Spotkanie
Na ulicy na szarym rogu się spotkali.
Wiatr rozwiewał im fałdy włóczkowych szalików.
Szopen miał ócz emalię na kształt medalików
Częstochowskich; pan Juliusz źrenice ze stali.
Słowacki, że to wiatr mu wyrwał połę z ręki,
Zatrzymał się, płaszcz pragnąc naciągnąć na ramię.
I nagle go porwało wspomnienie - te dźwięki.
Szopen szukał nazwiska, czyli mu nie skłamie
Pamięć, co mu się zdała jak starta paleta.
Stali tak. Może nawet nie przeszła sekunda.
Szopen sobie przypomniał: ach, to ten... poeta
Bez talentu. Słowacki westchnął; moribunda.
Który z nas pójdzie pierwej...tam? myśleli wieszcze.
I minęli się. Dzisiaj mijają się jeszcze.
Sonety sycylijskie. Sonet wstępny
Jeżelibym mógł jeszcze coś powiedzieć Tobie
Powiedziałbym: Karolu, wiesz, wracam z Sycylii,
Jaki żal, żeśmy razem tam z Tobą nie byli
Położyć trochę kwiatów na Rogera grobie.
Widziałem: góry stoją w liliowej żałobie.
Słyszałem: grecki słowik w pomarańczach kwili.
Pasterze na przełęczach ogniska palili,
Chciałbym ci to opisać. I właśnie to robię.
Świątynie opuszczone niby puste plastry,
Z których miód wyciekł, cisza kołysze niezłomna:
Wznoszą się zgruchotane słupy i pilastry
Ku niebu, które szczerzy lazur jak najrzadszy
I na błękity morza obojętnie patrzy.
Mówiąc: życie znikome, śmierć tylko ogromna.
Źródło Aretuzy
Jęk czarnych papirusów u kamiennej śluzy,
Szelest usłyszysz cichy drzemnej, wodnej głębi
I przez senne gruchanie uśpionych gołębi,
W nocy, kiedy nad źródłem staniesz Aretuzy.
Choć woda się porusza jak włosy meduzy
i czarną paszczę źródła noc mityczna ziębi,
Cisza martwa usnęła u zmarłej przerębli,
Odeszły stąd boginie, zmarły Syrakuzy.
I nagle w obumarłym i martwym eterze
Ton wysoki się zjawia, uparcie niezwiewny,
I źródło, i noc ciemna w posiadanie bierze -
Zatrzymuje się, zniża, gołębiem kuszony,
opiera się i dzwoni czysty i podniebny -
Ton, jaki dla nas wybrał czarny mistrz z Cremony.