Bal u Salomona
...Strawinskij wybacz, że tak bez "mistrzu", cynicznie,
ty byś lepiej te bębenki oddał przedwstępne,
te pierwsze chwile dziecinne, bezzębne,
te zarysy preludyjne,
te profile, jak mówi dziennikarz, elegijne...
pierwsze muzyki jak świętojanki wylatują zza stor -
bo ty mówisz nie chór, tylko chor,
a to - oceaniczniej.
Ty byś wiedział,
jak podciąć gwiezdnołapego niedźwiedzia
i jak tknąć końcem fajki
w niezapominajki, w bajki,
w takie tony, które jeszcze nic nie znaczą,
ale piękne są i już jak dorośli płaczą.(...)
...Dał dyrygent znak gwizdkiem,
skurczem ust nowy rytm poddał
i znowu grano na wszystkiem:
na monstrancjach, aspirynie i samochodach.
Dyrygent był mocny, więc go słuchano
(ach, senator przewrócił się w sieni),
ach, smyczkami wymachiwano,
jakby to były konary w jesieni;
jakby to noc była z konarami,
noc w deszczu, w cieniu, w chłodzie,
w oddaleniu, w oddaleniu,
i z jesienią znalezioną w ogrodzie.
jakby to był jakiś głupi sierpień,
gdzie tam sierpień! stara noc zasępień,
stary likwor znaleziony w organach,
zamysł jakiś, co się w nic nie klaruje -
Ech, bo grały, już grały te szuje,
kołowały tym muzycznym wiatrakiem,
a muzyka wyła wurdałakiem,
co się napił krwi pod flet Cygana.
Smyczki, smyczki, nie mocujcie się tak z muzykami,
Basy, basy, oboje, oboje!
łatwo muzyką tak kurzyć przez pokoje,
gdy muzyka wylatuje oknami.
Lecz co będzie, panie dyrygencie,
gdy zostaniesz sam, jak na okręcie,
w zatopionej muzyce minorem?
Wtedy będziesz jak szczur w pustym gmachu
na kadłubie pustym, pełnym strachu -
wtedy zagraj na oboe d'amore! (...)
Niobe (fragment) - Spotkanie z Chopinem
Dobry wieczór, monsieur Chopin,
Jak pan tutaj dostał się?
Ja przelotem z gwiazdki tej.
Być na ziemi to mi lżej:
Stary szpinet, stary dwór,
ja mam tutaj coś w c-dur
(taką drobnostkę, proszę pana),
w starych nutach stary śpiew,
jesień, leci liście z drzew.
Pan odchodzi? Hm. To żal,
Matko Boska, w taką dal!
Rękawiczki. Merci bien.
Bon soir, monsieur Chopin.
Grób Beethovena
Tutaj ciało złożone,
tu jest grób Beethovena,
gdzie to wzgórze zielone
i perspektywa srebrna;
za perspektywą srebrną
już tylko nocne niebo.
Dołem w ciemnościach wielu
kształty jakieś niekształtne,
coś jakby liście chmielu
i olchy niewyraźne,
ale wzgórze w promieniach;
to jest grób Beethovena.
Tu zlatują się ptaki
różnych barw i rodzajów:
kosy, sikorki, szpaki
muzykowi śpiewają.
a gdy noce deszczowe,
deszczu słucha Beethoven.
Zstępuje deszcz z wysoka,
krzewy napełnia wrzawą,
wykrzywia drzewa. Olcha
stoi w deszczu koślawo.
Śpiewa deszczowa burza.
Widać tylko pół wzgórza.
Ale kiedy wiatr gwarny
szparę w chmurach rozewrze,
księżyc wchodzi do szpary,
wzgórze błyszczy jak w srebrze
i księżyc wzgórze nosi
jak latarnię w ciemności.
Tutaj przychodzą ludzie,
tu ciskają bukiety:
aa męstwo w każdej nucie,
za symfonie kwartety;
tańczy na wietrze wstęga:
BOHATEROWI PI?KNA.
Czas swoim palcem dużym
pory roku obraca;
we dnie słońce nad wzgórzem,
w nocy nad wzgórzem gwiazda;
szarfa z ciemnej purpury
od wzgórza aż po chmury.
Tutaj przychodzą dzieci,
kładą mali pianiści
to z dzikich róż bukiecik,
to choćby parę liści,
grobu się dotykają,
jak gwiazdki odfruwają.
Tu przychodzą dorośli.
szumią w różnych językach
oceanem wdzięczności
wokół serca muzyka,
palą lampki na darni
i odchodzą odważni.
Czasem, gdy grudzień hula,
gdy zimno nawet wilkom,
pusto tu, ani wróbla,
żywej duszy, i tylko:
śnieg, wiatr w piskliwych tonach
i chorągiew żałobna
Ale trwa krótkie mgnienie
boleść owa, pustkowie:
w dali śnieg znów się czerni,
znowu brnie przez śnieg człowiek,
by złożyć dank serdeczny
tej muzyce walecznej.
to jest grób Beethovena.
Nad nim Venus promienna.
Pieśni
Garniemy się do muzyki
muzyka to jest nasz festyn,
kochamy trąbki i smyki,
obój, klarnet i klawesyn.
Jest w domu lichtarz nieduży
z wysoką świecą szkarłatną;
ona do koncertów służy,
do dźwięku dodaje światło.
Ty ją zapalasz w godzinie
muzycznej i płomyk świeci
w chwili, gdy z głośnika płynie
Koncert Brandenburski Trzeci
Radość jak poważny taniec
przesuwa swój cień po ścianach.
I pada świecy pełganie
na twarz Jana Sebastiana.
Lipski kantor bardzo mile
uśmiecha się zza oszklenia.
Chciałbym wszystkie takie chwile
ocalić od zapomnienia