Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Iliada 9B

Wstecz

Homer - Iliada

Pieśń IX
cz. 2


Ujrzysz, jeżeli chcesz tego, jeżeli ci na tym zależy,
jak o świtaniu na słynny z ryb obfitości Hellespont
moje okręty odpłyną z rozradowaną załogą.
Jeśli mi dobrą żeglugę da mocny Bóg, co lądami
wstrząsa potężnie, to Ftyję na trzeci dzień już zobaczę.
Dość tam jest dobra mojego, które rzuciłem, tu idąc,
i stąd niemało w okrętach złota i miedzi czerwonej,
kobiet o pięknych przepaskach, wiele siwego żelaza
wezmę, przez los obdarzony. Ale nagrodę za dzielność,
tę, którą sam mi przeznaczył, odebrał mi Agamemnon,
drwiąc ze mnie. To, co wam mówię, powtórzcie jemu najwierniej,
wszystko - przy wszystkich. I niechże gniewają się sami Achaje,
bo może jeszcze zamierza oszukać któregoś z Danajów,
wstyd zatraciwszy. Wracając do mojej sprawy - tak sądzę,
że choć jak pies jest bezczelny, w twarz mi nie będzie śmiał spojrzeć.
W radach z nim nie chcę zasiadać ani dzieł wspólnych prowadzić,
raz mnie już bowiem oszukał i podszedł. Już on mnie swoim
słowem nie ujmie! Dość tego! Niechaj bez mojej pomocy
sczeźnie nareszcie. Widocznie sam Dzeus rozsądek mu odjął.
Brzydzę się jego darami i on sam dla mnie jest niczym.
Choćby mi dziesięć czy razy dwadzieścia tyle oddawał,
ile ma teraz i ile jeszcze zdobędzie w przyszłości,
i Orchomenu bogactwa, i Teb egipskich stubramnych,
gdzie są w domostwach największe ze skarbów nagromadzone,
tam gdzie sto bram się otwiera, a z każdej z nich mężów dwustu
może wyruszyć od razu zbrojnych na konnych zaprzęgach;
choćby mi dawał aż tyle, ile tu piasku i żwiru -
jeszcze nie zdoła mi serca wódz Agamemnon przejednać,
zanim palącej mi duszę zniewagi pokutą nie zmyje.
Córki zaś Agamemnona za swą małżonkę nie wezmę,
choćby pięknością gasiła samą Kiprydę złocistą
i w pracach była zręczniejsza od jasnookiej Ateny.
Nie chcę jej. Niechże ją komuś innemu odda z Achajów.
Może ten będzie godniejszy, bardziej królewski ode mnie.
A ja, gdy bóg mnie ocali i już do domu powrócę,
wezmę za żonę dziewczynę, którą mi ojciec wybierze.
Wiele jest dziewcząt szlachetnych w Helladzie, a także we Ftyi,
cór znakomitych mężów, którzy władają grodami.
Jeśli z nich którą pokocham, do domu swego wprowadzę.
Tam nieugięta ma dusza często mi z piersi ulata,
pragnąc mieć żonę kochaną i towarzyszkę dni moich -
w domu, gdzie Peleus dostatków dość nagromadził sędziwy.
Życia człowieka nie może żadna z wartości przewyższyć -
ani sam Ilion tak ludny i w skarby wielkie zasobny
w czasie pokoju, nim wojnę przynieśli zbrojni Achaje,
ani bogactwa niezmierne, ile ich w skarbcu swym mieści
Fojbos Apollon promienny w swojej Pytonie skalistej.
Można zdobyczy mieć wiele: stada baranów i wołów,
cenne trójnogi i konie o grzywach złotopłomiennych,
lecz nie zdobędziesz już nigdy człowieczej duszy, nie złowisz
ani jej w locie nie wstrzymasz, gdy z warg na zawsze uleci.
Nieraz mi matka mówiła, Tetyda o stopach srebrzystych,
że dwie prowadzą mnie Kery dwiema drogami do śmierci:
jeśli pod grodem trojańskim zostanę, by dalej tam walczyć -
nie ma stąd dla mnie powrotu, lecz sławę wieczną uzyskam;
jeśli do domu powrócę, do mojej ziemi kochanej -
sławy nie zyskam, lecz w zamian życie szczęśliwe i długie
los mi przeznaczy, nieprędko dosięgnę czarnych bram śmierci.
Także bym innym doradził wszystkim to samo uczynić:
żeby do domu wracali, bo nigdy kresu nie będzie
Troi wyniosłej. Ponad nią sam Dzeus o głosie potężnym
rękę wyciągnął łaskawą i wzmocnił dzielność jej mężów.
A wy już teraz wracajcie, by zdać dostojnym Achajom
sprawę z poselstwa, bo przecież to do starszyzny należy.
Niech jakąś inną roztropną radę w swych głowach obmyślą,
żeby ocalić okręty i cały naród Achajów
przy wygładzonych okrętach. Ta, z którą przyszliście do mnie,
losu waszego nie zmieni. Mój gniew jest nieubłagany!
Fojniks niech z nami zostanie, nocnego użyje spoczynku,
aby na moim okręcie do miłej powrócić ojczyzny
jutro, gdy zechce. Przemocą go z sobą nie uprowadzę".
Tak powiedział, a wszyscy w milczeniu trwali głębokim,
jego słowami zdumieni, bo bardzo potężnie przemówił.
Potem sędziwy rzekł Fojniks, co był doskonałym woźnicą,
a łza spłynęła mu z oczu, gdyż drżał o okręty Achajów:
"Jeśli już postanowiłeś w swym sercu, przesławny Achillu,
wracać i nie chcesz pożogi niszczącej od naszych okrętów
Za nic odeprzeć, ponieważ gniew opanował twą duszę,
jakżebym mógł, drogie dziecko, przez ciebie być opuszczony
jeden samotnie. Wszak z tobą mnie Peleus wysłał sędziwy,
świetny woźnica, w dniu, kiedy cię z Ftyi do Agamemnona
tutaj wyprawił, młodego, obcego sztuce wojennej
i krasomówczej, co mężów wyróżnia, czyni sławnymi.
Po to wyprawił mnie z tobą, bym cię wszystkiego wyuczył,
abyś przemawiał jak mówca i działał jak człowiek czynu.
Z tego powodu bym nie chciał, abyś ty, dziecko kochane,
mnie pozostawił, chociażby sam jakiś bóg mi obiecał
starość zdjąć ze mnie, kwitnącym mnie znowu czyniąc młodzieńcem,
jakim rzuciłem Helladę pięknością kobiet wsławioną,
przed ojcem mym Amyntorem, synem Ormena, uchodząc.
Za nałożnicę się na mnie rozgniewał o pięknych warkoczach,
którą pokochał, a prawą swoją małżonkę znieważył,
matkę mą. Nieraz mi ona obejmowała kolana,
abym kochankę mu uwiódł, by starca znienawidziła.
Jam to uczynił posłusznie. Lecz ojciec, gdy to zrozumiał,
przeklął mnie strasznie, wzywając przeciw mnie mściwe Erynie,
mówiąc, że nigdy nie weźmie na swe kolana miłego
syna, co ze mnie się zrodził. Bogowie spełnili przekleństwo:
Dzeus władający podziemiem i Persefona straszliwa.
Chciałem go wtedy pozbawić żywota ostrzem spiżowym,
ale powściągnął bóg jakiś mój gniew i obudził mi w duszy
lęk - co lud powie, i pamięć na liczne ludzi zarzuty,
by ojcobójcy mnie mianem nie mogli nazwać Achaje.
Jednak już dłużej nie mogła znieść tego dusza w mej piersi,
abym w komnatach przy ojcu tak rozgniewanym przebywał,
choć przyjaciele i krewni, którzy mnie tam otaczali,
sami błagali mnie o to, bym w tych komnatach pozostał.
Wiele baranów tuczonych i wołów powolnonogich
rżnęli w ofierze i wieprzów karmnych, kwitnących tłustością
nad gorejącym płomieniem Hefajstosowym składali.
Wiele też wina wypito tęgiego ze starca dzbanów.
Wkoło mnie straże trzymano przez dziewięć nocy bezsenne -
każdy kolejno miał wartę przy mnie i nigdy nie gasły
ognie: z nich jeden przed domem na ogrodzonym dziedzińcu,
drugi w przedsionku w pobliżu drzwi samych mojej sypialni.
Ale gdy wreszcie zapadła dziesiąta już noc ponura,
wtedy drzwi mojej komnaty najszczelniej przypasowane
na wskroś rozdarłem i parkan otaczający dziedziniec
skokiem przebyłem, zmyliwszy straż czujną sług i służebnic.
Stamtąd uciekłem po ziemiach szeroko rozległej Hellady
do urodzajem słynącej Ftyi, co matką jest owiec,
i przed Peleusem stanąłem władcą. Gościnnie mnie przyjął,
potem pokochał, jak ojciec kocha swe dziecko, któremu
w późnej starości dał życie, władając mieniem bogatym.
Szczodrze mnie swoim dostatkiem obdarzył i poddał lud mnogi -
z dala na krańcach ziem Ftyi narodem Dolopów władałem.
Ciebie więc tak wychowałem, do bogów podobny Achillu,
całą kochając cię duszą. Bo ty nie chciałeś z kim innym
ani na ucztę pójść, ani przyjąć w komnatach posiłku,
zanim cię - kiedyś był dzieckiem - nie wziąłem na swe kolana,
aby pokrajać ci mięso, nasycić i winem napoić.
Ileż to razy, Achillu, oblałeś mi chiton na piersi,
kiedyś wypluwał w krąg wino w dziecięcej swej naiwności.
Wiele musiałem wycierpieć przez ciebie, natrudzić się wiele,
myśląc, że gdy mnie potomstwem własnym szczęśliwi bogowie
nie obdarzyli, to ciebie, Achillu do bogów podobny,
wezmę za syna - ty za to zły los ode mnie odwrócisz.
A więc, Achillu, powściągnij duszę zaciętą. Nie trzeba
serca mieć zatwardziałego. Ubłagać się dają bogowie
sami, choć przecież jest większa ich dzielność, cześć i potęga.
Jednak ofiarą kadzidła i błagalnymi ślubami
winem i dymem ofiarnym umieją śmiertelni wyjednać
litość ich, jeśli popełni ktoś grzeszny czyn i bezbożny.
Przecież są także i Prośby z wielkiego Dzeusa zrodzone,
chrome, pokryte zmarszczkami i zezem na świat patrzące -
te postępują za Ate i bacznie pilnują przewiny.
Ate zaś jest przepotężna i mocne ma nogi, dlatego
wszystkie o wiele wyprzedza i śpieszy po całej w krąg ziemi
ludziom na zgubę. Lecz Prośby, choć wloką się, zło naprawiają.
Kto więc potrafi je uczcić, gdy zbliżą się, córy Dzeusowe,
temu są wielce pomocne i wysłuchują błagania.
Ale kto im się sprzeciwia nieustępliwą odmową,
zaraz zjawiają się Prośby ze skargą do Dzeusa Kronidy;
Ate winnego dosięga, za upór jest ukarany.
Więc, Achillesie, ty także cześć okaż córze Dzeusowej,
która i innych szlachetnych umysły nakłania ku sobie.
Gdyby ci bowiem Atryda darów nie składał i później
nie obiecywał dać więcej, lecz w złości trwać nie ustawał,
sam nie namawiałbym ciebie, ażebyś gniewu zaniechał
ani Argiwów ochraniał, choć tak im trzeba obrony.
Ale gdy tyle ci darów śle i dać później przyrzeka,
najdostojniejszych wysyła mężów, by ciebie uprosić,
z ludu Achajów wybranych, z tych, co są tobie najmilsi
pośród Argiwów, ty słowom ich nie okazuj pogardy
ani trudowi ich stóp, choć twój gniew przecież nie był niesłuszny.
Takie i niegdyś w przeszłości chodziły wieści o mężach
sławnych, herosach, gdy kiedy któregoś z nich gniew ogarnął,
że ich darami przebłagać zdołano i słowem nakłonić.
Takie zdarzenie z dni dawnych pamiętam. Nie w moich to latach
zaszło, lecz wszystko, jak było, opowiem wam, moi kochani:
Pod Kalydonem walczyli Etole z Kuretów narodem.
Jedni i drudzy w krąg miasta wzajemnie się mordowali.
Mężni Etole bronili ojczystych bram Kalydonu,
a Kuretowie gród chcieli w okrutnej wojnie zwyciężyć.
Klęski zsyłała Artemis złocistoszata Etolom,
gniewem pałając, że z bujnych swych pól nie złożył ofiary
Ojneus tylko jej, innych zaś hekatombą obdarzył;
córki natomiast wielkiego Dzeusa ofiarą nie uczcił.
Albo zapomniał, lub nie chciał. Zawinił w duszy ogromnie.
Gniewem pałając Bogini, co chętnie wypuszcza strzały,
mocy straszliwej odyńca o kłach potężnych nasłała,
który na polach Ojneusa wyrządzał szkody rozliczne:
wiele dorodnych drzew wydarł kłami i zwalił na ziemię
wraz z korzeniami i z kwiatem - nadzieją owocowania.
Zabił go wreszcie Ojneusa waleczny syn, Meleagros,
z grodów postronnych gromadząc wielu myśliwych i wiele
psów, bo nie zdołałby zabić go z małą liczbą śmiertelnych,
tak był potworny i wielu na śmierci stos zaprowadził.
Właśnie o niego bogini wznieciła walkę i wrzawę,
wkoło łba jego i skóry pokrytej sierścią skudloną
pośród Kuretów i ludu Etolów o duszach wyniosłych.
Gdy Meleagros, kochanek Aresa, wojował na czele,
wiodło się źle narodowi Kuretów i kroku nie mogli
tamtym dotrzymać przy murach, chociaż ich było tak wielu,
lecz Meleagra ogarnął gniew, który przecież i innym
burzy się w piersi, i rozum odbiera nawet rozsądnym.
Ten na swą matkę rozgniewał się tak, na Alteę,
i przy małżonce swej pięknej, przy Kleopatrze, pozostał,
córce Marpessy o pięknych kostkach. Jej matka, Euena
córka, z Idesem ją miała, który najmilszy był z ludzi
kiedyś w przeszłości. Ten z łukiem do walki nawet się porwał
o narzeczoną o pięknych kostkach z Fojbosem Apollem.
Wtedy w komnatach pałacu jej ojciec i matka czcigodna
dali jej imię Alkyony, ponieważ kiedyś jej matka
losu Alkyona doznała - jak on nieszczęsna, płacząca,
kiedy ją porwał Apollon, co z dala trafia niechybnie.
Więc Meleagros przy żonie pozostał, gniew ważąc w duszy,
gryząc się matki klątwami, gdyż matka nie ustawała
w prośbach do bogów o pomstę za swoich braci zabitych.
Ręce swe kładła na ziemi obficie wielu żywiącej
i przyzywała Hadesa wraz z Persefoną straszliwą,
zgiąwszy kolana. Na łono łzy jej padały. O syna
śmierć ich błagała. Błądząca w mroku Erynia o sercu
nieubłaganym w ciemnościach Erebu ją wysłuchała.
Hałas bitewny i wrzawa przy bramach trwała. Okrutnie
w baszty godzono. Błagała wówczas starszyzna Etolów,
którzy kapłanów swych bogów wysłali najdostojniejszych,
by Meleagros im przyszedł z pomocą. Przyrzekli mu dary:
na Kalydonu równinie, gdzie najżyźniejsze są pola,
dano mu wybrać szmat ziemi przepięknej według swej woli,
stadiów pięćdziesiąt; połowę na winnic zbiór przeznaczono,
drugą połowę równiny miał lemiesz pługa uprawiać.
Błagał go wtedy żarliwie sędziwy jeździec Ojneus -
stanął u progu sypialni syna wysoko sklepionej,
w skrzydła drzwi stukał zamknięte, ugiął przed synem kolana.
Bracia go także prosili usilnie i matka czcigodna,
ale uparcie odmawiał. Błagali go też przyjaciele,
których ze wszystkich przyjaciół najbardziej kochał i cenił,
lecz nie zdołali mu serca w piersiach prośbami nakłonić,
zanim do komnat nie padły pociski, nim baszty zdobyły
tłumy Kuretów i w mieście wybuchły wielkie pożary.
Wtedy zdołała nakłonić go jego własna małżonka
w pięknej przepasce, o wszystkich z kolei mówiąc mu klęskach,
które spadają na ludzi w zdobytym mieście przez wroga:
o mordowanych mężczyznach, o grodzie ogniem trawionym,
dzieciach i strojnych w fałdziste szaty kobietach porwanych.
Słuchającemu o czynach tak strasznych serce zadrżało.
Porwał się z miejsca i zbroję połyskującą nałożył,
i od Etolów dzień klęski, co im zagrażał, odwrócił,
idąc za głosem swej duszy, choć darów mu nie wręczyli
licznych i pełnych uroku. Klęsce i bez nich zapobiegł.
Ale ty nie czyń tak samo. Niechże cię duch nie nakłoni,
abyś to zrobił, mój drogi. Toć będzie trudniej obronić
okręty, gdy już zapłoną. Raczej za dary wspaniałe
wychodź do walki, a będą cię czcić jak boga Achaje.
Jeśli zaś bitwę bez darów podejmiesz na śmierć i życie,
takiej już czci nie uzyskasz, chociażbyś w bitwie zwyciężył".
Na to mu tak odpowiedział o szybkich nogach Achilles:
"Ojcze sędziwy, Fojniksie przez boga wyhodowany!
Nie potrzebuję czci takiej. Dość wyrok Dzeusa mnie uczcił.
Będę w tej czci przy okrętach wygiętych, dopóki w mej piersi
starczy mi tchu i dopóki służą mi dzielnie kolana.
Powiem natomiast ci inną rzecz, tę zachowaj w pamięci:
serca nie wzruszaj mi własnym żalem i swymi skargami
bohaterowi Atrydzie przychylny, bo ci nie przystoi
jego miłować. Inaczej przyjaźń mą zmienisz w nienawiść.
Raczej bądź twardy dla niego, tak jak on dla mnie był twardy.
Zostań, by ze mną królować i czci odbierać połowę.
Tamci z poselstwem niech idą, a ty pozostań i spocznij
w łożu wygodnym. A kiedy zjawi się Eos nazajutrz,
radzić będziemy, czy mamy powrócić, czy jeszcze pozostać".
Tak powiedział i milcząc, ściągnięciem brwi Patroklowi
zlecił, by szedł Fojniksowi słać łoże. Pragnął, by tamci
wyszli z namiotu najszybciej. A wówczas bogom podobny
Ajas wstał, syn Telamona, i tak się do nich odezwał:
"Laertiado szlachetny, pełen pomysłów Odysie!
Pójdźmy, ponieważ słowami naszymi celu namowy
nie osiągniemy. A przecież odpowiedź, i to jak najprędzej,
trzeba nam zanieść Danajom, choćby nie była najlepsza.
Teraz tam na nią czekają, podczas gdy tutaj Achilles
duszę wyniosłą w swej piersi nasycił twardą dzikością.
Okrutny! Nie chce ustąpić przyjaźni swych towarzyszy,
którą był obdarowany i przenoszony nad innych.
Nieubłagany! A przecież niejeden brata zabójstwo
albo śmierć syna własnego pozwala szczodrze okupić -
w kraju zostaje zabójca, złożywszy okup bogaty,
w tamtym zaś serce ucichnie i mężna dusza gniew stłumi
szczodrym zjednana okupem. Lecz tobie duszę zaciętą
w piersi zamknęli bogowie - tylko z powodu dziewczyny
jednej! A teraz ci siedem branek najlepszych darować
chcemy i inne prócz tego dary. Ty duszę łaskawą
okaż pod dachem swym własnym. Jesteśmy gośćmi twoimi,
z ludu wybrani Danajów, i chcemy zostać dla ciebie
wierni i zawsze przyjaźni najbardziej spośród Achajów".
Na to mu tak odpowiedział o szybkich nogach Achilles:
"Telamonido, Ajasie boski, dowódco narodów!
Wszystko, co tu powiedziałeś, jak gdybyś wyjął z mej duszy,
ale mi burzy się serce z gniewu, gdy wspomnę na tego,
który tak podle się wobec mnie wśród Achajów zachował -
on, syn Atreusa - jak wobec pohańbionego włóczęgi.
Idźcie więc teraz z powrotem i wypełnijcie poselstwo:
w krwawej ja bowiem rozprawie wpierw uczestniczyć nie będę,
zanim mądrego Pryjama syn, Hektor do bogów podobny,
do myrmidońskich namiotów nie dojdzie i do okrętów,
wnosząc mord między Argiwów i ogniem paląc okręty,
przy czym - jak sądzę - przy moim namiocie i przy okręcie
czarnym zatrzyma się Hektor, choć jest tak walki spragniony".
Tak powiedział. Wziął każdy puchar dwuuszny, ofiarę
spełnił i w stronę okrętów ruszył. Prowadził Odysej.
Kazał tymczasem służebnym i towarzyszom Patroklos,
by dla Fojniksa wygodne prędko sporządzić posłanie.
Więc, jak rozkazał, zasłano posłusznie wygodne łoże,
biorąc nań skóry, kobierce i cienkie lniane tkaniny.
Wówczas położył się starzec i boskiej Eos wyglądał.
Achill spał w głębi namiotu zbudowanego kunsztownie,
jego posłanie dzieliła kobieta z Lesbos porwana -
córka Forbasa, Diomeda prześliczna o twarzy uroczej.
Z drugiej zaś strony Patroklos spoczywał, z nim łoże dzieliła
Ifis o pięknej przepasce; tę brankę boski Achilles
dał mu, gdy zdobył gród Skyros, górzyste miasto Enyeusa.
Gdy do namiotu Atrydy posłowie tymczasem przybyli,
winem w złocistych pucharach witali synowie Achajów
przybywających. Ten, tamten wstawał, zadając pytania,
lecz rozpytywać jął pierwszy nad wodze wódz Agamemnon:
"Mów ty, czcigodny Odysie, największa sławo Achajów,
czy chce Achilles od ognia osłaniać nasze okręty,
czy wciąż odmawia i żywi gniew w swojej duszy wyniosłej".
Na to rzekł boski Odysej, co wiele w życiu wycierpiał:
"Agamemnonie, przesławny Atrydo, wodzu nad wodze!
Achill nie myśli ujarzmiać swojego gniewu, przeciwnie -
pełen jest wciąż zaciętości, odrzuca prośbę i dary,
radzi, ażebyś przemyślał wraz z Argiwami sposoby,
jak by ocalić okręty i całe wojsko Achajów.
Sam zapowiada, że kiedy zjawi się Eos, na morze
zepchnie okręty o pięknych burtach, z stron obu wygięte,
i że doradza, ażeby to samo zrobili inni:
aby wracali do domu. Nie doczekacie tej chwili -
mówi - by Ilion górzysty wziąć. Nad nim grzmiący Dzeus trzyma
rękę obronną. Trojańskie wojska są pełne odwagi.
Tak powiedział. Świadkowie inni me słowa potwierdzą:
Ajas, a także heroldzi dwaj, obaj bardzo roztropni.
Fojniks sędziwy tam został, bo go Achilles nakłonił,
by na okręcie z nim razem powrócił do miłej ojczyzny
jutro, jeżeli tak zechce. Przymusu stosować nie będzie".
Tak powiedział. A wszyscy w milczeniu trwali głębokim,
tym przemówieniem zdumieni, bo z wielką potęgą przemówił.
Długo synowie Achajów nieporuszeni milczeli,
zanim odezwał się wreszcie Diomedes o głosie donośnym:
"Wodzu nad wodze, Atrydo przesławny, Agamemnonie!
Bodajbyś nigdy nie błagał już więcej Pelidy bez skazy,
dary mu dając rozliczne. Jest i bez tego zbyt dumny.
Teraz w tej pysze bezmiernej ugruntowałeś go bardziej.
Lecz pozostawmy go swemu losowi i niechże powraca
albo zostaje. Zapewne on wtedy pójdzie do walki,
kiedy nakaże mu w piersiach dusza lub jakiś bóg skłoni.
Nuże więc, chciejcie wysłuchać wy wszyscy tego, co powiem:
teraz spocznijcie przy uczcie i serce kochane nacieszcie
jadłem i winem - w tym siła bywa zawarta i męstwo,
ale gdy Eos się zjawi różanopalca, urocza,
przed okrętami, Atrydo, spraw piesze i konne oddziały,
zapał w nich niecąc. Sam będziesz potykał się na ich czele".
Tak powiedział. A wszyscy królowie przemową zdumieni
słowa Diomeda, co świetnym był jeźdźcem, okrzykiem przyjęli.
Potem z nich każdy się udał, złożywszy z wina ofiary,
spocząć do swego namiotu i serce darem snu poił.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza