 

SCENA VIII



 

Izba klasztorna obrócona na więzienie, okno kratowe, stół i łóżko drewniane. KORDIAN skazany na śmierć gada z księdzem zakonnym. GRZEGORZ, stary sługa, chodzi po pokoju ze łzami w oczach




GRZEGORZ
do siebie
Ten ksiądz już od godziny dręczy mego pana,
Ot! dajcie mu przed śmiercią pokój! dajcie pokój!
Jaki tam Bóg powiedział: "Dziecko w więzy okuj?"
Nie ma Boga, przystaję do cechu szatana...


KORDIAN
Grzegorzu, módl się za mnie.

 

Grzegorz jak skarcone dziecko pada na kolana i modli się... Kordian klęka u stóp księdza, ten błogosławi... i mówi podnosząc Kordiana




KSIĄDZ
Synu! powstań z prochu
I leć do Boga, ale przebacz światu.
Bóg cię wyrywa z lwiej paszczy i z lochu,
W którym byś uwiądł na kształt mdłego kwiatu...
Teraz, mój synu, przed wieczności drogą,
Nie masz co komu przekazać na ziemi?


KORDIAN
Nic.


KSIĄDZ
I nikogo na ziemi?...


KORDIAN
Nikogo.


KSIĄDZ
Nie byliż ludzie przyjaciołmi twemi?


KORDIAN
Nikt.


KSIĄDZ
Tyś mi tego nie powiedział grzechu!
Zlituj się nad nim, Boże! wielki Boże!


KORDIAN
Nim zimne ciało do grobowca złożę, .
Jakiś głos tęskny słyszę w duszy echu;
Pamiątek woła... i śladu na świecie...


KSIĄDZ
I to grzech, synu... Wy, młodzieńcy, chcecie
Schodząc ze świata ślad wieczny zostawić,
Myślą wypalić lub mieczem wykrwawić;
Po cóż ta żądza? Ani te opady
Liści uwiędłych chciwa rola zbierze,
Ani pomogą duszy jak pacierze
W ustach przechodnia... I po cóż te ślady?...
Jam cię zasępił... przebacz! bo ja może
Jestem za stary, a ty dziecię wiosen...
Więc nie rozumiem... Słuchaj... przy klasztorze
Jest ciemny ogród, szpalerami sosen
Różnie pocięty... dzisiaj w tym ogrodzie
Zasadzę różę miesięczną i twojem
Nazwę imieniem... by zakwitła w chłodzie
Posępna, blada...


KORDIAN
Niech ci pociech zdrojem .
Bóg wynagrodzi... i nazwiesz tę różę
Moim imieniem? i może nie zwiędnie!...
Ksiądz odchodzi
Spłyńcie się teraz w jednej myślnej chmurze
Wszystkie sny marzeń latające błędnie!
I bądźcie ze mną! Niebo! ty mi zapal
Słońce i księżyc, i gwiazdy, bo konam!
Bo tam przed ludźmi, choćby wbity na pal,
Zamknę cierpienia i bole pokonam;
Lecz tu łez moich duma nie zatrzyma...
O! gdybym wiedział, że tak bez powrotu
Ziemię żegnałem; przed chwilą odlotu
Patrzałbym na świat innymi oczyma,
Dłużej! ciekawiej, a może ze łzami...
Bo tam pomiędzy ogrodu kwiatami
Jest pewnie piękny kwiat... a ja go nie znam!...
Może dźwięk jaki nowy struna daje...
A jam nie słyszał... Czegoś mi nie staje!
Ludzi znać nie chcę, lecz niech się obeznam
Z ziemią, piastunką ludzi!... O! ty ziemio!
Byłażeś dla mnie piastunką troskliwą?
po chwili ze wzgardą
Niech się rojami podli ludzie plemią
I niechaj plwają na matkę nieżywą,
Nie będę z nimi! - Niechaj z ludzkich stadeł
Rodzą się ludziom przeciwne istoty
I świat nicują na złą stronę cnoty,
Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł,
Wróci się w łono Boga, niepodobny
Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny!
Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna!
Nie będę z nimi! - Niech słowo o j c z y z n a
Zmaleje dźwiękiem do trzech liter c a r a;
Niechaj w te słowo wsięknie miłość, wiara
I cały język ludu w te litery,
Nie będę z nimi! - Niech szubienic drzewa
W ogrodach miejskich rosną jak szpalery,
Niech się w ogrody takie tłum wylewa,
Śmiechom przyjazny, a łzom nienawistny;
Niech niańki w ogród szubienic bezlistny
Prowadzą dziatki, by tam dla zabawy
Grzebały piasek krwią męczeńską rdzawy...
Nie będę z nimi! - O zmarli Polacy,
Ja idę do was!... Jam jest ów najemny,
Któremu Chrystus nie odmówił płacy,
Chociaż ostatni przyszedł sadzić grono;
A tą zapłatą jest grób cichy, ciemny;
Tak wam płacono...


GRZEGORZ
Panie! nie mogę skończyć pacierza, co każe
Przebaczyć wrogom. Bóg ich na ziemi ukarze!
Oj, paniczu mój drogi, na cóż tobie było
Ten pistolet przykładać do białego czoła?...
Pamiętam, w lesie oko miesięczne świeciło,
Szedłem, a ciągle za mną ktoś: "Grzegorzu!" - woła.
Szedłem po lesie... nagle widzę me dzieciątko
Na wrzosach, krew czerwona płynie jak rubiny...


KORDIAN
Nie wspominaj mi o tym..


GRZEGORZ
Szatańską pieczątką
Pan naznaczyłeś czoło, giniesz z owej winy.
Widzi pan... Człowiek siebie nad brata miłuje,
Gdy Bóg karał Kaima, a on zabił brata;
Więc każdy, co się kulą zabija lub truje...
zatrzymuje się i z rozpaczą
Przewidziałem nieszczęście... lecz śmierć z ręki kata!!!
O! o! o! Panie drogi! pociesz mię, mów do mnie!
Pisarzowi napisać każę twoje słowa,
W życiu je stary Grzegorz na piersi przechowa;
Każę je dzieciom w grobie położyć - koło mnie,
Blisko... bo słowa dziecka - to staremu kwiaty...


KORDIAN
Czy ty masz dzieci?


GRZEGORZ
Oh! mam syna..


KORDIAN
Czy żonaty?
Grzegorz daje znak głową, że tak
Więc jeśli się synowi twemu syn narodzi,
To go ochrzcij imieniem moim, Kordian...


GRZEGORZ
Panie,
Będę płakał, wołając na wnuczka: Kordianie!


KORDIAN
O nie! tak nie nazywaj... imię mu zaszkodzi..
Nie nazywaj Kordianem...


GRZEGORZ
Paniczu mój drogi,
Nie wydzieraj, coś dawał; jam się już oswoił
Z tą myślą, że mój malec, choć nędzarz, ubogi,
Ja go będę nazywał Kordian... jeśli zbroił,
Ja go nie będę karał... Niech rośnie jak kwiatek
Kordianek mały! mój Kordianek! mój bławatek!...
śmieje się ze łzami w oczach
O! panie! panie! czemuż ty go nie zobaczysz?


KORDIAN
Boże! dziecka za imię ukarać nie raczysz
Ani mu stworzysz życie, równe memu życiu?
To dziwnie! że jak człowiek tonący w rozbiciu
Chwytam się każdej słomki... szukam przeżyć siebie...
zamyślony
Więc gdy mi wezmą życie... a starzec pogrzebie!...
Kiedyś!... za błędnym dzieckiem po łąkach lub w borze
Głos matki wołać będzie: Kordian! Kordian! - długo...
Dziecię śmiechem odpowie nad kwiecistą strugą...
A pośród ciemnych murów, gdzieś w cichym klasztorze
Róża moja zakwitnie... Ksiądz w czarnym habicie
Pacierze nad nią zmówi... Więc róża i dziecię.


OFICER wchodzi z KSIĘDZEM zapłakanym


KSIĄDZ
Synu!...


KORDIAN
Na jaką idę śmierć?...


OFICER
Na rozstrzelanie...


Grzegorz pada ma kolana. Kordian bierze w obie ręce jego siwą głowę i całując mówi przerywanym głosem


KORDIAN
Bądź zdrów - mój wierny - ojcze...
odchodzi


GRZEGORZ
wyciągając ręce
Panie! panie! panie!
Pada na ziemię... Potem zrywa się i wybiega spiesznie za Kordianem


 

SCENA IX



 

Pokój w zamku królewskim




CAR
sam
Nudno! Szkoda, żem puścił tego szambelana,
Co jak mops na dwu łapach przede mną tańcował.
Skacz! skacz! skacz! Rad bym dostać Machmuda sułtana,
Aby skakał przede mną... Będę go częstował
Dymami siarki, prochu, aż w dymie uduszę...
patrzy na ściany
Cóż to, na ścianach gmachu pył spostrzegam brudny?
Tam, w końcu, pająk sidła zastawuje musze.
Pył... pył... Ten pył mię bawi, świadczy gmach odludny,
To chwast na grobie wroga... Polska już ostygła,
Umarła i na wieki. - Jak magnesu igła
Na północ obrócona, w Sybir patrzy mroźny.
Z dala trup tego kraju zdawał mi się groźny...
Marzące o podbojach myśli nieraz zwichnął...
Przyjechałem... trup zadrżał, nawet się uśmiechnął...
Łez nie widziałem... domy kobiercami kwietne...
Dalej więc... Europę jak jabłko rozetnę,
A nóż zatruty obie zatruje połowy.
Króle! dajcie mi pokłon koronami z głowy!...
Ha! ha! albom ja wielki? albo świat ten mały?
Albo głupi świat cały? albom ja rozumny?...
Część ogromnego kraju Szach mi oddał dumny;
Garść tej ziemi kazałem spłomienić w kryształy
I kryształowe łoże Szach dostał, i wdzięczny.
O wielki synu słońca! o bracie miesięczny!
Czy ci nie zimno w łożu kryształowym cara?
Na zachodzie stugłowa wyrasta poczwara,
Lecz wkrótce w petersburskiej każę ulać
Łoże drugie z kryształu dla ludów zachodu;
Miarę na długość wezmę z moskiewskiego rodu,
A który naród dłuższy nad łoża okucie,
Kryształu nie rozciągnę, lud skrócę o głowę.
Ludy! poszlę wam! poszlę łoże kryształowe.
Któż to?. .. Brat mój !
KSIĄŻĘ KONSTANTY wbiega zadyszany
Jak się masz, Kostusiu! co słychać?


WIELKI KSIĄŻĘ
Wasza cesarska mość... niech..


CAR
Nie możesz oddychać?
Widać, żeś się tu spieszył? czemuż ci tak śpieszno?
Zapewne mi przynosisz jaką wieść pocieszną?


WIELKI KSIĄŻĘ
Ha, wasza cesarska mość... kazałeś...


CAR
Mów śmiało...


WIELKI KSIĄŻĘ
Rozstrzelać... Ha!


CAR
Tak mi się, bracie, podobało:..


WIELKI KSIĄŻĘ
Niech wasza cesarska mość odwoła! niech raczy
Odwołać wyrok śmierci.


CAR
Książę; co to znaczy?


WIELKI KSIĄŻĘ
Proszę waszej cesarskiej mości, niech ten człowiek
Żyje... Nie traćmy czasu - chwili, mgnienia powiek,
Oto ułaskawienie, pióro...


CAR
Pióro moje
Spisałem na wyroku śmierci, przy mim stoję.


WIELKI KSIĄŻĘ
Wasza Rska mość niech stawi żyda na papierze,
Byle podpis... do kroćset...


CAR
Bracie mówmy szczerze,
Chcesz ocalić Kordiana?


WIELKI KSIĄŻĘ
Chcę! Chcę! Chcę!


CAR
I właśnie
Dlatego zginie.


WIELKI KSIĄŻĘ
z zadziwieniem
Co? Co?


CAR
Bracie, skończmy waśnie,
Spać mi się chce...


 

Książę chodzi po sali, widać w nim burzę wściekłości... bierze z kominka porcelanę i rozciska w dłoni




WIELKI KSIĄŻĘ
Dlaczegoż wasza mość cesarska
Nie chce tej małej łaski? - Jam ci tron darował!...


CAR
Bracie, pohamuj wściekłość, co nozdrzami parska.


WIELKI KSIĄŻĘ
Przebacz, wasza cesarska mość, będę hamował,
Lecz proszę, niech ten człowiek żyje.


CAR
Tyś morderca,
Jeśli on nie morderca... Odejdź, bracie miły,
Nie chce mi się zaglądać w brudy twego serca;
Wolałbym dwumiesięczne rozrzucać mogiły.


WIELKI KSIĄŻĘ
Co? Nie rozumiem...


CAR
No! no! idź i bądź spokojny.


WIELKI KSIĄŻĘ
Bracie! bracie, z tygrysem nie zaczynaj wojny!
Jam ci tron dał, na którym siedzisz, ja przy tronie
Leżę jak lew brązowy, jeśli ja zawyję?
Jeśli usłyszą ludy, że lew ryczy? żyje?
Ludy przypomną, żem ja winien żyć w koronie
A ty w stajni, w kazernie musztrować szeregi...


CAR
Książę! widzę, że wina przelałeś nad brzegi.
Co, tyś mi tron darował? Było go wziąść, bracie,
Boś ty się w purpurowej urodził komnacie,
Sto dział grzmiało nad twoją złocistą kołyską
I dano ci greckiego cesarza nazwisko;
Lecz potem matka twoja, żona Pawła cara,
Zbrzydziła cię, wyrodku! Tyś miał nos Tatara.
Zamiast ssać łono, tyś je pokąsał jak szczenię...
Wyrosłeś. Przyszła matka i rzekła: "Tyś głupi" -
A tobie powiedziało to samo sumnienie.
Rzekła ci: "Daj tron bratu!", rzekłeś: "Niech brat kupi..."
Więc kupiono u ciebie zrzeczenie się tronu.
Było go wziąść... a co by ci zostało z plonu?
Czy śmiałbyś w oczy matki spojrzeć okiem cara?
A uśmiech jej? a słowo: Tyś głupi? a czara
Nalana zmarszczonymi rękami twej matki?...


WIELKI KSIĄŻĘ
Carze! carze! truciznę schowaj na ostatki.
Znałem was dobrze, katów bezczestnych i dumnych,
Was matka nauczyła zabijać słowami.
Dwóch było mądrych, trzeci głupi; do rozumnych
Ktoś rzekł: "Waszego ojca udusim szarfami"
Odpowiedzieli: "Dobrze". Poszli... udusili...
Pomnisz, Beningsen przyszedł i rzekł: "Pawła cara
Udusiliśmy..." rzekli: "Amen..." Więc zabili,
Sami zabili ojca - a noc szarfy kara...
Ha! szarfy wyrzucili jak zużyte sprzęty
Za granice moskiewskie, na kraje sąsiadów;
Darowali Europie gniazdo żółtych gadów.
A do lochu rzucili zewłok ojca święty,
Zaledwo ksiądz odszeptał jeden pacierz prędki.
Nie wynieśliście trupa na tron złotolity?
Bo spod nogi zabójców wyszedł zmięty, zbity,
Podobny do tygrysa z błękitnymi cętki.
Lecz naród krzyczał: "Syny! wyście nam ukradli
Komedyją pogrzebu, łzy wasze książęce
I widok miły królów, co tak nisko spadli...
Wynieście ojca ciało! całujcie mu ręce!
Bo my chcemy obaczyć, jakie to są cary,
Których można zabijać bez sądu i kary..."
Pamiętasz! jak zduszony kadzideł wyziewy
Całowałeś tę rękę, i całun żałobny?...
A potem myłeś usta całą wodą Newy.
O! jak ty jesteś, bracie, do ojca podobny.
Patrzeć nie mogę! Zmyj twarz! zmyj twarz, podobieństwo...
Bo ja patrzeć nie mogę... Bo rzucę przekleństwo,
Które aż Bóg usłyszy...


CAR
To królewska zbrodnia.


WIELKI KSIĄŻĘ
A wszakże ci Sybircy, których karzesz co dnia,
Mogą krzyczeć z kibitek: "Carze! z nami razem!
Jedź z nami! bo zabiłeś ojca; niechaj katy
Pocałują cię w czoło czerwonym żelazem..."
Lecz ty lud trzymasz głupi, bez żadnej oświaty,
Kilka kłosów z gwardyjskiej wyrosło równiny,
Więc na Turków! - "Michale, wiedź ich..." On nie umie...
"Wiesz, czego chcę po tobie?" - Michał nie rozumie.
"Głupcze - krzyknąłeś - podsadź pod szeregi miny
I wysadź na powietrze!..." Brat Michał dwa palce
Do czoła - pokłon niemy - i odszedł - a w miesiąc
Pod gwardią zatopione saletry padalce
Wybuchnęły jak piorun... aż grunt musiał przesiąc
Krwią ruską... Car się uśmiał... i rzekł: "To pomyłka!..."
A wiesz, carze? że za to mało knuty! zsyłka!...
Katorgi nawet mało!


CAR
Bracie, twego serca
Powstydziłby się może najęty morderca.
Przypomnę ci zdarzenie...


WIELKI KSIĄŻĘ
Co? jakie?


CAR
Nie skłamię.
Znałeś?

mówi kilka słów do ucha księciu

WIELKI KSIĄŻĘ
Carze! milcz! milcz! milcz!


CAR
Nie! aż cię połamię
Słowami knutowymi... aż czoło wypiekę
Do mózgu myśli twoich.


WIELKI KSIĄŻĘ
Carze, ja się wściekę,
Milcz !


CAR
Milczeć?... Wszak nie jestem sumnieniem książęcia
Ani pochlebcą płatnym...


WIELKI KSIĄŻĘ
Na wszystkie zaklęcia!
Milcz!


CAR
Gdzie się owa piękna Angielka podziała?
Lat szesnaście, dziecinna, płocha, jak śnieg biała,
Z błękitnymi oczyma, na balach szczęśliwa,
Na pół smutna, wesoła, mdlejąca i żywa;
Tak nieświadoma uczuć i światowej burzy,
Że mogłaby się kochać sercem w białej róży
I bronić się kotarą zakrytego łoża
Przed róż kwitnących wzrokiem...
Książę siada - i trzyma oczy wlepione w ściany
Na nią ręka boża
Wysypała brylanty wszystkie i gwiazd ognie...
Lekki twór kryształowy złamie się, nie pognie -
Tak właśnie ona...


WIELKI KSIĄŻĘ
Ona... widzę ją...


CAR
W dzień pewny
Przed dom Angielki dworska zajeżdża kareta;
Zapraszają lokaje na bal do królewny.
W lekkich szatach, niemyślna jak motyl kobieta,
Przyjeżdża, wiodą w zamek - w nieznane komnaty.
Pyta, gdzie bal? gdzie światła? gdzie muzyka? kwiaty?
Wszędzie cicho... prowadzą:.. wiesz, gdzie wprowadzona?
Nie starłeś jeszcze z czoła śliny, którą plwała.
Mściwy - wołasz... żołnierzy wściekłych rota cała...
Wali się. . .


WIELKI KSIĄŻĘ
Nie kończ, carze! bo ci język skona!


CAR
Siedź i słuchaj! Wiem koniec zabawnej powieści.
Na piękny żart się zdobył lubownik niewieści;
Jak ukryć trupa? Lato - nie włożyć do lodu!
A trzeba skryć przed carem, przed posłem narodu,
Z którego książę ukradł człowieka - gdzież schować
Jeden z przyjaciół księcia podjął się usługi,
Nie zaniedbał wszelako włosów przemalować,
Twarzy przekształcić... Potem jak Pylades drugi,
Wziąwszy odzież bogatą, krzyże, tytuł grafa,
Najął w mieście część domu i zapłacił z góry.
Do pokojów z meblami weszła wielka szafa;
Co było w szafie? nie wiem - odźwiernego córy
Myślały, że w niej szaty wieszano dziewicze.
Zamknąwszy drzwi na zamek zniknął Pylad wierny.
Upływa tydzień - drugi:.. szmery tajemnicze...
Przez szpary do pokojów zagląda odźwierny,
Nikogo... nagle krzyknął: "Zaraza! zaraza!"
Więc drzwi wywalił, z szafy odbija żelaza,
Okropnego coś razem wszystkie zmysły bije;
W szafie szkielet człowieka topi się i gnije...
Na trupie zapomniany brylant ogniem błyska.
Ten pierścień mówił... i dwa powiedział nazwiska:
Jej i twoje -


WIELKI KSIĄŻĘ
budzi się z głębokiego osłupienia - i mówi z wyciem stłumionym,
zrywając się z krzesła

Ha! carze! carze! znasz mordercę?
Ja ci muszę te słowa nazad w gardło wdławić!
Połknąłeś tajemnicę i nie możesz strawić?
Pomogę mieczem... Ona w sercu? - wydrę serce!
Ona w mózgu? - więc z mózgiem na ściany rozprysnę!
Czy wiesz, że skoro szpadą z okna tego błysnę,
Wnet czterdzieście tysięcy bagnetów poruszę?
No co? - Ja ci na gardle siądę i uduszę;
Do szaf zamknę królewskich i wyjdę wesoły.
Na ulicach Warszawy tłum ludu natrafię,
Cha! cha! cha! zapytają: "Gdzie brat? gdzie car?" - "W szafie!"-
Cha! cha!!! Cara zamknąłem jak miecz kata goły
W pochwę zgnilizny... Cha! cha! niechaj go rdza toczy!
Niech lud czuje w powietrzu! A co? drżysz, mój bracie?
Wiesz, żem silny jak tygrys... wiesz, że w tej komnacie
Jesteś sam na sam ze mną... A co? Patrz mi w oczy!...


 

Car spogląda w oczy brata... i patrzą długo na siebie, jeden drugiego chce wzrokiem przełamać... Konstanty pierwszy spuszcza oczy... i oddala się... chodzi po sali. Car... uważa każde jego poruszenie i mówi do siebie...




CAR
Dobrze! wyszedłem cało... ta moskiewska żmija
Buntu dźwignąć nie mogła... myślą się zabija...
Gdyby zamiast słów szpady dobył, już bym nie żył...
Zamyślony - w zmarszczone czoło się uderzył;
Muszę tę myśl uprzedzić... Konstanty!...


WIELKI KSIĄŻĘ
odpasuje szpadę i podaje bratu
Niech wasza
Cesarska mość tę szpadę weźmie...


CAR
Brat przeprasza...

Konstanty stoi milczący z czołem spuszczonym ku ziemi. Car bierze szpadę jego... potem podpisuje ułaskawienie Kordiana i zatknąwszy je na koniec szpady podaje księciu mówiąc:

Weź je razem ze szpadą.

Książę schyla głowę - bierze szpadę, potem dzwoni gwałtownie. ADIUTANT wchodzi... Książę daje mu ułaskawienie


WIELKI KSIĄŻĘ
Leć na plac Marsowy!
Weź mego konia, zabij w galop - a leć ptakiem...
Zanieś to... Biada! jeśli włos z Kordiana głowy
Spadnie, nim ty dojedziesz.-
Adiutant wychodzi


CAR
ściskając dłoń wściekle
Mój brat... już Polakiem.


 

SCENA OSTATNIA



PLAC MARSOWY

 

Z dala widać KORDIANA przed plutonem żołnierzy. Na przodzie sceny lud rozmawia




PIERWSZY Z LUDU
Patrz! teraz kat nad głową łamie lśniącą szpadę.


DRUGI Z LUDU
Jaki to krzyk? czy krzyknął?


PIERWSZY Z LUDU
Nie, usta ma blade
I nic nie mówi - ale gdy kat szpadę łamał,
Jakiś starzec padł z jękiem, może stary sługa?...


DRUGI Z LUDU
Więc mu wzięli szlachectwo...


TRZECI Z LUDU
Dekret dobrze skłamał:
On jako chłop nie pójdzie do chłopskiego pługa,
Pług po nim orać będzie...


PIERWSZY Z LUDU
Chcą zawiązać oczy -
Nie pozwolił...


DRUGI Z LUDU
Oficer wystąpił po przedzie...
Już ma komenderować... coś mi serce tłoczy!
Podnieśli broń do oka...


KRZYK W TŁUMIE
Stój, Adiutant jedzie!..


PIERWSZY Z LUDU
Oficer go nie widzi... rękę podniósł w górę.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza