Wstecz
Homer - Iliada
Pieśń XXIV
cz. 3
Syna jednego ma tylko, co zginie przedwcześnie i teraz
jego starości nie wspiera, bo od swej ojczyzny daleko
w Troi przebywa, na twoje nieszczęście i twoich potomków.
Także o tobie słyszałem, żeś, starcze, był kiedyś szczęśliwy
między wszystkimi ludami: na Lesbos Makara i dalej,
w żyznej krainie frygijskiej, na Hellesponcie ogromnym;
z bogactw niezmiernych i z licznych synów słynąłeś dokoła.
Kiedy więc teraz Niebianie zesłali nieszczęścia na ciebie,
kiedy w krąg miasta twojego wciąż walki trwają zacięte,
znieś to cierpliwie i serca nie rań ciągłymi skargami,
zdziałać ty bowiem dla syna już nic zgryzotą nie zdołasz;
łzami martwego nie wskrzesisz, zło jakieś inne sprowadzisz".
Pryjam do bogów podobny Pelidzie tak odpowiedział:
"Miejsca nie zajmę, przez Dzeusa wyhodowany, gdy Hektor
jeszcze pod twoim namiotem niepogrzebany wciąż leży.
Daj mi go prędzej i pozwól, bym go zobaczył. I okup
szczodry weź, który przywiozłem; a gdy nim serce nasycisz,
obyś mógł wrócić do ziemi ojczystej, gdyś mnie, biedakowi,
życie darował i światło pozwalasz oglądać słoneczne".
Spojrzał na niego złym wzrokiem o szybkich nogach Achilles :
"Gniewu ty mego nie drażnij, starcze! Ja sam myślę o tym,
żeby ci oddać Hektora! Dzeus mi tu mą szlachetną
matkę w tej sprawie przysłał, co starca morskiego jest córką.
Myślę, że ciebie, Pryjamie - tego przede mną nie skryjesz -
jakiś tu bóg przyprowadził pod gładkie okręty Achajów.
Człowiek śmiertelny by nie śmiał, chociażby młody, wejść tutaj
między me wojsko. Przed strażą na pewno by się nie ukrył
ani tych wrót, co tu wiodą, tak ciężkich sam nie otworzył.
Teraz więc bacz, byś mi serca okrutnym gniewem nie wzburzył,
żebym cię, starcze, choć z prośbą przyszedłeś i jesteś mi gościem,
z niczym z obozu nie przegnał i Dzeusa tym nie znieważył".
Tak powiedział, a starzec, słuchając, zamilkł strwożony.
Wtedy Pelida gwałtownie jak lew z namiotu wyskoczył,
nie sam, bo za nim wypadli natychmiast dwaj towarzysze:
dzielny mąż Automedon i możny Alkimos. Ci byli
Achillesowi ze wszystkich po śmierci Patrokla najmilsi.
Szybko obydwaj wyprzęgli od wozu konie i muły,
wnet Idajosa herolda, by spoczął, pod dach wprowadzili,
z wozu przenosząc podarki kosztowne za głowę Hektora.
Tylko chitonu cienkiego i pięknej tkaniny nie wzięli,
by w nią zmarłego owinąć, nim wreszcie powróci do domu.
Brankom Achilles rozkazał, aby obmyły Hektora
i namaściły tajemnie, nim Pryjam zwłoki zobaczy.
Może by gniewu z rozpaczy nie zdołał ów opanować,
na poniewierkę zwłok patrząc syna, a wtedy Achilles
zabiłby go rozjątrzony i Dzeusa prawo podeptał.
Kiedy już ciało obmyte i wonnościami natarte
w chiton odziały służebne i tkaninami okryły,
Achill sam dźwignął je z ziemi, na mary kładąc Hektora.
Zaraz je dwaj towarzysze na wóz błyszczący złożyli.
Wtedy Achilles, wzdychając, jął przyjaciela przepraszać:
"Wybacz mi, drogi Patroklu, jeśli z mrocznego Hadesu
widzisz, że w końcu oddaję ciało boskiego Hektora
ojcu za dary bezcenne, które sam przywiózł strapiony.
Złożę i tobie w ofierze część twoim cieniom należną".
Tak rzekł i znów do namiotu powrócił boski Achilles.
Usiadł na jednym z kunsztownie rzeźbionych krzeseł, co stały
w głębi, pod ścianą, przy stole, i tak do Pryjama powiedział:
"Syn twój do ciebie już, starcze, należy, jak tego pragnąłeś;
ciało spoczywa na marach. Gdy zjawi się Eos różana,
sam go zobaczysz. A teraz zasiądźmy do wspólnej wieczerzy.
Nawet Niobe o pięknych warkoczach posiłkiem wzmacniała
serce, ta matka nieszczęsna, co dwanaścioro straciła
dzieci od razu: sześć córek i sześciu synów kwitnących.
Zabił ich wszystkich Apollon ze swego łuku srebrnego,
córki - Artemis, co strzałom jest rada, gdyż gniewni na Niobe
byli, że śmiała porównać się z pięknowłosą Latoną,
mówiąc: Ta dwoje zrodziła, a ja potomstwa mam wiele.
Chociaż więc było ich dwoje, zgładzili wszystkie jej dzieci.
Dziewięć dni martwe leżały we krwi i nie było nikogo,
kto by pogrzebał je - ludzi Kronida zamienił w kamienie.
Dnia dziesiątego Bogowie Niebiańscy je pogrzebali.
Lecz przyjmowała posiłek Niobe, choć łzami zalana.
Teraz pomiędzy skałami, pośród gór osamotnionych,
obok Sipylu - jak mówią - tam spoczywają boginie,
Nimfy, co nad Acheloosem korowód wiodą taneczny,
otóż tam, chociaż jest głazem, cierpi przez bogów skazana.
Nuże więc, także my obaj, mój boski starcze, pomyślmy
o pożywieniu, a potem opłakać możesz Hektora,
gdy do Ilionu powrócisz. Niemało tam łez wylejesz".
To rzekłszy, szybki Achilles powstał i białe jagniątko
zabił własnymi rękami. Sprawili je wnet towarzysze,
dzieląc na części, a potem na rożny wbijali i piekli,
ogniem rumieniąc. Gotowe natychmiast na stół szły gościnny.
Automedon chleb przyniósł i przed Pryjamem postawił
w pięknych koszykach. Achilles mięso przy uczcie sam dzielił.
Każdy z nich rękę wyciągał do potraw stojących na stole.
Kiedy już piciem pragnienie i jadłem głód nasycili,
Pryjam, potomek Dardana, jął w duchu podziwiać Achilla:
wzrost i postawę wyniosłą. Jak bóg wyglądał, zaiste!
A na Pryjama Achilles tak samo z podziwem spoglądał,
starca czcigodną postacią ujęty i słowem roztropnym.
W końcu, gdy sobie wzajemnie do syta się napatrzyli,
rzekł do możnego Achilla Pryjam do bogów podobny:
"Teraz mi daj prędko spocząć, przez Dzeusa wyhodowany,
serce zmęczone ucieszyć snem życiodajnym u ciebie.
Wszakże sen słodki mych powiek nie przymknął jeszcze od chwili,
kiedy mój syn nieszczęśliwy padł pod twoimi rękami.
Odtąd ja tylko jęczałem, żal przetrawiając bezdenny,
w mierzwie tarzałem się wewnątrz ogrodzonego dziedzińca.
Teraz u ciebie dopiero kęs chleba zjadłem i winem
gardło zwilżyłem, a przedtem niczego nie skosztowałem".
Tak powiedział. Achilles swym druhom i licznym służebnym
kazał posłanie zgotować w przedsionku. A przy tym polecił
przykryć je piękną tkaniną z purpury, pod spód dać kobierce
oraz dwie chlajny wełniane na wierzch dla ciepła przyrzucić.
Szybko służebne odeszły, trzymając w rękach pochodnie.
Oba niebawem posłania przygotowane zostały.
Wtedy do starca Pryjama rzekł szybkonogi Achilles:
"Starcze kochany, na zewnątrz spocznij, by któryś z Achajów,
moich doradców, nie zaszedł tutaj, bo często przychodzą -
taki już mają obyczaj - odbywać ze mną naradę.
Gdyby cię któryś zobaczył wśród nocy krótkiej, w ciemności,
mógłby uprzedzić pasterza narodów, Agamemnona,
wtedy, być może, przeszkoda w oddaniu ci zwłok by wypadła.
Jeszcze mi na to odpowiedz, a śmiało, bez żadnej obawy:
ile byś dni potrzebował na pogrzeb boskiego Hektora -
mógłbym sam pokój zachować i wojsko powstrzymać od walki".
Na to do bogów podobny Pryjam, sędziwy, powiedział:
"Gdybyś pozwolił, bym uczcił pogrzebem boskiego Hektora,
czynem tym mógłbyś, Achillu, najbardziej mnie uradować.
Miasto, jak o tym wiesz dobrze, jest oblężone, a lasy
mamy daleko, aż w górach - tam boją się jeździć Trojanie.
Chciałbym mieć dziewięć dni w domu na opłakanie Hektora,
dnia dziesiątego lud cały ognisty mu stos zapali,
w dniu jedenastym do grobu złożymy jego popioły.
Potem, gdy los tak nakaże, staniemy znowu do walki".
Na to mu tak odpowiedział o szybkich nogach Achilles:
"Niechże tak będzie, jak pragniesz, starcze sędziwy, Pryjamie!
Wojsko od walki powstrzymam tak długo, jak o to prosiłeś".
Tak powiedział i ujął starca za rękę w przegubie
dłonią swą prawą, by resztę trwogi mu z serca wypłoszyć.
Potem ci dwaj się w przedsionku spokojnie do snu ułożyli:
herold i Pryjam, ten w duszy roztrząsał myśli poważne.
W głębi pięknego namiotu spoczywał boski Achilles,
mając Bryzejdę przy boku prześliczną, o licach uroczych.
Wszyscy bogowie i ludzie walczący z konnego rydwanu
całą noc spali spokojnie, snem życiodajnym objęci,
tylko Hermesa, co dobro przynosi ludziom, sen odbiegł.
W sercu swym bóg ten rozważał, jak by tu króla Pryjama
wywieść spod gładkich okrętów niewidocznego dla straży.
W końcu nad głową śpiącego pojawił się i powiedział:
"Starcze, ty wcale nie myślisz, co tutaj tobie zagraża,
wszak jesteś między wrogami, pomimo łaski Achilla.
Teraz twój syn wykupiony, bogate dałeś zań dary,
ale za ciebie żywego trzykrotną cenę zapłacą
dzieci, co z wszystkich ci jeszcze zostały, jeśli o tobie
dowie się wódz Agamemnon Atryda i inni Achaje".
Tak powiedział i starzec strwożony herolda obudził.
Hermes do wozów natychmiast wprzągł zręcznie konie i muły,
przewiózł ich szybko przez obóz niedostrzeżonych przez straże.
Kiedy zaś brodu Ksantosu dosięgli o falach przejrzystych -
rzeki szumiącej, co wzięła od Dzeusa wiecznego początek -
Hermes natychmiast powrócił na Olimp błogosławiony.
W szacie o barwie szafranu spłynęła Eos na ziemię,
kiedy do miasta, kierując konie, zbliżali się z płaczem.
Muły dźwigały martwego. I nikt z mieszkańców Ilionu,
z mężów ni z kobiet o pięknych przepaskach, nie spostrzegł podróżnych
oprócz Kassandry, podobnej do Afrodyty złocistej.
Ona to z baszt Pergamonu ojca drogiego spostrzegła
z dala, gdy wracał, i obok, na wozie, herolda miejskiego.
Potem dojrzała Hektora na marach. Dźwigały je muły.
Wtedy, szlochając, tak wołać na całe miasto zaczęła:
"Pójdźcie zobaczyć Hektora, Trojanie i wszystkie Trojanki,
wy, coście kiedyś z radością witali żywego, gdy wracał
z bitew zwycięskich, bo szczęściem ten mąż był wielkim dla wszystkich!".
Tak mówiła. A z mężczyzn ni z kobiet nie było nikogo,
kto by mógł w mieście pozostać. Ból wielki wszystkich przeniknął.
Naród u bram się zgromadził, by spotkać zwłoki na marach.
Pierwsza stanęła tam żona i matka czcigodna. Rwąc włosy,
obie na wóz się rzuciły o pięknych kołach i z jękiem
głowę martwego tuliły. Tłum je otaczał spłakany.
Pewno do słońca zachodu dzień cały wszyscy by stali,
łzy wylewając nad ciałem Hektora i jęcząc przy bramach,
gdyby się Pryjam sędziwy nie zwrócił do ludu z rydwanu:
"Dajcie przejść mułom do miasta! Będziecie sycić się łzami
jeszcze nad martwym Hektorem, gdy go zawiozę do domu".
Tak powiedział. Zebrani natychmiast się rozstąpili.
Gdy do pałacu pięknego dotarli, na łożu wspaniałym
ciało Hektora złożono, a przy nim stanęli pieśniarze,
pieśni żałobne zawodząc; lament wybuchnął skargami.
Tak zawodzili pieśniarze. Jękiem wtórzyły kobiety.
Zaraz ten jęk Andromacha białoramienna podjęła,
głowę Hektora, zabójcy mężów, objąwszy rękami:
"Mężu młodością kwitnący, zbyt porzuciłeś mnie wcześnie,
wdowę w pałacu zostawiasz! A dziecko nasze maleńkie,
synek, któremu, nieszczęśni, daliśmy życie, na pewno
młodości swej nie doczeka. Wpierw miasto będzie zburzone
przez wroga, kiedy ty padłeś - jego obrońca tak wierny,
ty, który dotąd chroniłeś szlachetne małżonki i dzieci.
Wkrótce na gładkich okrętach powloką je w srogą niewolę
Achaje i mnie między nimi. A ty, moje dziecko kochane,
pójdziesz wraz ze mną. Tam będziesz jak ja udręczony pracami
służył u pana srogiego i drżał przed karami. A może
któryś z Achajów cię porwie za rękę i z baszty wysokiej
ciśnie o ziemię, za brata mszcząc się na synu Hektora
albo za ojca czy syna, bo przecie tak wielu Achajów
Hektor w rozlicznych spotkaniach powalił martwych na ziemię.
Ojciec twój bowiem zbyt miękki nie był w wojennej rozprawie;
zapłakał po nim lud cały w Ilionie od krańca do krańca.
Biednym rodzicom, Hektorze, tyś również straszliwą zostawił
boleść, lecz najokrutniejsza mnie dola przypadła w udziale,
gdyż do mnie w śmierci godzinie nie wyciągnąłeś swej ręki
aniś mi słowo zostawił ostatnie, o którym bym mogła
wiecznie pamiętać, i nocą, i dniem, i oblewać je łzami".
Tak wyrzekła spłakana. A wkoło szlochały kobiety.
Potem z kolei zaczęła Hekabe swój lament żałobny:
"Dziecko ty moje, Hektorze, z mych synów najbardziej kochany!
Zawsze tyś bogom szczęśliwym, co śmierci nie znają, był drogi -
nawet gdy los cię doścignął, jeszcze się troszczą o ciebie.
Innych mych synów tak wielu o szybkich nogach Achilles
zabił lub wziął do niewoli i wywiózł za wielkie gdzieś morze -
na Samos, Imbros czy Lemnos ciemnymi mgłami zasnute,
tobie zaś duszę potężną wyszarpnął ostrzem spiżowym.
I wielokrotnie cię włóczył dokoła Patrokla mogiły,
lecz przyjaciela, którego zabiłeś, tym czynem nie wskrzesił.
Teraz w swym domu ty - piękny, jakbyś niedawno zmarł, leżysz,
jakby cię życia pozbawił sam srebrnołuki Apollon,
celnie z daleka mierzący swymi lotnymi strzałami".
Płacząc, te słowa mówiła. I wszyscy z nią łzy wylewali.
Trzecia z kolei Helena z żałością tak mówić zaczęła:
"Drogi Hektorze, ze wszystkich braci mężowskich najmilszy
sercu! To on, Aleksander, mój mąż do bogów podobny
tutaj do Troi mnie przywiózł. Bodajbym wcześniej zginęła.
Teraz już bowiem dwudziesty rok od tej chwili przeminął,
odkąd przybyłam do Troi, rzucając moją ojczyznę,
lecz nie słyszałam od ciebie wyrzutów ani słów gorzkich,
tylko przeciwnie, gdy inny domownik w komnatach zamkowych
złajał mnie - któryś z mężowskich braci, z ich sióstr lub małżonek,
matka mężowska, bo ojciec twój był mi ojcem łaskawym -
ty ujmowałeś się za mną, wstrzymując gniewnych namową,
mądrą uwagą, a także swymi dobrymi słowami.
Płaczę nad tobą i sobą, nieszczęsną, sercem strapionym,
nie mam już bowiem w tej chwili nikogo w szerokiej Troi
tak przychylnego, drogiego. Dla wszystkich zgryzotą tu jestem".
Tak przemawiała spłakana a lud jej wtórował jękami.
W końcu do ludu obrócił się Pryjam i tak doń powiedział:
"Teraz zacznijcie, Trojanie, z gór zwozić drzewo do miasta,
z serca obawę zrzuciwszy przed Argiwami, bo Achill
przyrzekł mi, kiedym odchodził spod jego okrętów, nie prędzej
ruszyć do walki, aż wzejdzie dwunasty raz Eos różana".
Tak powiedział. I zaraz do wozów konie i muły
kto żyw zaprzęgał. Pod miastem natychmiast lud się zgromadził.
Podczas dziewięciu dni drzewo z gór bezustannie zwożono.
Gdy Eos światło niosąca zjawiła się dnia dziesiątego,
lud na ramiona wziął, płacząc, nieugiętego Hektora -
ciało na stosie położył wysoko. Wnet objął drwa płomień.
Kiedy w mrok świtu znów Eos różanopalca spłynęła,
stanął lud wkoło przy stosie, gdzie spoczął trup Hektorowy;
wszyscy mieszkańcy Ilionu tam byli, tłum niezliczony.
Winem jak krew purpurowym najpierw zalano ognisko,
wszędzie, gdzie tliły płomienie. Następnie bracia zmarłego
i przyjaciele zebrali zbielałe kości Hektora,
gorzko szlochając. Strumienie łez po ich twarzach płynęły.
Później te szczątki śmiertelne do złotej urny złożono
i owinięto dokoła płatem kosztownej purpury.
Wreszcie tę urnę głęboki grób przyjął. Wtedy zebrani
z wierzchu mogiłę głazami wielkimi szczelnie zakryli
i usypali olbrzymi grobowiec. Straż Trojan czuwała,
czy nie nadchodzą o pięknych nagolenicach Achaje.
Kiedy już grób usypano z należną powagą,
wszyscy zebrali się społem na uczcie obfitej żałobnej
w domu królewskim Pryjama, którego Dzeus wyhodował.
Taki był pogrzeb pierwszego wśród jeźdźców - boskiego Hektora.