Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Iliada 4A

Wstecz

Homer - Iliada

Pieśń IV
cz. 1


Miejsca zająwszy w krąg Dzeusa, bogowie się zgromadzili
w złotej komnacie na ucztę. Wśród bogów Hebe dostojna
nektar rozlewa; bogowie jedni ku drugim złociste
czary podnoszą, na Trojan gród spoglądając z wyżyny.
Dzeus, syn Kronosa, spróbował rozgniewać wyniosłą Herę,
słówkiem jątrzącym podrażnić, i tak z przekąsem powiedział:
"Dwie Menelaos boginie ma, co troskliwie go strzegą:
Herę argejską i dzielną z Alalkomenaj Atenę.
Ale cóż z tego, że obie cieszą się jego widokiem,
patrząc z daleka. Inaczej o swego dba Afrodyta
Parysa. Śmiech kochająca bogini stale jest przy nim.
Teraz go też ocaliła, wydarła ze szponów śmierci,
choć Menelaos, kochanek Aresa, w boju zwyciężył.
Trzeba się nam zastanowić, jak by tę sprawę zakończyć.
Czy mamy wrogą nienawiść i straszną wojnę rozpętać
znowu? czy trwałą przyjaźnią związać obydwa narody?
Jeśli to wyda się wszystkim bogom przyjemne i miłe,
miasto rodzinne Pryjama nienaruszone zostanie,
a Menelaos Helenę argejską z miasta zabierze".
Tak Dzeus powiedział. Zmarszczyły się na to Atena i Hera;
siedząc przy sobie, wszelakich nieszczęść Trojanom życzyły.
Jednak Atena zmilczała, nie powiedziała ni słowa;
choć rozgniewana na Dzeusa ojca, złość w sercu zdławiła.
Hera natomiast, nie mieszcząc gniewu w swej piersi, tak rzekła:
"Synu Kronosa okrutny! Jakie mówiłeś tu słowa?
Czyżbyś chciał trud mój niezmierny i pot, co zalewał mi czoło,
bezużytecznym uczynić? Toż umęczyłam swe konie,
wojska gromadząc na zgubę Pryjama i jego dzieci.
Rządź, lecz my - inni bogowie - nie każdy rozkaz uznamy".
Dzeus, co obłoki gromadzi, z ogromnym gniewem zakrzyknął:
"Cóż ci, nieszczęsna, zrobili złego synowie Pryjama
oraz sam Pryjam, że z taką zaciekłą złością nastajesz,
by Ilion pięknie wzniesiony, sławny gród Trojan, w proch zetrzeć?!
Gdybyś ty mogła przekroczyć bramy i mury wysokie,
tobyś Pryjama i synów Priamowych żywcem pożarła
wraz z Trojanami wszystkimi i wściekły gniew nasyciła.
Rób, co chcesz! Mimo wszystkiego, nie życzę sobie, by spory
ciebie i mnie powaśniły i wiodły do trwałej wojny!
Ale coś jeszcze ci powiem, a ty w umyśle swym rozważ:
jeślibym ja też zapragnął jakoweś miasto w pył zetrzeć,
które okaże się tobie drogie i zechcesz go bronić,
niczym nie będziesz powściągać mojego gniewu - ustąpisz! -
bo i ja wolę ci daję bez serca mojego woli.
Wierz mi, ze wszystkich pod słońcem czy wyiskrzonym gwiazdami
niebem, gdziekolwiek mieszkają tylko śmiertelni, największą
czcią miasto Ilion obdarzam święte i starca Pryjama
oraz Pryjama lud, włócznią władającego tak dzielnie.
Nigdy tam bowiem na moim ołtarzu nie braknie ofiary
z wina i zwierząt spalanych, co dla nas czci jest wyrazem".
Na to mu tak wielkooka, dostojna Hera odrzekła:
"Trzy miasta są mi najmilsze ze wszystkich innych na ziemi:
Argos i Sparta, a trzecie - szerokouliczne Mykeny.
Zburz je, o ile nienawiść nakaże ci ich zniszczenie.
Ja się nie będę wstawiała o nie i sporów zaniecham.
Jeśliby nawet ich zguba w mym sercu gniew obudziła,
gniewem nie zdołam cię wstrzymać, wszak jesteś ode mnie silniejszy!
Ale mój trud i zabiegi nie mogą przepaść daremnie.
Jestem boginią. Mój boski ród jednakowy jest z twoim!
Życie mnie także przebiegły dał Kronos, więc me dostojeństwo
z rodu boskiego pochodzi, a także z imienia małżonki
twojej, co władzę najwyższą sprawujesz wśród nieśmiertelnych.
Ale już w końcu ustąpmy wzajemnie jedno drugiemu:
ty - mnie, ja - tobie. Świadkami niech będą inni bogowie
wiecznie żyjący! Ty zechciej rozkazać boskiej Atenie,
aby zstąpiła pomiędzy Achajów dzielnych i Trojan.
Niechże nakłoni lud Trojan, by na walecznych Argiwów
zbrojnie natarli i przez to układy pierwsi zerwali".
Tak powiedziała. Wysłuchał ją Ojciec bogów i ludzi.
Zaraz do boskiej Ateny te słowa powiedział skrzydlate:
"Śpiesz i szeregi odszukaj Achajów dzielnych i Trojan.
Nakłoń lud Trojan podstępnie, ażeby na mężnych Argiwów
zbrojnie natarli i przez to układy pierwsi zerwali".
Tymi słowami podniecił nienawiść w sercu Ateny.
Zaraz spłynęła na ziemię ze szczytów śnieżnego Olimpu.
Jak gwiazda, którą zapalił syn przebiegłego Kronosa
na znak dla morskich żeglarzy lub wojujących narodów,
świecąc, wspaniale dokoła rozrzuca iskry błyszczące -
gwieździe podobna Atena pomknęła, błyszcząc, na ziemię,
w środek dwóch wojsk. Spoglądali na nią przejęci zdumieniem
jeźdźcy trojańscy i w pięknych nagolenicach Achaje.
Tak się odzywał niejeden patrzący na swego sąsiada:
"Albo rozpęta się wojna złowroga i wrzawa bitewna,
albo połączy przymierzem przyjaznym obydwie strony
Dzeus, co dla rodu ludzkiego jedynym władcą jest wojny".
Tak się odezwał niejeden spomiędzy Achajów i Trojan.
W ciżbę trojańskich wojsk zeszła Atena i kształt Laodoka
Antenorydy, co mocny był w rzucie włóczni, przyjęła.
Bogom równego Pandara szukała, chcąc w tłumie go spotkać.
Wreszcie znalazła. Potężny, bez skazy, syn Lykaona
stał. Otaczały go krzepkie szeregi tarcze noszących
ludów, co wraz z nim od bystrych Ajsepu prądów przybyły.
Blisko stanęła Atena i rzekła te słowa skrzydlate:
"Lykaonido waleczny, czy zechcesz dziś mnie usłuchać?
Odważ się na Menelaja strzałę niechybną wypuścić,
wszystkim Trojanom na radość, a sobie na sławę ogromną.
Król Aleksander ci będzie rad spośród wszystkich najbardziej.
Pewno obdarzy cię pierwszy najświetniejszymi darami,
gdy Menelaja, dzielnego syna Atreusa, zobaczy
ułożonego na stosie z piersią przeszytą twą strzałą.
Nuże więc, mierz w Menelaja sławnego, a przedtem wznieś modły
do lykijskiego Apolla; ten jest łucznikiem przesławnym.
Przyrzecz mu dać hekatombę wspaniałą z owiec szlachetnych,
kiedy powrócisz do domu, do miasta świętego, Zelei".
Tak powiedziała Atena i nierozważnego skłoniła.
Szybko łuk gładki wydobył, co z rogów był wyrobiony
kozła dzikiego. Sam kiedyś, polując, w pierś go ugodził,
skryty w zasadzce, gdy zwierzę zeskakiwało ze skały;
prosto w pierś trafił, a kozioł ze szczytu na wznak się zwalił.
Głowę zdobiły mu rogi długości szesnastu dłoni.
Wypolerował te rogi mistrz i kunsztownie ozdobił,
złączył to wszystko i spoił wygięcia złotymi hakami.
Pandar łuk mocno napięty uważnie oparł na ziemi,
w krąg towarzysze szlachetni z tarczami przed nim stanęli,
aby powstrzymać natarcie walecznych synów Achajów,
zanim Menelaj, syn dzielny Atreusa, nie będzie trafiony.
Pandar pokrywę kołczanu odkrył i strzałę zeń dobył,
jeszcze nie tkniętą, pierzastą, co rodzi czarne boleści.
Wnet na cięciwie grot ostry położył i zaniósł modły
do lykijskiego Apolla, co jest łucznikiem przesławnym,
z owiec szlachetnych ślubując mu hekatombę wspaniałą,
gdy już do domu powróci, do miasta świętego, Zelei.
Ujął za brzechwę naciętą razem z cięciwą wołową,
strunę przyciągnął do piersi, do łuku grotu żelazo.
A gdy potężny łuk napiął tak, że ten przyjął kształt koła,
dźwięknął róg, struna jęknęła donośnie, a strzała wzleciała
ostro, kanciasta, pragnąca na wskroś tłum cały przeorać.
Lecz, Menelausie, chronili cię nieśmiertelni bogowie
szczęśni - z nich córa Dzeusowa, darząca łupem, najpierwsza.
Ona stanęła przed tobą, przed mściwą strzałą cię strzegła;
ona jej grot odpędziła od twego ciała, jak matka,
która od dziecka, co słodko zasypia, muchy odgania;
ona zwróciła żeleźce tam, gdzie spinają się złote
klamry na pasie i pancerz łączy się dwoma płatami.
W ten więc pas szczelnie zapięty ugodził ostry grot strzały.
Pas ów misternej roboty na wskroś żeleźce przedarło,
pancerz kunsztownie wykuty przeryło, a także skórzany
płat, co ma ciało osłaniać miękkie - dla włóczni zagrodę
dobrze chroniącą. Lecz strzała i ten płat również przeszyła,
ale żeleźce wierzchołkiem zaledwie skórę drasnęło.
Zaraz krew ciemna jak chmura zaczęła sączyć się z rany.
Tak jak gorącą czerwienią kość słonia barwi kobieta
rodem z Meonii lub Karii, ozdobny konia naczółek,
składa go potem w komnacie; wielu by jeźdźców pragnęło
mieć go, lecz taka ozdoba złożona będzie dla króla,
naraz obydwóch uświetni jednako: woźnicę i konia -
tak zabarwiła ci nogi krew, Menelaju, purpurą
z bioder po kształtnych goleniach do pięknych kostek płynąca.
Wzdrygnął się z grozy i żalu nad wodze wódz Agamemnon,
kiedy krew ciemną zobaczył wysączającą się z rany.
Wzdrygnął się także Aresa kochanek, sam Menelaos,
ale gdy brzechwę zobaczył i grot od strzały na zewnątrz,
zamierający dech znowu powrócił do jego piersi.
Wziął Menelausa za rękę i tak rzekł wódz Agamemnon,
ciężko wzdychając, a za nim wzdychali w krąg towarzysze:
"Bracie kochany, na twoją śmierć zaprzysiągłem przymierze,
przeciw Trojanom jednego stawiając w bój za Achajów.
Trojan zraniła cię strzała. Zdeptano święte przysięgi.
Lecz potwierdzona przysięga krwią jagniąt, winem ofiarnym
oraz poręką prawicy nie może zostać daremna.
Choćby natychmiast ich nawet nie skarał Władca Olimpu,
tego dokona w przyszłości. Zapłacą za to nam szczodrzej -
swymi własnymi głowami, a także żon swych i dzieci.
Duszą i całym umysłem wierzę w to wszystko najświęciej:
przyjdzie dzień taki, że padnie w gruz Ilion święty zwalony,
padnie i Pryjam, i naród zbrojnego w jesion Pryjama,
a Dzeus Kronida, co sterem spraw wszelkich włada z wysoka,
sam nad wszystkimi potrząśnie straszliwą swoją egidą,
za wiarołomstwo ich karząc. Nie będzie to bezskuteczne!
Lecz, Menelausie, o ciebie mnie gnębi ciężka zgryzota,
abyś nie umarł, by Mojra dni twoich nie dopełniła.
Do bezwodnego bym Argos powrócił wówczas zhańbiony.
Zaraz by wtedy Achaje ojczyznę swą przypomnieli,
pozostawiając na chwałę Pryjama króla i Trojan
w Argos zrodzoną Helenę. W trojańskiej ziemi twe kości
będą próchniały, gdy padniesz, a dzieła swego nie skończysz.
Powie tam wtedy niejeden z zuchwałych Trojan i butnych,
gdy Menelausa o sławie rozgłośnej grobowiec podepcze:
Niechby swój gniew Agamemnon we wszystkich sprawach tak kończył,
jako i dziś, gdy daremnie sprowadził wojsko Achajów,
aby do domu powrócić, do miłej ziemi ojczystej,
wiodąc stąd puste okręty, a Menelausa porzucił!?.
Powie tak któryś. A wtedy niechże mnie ziemia pochłonie!".
Aby otuchy mu dodać, rzekł jasnowłosy Menelaj:
"Bracie, odwagi! Nie wzniecaj trwogi wśród ludu Achajów.
Ostry bełt rany śmiertelnej nie zadał. Z zewnątrz mnie chronił
pas wyprawiony misternie, a pod tym pasem skórzany
płat z spiżowymi blatami. Płatnerz je dobrze wyrobił".
Na to mu tak odpowiedział władca i wódz Agamemnon:
"Bodaj tak było, jak mówisz, kochany mój Menelausie!
Zaraz ci lekarz opatrzy ranę i do niej przyłoży
leki przeróżne, co przerwą ból czarny niby krew skrzepła".
Rzekł i przywołał boskiego herolda wnet, Taltybiosa:
"Taltybijosie, natychmiast zawezwij tu Machaona,
co Asklepiosa jest synem bez skazy; niech tutaj przybędzie,
niech Menelaja opatrzy, dzielnego syna Atreusa.
?ucznik go jakiś w rzemiośle ćwiczony ugodził swą strzałą,
z Trojan czy z Lyków; dla siebie na chwałę - a nam na cierpienie".
Tak powiedział, a herold wezwania jego usłuchał.
Ruszył z ogromnym pośpiechem przez tłum spiżozbrojnych Achajów
i Machaona herosa wyglądał oczyma. Zobaczył
wreszcie. Ten stał wśród szeregów krzepkiego tłumu, co tarcze
nosił, a przybył z nim z Trikki z ogromnych stad koni słynącej.
Stanął tuż przy nim i takie powiedział słowa skrzydlate:
"Pójdź, Asklepiado! Przyzywa cię władca nasz, Agamemnon,
byś Menelaja dzielnego opatrzył, syna Atreusa.
?ucznik go jakiś w rzemiośle ćwiczony ugodził swą strzałą,
z Trojan czy z Lyków; na chwałę dla siebie - a nam na cierpienie!".
Tak powiedział Taltybios i serce w piersiach mu wzruszył.
Weszli w tłum, prędko przez obóz szeroki przechodząc Achajów.
A gdy już doszli do miejsca, gdzie jasnowłosy Menelaj
ranny przebywał, a wkoło go otaczali wodzowie
najdostojniejsi, ten stanął wśród nich do bogów podobny.
Z pasa, co szczelnie opinał rannego, wydobył grot strzały,
aż się wygięły wstecz przy tym żeleźca ostre zadziory,
potem zdjął z niego pas lśniący i płat spod pasa skórzany,
lędźwie chroniący - blatami ze spiżu płatnerz go pokrył.
Kiedy zaś ranę obejrzał, gdzie gorzka strzała trafiła,
wyssał z niej krew i kojące do rany leki przyłożył
zręcznie. Dał niegdyś je Chejron rozumny ojcu drogiemu.
Gdy tak się o Menelaja troszczono o głosie donośnym,
Trojan szeregi do szturmu ruszyły pod tarcz osłoną.
Zbroje więc także Achaje włożyli walki spragnieni.
Snem zmorzonego nie ujrzałbyś wtedy Agamemnona,
ni ukrytego tchórzliwie czy niechętnego rozprawie,
rwał się on bowiem gwałtownie do bitwy dla mężów zaszczytnej.
Konie zostawił i rydwan od spiżu połyskujący -
miał je pod swoją opieką, zdyszane, Eurymedon,
mężny syn Ptolemajosa; temu dał życie Pejrajos.
Eurymedon miał z końmi być blisko, jeżeli wodzowi
sprawiającemu szeregi osłabłyby naraz kolana.
Wódz ruszył pieszo natychmiast, by przejrzeć mężów oddziały.
I gdy któregoś z Danajów władnących bystrymi źrebcami
w bój śpieszącego zobaczył, przystawał i tak ich zagrzewał:
"Niechże zajadłość wojenna, Argiwi, wśród was nie osłabnie!
Kłamstwu Dzeus ojciec na pewno orędownikiem nie będzie,
ale to sprawi tym, którzy złamali pierwsi przysięgę,
że delikatną im skórę poszarpią sępy drapieżne,
my zaś ich miłe małżonki, a także dzieci nieletnie
uprowadzimy na swoich okrętach, gdy miasto weźmiemy".
Kiedy zaś ujrzał, że stroni niejeden od krwawej rozprawy,
łajał ich groźnie pełnymi wielkiego gniewu słowami:
"Tchórze, niezdolni do walki wręcz, bezwstydnicy Argiwi!
Czemu stoicie zakrzepli w zdumieniu jak młode jelenie,
które zmęczone gonitwą pośród równiny szerokiej
stają, bo cała ich siła z serc im jelenich uciekła?
Właśnie i wy tak stoicie zdumieni, nie idąc do walki!
Oczekujecie na Trojan, by bliżej okrętów podeszli,
które na brzeg wyciągnięte o pięknych burtach tam stoją,
aby zobaczyć, czy ręki nie wzniesie nad wami Kronida?".
Władzę sprawując, tak sprawiał dowódca wojsk swoich szeregi.
Potem do wojsk Kreteńczyków przez mężów tłum się przedostał.
Ci w gotowości bitewnej stali w krąg Idomeneusa.
Ten stał na czele oddziałów z odwagi do dzika podobny,
a Meryjones na tyłach zagrzewał dalsze falangi.
Widząc ich, spłonął radością nad wodze wódz Agamemnon,
Idomeneusa słodkimi jak miód powitał słowami:
"Ciebie spomiędzy Danajów władnących bystrymi źrebcami
czczę, Idomenie, najbardziej w bitwach i w czynach twych innych,
podczas uczt także, gdy wino ciemne należne starszyźnie
najdostojniejsi z Argiwów mieszają z wodą w kraterach,
bowiem gdy porcję swą wszyscy o bujnych włosach Danaje
dawno wypili, twój puchar wciąż pełny stoi przed tobą,
tak jak i mój, byśmy mogli pić, kiedy dusza zapragnie.
Ruszaj więc teraz do bitwy jak dawniej pyszny swą siłą!".
Na to mu rzekł Idomeneus kreteński, dowódca waleczny:
"Zawsze, Atrydo, twym wiernym ja towarzyszem zostanę,
jak obiecałem ci kiedyś i potwierdziłem skinieniem.
Raczej zachęcaj mi innych o bujnych włosach Achajów,
aby zechcieli na Trojan uderzyć szybko, co swoją
świętą złamali przysięgę. Na nich śmierć czeka i kara.
Pierwsi albowiem, wbrew naszym układom, zaczęli walczyć".
Tak powiedział. Atryda z radością w sercu szedł dalej.
I do obydwóch Ajasów przez mężów tłum się przedostał.
Zbroje wdziewali obydwaj. Za nimi chmura piechoty.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza