Mity i opowieści w eposach Homera - Iliada
Agamemnon wysyła posłów do Achillesa z przeprosinami
[...]
Agamemnon w namiocie swoim stół zastawia
I najcelniejszym wodzom wdzięczną ucztę sprawia.
Nikt sobie tam smacznego pokarmu nie szczędził,
A gdy głód i pragnienie każdy już odpędził,
Starzec, z mądrych mający rad powszechną sławę,
Gorliwy o narodu achajskiego sprawę,
Zaczął swoje wykładać myśli w tym sposobie:
"Królu, od ciebie zacznę i skończę na tobie.
Ciebie Jowisz na czele narodów posadził,
Dał ci berło i prawa, żebyś o nich radził.
Zdania więc pierwszość zawsze przy tobie zostaje.
Ale kiedy kto inny dobrą radę daje,
Słuchać jej powinieneś, a w uważnym względzie
Objąwszy rzeczy, przyjąć to, co lepsze będzie.
Ja wszystko powiem szczerze, podług przekonania,
I sądzę, że tu nie da nikt lepszego zdania.
Nie dziś je mam dopiero, ale wtedy jeszcze,
Bo klęski przeczuwało we mnie serce wieszcze,
Gdyś, królu, wzięciem branki Achilla rozżalił.
Nikt natenczas postępku twojego nie chwalił.
Ja cię wstrzymać od tego chciałem przedsięwzięcia,
Lecz ty, słuchając dumnej wielkości natchnięcia,
Obraziłeś rycerza, którego czczą bogi,
I dziś jeszcze w namiocie masz jego łup drogi.
Myślmy, jak by w nim zmiękczyć można gniew surowy
Przez miłe upominki, przez słodkie namowy."
Na to król: "Mądry starcze, zawszem prawdę cenił
I wdzięcznie to przyjmuję, żeś mój błąd wymienił.
Precz ode mnie nikczemne grzechu pokrywanie!
Mąż, którego czci Jowisz, sam za wojsko stanie.
Jak tego uczcił, srodze zgromiwszy Achiwy!
Ale kiedy zgrzeszyłem przez gniew popędliwy,
Chcę go znowu mnogimi złagodzić ofiary;
Wymienię je przed wami, oto moje dary:
Dziesięć talentów złota, siedm trójnogów czystych,
Dwadzieścia naczyń, koni dwanaście ognistych
I w polu zwycięskimi wsławionych zawody -
Nie byłby ten ubogi, co by te nagrody,
Co by to wszystko złoto w swvch ręku posiadał,
Które mnie koni moich zwycięski bieg nadał -
Siedm dziewcząt zaleconych przemysłem i ciałem,
Które, gdy podbił Leshos, dla siebie wybrałem,
Przenoszące pięknością cały ród niewieści.
A między nimi wzięta Bryzeis się mieści;
I zaklnę się największą przysięgą na świecie,
Żem nigdy nie obraził wstydu w tej kobiecie.
To wszystko zaraz weźmie, lecz niech się ukoi.
A jeśli nam pozwolą bogi dobyć Troi,
Kiedy zdobytych łupów będziem czynić działy,
Miedzią i złotem okręt wyładuje cały.
Dwadzieścia z nim Trojanek najpiękniejszych wsiędzie
To jest, co najpierwszego po Helenie będzie.
Gdy nas wróconych ujrzy ojczysta kraina,
Za zięcia go przybieram, uczczę go jak syna,
Nie różnię go z chowanym w dostatkach Orestem.
Chryzotema z cór pierwsza, których ojcem jestem,
Ifigenija druga, trzecia Laodyka:
Niech wybierze, bez opłat ślub ten go potyka.
Owszem ja mu dam posag; nikt tak nie obdarzył
Swej córy, gdy jej związki małżeńskie kojarzył.
Siedm pięknych miast ode mnie wianem odziedziczy,
W nich Kardamila, Hira wesoła się liczy,
Enopa, możne Fery, Anteja zielona,
Miła Epeja, Pedaz płodny w winogrona;
Wszystkie nad morzem leżą, przy Piłach piaszczystycr
Od ludów zamieszkałe w trzody zamożystych.
Czcić go będą jak Boga, darami bogacić
I królowi swojemu winny pobór płacić.
Otrzyma on to wszystko, lecz niech się nic sroży,
Niechaj się da ubłagać i gniew z serca złoży.
Pluton sam niezbłagany, pan piekielnych progów,
Stąd najnienawistniejszy ludziom z wszystkich bogów
Niech mi przecież ustąpi; wszakże mię i władza,
l wiek mój posuniony wyżej niego sadza."
"Przemożny królu - Nestor odzywa się stary -
Wielkiej ceny przeznaczasz dla Achilla dary.
Wymieńmy zatem wodzów, by ci bez odwłoki
Do rycerza spiesznymi udali się kroki.
Ja powiem, byle nie był wybór mój daremny:
Niech Feniks ich prowadzi, on bogom przyjemny;
Z nim Ulisses wymową, Ajaks sławny dzidą
I dwaj woźni, Eurybat i Hody, niech idą.
Dajcie wody na ręce, nakażcie milczenie,
Może się skłoni Jowisz na nasze westchnienie."
Mądry 'wybór Nestora cała rada chwali.
Zaraz woźni na ręce wody im nalali,
A puchary, w kwieciste ustrojone wieńce,
Pełne wina, roznoszą między nich młodzieńce.
Gdy bogom należyte oddali ofiary
I sami do dna z winem spełnili puchary,
Posłowie się do swojej zabierają drogi.
Nestor głosem i ręką daje im przestrogi,
Najbardziej zaś Itaki króla upomina,
Aby zmiękczył Peleja zawziętego syna.
Idą brzegiem, szumnymi szturmowanym wały,
I boga, co swym berłem świat ogarnia cały,
Proszą, by mogli skłonić w gniewie duch zacięty.
Wkrótce przyszli, gdzie stały Ftyjotów okręty.
Zastają zabawnego graniem bohatyra;
Odzywała się w ręku jego wdzięczna lira -
?up ten, gdy Teby zdobył, znój jego nagrodził -
Śpiewał rycerskie dzieła, tak swe bóle słodził.
Patrokl, siedząc naprzeciw, nadstawuje ucha
I w milczeniu do końca jego pienia słucha.
A wtem posłowie wchodzą, Ulisses na czele,
Stają przed bohatyrem. Zadziwiony wiele,
Rzucił lirę i z miejsca natychmiast wyskoczył.
Wstał i Patrokł zdumiony, skoro wodzów zoczył.
"Czyli was tu potrzeba, czyli przyjaźń trudzi -
Rzekł ściskając ich Pelid - miłych witam ludzi;
Choć jestem zagniewany, was uważam przecie
Jako moich najdroższych przyjaciół na świecie."
To mówiąc do namiotu swojego wprowadza
I na krzesłach purpurą okrytych posadzą.
Zaraz do Menetego odzywa się syna:
"Największy mi dzban przynieś, nie oszczędzaj wina,
Niechaj czasza przed każdym napełniona stoi;
Przyszli do mnie najlepsi przyjaciele moi."
Na te słowa czym prędzej Patrokl się zawinie.
Pelid stawia do ognia głębokie naczynie,
Kładzie w nie wielkie sztuki kozy i barana,
Mieści się i ćwierć wieprza, tłustością oblana.
Automedon wstrzymywał mięso, Pelid siekał
I porąbane sztuki na rożny nawlekał.
Patrokl wielki podnieca ogień silnym tchnieniem;
A gdy już konającym iskrzył się płomieniem,
Solą mięso potrząsa, węgle rozpościera
I obciążone rożny na głazach opiera.
Skoro się zaś upiekło wszystko jak potrzeba,
Z pięknych koszów wykłada Patrold sztuki chleba,
Achilles mięso dzieli, siedząc z drugiej strony
Przeciw miejscu, gdzie siedział Ulisses wsławiony.
Lecz i wezwanie bogów nie wyszło z pamięci,
Dla nich Patrokl pierwiastki mięsa w ogniu święci.
Im zgotowana uczta do smaku przypadła.
A kiedy już dość mieli napoju i jadła,
Ajaks ostrzegł Feniksa; na to Itak czekał,
Nalał wina i rzeczy zagaić nie zwlekał:
"Bądź szczęśliwy, Achillu! Uczty nam nie braknie,
I u Atryda mamy, czego serce łaknie,
l od ciebie przyjęci jesteśmy tak hojnie.
Lecz można li się ucztą dziś bawić spokojnie?
Wielkiej, bogów kochanku, lękamy się klęski;
Jeśli nie błyśnie w twojej ręce miecz zwycięski,
Nie wiem, czy zginie flota, czyli się ocali.
Już ze sprzymierzeńcami Trojanie zuchwali
Obozem nawy nasze otaczają z bliska,
Ogień ich przed greckimi namiotami błyska;
Grożą, iż do okrętów przedrą się ich roty.
Jowisz pomyślne znaki daje im przez grzmoty.
Hektor, szczęściem nadęty, miota się zażarcie,
A czując, że od władcy pioruna ma wsparcie,
Ni się na ludzi, ni też na bogów ogląda.
Wściekły, wejścia Jutrzenki jak najprędzej żąda,
Ażeby do ostatniej przywiódł nas żałoby.
Mówi, ze z naw przepyszne pozdziera ozdoby,
Płomieniem nasze zniszczy okręty, a razem
Zdumione Greki w dymie wytępi żelazem.
Lękam się, żebym skutku tych gróźb nie obaczył
I żeby nam okrutny -wyrok nie przeznaczył
Daleko od ojczyzny tu zginąć pod Troją.
Wstań więc, i choć nierychło, zbaw nas ręką twoją,
Uskrom zuchwałych Trojan w szalonym zapędzie.
Gdy złe już dojdzie kresu, lekarstwa nie będzie,
Po zgubie ból uczujesz, lecz późna ta żałość,
Uprzedź więc dzień okropny i daj Grekom całość.
Ach, przyjacielu, wspomnij na ojca przestrogę,
W sam dzień, gdy cię wyprawiał do Atryda w drogę.
"Synu - rzekł - jeśli zechce Juno i Pallada,
Ich łaska bohatyrską odwagę ci nada.
Ty hamuj dumne serce i umysł niezgięty;
Lepsza ludzkość, silniejsze dobroci ponęty.
Chroń się zaciekać w gniewie, który wiele szkodzi;
Tak cię będą poważać i starzy, i młodzi."
Lecz upomnienia ojca wyszły ci z pamięci.
Uspokój się choć teraz, uśmierz się w niechęci,
Niechaj rozum nad serca zapałem przemaga.
Agamemnon drogimi darami cię błaga;
I byś tylko cierpliwie wysłuchać mię raczył,
Powiem, jakie ci dary dopiero przeznaczył.
Dziesięć talentów złota, siedm trójnogów czystych,
Dwadzieścia naczyń, koni dwanaście ognistych
I zwycięskimi w polu wsławionych zawody -
Nie byłby ten ubogi, co by te nagrody,
Co by to wszystko złoto w swych ręku posiadał,
Które mu koni jego zwycięski bieg nadał -
Siedm dziewcząt zaleconych przemysłem i ciałem,
Które, gdyś podbił Lesbos, wziął dla siebie działem,
Przenoszące pięknością cały ród niewieści,
A między nimi wzięta Bryzeis się mieści.
I zaklnie się największą przysięgą na świecie,
Że nigdy nie obraził wstydu w tej kobiecie.
To masz zaraz, jak tylko gniew twój się ukoi.
A jeśli nam pozwolą bogi dobyć Troi,
Kiedy zdobytych łupów będziem czynić działy,
Miedzią i złotem okręt wyładujesz cały.
Dwadzieścia z tobą Trojek najpiękniejszych wsiędzie,
To jest, co najpierwszego po Helenie będzie.
Gdy wrócim, coś większego masz jeszcze w ofierze,
Uczci cię jako syna, za zięcia przybierze.
Różnicy między tobą i Orestem nie ma.
Rośnie mu trzy cór pięknych: jedna Chryzotema,
Ifigenija druga, trzecia Laodyka,
Sam wybierzesz, bez opłat ślub ten cię potyka,
Owszem ojciec da posag; nikt tak nie obdarzył
Swej córy, gdy jej związki małżeńskie kojarzył.
Siedem miast zięć od niego wianem odziedziczy,
W nich Kardamila, Hyra wesoła się liczy,
Enopa, możne Fery, Anteja zielona,
Miła Epeja, Pedaz płodny w winogrona;
Wszystkie nad morzem leżą, przy Piłach piaszczystych,
Od ludów zamieszkane w trzody zamożystych.
Będą cię czcić jak Boga, darami bogacić
I królowi swojemu winny pobór płacić.
Takie, skoro gniew złożysz, czyni ci ofiary.
A jeślić nienawistny król i jego dary,
Ulituj się nad Greki w nieszczęściu tak srogiem,
Ty sam będziesz ich zbawcą, ty będziesz im bogiem.
Oto dzień wielkiej chwaty, oto właśnie pora,
Kiedy trupem szczęśliwie położysz Hektora.
Sam się pod oręż stawia w szalonym zapale,
Sam pod oczy przychodzi, chlubiąc się zuchwale,
Że mu żaden z rycerzy greckich nie jest równy."
Pelid tak odpowiedział: "Ulissie szanowny!
Ja wam szczerze wyłożę czucia mojej duszy
I to powiem, od czego nic mię nie poruszy:
Abyście, przedsięwzięcia mojego pamiętni,
Więcej dla uszu moich nie byli natrętni.
W równej mam nienawiści z piekłem obłudnika,
W którym chytrze odbiega serce od języka.
Otwieram więc myśl moje, i król wasz daremnie,
I kto z Greków rozumie, że ją zmieni we mnie.
Nie ma tu ceny męstwo, za nic krwawe znoje.
Czy kto z nieprzyjacielem ciągłe toczy boje
I szuka niebezpieczeństw, czy podle tył poda,
Dla obu tu cześć jedna i jedna nagroda.
Jednak rycerz i gnuśnik równie legną w grobie.
Za tyle prac i znojów cóżem zebrał sobie?
Com zyskał, w każdym boju mogąc paść bez duchu?
Jak ptaszek, mając dzieci w miękkim jeszcze puchu,
Szuka żeru, o sobie dla nich nie pamięta,
Byleby tylko lube pożywił pisklęta,
Tak ja w nocach bezsennych cięźkiem znosił trudy,
We dnie się z walecznymi potykałem ludy,
Brodziłem ustawicznie we krwi nieznużony,
Piersi moich za wasze nadstawiając żony.
Dwanaście miast dobyłem z okręty mojemi,
Jedenaściem ich pieszy zwalił na tej ziemi;
Wziąłem łupy, mogłem się zbogacić niezmiernie,
Lecz wszystko Atrydowi oddawałem wiernie.
Siedząc przy flocie, z mojej pracy się nadymał,
Mało rozdał, a więcej dla siebie zatrzymał.
I królom też udzielał trochę z tej zdobyczy;
Każdy przecież, co dostał, spokojnie dziedziczy.
Mnie skrzywdził! Wziął mi żonę, kochanie serdeczne!
Niech na niej spełnia gwałtem swe żądze wszeteczne!
Skąd przeciwko Trojanom wszczął się pożar wojny?
Dlaczego Agamemnon ściągnął tu lud zbrojny?
Czyż nie dla wyrządzonej Helenie ohydy?
Samiź tylko swe żony kochają Atrydy?
Każdy poczciwy kocha swoje sercem stałem,
Jak ja tę, choć w niewoli będącą, kochałem.
Raz łup wziął, raz mię zdradził, próżne teraz żale,
Próżno mię szuka podejść, znam go doskonale.
Niech z wodzami, niech z tobą radzi, Ulissesie,
Jak odeprzeć te ognie, które Troja niesie.
Niemałych on beze mnie już dokazał rzeczy:
Mur wyniósł, rów wykopał dla Trojan odsieczy,
Jeszcze palami szańce nasrożył dokoła.
Przecież i tak Hektora zatrzymać nie zdoła.
Dopókim ja na czele Greków na plac chodził,
Hektor, od murów z dala, potyczki nie zwodził;
Pod bramą stał i bukiem, raz na mnie zaczekał,
Ale gdym się przybliżył, natychmiast uciekał.
Już ja na niego więcej nie jestem zawzięty,
Z pierwszą jutrzenką spycham na morze okręty.
Gdy z bogami Jowisza świętym uczczę darem
I wyładuję nawy kosztownym ciężarem,
Obaczysz je, gdy zechcesz, na płynnej przestrzeni
I jak od gęstych wioseł morze się zapieni.
A jeśli Neptun dobrą żeglugę dać raczy,
Ojczystą ziemię nota za trzy dni obaczy.
Niemałem ja bogactwa u siebie zostawił,
Gdym się, za złym wyrokiem, w te strony wyprawił.
Stąd prac moich nabytek, wezmę zbiory liczne,
Złoto, miedź i żelazo, i branki prześliczne.
Co dał Atryd, to wydarł przez krzywdę nieznośną.
Odnieścież mu odpowiedź otwartą i głośną,
Niech lud słyszy i sarknie na czyn tak ohydny.
Zawsze o zdradzie myśli ten człowiek bezwstydny.
Z mego przykładu każdy niech się ma na straży.
Choć bezczelny, w oczy mi spojrzeć się nie waży!
Nic z nim spólnego nie mam, ni w czynach, ni w radzie,
Raz mię podszedł, na jednej niech przestaje zdradzie.
Jaz w upadku tyrana tego będę krzepił?
Niech leci na swą zgubę! Jowisz go zaślepił!
Gardzę jego osobą i brzydzę się dary.
Gdyby tu stokroć większe czynił mi ofiary
Nad to, co ma i jeszcze co będzie posiadał,
Gdyby mi skarby wszystkie Orchomenu składał
Albo które w stubramnych Teb liczą się mieście,
Gdzie w pole każdą bramą idzie mężów dwieście,
Koni i wozów liczne prowadząc szeregi;
Gdyby mi, ile piasku morskie mają brzegi,
Tyle przynosił złota, skłonić mię nie zdoła;
Tak wielki gwałt o karę należytą woła!
Mnież by z Agamemnonem jeszcze krew łączyła!
Jaz bym wziął jego córkę! Choćby równą była
Minerwie przez swój dowcip, Wenerze przez wdzięki,
.Nigdy z jej ręką Pelid nie złączy swej ręki.
Tak wiele jest ode mnie zamożniejszej młodzi,
Z nich sobie weźmie zięcia, lepiej się z nim zgodzi.
Jeśli mię Bóg zachowa i w domu osiędę,
Z rąk ojca kochanego małżonkę mieć będę.
Są we Ftyi, w Helladzie, prześliczne niewiasty,
Córy królów, możnymi władających miasty,
Z tych sobie towarzyszkę dni moich wybiorę,
A gardząc dymem sławy, za którą dziś gorę,
Z kochaną żoną będę przepędzał wiek słodki,
Używając spokojnie, co zebrały przodki.
Życie cenię nad wszystko; choćbyś odziedziczył
Bogactwa, które Troi lud zamożny liczył,
Nim tu Grecy przynieśli wojny pożar srogi,
Lub co marmurowymi ozdobiona progi
W Delfach zamyka Feba świątynia szanowna,
Wszystko się to z szacunkiem życia nie porówna.
Jedne straciwszy, w drugie zamożesz się zbiory,
(20 Nowe pozyskasz sprzęty, stada i obory;
Dusza się nie powróci, nikt się nie doczeka,
Aby na nowo przyszła ożywiać człowieka.
Matka rzekła, wód morskich pani srebrnonoga,
Że do śmierci dwojaka prowadzi mię droga:
Jeśli będę z Trojany walczył ręką dzielną,
Nie wrócę się, lecz zyskam chwałę nieśmiertelną;
Zaszczyt ten utracony, gdy w domu osiędę,
Ale śmierć moja późna, długi wiek żyć będę.
I drugim Grekom radzę powrócić do domu;
Nie legnie od -waszego Ilijon pogromu.
Ma Troja wojska mężne, Jowisz jej obrońca;
Nigdy wy pracy waszej nie ujrzycie końca.
Nieścież odpowiedź wierną, jak posłom przystoi,
Że Pelid nigdy gniewu swego nie ukoi,
Że trwały w przedsięwzięciu. Przez inną więc radę
Niech oddalą od wojska i floty zagładę,
Bo na mnie rachowali wcale bezrozumnie.
Feniks niech tu zostanie i nocuje u mnie.
Jutro na okręt ze mną wsiędzie, gdy stąd ruszę,
Lecz jeżeli sam zechce, bo go nie przymuszę."
Skończył, a na te słowa oniemiały posły.
Zdziwiła ich odmowa i ton tak wyniosły.