| | | |
|
|
Józio Kowalski
Postacie i bohaterowie literaccy
Józio Kowalski, groteskowy bohater i jeden z narratorów w "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza, jest metaforą współczesnego człowieka. Jego wizerunek odsłania się w kolejnych epizodach powieści, ale składają się też nań symbole, które w tkance tekstu pojawiają się tak często, że nie sposób na nie zwrócić uwagi. Są to słowa określające części ciała, przede wszystkim - gęba, pupa i łydka. Wolno więc wyobrażać sobie Józia jako postać "kubistycznie rozczłonkowaną" (S. Bortnowski),niepełną, "niedojrzałą". Gombrowicz wchodzi tu w dyskusję z kulturą "wysoką", afirmującą serce, duszę lub rozum, nastawioną na pęd ku wzniosłości, sublimacji, poznaniu, a jednak - daleką od prawdy. Autor "Ferdydurke" wybiera inną drogę - sięga po mniej zużyte rekwizyty - atrybuty kultury nieoficjalnej, "niskiej". Przy ich pomocy charakteryzuje swych bohaterów i procesy zachodzące w świecie. Józio pojawia się w pierwszym rozdziale powieści, w scenie utrzymanej w atmosferze oniryzmu, za którą odpowiedzialny jest jeszcze głos opowiadacza, odsyłający do autora. W przeciwieństwie doń Józio wydaje się nijaki i mało konkretny. Stajemy się przy tej okazji świadkami niepokojącej metamorfozy trzydziestoletniego pisarza w piętnastoletniego chłopca. Z podobnymi dwuznacznościami, utrzymującymi czytelnika w ciągłej niepewności i drażniącymi wszelkie przyzwyczajenia lekturowe, będziemy mieli do czynienia w miarę nawarstwiania się zdarzeń bardzo często. Niedorosły rodzi się w dorosłym pod wpływem pobłażliwego spojrzenia "belfra klasycznego" - profesor Pimko również pojawia się jakby przypadkowo, nie wiadomo po co. Jednak w świecie Gombrowicza nic nie przydarza się bez przyczyny. Józio, porwany przez Pimkę, "wrzucony" zostaje w niedojrzałość - rzeczywistość instytucji szkoły, nowoczesnej rodziny, później zaś staroświeckiego ziemiaństwa. Niedojrzałość Józia nie jest przez Gombrowicza dyskredytowana - właściwie to jedyny obszar wolności. Tylko w tej przestrzeni może pojawić się indywidualizm, to, co w człowieku własne, niepowtarzalne. Dlatego Józio woli chaos, poszukuje autentyczności nburząc to, co skostniałe. "Niech mój kształt rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi..." - mówi. "Wtłaczany" przez autora w coraz to inną sytuację, by poznać prawdę poprzez własne doświadczenie, kształtuje się jakby na antypodach Krakowskiego Józefa K. W obrazie kultury I poł. XX wieku musiał zostać zdrobniony (Józio) i uprzeciętniony, statystyczny (Kowalski). Stanowi literacką kreację, poprzez działania której autor przemyca własną filozofię stosunków międzyludzkich, filozofię Formy. Ten socjologiczny motyw ma dowieść, że człowiek egzystuje tylko w interakcjach z innymi. Czy "tworzy się" i żyje zgodnie z ich wymaganiami, naśladując akceptowane zachowania, czy też buntując się i podkreślając swoją odrębność, wyższość - ulega zniewoleniu, poddaje się ustalonym formom.
Amorficzny Józio przejawia tendencje do dekonstruowania napotkanych po drodze struktur. Nie potrafi im przeciwstawić własnych idei, karmi się więc pożywką idei cudzych, dostosowanych do osób i okoliczności w jakich się znajduje. Jego bunt jest więc tylko zmianą kierunku wektora. Przeintelektualizowaną nowoczesność Młodziaków, nie uznających "kultu dziewictwa dawnych Hreczkosiejów", będzie drażnił znakami wyzwolenia, graniczącymi z absurdem. Prowokował "zbabranym kompotem", gałązką w gębie żebraka, nadzwyczaj niekonwencjonalną zawartością szafy pensjonarki (ukrywają się tam Pimko i Kopyrda). Takie chwyty nie przydałyby się w dworku wujostwa Hurleckich - ich pusty tradycjonalizm, zapieczenie w obyczajowej konwencji drażni już w inny sposób.
Podróż Józia po świecie pupy, łydki i gęby (refleksy pikareski i XVIII- wiecznej powiastki filozoficznej) pozwala Gombrowiczowi na weryfikację trzech wielkich mitologii współczesności - szkoły, nowoczesności i ziemiańskiego konserwatyzmu. Józio przekonuje się, że:
-
Szkoła jest zbiorem skostniałych raz na zawsze form, modelujących osobowość każdego ucznia. Jej produktem będzie człowiek - katarynka powielający wyświechtane formułki szkolnej frazeologii. Syfon to forma prymusa i kujona, Chłopięcia, Miętus zaś - forma ucznia krnąbrnego, chłopaka. Władza formy ogarnia również nauczycieli, w umysłach których "nie powstanie nigdy myśl własna" (profesor Bladaczka jako forma belfra i jego "Słowacki wielkim poetą był"), a także same lekcje (schemat "Lekcji polskiego"). Józio zostaje superarbitrem "pojedynku na miny" (parodia formy szkolnych dyskusji; nikomu nie zależy na treściach, liczy się utrzymanie szkolnej konwencji).
-
Postęp, tolerancja, liberalizm, swoboda obyczajowa, kult tężyzny fizycznej (wysportowanej łydki), wyznawane przez rodzinę Młodziaków, skrywającymi prawdziwe oblicze mieszczaństwa. Ogłasza się ono awangardą społeczną - inżynier Młodziak nazywa siebie konstruktorem nowej rzeczywistości, rodzice namawiają Zutę na nieślubne dziecko, "bezczelna, ostra, wysportowana, łydczana" pensjonarka biega na lekcje tenisa. Zuta zmusza Józia do przyjęcia formy "staroświeckiego chłopca". Wyzwala się z niej odsłaniając fałsz i blichtr "nowoczesności". Jego zachowanie przy stole ("Kompot") wywołuje niesmak i zgorszenie, zaaranżowanie dwuznacznej sytuacji w pokoju pensjonarki ("Hulajnoga i nowe przyłapanie") ujawnia mieszczańską pruderyjność Młodziaków.
-
Największą rekwizytornią form jest dworek Hurleckich. Józio ucieka doń wraz z Miętusem, spodziewając się znaleźć wolność na wsi, nieskażonej znakami kultury i cywilizacji. Natyka się tu na formy cioci i wujaszka (w ich oczach staje się formą chłopca z miasta, przywykłego zażywać latem wywczasów u rodziny na prowincji), formę konserwatyzmu ziemiańskiego, celebrującego wciąż ten sam repertuar zachowań, formę parobka, którego "pierze się po gębie". Pierwsza prowokacja przypada w udziale Miętusowi - chce on "zbratać się z parobkiem". Ocena Hurleckich nie wychodzi poza stereotyp - tłumaczą to sobie jako uwolnienie homoseksualnej fascynacji, a także ideę bratania się z ludem "czerwonego panicza". Bunt drugi jest kolejną klęską Józia. Czuje, że został zinfantylizowany i wpada na pomysł, który ma go obronić. Porywa Zosię, wpadając tym samym w schemat młodzieńca uprowadzającego z domu ukochaną panienką. Ta parodia wątku miłosnego jeszcze raz dowodzi bezradności bohatera - "nie ma ucieczki przed gębą jak tylko w inną gębę...".
|
|