Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Hades - w krainie zmarłych

Mity i opowieści w eposach Homera - Odyseja


Hades - w krainie zmarłych


Tak dotarłszy do samych Okeanu krańcy,
Widzim kraj - kimerejscy siedzą w nim mieszkańcy,
Którzy w mgle i ciemnicy brodzą ustawicznej,
Nigdy bowiem nie spojrzy na nich Helios śliczny,
Ani kiedy na niebo ugwieżdzone wkracza,
Ani kiedy ku ziemi ze szczytów się stacza.
Zawsze też lud ten nędzny w grubej nocy brodzi.
Więc wywlókłszy łódź na brzeg, wybieramy z łodzi
Obie owce, i ruszym brzegiem Okeana
W tę stronę, co od Kirki była nam wskazana.
Tam Euryloch i Prymed dzierżą owce obie
Ofiarne, a jam miecza dobył i nim robię
Dół w ziemi, jeden łokieć szeroki i długi;
Dokoła libacyjne zmarłym leję strugi:
Najpierw sam miód i mleko, potem słodkie wino,
W końcu wodę zmieszaną z mąki odrobiną.
I ślubowałem marom zmarłych, że gdy stanę
W Itace, wraz jałówkę dam im nieskalane
Na żertwę i na stosie spalę coś cennego;
Tejrezjaszowi nadto zabiję czarnego
Barana, co rej wodzi w całej mej oborze.
A gdym tak cienie zmarłych przebłagał w pokorze,
Onym owcom ofiarnym podciąłem gardziele
I krew w ten dół ściekała. Wnet duszyczek wiele
Tam się złazić poczęło z Erebu otchłani:
Młode pary, toż starce latami złamani,
Panieneczki miłością młodocianą strute,
4Widma dzielnych witeziów oszczepami skłute,
Pozabijane w boju, w pokrwawionej zbroi.
Cały ten tłum do dołu ciśnie się i roi,
Wrzeszcząc tak, że aż przestrach blady mię owionie.
Więc czym prędzej drużynę do pracy nagonię
I każę obie owce, co leżą zarżnięte,
Obłupić, dać na ogień, potem strasznie święte
Moce, tak Aidesa, jak i Persefony,
Błagać. Sam zaś, dobywszy miecz mój wyostrzony,
Wysunąłem się, broniąc marom nieboszczyków
Krwi tej lizać, nim brzmienie wyrocznych tajników
Tejrezjasz mi objawi, gdy nań przyjdzie pora.
Lecz pierwsza przyszła do mnie dusza Elpenora,
On bowiem nie pogrzebion w ziemi do tej chwili.
W domu Kirki my zwłoki jego zostawili
Nie opłakane ani nawet pogrzebione -
Inne sprawy myśl naszą rwały w inną stronę.
Widząc go, jam zapłakał, litością się kruszę
I zagabalem tymi słowy biedną duszę:
"Mówże, jakeś się dostał w te ciemne przestwory?
Nogiż niosły cię prędzej niż mię okręt skory?"

Takem pytał; on na to mówił płacząc rzewnie:
"0 przemądry Odysie! Jakiś demon pewnie
Zdradził mię, a zgubiło wina nadużycie,
Żem zapomniał, zaspany na zamkowym szczycie,
Znaleźć wschody, zejść po nich bez żadnej mitręgi,
I prostom z dachu skoczył, łamiąc kark i kręgi,
Aż dusza ze mnie poszła w ten mrok Hadesowy.
Błagam cię, klnę na wszystkie najdroższe ci głowy,
Na małżonkę, na ojca, coc chował i bawił,
Na syna Telemacha, coś w domu zostawił,
Że gdy, jak wiem, opuścisz kraj Persefonei
I powrócisz na nawie do wyspy Eei,
Więc sobie zaraz wspomnij, że tam moje ciało
Nie pogrzebione w zamku Kirki się zostało.
Nie dajże mu się walać, nim odjedziesz w drogę,
Gdyż gniew bogów na głowę twoją ściągnąć mogę.
Przeto spal mię w tej zbroi, którą się nosiło,
Złóż popioły nad morzem i nakryj mogiłą.
Niech o mnie, nieszczęśliwym, wieki wspomną sobie!
Zrób to wszystko i zatknij wiosło na mym grobie,
Którem z towarzyszami dzierżył, gdym był żywy."

Tak mówił, a jam na to: "0 mój nieszczęśliwy!
Wszystko, co tylko żądasz, wypełnię najchętniej."

W ten sposób rozmawiając, oba stoim smętni,
Ja po jednej, miecz trzymam i przystępu bronię
Do krwi tej, a duch smutny po drugiej był stronie.

Niebawem cień mej matki ku mnie się pomyka,
Dusza to Antiklei, córy Autolika.
Żyła ona, gdym z domu szedł pod Ilion święty.
Jej widok łzy wycisnął, tak byłem przejęty,
A jednak ją odpędzam mieczem od rozlanej
Krwi, choć z żalem, nim przyjdzie wieszczek wywołany
I oto już się dusza Tejrezjasza jawi
Z posochem złotym w ręku. Poznał mię i prawi:

"0 synu Laertesa, Odysie, i czemu
Świat rzuciłeś i słońcu uciekłeś jasnemu,
Aby widzieć umarłych i grozy siedlisko?
Zejdź na bok albo miecz swój nastawień spuść nisko,
Niech się krwi tej napiję i przyszłość wygadam."
Tak rzekł; jam się usunął i do pochew wkładam
Miecz mój srebrnogoździsty. Wieszcz czarnej posoki
Napił się i jął przyszłe obwieszczać wyroki:

"Cny Odysie! Ty wrócić chciałbyś na okręcie
Do domu - lecz bóg jeden stoi ci na wstręcie;
Od gniewu Ziemioburcy nikt się nie wymiga:
Tyś mu syna oślepił - więc zemstą cię ściga.
A jednak wrócisz kiedyś w domowe pielesze;
Hamuj tylko sam siebie i druhów twych rzeszę,
Bo gdy przez rozhukane burzą morskie szlaki
Przybijesz łodzią swoją do wyspy Trynakii,
Ujrzysz tam jałowice tuczne na rozłogu,
Pasące się na chwałę słonecznemu bogu.
Jeślibyś je oszczędził, pomny mej przestrogi,
Może byś wrócił kiedy z trudem w ojców progi.
Lecz jeśli nie oszczędzisz, zginą twoi męże,
Zginie okręt, acz ciebie zguba nie dosięże.
Przecież późno, jak nędzarz, wrócisz bez drużyny,
Cudzym statkiem, a w domu zastaniesz ruiny,
Zuchwalców, co twe mienie i dostatek trwonią,
Co za twoją małżonką podarkami gonią.
Lecz ty przyjdziesz, ukrócisz harde zalotniki:
Naprzód chytrym fortelem pomieszasz im szyki,
Potem miecz twój w krwi gachów po jelce się zbroczy.
Co gdy spełnisz, weź wiosło, idź z nim w świat za oczy
Szukać ludzi, którzy nic o morzu nie wiedzą,
Którzy nie osoloną strawę zwykle jedzą,
Długowioślanych łodzi też nie znają wcale
Ni wioseł, istnych skrzydeł muskających fale.
Lecz abyś się nie zmylił, określę dokładnie:
Jeśli ktoś w obcej ziemi, widząc cię, zagadnie,
Że na barkach łopatę dźwigasz, złóż to brzemię
I wygładzone wiosło natychmiast wbij w ziemię,
A sam do Pozejdona módl się; mórz władyka
Niech ma obiatę z kozła, toż z wieprza i byka.
Po czym wrócisz i bogom dasz hojne ofiary
Zamieszkującym niebios niezmierne obszary,
A wszystkim po kolei. Na koniec przez morze
Przyjdzie śmierć, aby lekko, gdy starość cię zmoże,
Zabrać z sobą, spośrodka narodu i drużby
Przez cię uszczęśliwionej. Niemylne to wróżby!"

Skończył wieszcz, a jam na to odrzekł: "Starcze miły
Taki los już mi pewnie bogi naznaczyły;
Lecz powiedz, szczerej prawdy dowiedzieć się muszę:
Tam oto mej nieboszczki matki widzę duszę
Siedzącą nad krwi strugą; milczy i synowi
Ani w oczy popatrzy, ani słowo powie.
Cóż robić, o mój królu, żebym był poznany?"

Powiedziałem, a na to rzekł wieszcz wywołany:
"Jak zrobić? Rzecz to łatwa; zaraz dam ci sposób,
Pozwól tylko tym marom nie żyjących osób
Krwi tej liznąć, a każda powie, co ma na dnie;
Lecz gdy wzbronisz, zamilknie i w głębiach przepadnie"

Tak mówił duch Tejrezja, i gdy mi nawróżył,
Znowu się w ciemne gmachy Hadesu zanurzył.
Jam został sam nad dołem; minął czas niedługi,
Aż przyszła matka moja pić z tej krwawej strugi;
Poznała mię i smutną powitała mową:

"Synu, jakżeś się dostał w tę noc Hadesową,
Kiedyś żyw? Warn, żyjącym, strach patrzeć na one
Srogie rzeki wałami wzdętymi pędzone,
Najbardziej na Okean, którego nie zbrodzi
Nikt a nikt pieszo, chyba w wydrążonej łodzi.
Czyś ty się tu zabłąkał wracając ze swymi
Na okręcie spod Troi drogami błędnymi?
Czy dotąd nie widziałeś ni domu, ni źony?"
Tak pytała; jam na to, do głębi wzruszony:
"0 matko! jam z potrzeby wszedł w te kraje blade,
By ducha Tejrezjasza zapytać o radę.
Jeszczem ani w Achai nie był, ni w Itace,
A tylko na włóczędze ciągłej żywot tracę,
Odkąd z Agamemnonem pod tabunną Troję
Wyszedłem staczać krwawe z Trojańcami boje.
Lecz mów mi szczerą prawdę, o matko kochana!
W jakiż sposób napadła cię śmierć nieprzespania? Zjadłaż
ciebie choroba? Czy łuczniczka ona,
Artemis, lekką strzałę wbiła ci do łona?
Mów o ojcu, o synie moim, co zostali:
Czy godność moją dzierżą, czyli też ją zdali
Komu z mężów, zwątpiwszy, czy żyję na świecie
Powiedz: co tam małżonka moja myśli przecie?
Siedziż jeszcze przy synie i z nim gospodarzy
Czy poszła za którego z achajskich mocarzy?"

Tak pytałem, a matka rzekła w odpowiedzi:
"0na zawsze stateczna sercem, dotąd siedzi
W zamku twym, gdzie dnie wszystkie śród tęsknej żałoby
Płyną jej, a na płaczach schodzą nocne doby.
Godności twej nikt nie wziął, a królewskie włości
Telemach zawsze trzyma, uprawia w cichości;
Czasem na ucztę sprasza, jak czynić należy
Temu, który najwyższą władzę w kraju dzierży,
A sam bywa zapraszan. Rodzic twój na łanie
Osiadł sobie i w mieście nigdy nie postanie.
?oże jego nie świeci makatą tam żadną
Ni chlenami; na zimę ma izbę czeladną,
W której sypia; zazwyczaj na ziemi w popicie
Kładnie się przy ognisku i łachman podścielę.
W łagodniejsze zaś lato i jesień owocną
Rad chodzi po winnicach sypiać porą nocną,
Kędy sobie ze suchych liści łoże mości.
A nim zaśnie, wciąż duma o losów srogości
Sprzysiężonych na ciebie - i w serce się wpija
Nowy ból, a lat ciężar do reszty zabija.
Tak i mnie schnącą z żalu śmierć w końcu zabrała,
Synu, mnie nie zabiła Artemidy strzała,
Co tak niespodziewanie i łekko przeszywa;
Mnie nie zjadła choroba, co duszę wyrywa
Z ciała bólem żartego, tylko, drogie dziecię,
Ciągła tęskność za tobą wyssała mi życie."

Tak rzekła. We mnie wrzała chęć niepowściągniona
Marę matki nieboszczki pochwycić w ramiona.
Trzykroć chciałem ją objąć, myśląc, że przygarnę,
Trzykroć umkła mi z ręku i znikła jak marne
Senne widmo, a serce i rwie się, i goni
Tym gwałtowniej. Więc rzekłem tymi słowy do niej:

"0 matko, nie brońże mi rozkoszy uścisku!
Czemuż się nie uściskać w tym cieniów siedlisku!
Niechby serca strapione w łzach zmieszanych razem
Ulgę sobie znalazły. A może obrazem
Złudnym tak Persefona przede mną majaczy,
Bym poznał całą bezdeń mej nędzy tułaczej?"

Rzekłem, a matka słowy zakwili tkliwemi:
"Synu, najnieszczęśliwszy z ludzi na tej ziemi!
Nie zwiodła cię tym widmem groźna Persefona,
Lecz takim jest człek każdy, gdy życia dokona,
Kiedy ciała i kości z sobą nic nie sprzęga;
Wszystko strawi płomieni niszcząca potęga,
Odkąd z białymi kośćmi życie się rozbrata,
A dusza jak sen lekka w otchłanie ulata.
Teraz na świat powracaj i w pamięci żywej
Chowaj to! Kiedyś żonie opowiesz te dziwy."

Gdyśmy tak rozmawiali, przyszły z różnej strony
Dusze niewiast, wypełzło z krain Persefbny,
Wszystko żony i córy mężów wielkiej sławy.
Cienie te obstąpiły dokoła dół krwawy.
Widząc to przemyśliwam, jak pytać po jednej,
I na trudność ten sposób zdał się odpowiedny,
Żem wydobył miecz długi wiszący u boku
I wzbroniłem duszyczkom pić we krwi potoku.
Więc po jednej puszczałem, o miano rodowe
Pytając. Takem poznał te mary grobowe.

Pierwsza pomknęła na mnie Tyro urodziwa,
Zacnego Salmoneja córą się nazywa,
A Kreteja małżonką. Ta czasy dawnemi
Kochała się w Enipie, z wszystkich rzek na ziemi
Najpiękniejszej, i często biegła na wybrzeże Enipu.
Więc Pozejdon na się postać bierze
Tego bożka i w rzeki wirowym zakręcie
Napadł ją; ona w boskie gdy wpadła objęcie,
Z obu stron buchta w górę fala purpurowa
I wzdąwszy się sklepieniem przed ludźmi ich schowa.
Z miłosnego uścisku gdy panna się cuci,
Dłoń jej ściska i takie słowa bożek rzuci:
"Chwała ci za ten uścisk rozkoszy jedyny;
Rok nie przejdzie, a dzielne urodzisz mi syny.
Z niebiany dzielić łoże jest błogosławieństwem.
Opiekuj się jak matka tych chłopiąt maleństwem,
A teraz idź do domu, nie mów nic przed nikiem,
Żeś była z Pozejdonem, wielkim mórz władnikiem."
Rzekł i wskoczył, a fala nakryła go wzdęta.
Tyro, zaszedłszy w ciąży, powiła bliźnięta:
Peliasa i Neleja. Tak jeden, jak drugi
Wyszli z czasem na dzielne Kronionowe sługi.
Pelias siedział na Jolku, sławnym z owiec chowu,
A Nelej na Pylosie. Innych synów znowu
Powiła Kretejowi ta królewska żona,
Jak Ezona z Feresem, toż Amytanona.

Po niej jam Antyjopę ujrzał krasawicę,
Chełpiącą się, że z Zewsem dzieliła łożnicę,
Że dała mu Amfiona i Zeta, co z czasem
Siedmiobramny gród Tebów wznieśli, murów pasem
Obwiedli: gdyby bowiem murów tych nie było,
Nie mogliby obronić Tebów własną siłą.

Po niej przyszła Alkmena, żona Amfitriona,
Którą Zews pochwyciwszy w miłosne ramiona,
Spłodził z nią Heraklesa, męża serca lwiego.
Jawi się i Megara, córka zuchwałego
Krejona, za maź dana Amfitryjonidzie,
Co słynął niezłomnością.

Wraz i matka idzie
Edypa, Epikasta, sławna strasznym czynem,
Gdyż w obłędzie dzieliła loże z własnym synem,
Co ojca swego zabił. Bóstwa im na psotę
Przed ludźmi kazirodną wykryły sromotę.
Choć Edyp w pięknych Tebach Kadmeami rządził,
Wyrok bogów na pasmo zgryzot go osądził,
Ona zaś w Hades poszła, gdy z rozpaczy wielkiej
Uwisła w zadzierzgniętym powrozie u belki;
A tak na syna głowę zwaliła te nędze,
Jakich skrzywdzonej matce dostarczyły Jędze.

Widziałem także Chloris, piękność znamienitą,
Drogimi podarkami Neleja podbita.
Ona z cór Amfionowych, który w Orchomenie,
Grodzie Miniów, panował, najmłodsze stworzenie.
Jako pani Pylosu, a Neleja żona,
Powiła mu dzielnego Nestora, Chromiona,
Potem Perikiimena; w końcu przyszła Pera,
O którą rój sąsiednich kniaziów się napiera.
Lecz Nelej li takiemu da ją, jeśli jaki
Znajdzie się, co u króla Ifikla z Filaki
Stado krów krętorogich uwiedzie spod straży.
Sęk twardy, jednak pewien wieszczek się odważy
I rusza. Ale bóstwa snadź mu nie sprzyjały,
Gdyż schwytan przez pastuchy, jęczał czas niemały
W więzach i tak dni wiele przesiedział zamknięty,
Aż gdy rok dobiegł kresu, kazał zdjąć mu pety
Król Ifikles, w nagrodę, że wieszczek objawił
Przyszłość mu. Snadź tak Kronion wolą swoją sprawił.

Po niej żona Tyndara, Leda, się zjawiła.
Ta mężowi dwóch dziarskch chłopaków powiła:
Kastora, co najdziksze ujeżdżał rumaki,
Polideuka, co bił się Sławnie na kułaki.
Obadwaj dotąd żyją w karmiącej nas ziemi,
Gdyż pod ziemią uzacnił Zews ich przed innemi.
Dzień przeżywszy mrą w drugim, i tak wciąż koleją
Mrąc i żyjąc, jak bogi w chwale swej jaśnieją.

Ifimedę, Aleja żonę, też widziałem,
Pyszną, że się Pozejdon kochał w niej z zapałem -
Dwa syny mu powiła, lecz ci zmarli młodo:
Otosa i Efialta, głośnych swą urodą,
Gdyż ród ludzki przerośli ciał swoich długością,
A krom Oriona nikt im nie sprostał pięknością.
W dziewięciu bowiem leciech mierzyły ich bary
Dziewięć łokci, a znowu dziewięć sążni miary
Miał z nich każdy co najmniej, od czuba po stopy.
Nie darmo samym bogom groźnymi te chłopy
Stali się, chcąc przebojem w olimpijskie progi
Wtargnąć i roznieść wojny, mordy i pożogi.
I spełniliby, gdyby nie ich wiek zielony.
Lecz syn Zewsa, z prześlicznej Lety urodzony,
Obu grotem ustrzelił, nim jeszcze puch młody
Zasiał się i zacienił skronie im i brody.

Po niej nadeszła Fedra, Prokris i Ariadna,
Ta zgubnego Minosa córa dziwnie ładna,
Którą ongi Tezeusz, gdy z Krety ostrowu
Chciał do Aten uwozić, zbył swego połowu,
Gdyż na wysepce Dii Artemis ją grotem
Swym ubiła, jak świadczył Dyjonizos o tem.
Więc Majra i Klimena, toż pełna sromoty
Przyszła i Eryfila, co za stroik złoty
Sprzedała swego męża. Już mi niepodobna
Wszystkie zwać po imieniu, opisać z osobna
Te sławnych bohaterów i dziewki, i żony,
Bo i nocy by brakło [...]


Tejrezjasz przepowiada przyszłość (w tym i okoliczności śmierci) Odyseusza

"Cny Odysie! Ty wrócić chciałbyś na okręcie
Do domu - lecz bóg jeden stoi ci na wstręcie;
Od gniewu Ziemioburcy nikt się nie wymiga:
Tyś mu syna oślepił - więc zemstą cię ściga.
A jednak wrócisz kiedyś w domowe pielesze;
Hamuj tylko sam siebie i druhów twych rzeszę,
Bo gdy przez rozhukane burzą morskie szlaki
Przybijesz łodzią swoją do wyspy Trynakii,
Ujrzysz tam jałowice tuczne na rozłogu,
Pasące się na chwałę słonecznemu bogu.
Jeślibyś je oszczędził, pomny mej przestrogi,
Może byś wrócił kiedy z trudem w ojców progi.
Lecz jeśli nie oszczędzisz, zginą twoi męże,
Zginie okręt, acz ciebie zguba nie dosięże.
Przecież późno, jak nędzarz, wrócisz bez drużyny,
Cudzym statkiem, a w domu zastaniesz ruiny,
Zuchwalców, co twe mienie i dostatek trwonią,
Co za twoją małżonką podarkami gonią.
Lecz ty przyjdziesz, ukrócisz harde zalotniki:
Naprzód chytrym fortelem pomieszasz im szyki,
Potem miecz twój w krwi gachów po jelce się zbroczy.
Co gdy spełnisz, weź wiosło, idź z nim w świat za oczy
Szukać ludzi, którzy nic o morzu nie wiedzą,
Którzy nie osoloną strawę zwykle jedzą,
Długowioślanych łodzi też nie znają wcale
Ni wioseł, istnych skrzydeł muskających fale.
Lecz abyś się nie zmylił, określę dokładnie:
Jeśli ktoś w obcej ziemi, widząc cię, zagadnie,
Że na barkach łopatę dźwigasz, złóż to brzemię
I wygładzone wiosło natychmiast wbij w ziemię,
A sam do Pozejdona módl się; mórz władyka
Niech ma obiatę z kozła, toż z wieprza i byka.
Po czym wrócisz i bogom dasz hojne ofiary
Zamieszkującym niebios niezmierne obszary,
A wszystkim po kolei. Na koniec przez morze
Przyjdzie śmierć, aby lekko, gdy starość cię zmoże,
Zabrać z sobą, spośrodka narodu i drużby
Przez cię uszczęśliwionej. Niemylne to wróżby!"


Rozmowa Odyseusza z matką

[...]
Jam został sam nad dołem; minął czas niedługi,
Aż przyszła matka moja pić z tej krwawej strugi;
Poznała mię i smutną powitała mową:

"Synu, jakżeś się dostał w tę noc Hadesową,
Kiedyś żyw? Warn, żyjącym, strach patrzeć na one
Srogie rzeki wałami wzdętymi pędzone,
Najbardziej na Okean, którego nie zbrodzi
Nikt a nikt pieszo, chyba w wydrążonej łodzi.
Czyś ty się tu zabłąkał wracając ze swymi
Na okręcie spod Troi drogami błędnymi?
Czy dotąd nie widziałeś ni domu, ni źony?"
Tak pytała; jam na to, do głębi wzruszony:
"0 matko! jam z potrzeby wszedł w te kraje blade,
By ducha Tejrezjasza zapytać o radę.
Jeszczem ani w Achai nie był, ni w Itace,
A tylko na włóczędze ciągłej żywot tracę,
Odkąd z Agamemnonem pod tabunną Troję
Wyszedłem staczać krwawe z Trojańcami boje.
Lecz mów mi szczerą prawdę, o matko kochana!
W jakiż sposób napadła cię śmierć nieprzespania?
Zjadłaż ciebie choroba? Czy łuczniczka ona,
Artemis, lekką strzałę wbiła ci do łona?
Mów o ojcu, o synie moim, co zostali:
Czy godność moją dzierżą, czyli też ją zdali
Komu z mężów, zwątpiwszy, czy żyję na świecie
Powiedz: co tam małżonka moja myśli przecie?
Siedziż jeszcze przy synie i z nim gospodarzy
Czy poszła za którego z achajskich mocarzy?"

Tak pytałem, a matka rzekła w odpowiedzi:
"0na zawsze stateczna sercem, dotąd siedzi
W zamku twym, gdzie dnie wszystkie śród tęsknej żałoby
Płyną jej, a na płaczach schodzą nocne doby.
Godności twej nikt nie wziął, a królewskie włości
Telemach zawsze trzyma, uprawia w cichości;
Czasem na ucztę sprasza, jak czynić należy
Temu, który najwyższą władzę w kraju dzierży,
A sam bywa zapraszan. Rodzic twój na łanie
Osiadł sobie i w mieście nigdy nie postanie.
?oże jego nie świeci makatą tam żadną
Ni chlenami; na zimę ma izbę czeladną,
W której sypia; zazwyczaj na ziemi w popicie
Kładnie się przy ognisku i łachman podścielę.
W łagodniejsze zaś lato i jesień owocną
Rad chodzi po winnicach sypiać porą nocną,
Kędy sobie ze suchych liści łoże mości.
A nim zaśnie, wciąż duma o losów srogości
Sprzysiężonych na ciebie - i w serce się wpija
Nowy ból, a lat ciężar do reszty zabija.
Tak i mnie schnącą z żalu śmierć w końcu zabrała,
Synu, mnie nie zabiła Artemidy strzała,
Co tak niespodziewanie i łekko przeszywa;
Mnie nie zjadła choroba, co duszę wyrywa
Z ciała bólem żartego, tylko, drogie dziecię,
Ciągła tęskność za tobą wyssała mi życie."

Tak rzekła. We mnie wrzała chęć niepowściągniona
Marę matki nieboszczki pochwycić w ramiona.
Trzykroć chciałem ją objąć, myśląc, że przygarnę,
Trzykroć umkła mi z ręku i znikła jak marne
Senne widmo, a serce i rwie się, i goni
Tym gwałtowniej. Więc rzekłem tymi słowy do niej:

"0 matko, nie brońże mi rozkoszy uścisku!
Czemuż się nie uściskać w tym cieniów siedlisku!
Niechby serca strapione w łzach zmieszanych razem
Ulgę sobie znalazły. A może obrazem
Złudnym tak Persefona przede mną majaczy,
Bym poznał całą bezdeń mej nędzy tułaczej?"

Rzekłem, a matka słowy zakwili tkliwemi:
"Synu, najnieszczęśliwszy z ludzi na tej ziemi!
Nie zwiodła cię tym widmem groźna Persefona,
Lecz takim jest człek każdy, gdy życia dokona,
Kiedy ciała i kości z sobą nic nie sprzęga;
Wszystko strawi płomieni niszcząca potęga,
Odkąd z białymi kośćmi życie się rozbrata,
A dusza jak sen lekka w otchłanie ulata.
Teraz na świat powracaj i w pamięci żywej
Chowaj to! Kiedyś żonie opowiesz te dziwy."


nawiązanie do przepowiedni Tejrezasza

Więc Odysej tak mówił do małżonki swojej:
"Oj, jeszcze wiele przeszkód na drodze mi stoi!
Trzeba walczyć; robota ogromna mię czeka
I wiele niebezpieczeństw; sprawa to nielekka!
Niegdyś duch Tejrezjasza to mi przepowiadał,
Kiedym w gmachy Aisa zaszedł, wieszcza badał
O własną moją dolę i mych towarzyszy.
Lecz pora iść do łoża, aby w nocnej ciszy
Na wygodnej pościeli błogiego snu zażyć."

Roztropna Penelopa zaczęła znów gwarzyć:
"?oże wnet ci pościelą, skoro to żądanie
Twoim jest, gdy raczyli wrócić cię niebianie
W dom twój własny, na ziemię ojczystą, rodzinną.
Lecz bogi cię natchnęły myślą jakąś inną;
Wspomniałeś coś o walce - choć dowiem się o tem
Później, to wolę wiedzieć zaraz niźli potem."
Na to odrzekł jej Odys: "Moja ty niebogo!
Czemu chcesz gwałtem wiedzieć tę prawdę złowrogą?
Słuchaj! Wszystko opowiem, co kiedyś się zdarzy -
Ciebie to nie pocieszy, a i mnie nie płazy.
Wiedz zatem, że mi kazał iść w dalekie ziemie
Obcych ludów i w ręku dźwigać wiosła brzemię,
Póki ludzi nie znajdę, którzy nic nie wiedzą
O morzu, którzy strawę niesoloną jedzą,
Czerwonodziobych łodzi nie znają też wcale
Ni wioseł, istnych skrzydeł muskających fale.
Więc abym się nie zmylił, tak mi rzekł dokładnie:
Że jeśli kto śród obcych, widząc mię, zagadnie,
Czy na barkach łopatę dźwigam, zaraz brzemię
Złożę i wygładzone wiosło wbiję w ziemię.
A Pozejdon ode mnie, wielki mórz władyka,
Dostanie na obiatę wieprza, kozła, byka.
Po czym wrócę i sute dam bogom ofiary
Zamieszkującym niebios niezmierne obszary
I innym po kolei. Na mnie zaś przez morze
Przyjdzie śmierć i zagrabi, gdy starość mię zmoże,
Spośrodka moich ludów, którym szczęście dałem.
Oto masz, co z proroczych ust wieszcza słyszałem."
Na to mu Penelopa: "O, jeśli bogowie
Dadzą żyć długie lata i dadzą ci zdrowie,
Ufajmy, że po smutkach szczęście się przymili."
Taką tam między sobą rozmowę toczyli.
Tymczasem Eurykleja z klucznicą co żywo
Ścielą łoże, do słania świeci im łuczywo.
A gdy z miękkich kobierców usłali już łoże,
Starka odeszła na noc spać w swojej komorze,
Eurynoma zaś, jako straż sypialni miała,
Szła naprzód i pochodnią państwu przyświecała.
Zawiódłszy ich, odeszła. A tak stadło one
Znalazło się w swym dawnym łożu połączone.
Telemach spał po pląsach, wolarz z świnopasem
Poszli spać i kobiety miłym się wywczasom
Pokrzepiały - co żyło, usnęło w zamczysku.

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza