Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Iliada 6A

Wstecz

Homer - Iliada

Pieśń VI
cz. 1


Tak więc Achajów i Trojan bój opuścili bogowie.
Walka w tej stronie, to w tamtej wre na równinie bez przerwy,
włócznie zwracają się jednych przeciwko drugim spiżowe
między bystrymi nurtami Ksantosu i Simoisu.
Telamonida, z Ajasów pierwszy, obrona Achajów,
Trojan falangi zdruzgotał i światło życia zapewnił
swym towarzyszom, gdy zabił wśród Traków najdzielniejszego.
Był to potężny Akamas, syn Eussora możnego.
Najpierw ugodził go w grzebień na hełmie z końskimi kitami.
W czole grot utkwił spiżowy i przez kość czaszki do końca
przeszedł głęboko. I zaraz ciemność mu oczy zakryła.
Dzielny Diomedes o głosie donośnym pokonał Aksyla
Teutranidę, mieszkańca Arisby zabudowanej
pięknie. Miał w życiu dostatek i bardzo go ludzie kochali,
bo podejmował gościnnie wszystkich, mieszkając przy drodze.
Ale go nikt nie osłonił z przyjaciół od nędznej zagłady,
wcześniej stanąwszy do walki. Obydwóch zabił Diomedes,
z towarzyszami. Kalezjos zaprzęgiem jego kierował
tego dnia jako woźnica. Obydwaj poszli pod ziemię.
Euryjalos zdarł zbroję z Dresosa i Ofeltiosa.
Potem Ajsepa jął ścigać oraz Pedasa. Tych Nimfa,
Abarbareja, zrodziła Bukolionowi bez skazy.
Bukolion cześć budzącego Laomedonta był synem,
z rodu najstarszy, w ukryciu przez swoją matkę zrodzony.
Kiedy pasł owce, połączył się z Nimfą miłością i łożem,
która ulegle mu chłopców bliźniaczych dwóch urodziła.
Właśnie tym siłę życiową i mocne rozwiązał kolana
syn Mekisteusa i z ramion każdego z nich ściągnął zbroję.
Astyalosa powalił w proch Polypojtes waleczny,
gdy Pidytesa z Perkoty w lot Odyseusz rozbroił
drzewcem spiżowym, a Teukros - boskiego Aretaona.
Zaś Ablerosa - Antiloch, syn Nestorowy, swą włócznią
zgładził świetlistą, Elata - nad wodze wódz Agamemnon;
mieszkał Elatos nad brzegiem Satnioejsu wartkiego
w dumnym Pedasie. Fylaka trafił Leitos bohater
podczas ucieczki. Eurypyl - Melantijosa rozbroił,
a Menelaos o głosie donośnym - Adrasta pochwycił
żywcem. Spłoszyły się jego konie na krwawej równinie
i w tamaryszku pachnący krzak zaplątane złamały
w zaokrąglonym rydwanie przód dyszla. Same skoczyły
kłusem do miasta jak inne gnane przestrachem rumaki.
On zaś potoczył się z wozu na łeb i runął przy kole
twarzą w kurzawę. Zobaczył to Menelaos Atryda,
podbiegł ku niemu w lot z włócznią cień rzucającą na ziemię
długi. Adrastos jął błagać, objął zwycięzcy kolana:
"Przyjmij zapłatę, Atrydo, za moje życie. Dostaniesz
okup bez ceny. Bogaty mój ojciec i skarbów ma wiele:
spiżu i złota, i rzeczy pięknie wykutych z żelaza.
Ojciec ci za mnie z radością da okup nieprzeliczony,
jeśli się dowie, żem został żyw przy okrętach Achajów".
Tak powiedział i serce nakłonił w piersiach Atrydy.
Prędko zamierzał go oddać towarzyszowi, do lotnych
aby go zabrał okrętów, gdy podszedł wódz Agamemnon
szybko naprzeciw i groźnie napominając, zakrzyknął:
"Biada ci, Menelaosie! Tak o tych ludzi się troszczysz
czule? Czy z tobą Trojanie najlepiej postępowali
w domu? Niech skrycie nie ujdzie przed nieuchronną zagładą
z naszych rąk żaden, z tych nawet, którzy u matki są w łonie
przed urodzeniem noszeni. I ci nie ujdą, lecz wszyscy
zginą w Ilionie bez prawa pogrzebu i zapomniani".
To powiedziawszy, bohater serce w swym bracie odmienił,
mówiąc, jak los nakazywał. Menelaj zaraz odsunął
bohaterskiego Adrasta rękę, a wódz Agamemnon
pchnął go w dół brzucha. Ten runął. Wtedy Atryda, stanąwszy
nogą na jego pierś, włócznię wyszarpnął zeń jesionową.
Wtedy wzywając Argiwów, zawołał Nestor donośnie:
"Drodzy i bohaterscy Danaje, Aresa czciciele!
Niechże nikt teraz swej części łupu z poległych nie bierze,
z tyłu zostając, by unieść, ile się da, ku okrętom.
Pozabijajmy wpierw wrogów. Później będziemy bezpiecznie
ciała umarłych obdzierać z rynsztunków pośród równiny".
To powiedziawszy, podniecił we wszystkich gniew i wzburzenie.
Wtedy na pewno Trojanie ścigani przez bitnych Achajów
wpadliby znów do Ilionu, słabością własną zmożeni,
jeśliby przy Eneaszu i przy Hektorze nie stanął
syn Pryjamowy, Helenos, z wróżbitów wszystkich najlepszy:
"Ty, Eneaszu, i bracie Hektorze - największy trud zawsze
Trojan i Lyków spoczywa wciąż na was, bo obaj najlepsi
w każdym zamyśle jesteście, czy walczyć potrzeba, czy radzić.
Stańcie więc tu i wstrzymujcie wojsko przed miasta bramami,
tu i tam wszędzie przechodząc, ażeby uciekający
w rękach swych kobiet nie legli na pośmiewisko dla wrogów.
Kiedy zaś wszystkie falangi do bitwy znów zagrzejecie,
pozostaniemy, by walczyć wytrwale przeciwko Danajom,
choćby najbardziej nękani. Tak nakazuje konieczność.
Ty zaś, Hektorze, do miasta pójdziesz, by matce powiedzieć
naszej, ażeby zebrała na zamku wysokim kobiety
starsze w przybytku bogini, o jasnych oczach Ateny.
A otworzywszy kluczami wrota domostwa świętego,
szatę niech z komnat kobiecych wybierze najbardziej powabną,
najobszerniejszą i przez nią najwięcej ze wszystkich lubianą -
tę na kolanach niech złoży bogini Ateny z pokorą,
przyobiecując w świątyni z dwunastu jałówek ofiarę,
niezaprzęganych do jarzma i jednorocznych. Niech błaga
o zmiłowanie nad miastem, żonami Trojan i dziećmi.
Niechaj Atena przed synem Tydeusa nasz Ilion osłoni,
w rzucie swej włóczni okrutnym, w pościgu wodzem straszliwym,
który jest z wszystkich Achajów - tak twierdzę - najpotężniejszy.
Nawet Achilles, obrońca mężów, nie tak mnie zatrważa,
choć od bogini - jak mówią - pochodzi. Lecz tamten straszliwie
sroży się. Nikt w zajadłości nie zdoła jemu dorównać".
Tak powiedział. I Hektor usłuchał brata swojego.
Z wozu natychmiast zeskoczył w pełnym rynsztunku na ziemię
i potrząsając ostrymi włóczniami, przeglądał szeregi.
Wszystkich zagrzewał do walki, do strasznej podniecał rozprawy.
Wnet obrócili szeregi i przeciw Achajom stanęli.
Zaraz Argiwi cofnęli się wstecz i zabijać przestali,
sądząc, że ktoś z nieśmiertelnych z gwiezdnego nieba przybywa,
aby pomagać Trojanom. Tak nagle szyk się odwrócił.
Hektor zaś Trojan do bitwy przyzywał, wołając donośnie:
"Nieustraszeni Trojanie i sprzymierzeńcy przesławni!
Drodzy mi, bądźcie mężami, o harcie ducha pomnijcie,
teraz gdy sam do Ilionu odejdę, by starcom w obradach
udział biorącym powiedzieć, a także naszym małżonkom,
by hekatombę przyrzekłszy, o pomoc bogów prosili".
Rzekł i oddalił się Hektor o hełmie wiejącym kitami.
Po obu kostkach i szyi tłukła go skóra sczerniała
brzegu krągłego na krańcach tarczy pośrodku wypukłej.
Glaukos zaś, syn Hippolocha, i syn Tydeusa, Diomedes,
walki spragnieni wejść w środek starali się między wojskami.
Kiedy się wreszcie zbliżyli, wzajemnie idąc ku sobie,
wtedy odezwał się pierwszy Diomedes o głosie donośnym:
"Czy, najdzielniejszy, należysz do grona ludzi śmiertelnych?
Gdyż nie widziałem cię przedtem wśród walki, co mężów obdarza
sławą. Lecz teraz o wiele ty sam przewyższyłeś twych wszystkich
męstwem, czekając na moją włócznię, co rzuca cień długi.
Z moją potęgą się mierzą nieszczęsnych rodziców synowie.
Jeśliś jednakże zszedł z nieba, należąc do nieśmiertelnych,
to nie zamierzam z bogami, co w niebie mieszkają, walczyć.
Wszakże i Likurg potężny, syn Dryasa, nie żył zbyt długo,
kiedy z bogami, co w niebie mieszkają, rozpoczął niesnaski.
Szalejącego on kiedyś Dyjonizosa piastunki
ścigał na świętym Nysejon. Wszystkie strwożone rzuciły
tyrsy bakchiczne na ziemię, przez mężobójcę Likurga
biczem na woły smagane. A przerażony Dionizos
w fali zanurzył się morskiej, gdzie go przyjęła Tetyda
przestraszonego. Bo mocno drżał przed Likurga groźbami.
A na Likurga zawrzeli gniewem szczęśliwi bogowie.
Syn go Kronosa oślepił i Likurg nie żył już długo,
wszyscy go bowiem wieczyści znienawidzili bogowie.
Więc z szczęśliwymi bogami ja także nie pragnę walczyć.
Ale gdy jesteś z śmiertelnych, co żywią się ziemi plonami,
przybliż się do mnie, a prędzej dosięgniesz progu zagłady".
Na to mu tak odpowiedział syn Hippolocha przesławny:
"Czemu mnie pytasz o ród mój, Tydejdo o duszy wyniosłej?
Taki już los ludzkich rodów jak losy nietrwałych liści -
jedne na ziemię wiatr zrzuca liście, a inne wydaje
rozkwitający las, kiedy zbliża się pora wiosenna.
Z rodem człowieczym to samo: jeden rozkwita, a drugi
pada. Opowiem - jeżeli chcesz poznać, by dobrze już wiedzieć -
jaki jest ród mój, choć ludziom te dzieje dobrze są znane.
W mieście Efyrze, w zakątku Argos, gdzie dobrej nie braknie
paszy dla koni, żył Syzyf najprzebieglejszy wśród ludzi,
syn Ajolosa. Ów Syzyf miał także syna Glaukosa,
a zaś z Glaukosa zrodzony był Bellerofon bez skazy.
Tego pięknością bogowie i pełną powabu siłą
obdarowali. Lecz Projtos gotował mu w duszy zagładę.
Z granic go państwa swojego wypędził, bo był najsilniejszy
spośród Argiwów. Dzeus bowiem pod jego berło ich oddał.
Żona Projtosa, Anteja boska, gorąco pragnęła
złączyć się tajną miłością z nim, lecz nie mogła nakłonić
Bellerofonta, bo ten był rozważny i w sercu uczciwy.
Wtedy, kłamliwa, do męża, króla Projtosa, wyrzekła:
Albo sam umrzyj, Projtosie, lub zabij Bellerofonta,
który chciał ze mną miłością połączyć się wbrew mej woli?.
Tak powiedziała. Gniew przejął władcę, gdy o tym usłyszał.
Chociaż uniknął zabójstwa, bo tego lękał się w duszy,
ale do Lykii go wysłał, dodając znaki zbrodnicze.
Wiele wypisał zabójczych słów na tabliczkach złożonych,
każąc je ojcu swej żony oddać. Przez niego miał zginąć.
Udał się więc Bellerofon do Lykii pod bogów osłoną.
Kiedy już przybył na miejsce, nad Ksantu wody płynące,
przyjął go władca dostojny szerokiej Lykii łaskawie -
dziewięć dni gościł i dziewięć cielców poświęcił w ofierze.
Lecz gdy w dziesiątym dniu wzeszła różanopalca Jutrzenka,
zaczął go pytać o wszystko i chciał te znaki zobaczyć,
jakie od zięcia, Projtosa, przynosił mu Bellerofont.
A gdy otrzymał znak zguby przez męża córki przysłany,
najpierw rozkazał mu zabić Chimerę niepokonaną,
która swój ród wywodziła od bogów, a nie od ludzi.
Z przodu lwem była, od tyłu wężem, a kozą pośrodku,
strasznie zionącą potężnym, płomiennym ogniem zagłady.
Ale on zabił Chimerę, ufając bożym wyrokom.
Miał z Solymami następnie prowadzić wojnę przesławną;
z walk najtrudniejszą, jak mówił, z tych, które z ludźmi prowadził.
I Amazonki, po trzecie, pokonał, mężczyznom równe.
W końcu, gdy wracał, król uknuł podstępny plan przeciw niemu:
z Lykii szerokiej zawezwał młodzieńców najwaleczniejszych
i przygotował zasadzkę; lecz z nich nie powrócił do domu
żaden, bo ich Bellerofon pokonał co do jednego.
Wreszcie, gdy władca waleczność i boski ród jego ocenił,
w kraju zatrzymał go, córkę dając mu własną za żonę,
oraz zaszczyty królewskie wszystkie na pół z nim podzielił.
A Lykijczycy mu ziemi najlepszej ofiarowali
piękny szmat, dobry na ogród i do rolniczej uprawy.
Bellerofonta małżonka zrodziła mu troje dzieci:
Isandra i Hippolocha, i córkę Laodameję.
Z Laodameją miłością połączył się Dzeus Kronida.
Od niej pochodził Sarpedon w spiż zbrojny, bogom podobny.
Ale gdy wszyscy bogowie tamtego znienawidzili,
zaczął się biedak wałęsać sam wśród alejskiej równiny,
z sercem zgryzotą przeżartym, stroniący od wszystkich ludzi.
Syna Isandra mu zabrał Ares wciąż wojen niesyty,
wtedy gdy stanął do walki z Solymów ludem przesławnym.
Córkę mu gniewna Artemis o złotych lejcach zabiła.
Mnie Hippolochos dał życie, z takiego się rodu wywodzę.
Posłał mnie tu do Troady i nakazywał usilnie,
abym waleczny był zawsze i męstwem innych przewyższał,
aby swym ojcom nie przynieść wstydu, co bardziej czci godni
wiedli swój żywot w Efyrze i w kraju Lykii szerokiej.
Z takiego rodu pochodzę i taką to krwią się szczycę".
Tak powiedział. Rad słuchał Diomedes o głosie donośnym.
Włócznię wbił w ziemię żywiącą obficie wielu i słowy,
które jak miód były słodkie, rzekł do pasterza narodów:
"Jesteś mi teraz mym gościem po ojcach odziedziczonym.
Boski Ojneus albowiem Bellerofonta bez skazy
gościł przed laty w swym domu, przyjmując przez dni dwadzieścia.
Wtedy z nich jeden drugiemu nawzajem dał piękny podarek:
świetną purpurą błyszczący pas był podarkiem Ojneusa,
darem zaś Bellerofonta złocisty puchar podwójny.
W domu ten dar zostawiłem, gdym podejmował wyprawę.
Ojca mojego Tydeusa nie pomnę, bo niemowlęciem
byłem, jak padł pod Tebami, gdy ginął naród Achajów.
Teraz więc jesteś mi w Argos ze wszystkich gości najmilszy -
w Lykii ty będziesz mnie gościł, jeśli tam kiedy przybędę.
Więc oszczędzajmy swych włóczni nawzajem w bitwy zamęcie,
przecież dość Trojan mam innych i sprzymierzeńców przesławnych
do zabijania, jeżeli da bóg i nogi dościgną.
Ty zaś masz dosyć Achajów, by ich pokonać, gdy zdołasz.
Teraz zamieńmy swe zbroje, aby i inni poznali,
że uważamy się wzajem za druhów dziedzicznych po ojcach".
Gdy to powiedział, obydwaj skoczyli z wozów na ziemię,
jeden drugiego za rękę ujął i przyjaźń zawarli.
Wtedy to Dzeus Glaukosowi widocznie rozum odebrał,
gdyż ten synowi Tydeusa, Diomedesowi, dał zbroję
złotą wartości stu wołów za spiż wart wołów dziewięciu.
Hektor tymczasem do Skajskiej doszedł już bramy i dębu
rozłożystego. Wnet Trojan żony i córki doń biegną
i obstępują, pytając o synów, braci i krewnych,
inne o mężów. A Hektor kazał im modły zanosić
wszystkim do bogów. Niejedną los oczekiwał złowrogi.
Kiedy już stanął w domostwie pięknym możnego Pryjama -
zdobny był pałac w krużganki rzeźbione, a wewnątrz pałacu
było pięćdziesiąt sypialni z wygładzonego kamienia,
jedna przy drugiej wzniesione w pobliżu; synowie Pryjama
mogli spoczywać przy swoich ślubem związanych małżonkach;
w dalszej połowie dziedzińca, naprzeciw, dla córek wzniesiono
komnat dwanaście wyniosłych z wygładzonego kamienia,
jedna przy drugiej; tam znowu liczni Pryjama zięciowie
mogli spoczywać przy swoich czcigodnych, skromnych małżonkach -
Hektor tam spotkał swą matkę słynną z dobroci, idącą
do najpiękniejszej z swych córek, uroczej Laodikei.
Matka przywarła do ręki syna i rzekła te słowa:
"Po co przybyłeś, mój synu, rzucając walkę okrutną?
Bardzo nas gnębią widocznie synowie Achajów niosący
zgubę, gdy walczą w krąg miasta, jeżeli skłoniło cię serce,
aby tu przyjść i ze szczytu grodu do Dzeusa wznieść ręce.
Ale zaczekaj - przyniosę ci wina jak miód słodkiego,
abyś na cześć ojca Dzeusa i innych bóstw nieśmiertelnych
ulał w ofierze, nim zaczniesz sam pić, by zgasić pragnienie.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza