Wstecz
Homer - Iliada
Pieśń IX
cz. 1
Tak na baczności się mieli Trojanie. Tymczasem Achajów
popłoch niezmierny ogarnął, druh ścinającej krew trwogi.
Nie do zniesienia ból przejął tych nawet najwaleczniejszych.
Niby dwa wiatry, co wzburzą toń morza w ryby obfitą:
wicher zachodni i zimny Boreasz od trackiej strony,
co niespodzianie nadciągną i wnet ze wszystkich stron fale
piętrzą się czarne i z morza chlustają wodorostami -
takie też wichry wstrząsały sercami w piersiach Achajów.
Mężny Atryda przejęty zgryzotą wielką w swej duszy
chodził, wydając heroldom o głosach dźwięcznych rozkazy,
aby każdego z walecznych mężów na radę wezwali
głosem ściszonym. Natomiast sam trudził się między pierwszymi.
Wkrótce zasiedli do obrad stroskani. Wódz Agamemnon,
lejąc łzy, powstał - do źródła o ciemnych falach podobny,
co posępnymi wodami wytryska z urwistej skały.
Potem, wzdychając głęboko, przemówił tak do Argiwów:
"O przyjaciele! Dowódcy i władcy nad Argiwami!
Wielki Kronida Dzeus ciężkim przygniótł mnie losem, okrutnik!
Chociaż mi przedtem przyrzekał i głowy zaręczył skinieniem,
że po zburzeniu Ilionu o mocnych murach powrócę
wreszcie do domu, przeznacza mi teraz klęskę i każe
wracać do Argos w niesławie, gdym tyle wojska wytracił.
To wszechmocnemu Dzeusowi wydaje się widać miłe,
temu, co zwalił w proch szczyty wielu już miast i niejedno
jeszcze z nich zburzy, bo włada potęgą nieprzemożoną!
Nuże więc, temu, co powiem, niech wszyscy będą posłuszni!
Na swych okrętach uchodźmy do naszej miłej ojczyzny,
bowiem już wziąć nie zdołamy szerokoulicznej Troi".
Tak powiedział, a wszyscy w milczeniu trwali głębokim.
Nie przemówili ni słowa stroskani synowie Achajów.
Wreszcie odezwał się do nich Diomedes o głosie donośnym:
"Z brakiem rozwagi twym walczyć będę, Atrydo, najpierwej,
jak to w obradach przystoi. A ty się, władco, nie gniewaj!
Przedtem co prawda zganiłeś odwagę mą wobec Danajów,
mówiąc, żem tchórz i do bitwy niezdolny, jednakże co do mnie,
wszyscy Argiwi mnie znają, tak samo młodzi, jak starzy.
Jednym Kronosa obdarzył cię syn w swych wyrokach tajemny:
berło ci dał, abyś przez nie nad wszystkich był szanowany,
ale odwagi ci nie dał, co jest największą potęgą.
Czyżbyś, nieszczęsny, przypuszczał, że już synowie Achajów
są niezdolnymi do bitwy tchórzami, że tak przemawiasz?
Jeśli cię serce samego skłania, by wracać do domu -
uchodź! Masz drogę otwartą! Okręty twe blisko są morza.
Inni natomiast Achaje o bujnych włosach zostaną,
póki nie padnie gród Troi. A gdy chcą, niechże i oni
na swych okrętach uchodzą do miłej ziemi ojczystej.
Co do mnie, ja i Stenelos walczyć będziemy do końca,
aż kres Ilionu nastąpi. Sam bóg nas tutaj sprowadził".
Tak powiedział. I okrzyk wydali synowie Achajów,
słowa uznając Diomeda, co końmi władał wybornie.
Wtedy wstał Nestor, co jeźdźcem był świetnym, i tak się odezwał:
"Synu Tydeusa, i w bitwie jesteś waleczny, i w radzie
najwybitniejszy spomiędzy tych wszystkich, co ci rówieśni!
Sądzę, że twojej przemowy nie zgani żaden z Achajów
ani sprzeciwiać się będzie. Lecz mowie twej brak zakończenia.
Chociaż tak młody, że mógłbyś moim być synem, ponadto
z wszystkich najmłodszym, przemawiać umiesz zupełnie rozsądnie
między władcami Argiwów. Mówiłeś tak, jak należy.
Niechże więc ja, który wiekiem dojrzalszym od ciebie się szczycę,
głos też zabiorę i wszystko wyjaśnię. A mojej przemowy
nie zlekceważy nikt chyba, nawet sam wódz Agamemnon.
Rodu zakałą, zbrodniarzem nędznym, tułaczem jest każdy,
który pożogę wojenną mrożącą krew w żyłach miłuje!
Ale my tu zgromadzeni słuchajmy dziś nocy posępnej,
naszą wieczerzę szykując. Niech każdy z wojennej straży
stanie przy baszcie na zewnątrz, nad rowem tam wykopanym.
Niechże to młodzież wykona. A teraz ty sam, Atrydo,
sprawę poprowadź, bo jesteś z władców najbardziej królewski.
Zaproś starszyznę na ucztę. Przystoi ci. Nie jest nad możność.
Pełne namioty masz wina, które okręty Achajów
co dzień po morzu szerokim przywożą ci z trackiej krainy.
Wszystkich dziś możesz ugościć. Panujesz licznym plemionom.
Kiedy zgromadzi się wielu, posłuchaj tych, co z najlepszą
radą wystąpią, bo trzeba ogromnie wszystkim Achajom
rady szlachetnej i mądrej, gdy blisko okrętów goreją
wrogów ogniska tak mnogie. Kogo to może weselić?
Noc albo zgubi nasz obóz wojenny lub wszystkich ocali".
Tak powiedział. Słuchając z uwagą, rozkazy spełniali.
Straże więc w pełnym rynsztunku z obozu ruszyły; wychodzą
wraz z Trazymedem, Nestora potomkiem, pasterzem narodów,
szli obok synów Aresa - to był Askalafos i Jalmen,
ci z Afarejem, Merionem, a tamci z Deipyrosem,
inni zaś przy Lykomedzie, potomku boskiego Krejonta.
Siedmiu dowódców szło straży, za każdym stu wojowników
młodych kroczyło, trzymając w swych dłoniach włócznie wysmukłe.
W środek pomiędzy mur wszedłszy i rów, pospołu zasiedli,
porozpalali ogniska i każdy szykował wieczerzę.
Mężny tymczasem Atryda wprowadził starszyznę Achajów
do swych namiotów i ucztą obfitą zebranych uraczył.
Wnet po gotowe potrawy ręce zebranych sięgnęły.
A gdy napojem pragnienie i jadłem głód nasycili,
Nestor sędziwy im teraz rozpoczął swój zamysł wyjawiać,
który i przedtem ze wszystkich okazał się najrozsądniejszy.
On to, najlepiej im radząc, głos zabrał i tak przemówił:
"Wodzu nad wodze, Atrydo przesławny, Agamemnonie!
Zacznę od ciebie i skończę na twej osobie, bo władzę
ponad wieloma ludami sprawujesz i Dzeus cię obdarzył
berłem i prawem sądzenia, byś nad wszystkimi królował.
Pierwszy winieneś przemawiać na radzie, ale i słuchać,
nadto wykonać, jeżeli innemu cenną dać radę
serce nakaże; masz możność wykonać, co tamten zamierzył.
Teraz więc ja to wypowiem, co wyda mi się najlepsze,
nic mądrzejszego nikt bowiem nad radę mą nie wymyślił.
Dawno już myśl tę piastuję i teraz w sercu jest moim,
odkąd, dostojny, porwałeś Bryzejdę, piękną dziewczynę,
Achillesowi z namiotu. Na złość mu to uczyniłeś,
mimo naszego sprzeciwu. Ja bowiem tobie gorąco
to odradzałem. Ty jednak w zuchwalstwie duszy zelżyłeś
znakomitego człowieka, którego i nieśmiertelni
czczą, bo nagrodę zaszczytną mu odebrałeś. Lecz teraz
trzeba pomyśleć, jak można by go nakłonić i zjednać
sercu miłymi darami i słodkim niby miód słowem".
Na to mu tak odpowiedział nad wodze wódz Agamemnon:
"Starcze, nie było w tym kłamstwa, gdy wyliczałeś me winy.
Sam to przyznaję - zbłądziłem! Za wiele wojska ten stanie
człowiek, którego w swym sercu tak bardzo Dzeus umiłował,
czcią tak wyróżnił, że zgnębił klęskami naród Achajów.
Ale jeżeli zbłądziłem słabością serca skłoniony,
pragnę to wszystko naprawić i wykup dać niezmierzony.
Wobec was dary wyliczę, które mu dać chcę - przesławne:
siedem trójnogów nietkniętych dotychczas ogniem, dziesiątkę
złotych talentów, dwadzieścia prześlicznych mis metalowych,
koni dwanaście szlachetnych, co odnosiły zwycięstwa
w licznych zawodach. Niebiedny byłby ten człowiek i braku
złota cennego nie odczuł, gdyby posiadać miał tyle,
ile te konie, zwycięskie w licznych zawodach, przyniosły.
Siedem mu jeszcze daruję zręcznych w robotach wszelakich
kobiet, co z Lesbos pochodzą. Sam je wybrałem wśród innych,
gdyśmy zdobyli gród; gaszą pięknością inne kobiety.
Wszystkie mu chcę podarować, a przy nich tę, com mu zabrał -
córkę Bryzesa. A przy tym zaklnę się wielką przysięgą:
nie podzieliłem z nią łoża anim się do niej przybliżył,
tak jak wśród ludzi się zbliża mąż do kochanej małżonki.
Wszystkie te dary zabierze. A gdy łaskawi bogowie
miasto potężne Pryjama nam w końcu zdobyć pozwolą,
będzie mógł złotem i spiżem po brzegi okręt napełnić,
wracając, kiedy zdobyczą będą się dzielić Achaje.
Kobiet trojańskich dwadzieścia sam sobie wtedy wybierze,
co prócz Heleny argiwskiej inne przewyższą urodą.
A gdy wrócimy do Argos w Achai, żyznej krainie,
nazwę go zięciem i w sercu jak Orestesa wyróżnię,
syna mojego miłego, co się w dostatkach wychował.
Córki mam trzy urodzone w moim pałacu wspaniałym:
Chryzotemidę i Laodikę, i Ifijanassę.
Weźmie, nie płacąc darami, tę, której sercem zapragnie,
i do domostwa Peleusa wprowadzi. Posag jej dodam
szczodry ponadto. Nikt takim nie obdarował swej córki -
siedem mu miast podaruję, obszernych, ludnych, bogatych:
gród Kardamylę, Enopę, Hirę łąkami słynącą,
Fery przez bogów kochane, Anteję w łąki bogatą,
piękną Ajpeję i Pedas od winorośli zielony.
Wszystkie te miasta nad morzem przy Pylos leżą piaszczystym.
Grodów mieszkańcy zasobni są w stada owiec i wołów
i będą go niby boga czcili cennymi darami,
szczodre składając daniny pod jego berłem bezpieczni.
Jestem to gotów uczynić, jeśli swój gniew ułagodzi.
Niechaj się ugnie. Gdyż Hades jest tylko nieubłagany
i nienawistny dlatego najbardziej dla ludzi śmiertelnych.
Achill przewagę mą uznać powinien; najbardziej królewski
jestem z dowódców i wiekiem dojrzalszym niż on się szczycę".
Na to mu tak w odpowiedzi rzekł Nestor, jeździec gereński:
"Wodzu nad wodze, Atrydo przesławny, Agamemnonie!
Godne przeznaczasz podarki dla Achillesa dowódcy.
A więc do dzieła! Wybranych ludzi poślijmy bez zwłoki,
niech do namiotu wyruszą natychmiast Achilla Pelidy
albo ja sam ich upatrzę. Niechże mi będą posłuszni!
Fojniks więc, Dzeusa kochanek, najpierw. Niech ten ich prowadzi!
Drugi to Ajas potężny, a trzeci - boski Odysej.
Niechaj za nimi z heroldów pójdą Eurybat i Odios.
Teraz na ręce wylejcie nam wodę i ciszę nakażcie,
aby Kronidę przebłagać - niech się zlituje nad nami!".
Tak powiedział, a wszystkim przypadły do serca te słowa.
Zaraz heroldzi na ręce zebranych wodę wylali,
młodzież po brzeg napełniła winem z kraterów puchary,
wszystkim podając kolejno, począwszy od prawej strony.
Gdy na cześć bogów ulali, co dusza zapragnie wypili,
wyszli pośpiesznie z namiotu Agamemnona Atrydy.
Liczne im dawał zlecenia sam Nestor, jeździec gereński,
żegnał każdego skinieniem, zaś głównie Odysejowi
zlecał, by starał się skłonić do zgody Pelidę bez skazy.
Brzegiem więc zaraz ruszyli nad morzem falami huczącym,
Boga błagając, co ziemię ogarnia i wstrząsa lądami,
by Ajakidę wielkiego bez trudu zdołali nakłonić.
Przy Myrmidonów namiotach stanąwszy i lotnych okrętach,
jego ujrzeli, gdy serce pocieszał dźwięczną formingą,
piękną, kunsztownie zrobioną, o gryfie całym ze srebra.
Wybrał ją z łupów Achilles, gdy zburzył gród Eetiona.
Teraz pocieszał swą duszę, o sławie mężów śpiewając.
W ciszy głębokiej naprzeciw niego Patroklos sam siedział,
na Ajakidę czekając, aż pieśń śpiewaną zakończy.
Wtedy podeszli do niego. Prowadził boski Odysej.
Blisko stanęli tuż przed nim. Achilles powstał zdumiony
z miejsca, gdzie przedtem spoczywał; podniósł się, dzierżąc formingę.
Podniósł się także Patroklos, gdy nadchodzących zobaczył.
Gości witając, przemówił o szybkich nogach Achilles:
"Bądźcie mi zdrowi, kochani! Wielki mus przywiódł was do mnie.
Chociaż trwam w gniewie, jesteście najmilsi mi wśród Achajów".
Tak ich powitał i dalej przemawiał boski Achilles,
gości sadzając na ławach i purpurowych kobiercach;
i do Patrokla, co blisko stał, tak się prędko odezwał:
"Synu Menojtijosa, największy krater mi przynieś,
wino w nim zmieszaj najlepsze i puchar podaj każdemu.
Przecież to goście najmilsi pod mym się dachem znajdują".
Tak powiedział. Patroklos w lot przyjaciela usłuchał.
Wielki kuchenny stół bliżej przysunął w jasność płomienia,
mięso wyborne położył z owcy i kozy tuczonej
oraz płat z grzbietu karmnego wieprza tłustością kwitnący.
Automedon mięsiwo trzymał, a boski Achilles
krajał, a gdy je podzielił dobrze, na rożnach osadził.
Wówczas do bogów podobny Menojtijada rozjarzył
ogień potężny, a kiedy żar przygasł i uwiądł słup ognia,
zgarnął żarzące się głownie i rożny rozstawił nad nimi,
solą mięsiwo posypał boską i wsparł na podstawach.
Wreszcie, gdy mięso już było gotowe, na stół je położył;
potem Patroklos chleb przyniósł, obok mięsiwa ustawił
w pięknych koszykach przed każdym, a mięso Achilles podzielił.
Potem naprzeciw boskiego Odysa sam zasiadł za stołem,
ścianę miał poza plecami i wezwał Patrokla, by złożył
bogom ofiarę. Ten rzucił część im przeznaczoną w płomienie.
Wnet po gotowe potrawy ręce zebranych sięgnęły.
Kiedy napojem pragnienie i jadłem głód nasycili,
Ajas dał znak Fojniksowi. Zrozumiał to Odyseusz
bogom podobny, wzniósł kielich i przepił do Achillesa:
"Zdrowie twe wznoszę, Achillu! Ciągłych nam uczt nie brakuje,
dziś ucztowaliśmy wszyscy w namiocie Agamemnona
Atrydy, teraz - u ciebie; dość jest wszystkiego, jak widzę,
by uprzyjemnić posiłek, lecz nas to nie rozwesela.
Wielkie nieszczęście, Achillu przez Dzeusa wyhodowany,
drogi nam! Strach nas ogarnia, czy ocalimy okręty
wielowiosłowe i lotne, gdy ty nas męstwem nie wesprzesz.
Blisko przy naszych okrętach i murach obóz rozbili
dzielni Trojanie i z krajów odległych ich sprzymierzeńcy.
W polu ogniska w krąg palą i mówią, że niepowstrzymani
przez nas niezwłocznie uderzą na nasze czarne okręty.
Dzeus, syn Kronosa, im znaki swej przychylności objawia
błyskawicami. A Hektor, pewny swej siły potężnej,
dzikim szaleństwem rozżarty, wierząc Dzeusowi, ni bogów
już się nie lęka, ni ludzi. Gwałtowny szał nim owładnął.
Modli się tylko, by prędzej błysnęła zorza poranna,
i zapowiada, że wtedy rufy okrętów odrąbie,
same okręty popali i przy nich wojsko Achajów
z dymu i lęku oślepłe wytraci w ogniach pożogi.
W duszy się mojej wciąż trwożę, czy tych obietnic straszliwych
bogi nie spełnią, a dla nas czy gorzki los nie przeznaczył
zguby pod Troją, daleko od Argos, słynnego na świecie
z koni szlachetnych. Lecz może ty zechcesz, chociaż tak późno,
synów achajskich spod groźnej przemocy Trojan podźwignąć?
Mógłby cię później ogarnąć żal, gdy nie będzie ratunku,
kiedy zły los się dopełni. Więc może warto by wcześniej
pomyśleć, jak by odwrócić złowrogi dzień od Danajów.
Mój przyjacielu! Wszak tobie tak Peleus ojciec przykazał
w dniu, gdy cię z Ftyi rodzinnej wysyłał do Agamemnona:
Synu mój! Siłę wojenną da ci Atena i Hera,
jeżeli zechcą. Ty jednak staraj się serce gwałtowne
w piersi hamować, bo wszystkim milsza jest ludzka łagodność.
Waśni złej w skutkach unikaj, abyś tym większą uzyskał
cześć między ludem Achajów, wśród młodych i wśród sędziwych?.
Taką przestrogą cię starzec pożegnał. Choć teraz ją wspomnij.
Duszę swą ugnij zaciętą w gniewie, wszak wódz Agamemnon
dary bogate ci pragnie dać, byle gniew twój złagodzić.
Jeśli mnie zechcesz posłuchać, wyliczę ci wszystkie dary,
jakie w namiocie zgromadził dla ciebie wódz Agamemnon:
siedem trójnogów nietkniętych dotychczas ogniem, dziesiątkę
złotych talentów, dwadzieścia prześlicznych mis metalowych,
koni dwanaście szlachetnych, co odnosiły zwycięstwa
w licznych zawodach. Niebiedny byłby ten człowiek i braku
złota cennego nie odczuł, gdyby posiadał go tyle,
ile te konie, zwycięskie w licznych zawodach, przyniosły.
Siedem ci jeszcze daruje zręcznych w robotach wszelakich
kobiet, co z Lesbos pochodzą. Sam je wybierał wśród innych,
gdyśmy zdobyli gród; gaszą pięknością inne kobiety.
Wszystkie ci chce podarować, a przy nich tę, co ci zabrał -
córkę Bryzesa. A przy tym zaklął się wielką przysięgą,
że łoża nigdy nie dzielił z nią ani do niej się zbliżył,
tak jak wśród ludzi się zbliża mąż do kochanej małżonki.
Wszystkie te dary zabierzesz. A gdy łaskawi bogowie
miasto potężne Pryjama zburzyć nam w końcu pozwolą,
będziesz mógł złotem i miedzią po brzegi okręt napełnić,
wracając, kiedy zdobyczą będą się dzielić Achaje.
Kobiet trojańskich dwadzieścia sam sobie wtedy wybierzesz,
co prócz Heleny argiwskiej inne przewyższą urodą.
A gdy wrócimy do Argos w Achai, żyznej krainie,
nazwie cię zięciem i w sercu jak Orestesa wyróżni,
syna miłego mu bardzo, co się w dostatkach wychował.
Trzy córki ma Agamemnon w swoim pałacu wspaniałym:
Chryzotemidę i Laodikę, i Ifijanassę.
Weźmiesz, nie płacąc darami, tę, której sercem zapragniesz,
i do domostwa Peleusa wprowadzisz. Posag ci doda
szczodry ponadto. Nikt takim nie obdarował swej córki -
siedem ci miast podaruje, obszernych, ludnych, bogatych:
gród Kardamylę, Enopę i Hirę łąkami słynącą,
Fery przez bogów kochane, Anteję w łąki bogatą,
piękną Ajpeję i Pedas od winorośli zielony.
Wszystkie te miasta nad morzem przy Pylos leżą piaszczystym.
Grodów mieszkańcy zasobni są w stada owiec i wołów
i będą ciebie jak boga czcili cennymi darami,
szczodre składając daniny pod twoim berłem bezpieczni.
Wszystko to możesz otrzymać, jeśli swój gniew ułagodzisz.
Gdyby zaś wielki Atryda zbyt silny wstręt w tobie budził,
on sam i dary od niego - miej litość nad Achajami,
tymi, co w bitwach padają, a będą ciebie jak boga
czcili. A przy tym ty sławę zyskasz niezmierną, bo Hektor
padnie z twej ręki. Na pewno pychą niezmierną przejęty
natrze na ciebie. Wie o tym, żeś najgodniejszy przeciwnik
z Danajów, których przyniosły pod Troję lotne okręty".
Na to mu tak odpowiedział o szybkich nogach Achilles:
"Boski potomku i synu Laertesowy, Odysie!
Trzeba mi prosto i szczerze na słowa twe odpowiedzieć,
jak nakazuje mi serce i jak na pewno się stanie.
Wszystko wypowiem, co myślę i zrobię; nie nudźcie mnie dłużej
jeden po drugim, te same rozwodząc skargi i żale.
Jest mi tak bowiem obmierzły, jak same bramy Hadesu,
kto w sercu jedno ukrywa, a na języku ma drugie.
Ja wam otwarcie wyłożę, co mi się zdaje najlepsze:
ani mnie wódz Agamemnon Atryda nie skłoni do walki,
ani nikt inny z Danajów. Jaka nagroda dla tego,
kto bez spoczynku, bez przerwy bił się z licznymi wrogami,
gdy los w tej samej ma cenie i tchórza, i bohatera
(umrze tak samo i próżniak, i mąż, co wiele dokonał) ?
Żadnej nie miałem nagrody za to, żem skrywał w swej piersi
duszę, co była gotowa codziennie rwać się do walki.
Jak ptak, co o swe pisklęta nieopierzone troskliwy
w dziobku im żywność przynosi, zapominając o sobie -
tak i ja troską dręczony tyle już nocy spędziłem
bez snu i tyle dni krwawych wśród zmagań i trudów wojny.
Dla was z mężami wojując wytrwale o ich kobiety,
grodów dwanaście zdobyłem, płynąc na lotnych okrętach,
a jedenaście wśród pieszych walk tu, na ziemi trojańskiej.
W każdym z nich zdobycz bezcenną i liczne skarby kosztowne
brałem i nimi Atrydę Agamemnona darzyłem -
zdobyczą moją. On siedząc spokojnie przy swoich okrętach,
brał wszystko. Małą część rozdał, a resztę sobie zostawił.
Wszystkich dostojnych w obozie nagrodził - wodzów i królów,
każdy nagrodę zachował. Mnie tylko spośród Achajów
wydarł małżonkę, tak miłą mojemu sercu. Niech sobie
łoże z nią dzieli, niech szuka radości przy niej. Lecz po co
wszyscy Trojanie waleczni i nasi dzielni Argiwi
walczą? Dlaczego tak wiele pod Troją ludów zgromadził?
Czy nie dla jednej Heleny o najpiękniejszych warkoczach?
Czyżby ze wszystkich śmiertelnych tylko Atrydzi swe żony
umieli kochać? Toć każdy mąż, gdy rozumny i prawy,
troszczy się, kocha tę swoją. Ja moją także kochałem
z całego serca, choć była wojenną bronią zdobyta.
Teraz, gdy z rąk mi ją wydarł, kiedy mnie podle oszukał,
jużem ja dobrze go poznał, już więcej mnie nie nakłoni.
Posłuchaj, Odyseuszu! Niech z tobą on i z innymi
wspólnie na radzie obmyśli, jak bronić waszych okrętów
przed ogniem. Przecież tak wiele zrobił już dla was beze mnie.
Mur wybudował obronny i wielki rów pod murami
kazał wykopać, i fosę w krąg palisadą umocnił.
Ale na próżno! Potęgi Hektora, ludów pogromcy,
wstrzymać nie zdołał. Dopóki ja wśród Achajów walczyłem,
póty od murów miasta Hektor się ruszyć nie ważył,
ale do Skajskiej zaledwie bramy i dębu docierał.
Tam kiedyś ze mną się spotkał. I ledwo z życiem ujść zdołał.
Teraz, gdy wcale nie pragnę wojować z boskim Hektorem,
złożę nazajutrz Dzeusowi i wszystkim bogom ofiary,
zepchnę na wodę okręty wyładowane po brzegi.