| | | |
|
|
Adam Jarzębski
Gościniec albo opisanie Warszawy
Nuż sala, gdie komedyje
Odprawują, tragedyje;
Jeśliś widział, przyznasz mi to,
Postawiona znamienito.
Tam wesela odprawują,
Włoskie skoki wyprawują;
Dla tych theatrum cudowne
Z perspektywami budowne
Stoi, zacne, z kolumnami
Nie widziane między nami.
Jedne kunszty na dół schodzą,
Wagami do góry wchodzą;
Drugie szruby obracają,
W mgnieniu oka zaś zwracają;
Czynią z chmurami ciemności,
Potym światłość przyjemności;
A pod wierzchem niebo własne,
Z obłokami, zda się jasne,
Słońce, miesiąc i z gwiazdami,
Niebieskimi planetami.
Tam ujrzysz piekło straszliwe,
I morze zdać się burzliwe,
Na którym podczas pływają
Syreny morskie, śpiewają;
A na batach jeżdżą po niem;
W takim morzu nie utoniem.
Jedni się z nieba spuszczają,
Drugich z ziemie wypuszczają,
Trzeciemu się otworzyło
Drzewo, zaraz się stworzyło,
W którym osoba stojała,
Żadnych się trwóg nie bojała;
Potym onoż drzewo srogie
Otworzy klejnoty drogie,
Wyskoczy piękna osoba,
Śpiewając (anielska doba!)
Na theatrum wdzięcznym głosem,
Ubrany, z trefionym słosem.
Potym k niemu jedni wyszli,
Za nim też i drudzy przyszli,
Odprawując komedyją
Śpiewaniem a melodyją
Sztuczną, jakby rozmawiali
Sobie i zaś przymawiali.
W klawicymbał pięknie grają,
Nogi im po włosku drgają
Kagańców rzecz niezliczona,
A na gankach naznaczona
Pewna minuta starszego,
Nad muzykami pierwszego:
Krórym jako gdy rozkaże
Abo im znakiem pokaże,
W skrzypki rzną intermedia,
Aż się skończy komedyja.
|