Login:
Hasło:
zapomniałem hasło
zarejestruj się
skórka:
Baza Wiedzy

Śluby panieńskie Akt 1 II (Aleksander Fredro)

Akt I

Aleksander Fredro - Śluby panieńskie


Akt I (c.d.)


SCENA SZÓSTA




Albin; Aniela, KIara wchodzą przed ostatnim wierszem z prawych
drzwi środkowvch.



KLARA
cicho stanąwszy przy Albinie
Po raz pierwszy, drugi, trzeci!
Na wezwanie takie dzielne,
Powtórzone po trzy razy,
Nawet duchy nieśmiertelne,
Jak posłuszne ojcu dzieci,
Porzucając ciemne cele,
Stają władźcy brać rozkazy.
Mogęż spóźnić przyjście moje?
Otóż jestem, otóż stoję.


ALBIN
całując w rękę
Ach!


KLARA
Nic więcej?


ALBIN
To tak wiele!
Klara śmieje się.
Po krótkim milczeniu

Ach, urągasz miłości.


KLARA
śmiejąc się
Urągam? - broń Boże!


ALBIN
Twoje serce bez czucia.


KLARA
Lwie, tygrysie może?


ALBIN
Nikt go zmiękczyć nie zdoła.


KLARA
Nie każdy, to pewnie.


ALBIN
Ja tak kocham.


KLARA
A ja nie.


ALBIN
Ja płaczę tak rzewnie.


KLARA
Ja się śmieję.


ALBIN
Okrutna! - Poznasz mnie po stracie.


KLARA
Okrutna! sroga! niestety! o, nieba!
do Anieli
Uchodźmy prędko, tu miłość na czacie,
Prędko, Anielo; dowierzać nie trzeba!
Śpiewa
"O! gdzie miłość stawia siatki,
Nie figlujcie, moje dziatki!
Bo z miłością figlów nie ma:
Jak was złapie, to zatrzyma!"
Tak babunia nam spiewała;
Ja uciekam, pókim cała.


ALBIN
Zostań, okrutna, zostań! Uwolnię twe oczy
Od smutnego przedmiotu, co ich świetność broczy.
Cieszy cię moja męka? - ciesz się więc do woli:
Żaden twój raz nie minął, każdy mocno boli;
Jedna tylko pociecha mej duszy zostaje,
Żem nie zasłużył wzgardy, której dziś doznaję.


ANIELA
Panie Albinie! któż tak ściśle bierze?
Zostań się z nami, wszak ci to są żarty.


KLARA
Com powiedziała, powiedziałam szczerze.


ALBIN
A ja wszystkiemu co do słowa wierzę.


KLARA
Godzien pochwały, kto nie jest uparty.


ALBIN
Godzien litości, kto pokochał Klarę,
Bo razem - w litość... stracił wszelką wiarę.
Odchodzi w prawe drzwi boczne.

SCENA SIÓDMA




Aniela, Klara.


ANIELA
Tak draźnić, dręczyć, to się już nie godzi.


KLARA
Cóż? pójść za niego?


ANIELA
Ja tego nie mówię.
Lecz gorycz losu niech litość osłodzi,
Niech mu przynajmniej o przyczynie powie.


KLARA
Na co? Niech kocha, płacze, jęczy, kona.


ANIELA
Ach, tego nie chcę, i ty nie tak sroga.


KLARA
Gardzę miłością; jestem niewzruszona.


ANIELA
Wszak ci się znajdzie łagodniejsza droga:
I na cóż tam słów, gdzie dosyć na znaku.


KLARA
Może mam przed nim, dygnąwszy trzy razy,
Kręcąc fartuszkiem, piekąc rak po raku,
Prosić jękliwie, aby bez urazy
Przyjął odpowiedź, wprawdzie niezbyt miłą,
Ale ogólną dla całej płci jego?


ANIELA
O, pewnie, pewnie, lepiej by tak było
Niż wciąż powtarzać w obliczu biednego,
Że jego miłość, równie jak osoba,
Ani cię bawi, ani się podoba.


KLARA
Wierz mi, Anielo, wszystko to za mało.
Nie wiesz, jak twarde jest serce mężczyzny,
Jak prędko rany umie ściągnąć w blizny,
Blizny, co potem stają mu się chwałą.
Nic ich próżności nie zbije, nie skarci,
Im więcej przeszkód, tym więcej uparci.
Łaj, gardź, nienawidź - oni w nienawiści,
Gniewie i wzgardzie mają swe korzyści,
Tak że nareszcie czasem z nas niejedna,
Tracąc cierpliwość, tracąc głowę, biedna,
Znudzona walką, ze wszech stron ściśnięta,
Musi pokochać, by pozbyć natręta.


ANIELA
Na cóż mi mówisz, co ja wiem dokładnie;
Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli,
Co się tak czai, tak układa snadnie,
By zyskać ufność i zdradzić po chwili.
Lecz że źli oni - mamyż być takimi?


KLARA
O, były, były kobiety dobrymi!
I jakiż tego zwyczajny był skutek?
Radość dla mężczyzn - dla nas gorzki smutek.
Wspomnij tę książkę!...


ANIELA
Nigdy nie zapomnę:
"Męża Kloryndy życie wiarołomne".


KLARA
z wzrastajqcym zapałem
I żal jednego twę zemstę zwycięża?
Żal, że chciał dopiąć i celu nie dopnie?
I my nasz zamiar: nigdy nie mieć męża,
Mamy oznajmiać, głosić nieroztropnie?
Wszystkim do razu odebrać nadzieję
I miłość własną każdego ocalić?
O, nie! Nic z tego, moi dobrodzieje!
Wy, co ze zwycięstw lubicie się chwalić,
U nóg, tu, każdy niech kark zgina hardy!
Każdy z osobna dozna naszej wzgardy.


ANIELA
z zapałem
Wzdychaj więc każdy!


KLARA
z zapałem
I kochaj się we mnie.


ANIELA
Dlaczegóż w tobie?


KLARA
By jęczał daremnie.


ANIELA
I moje serce nie więcej im sprzyja.


KLARA
Anielo - ręka! Powtórzmy tu ś1uby
Nam wiecznej chwały - a im wiecznej zguby.
RAZEM
podając sobie ręce, mówią razem i powoli
Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną
Nienawidzić ród męski, nigdy nie być żoną.


ANIELA
Nienawidzić, tak - oprócz mego stryja.


KLARA
I mego ojca.


ANIELA
I stryjecznych braci.


KLARA
I pana Jana...


ANIELA
I pana Karola...


KLARA
I Józia...


ANIELA
Kazia, Stasia...


KLARA
Hola! hola!


ANIELA
Na ostrożności nikt nigdy nie straci.
po krótkim milczeniu
Zatem już kochać nie wolno nam będzie?


KLARA
Jedna dla drugiej kochankiem się stanie.


ANIELA
zamyślona
Jedna dla drugiej... a, tak - to przykładnie...
Lecz powiedz, Klaro, oświeć mnie w tym względzie,
Czy oni nigdy nie kochają szczerze?


KLARA
po krótkim milczeniu
Nigdy? - Hm! Pewnie.


ANIELA
Na cóż to udanie?


KLARA
Na co i po co, nic nie wiem w tej mierze,
Lecz com czytała, pamiętam dokładnie:
"Że miłość gorsza nad wszelką przygodę,
Że, masz się kochać, wolisz skoczyć w wodę".


ANIELA
Klaro! zmiłuj się - w wodę! - to za wiele!


KLARA
Tak, nie inaczej! tak było w tym dziele.


ANIELA
Taką więc sprawą - rzecz wcale nieładna,
Że każda kocha, nie topi się żadna.


KLARA
Bo do przyszłości duch każdej przykuty,
Ryje dla nieba, kocha dla pokuty.


ANIELA
O, wy mężczyźni!


KLARA
Piekło was zrodziło!


ANIELA
Ze nie ma kraju, gdzie by was nie było!


KLARA
prędka rozmowa
A nasz pan Gustaw, laleczka warszawska.


ANIELA
O, ten się nawet udawać nie trudzi.


KLARA
Jeśli przemówi, to już wielka łaska.


ANIELA
Chce się ożenić, bo się czasem nudzi
Przynajmniej uszy od jęków ocalę.


KLARA
Mnie by ta pewność nie cieszyła wcale;
Niech każdy kocha i w tym ma swą karę.


ANIELA
Ach, gdyby można miłości dać wiarę,
Byłożby szczęście większe na tym świecie?


KLARA
Było przed laty, wszak pamiętasz przecie,
Cośmy czytały?


ANIELA
Czy ja mam w pamięci?
Jak tylko wspomnę, w głowie mi się kręci.

SCENA ÓSMA




Pani Dobrójska, Aniela, Klara, Albin.
Albin, wszedłszy, opiera się o ścianę blisko stolika i z założonymi
rękoma, często wzdychając, oka nie spuszcza z Klary.


PANI DOBRÓJSKA
wchodząc, do Albina
Kocha się, kto się kłóci, dawne to przysłowie.


KLARA
całując ją w rękę
Czy się ciocia kłóciła?


PANI DOBRÓJSKA
do Klary
Oj, zielono w głowie!


KLARA
O, nie!


PANI DOBRÓJSKA
O, tak.


KLARA
Dlaczego?


ANIELA
Klara, moja mamo,
Bardzo rozsądna.


KLARA
Aniela toż samo.


ANIELA
Zgadzamy się we wszystkim.


KLARA
Radzimy wzajemnie.


PANI DOBRÓJSKA
Kiedy dwie głowy radzą, nie radzą daremnie.
Rozsądna zatem Klara rozsądnej Anieli
Zapewnie tej uwagi rozsądnej udzieli,
Że grzeczność, a zwłaszcza w swojej matki domu,
Najmniejszej przynieść krzywdy nie może nikomu.
A nawzajem Aniela niech poradzi Klarze,
Że obojętność szydzić niekoniecznie każe.


KLARA
kłaniając się nisko Albinowi
Panie Albinie, bardzo dziękujemy.


ANIELA
do Dobrójskiej
Trzebaż się starać o pana Gustawa?


PANI DOBRÓJSKA
Ale nie krzywić, nie dąsać się zawsze.
Siadają przy okrągłym stoliku i robótki biorą, prócz Klary.


ANIELA
szybka rozmowa
On nas nie widzi.


KLARA
I ślepy, i niemy.


ANIELA
Mamże go błagać o względy łaskawsze?


KLARA
Gadać, gdy milczy; gdy nudzi, zabawiać?


ANIELA
ironicznie
I jakaż na wsi może być zabawa!


KLARA
podobnie, coraz prędzej
I z wieśniaczkami o czymże rozmawiać!


ANIELA
O pięknym czasie albo słotnej porze.


KLARA
Miejskim rozumem zaćmiłby nas może.


ANIELA
Przez litość - gęstą daje mu zasłonę.


KLARA
Przez litość - drzymiąc, stara się o żonę.


PANI DOBRÓJSKA
Już to wy przegadacie, moje piękne damy.


ANIELA
Ależ, mamo kochana! cóż my robić mamy?


KLARA
Kiedy na sofie rozparty szeroko,
Półgębkiem gada, spi na jedno oko,
Mamyż mu spiewać arietkę wesołą?
Albo z girlandą tańcować wokoło?
Klara, mówiąc ostatni wiersz, robi kilka kroków tańcu z chustką
w ręku.
Albin rzuca się i odsuwa krzesło, daleko za nią stojące.



ALBIN
Przebóg!


KLARA
Cóż?


ALBIN
Krzesło.


KLARA
rozgniewana
Z waćpanem... prawdziwie...
Nawet potknąć się nie można!


ALBIN
Niestety!


ANIELA
do Dobrójskiej
Bardzo rozsądnie.


PANI DOBRÓJSKA
śmiejąc się
Ja sama się dziwię.
Nie arietki, nie - ani też balety,
Lecz grzeczność, skromność - to wasze zalety.


KLARA
ironicznie
Zresztą, jest Radost, Albin, Gustaw...
Trzech mężczyzn! To sąd podług męskich ustaw.
Trzech! razem! ogrom! I czegóż im trzeba?
Cóż rozum kobiet - ten słaby twór nieba,
Co się im zbliżyć nawet praw nie rości
Dałby za korzyść tym sędziom honoru,
Wszechwładzcóm świata, skarbónom mądrości?
Nasze uczucia, nie sięgając wzoru
- Na męskiej duszy twór zawsze wyniosły
Pęta by tylko albo skazę niosły.


PANI DOBRÓJSKA
Nie wszystko straszne, co czasem zastrasza;
Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza.
Zatem szalę rozsądku ta strona przeważa,
Co swoje błędy karci, a cudze pobłaża.

SCENA DZIEWIĄTA




Pani Dobrójska, Aniela, Klara, Albin, Gustaw.
Albin stoi przy prawej stronie sceny, przy nim siedzi przy stole
pierwsza Klara, druga Aniela, trzecia Dobrójska, robótkami zajęte.
Gustaw wchodzi i skłoniwszy się, stawia krzesło na środku; siada
obrócony do parteru, trochę na przodzie sceny. - Gustaw w tej
scenie mówi z roztargnieniem, aby tylko co mówić, z początku
swoim ubiorem zajęty.


GUSTAW
Przecię deszcz ustał - pogodniej na niebie.


KLARA
Arcyprzyjemna aura, w samej rzeczy.
do Anieli
Ze grzecznie bawię, nikt już nie zaprzeczy.
A teraz kolej, Anielo, na ciebie.


PANI DOBRÓJSKA
do Klary z nieukontentowaniem
Klaro, czy znowu?
do Gustawa
Albin mówił właśnie,
Że nam z nowych chmur nowa grozi słota.


ALBIN
Dla mnie pochmurno, ach, nawet ciemnota.
Bo i nadzieja powoli już gaśnie,
Kiedy mym smutkiem Klara ucieszona.


KLARA
zniecierpliwiona
Ach, nie, wcale nie; smuci się, i bardzo.


GUSTAW
zawsze z roztargnieniem, byle co mówić
Panie pracują.


KLARA
Mężczyźni tym gardzą,
Lubo w tej pracy najprędsza obrona
Przeciw tym nudom, w które wieś obfita.


PANI DOBRÓJSKA
do Klary z nieukontentowaniem
Czy ty się nudzisz?


KLARA
Mnie się ciocia pyta?


GUSTAW
jak wprzódy
Słabym się czuje, kto szuka obrony.


KLARA
O sobież tylko myśleć nam wypada?


GUSTAW
pozierając na Albina
Tak, i o bliskich - to pięknie i hojnie.


KLARA
z wzrastającym zapałem
Bliski - niebliski, może być znudzony.


ANIELA
do Klary, na stronie
Klaro, daj pokój.


GUSTAW
zawsze obojętnie
Ogólna więc rada...


KLARA
Rady dość nigdy...


GUSTAW
sens kończąc
Dla popsutych dzieci.


KLARA
Wiem zatem, gdzie się zwracać.


GUSTAW
obojętnie
Do zwierciadła.


PANI DOBRÓJSKA
Klara nie może rozmawiać spokojnie,
Lada dmuchnięcie tę iskrę roznieci.


GUSTAW
wyciągając się na krześle
O, proszę pani, mnie to dosyć bawi.


KLARA
urażona, ironicznie
Czy tak? doprawdy? Nie byłabym zgadła,
Że moja mowa takie cuda sprawi.
do Albina
Ach, proszęż mnie tak nie ścigać oczyma.


ALBIN
z westchnieniem
I tego wzbraniasz?


KLARA
Ach, bo miary nie ma.
Do Anieli, na stronie
Żeby choć mrugnął, mogłabym się skrzywić.


PANI DOBRÓJSKA
po krótkim milczeniu
Pan Gustaw mógłby, i słusznie, się dziwić,
Że wiejska cisza, a zwłaszcza w tej porze,
Dla kogokolwiek przyjemną być może.


GUSTAW
mówi coraz wolniej
I owszem, owszem... Wcale się nie dziwię...
Wieś jest przyjemna,
ziewa skrycie
przyjemna prawdziwie.


KLARA
do Anieli, na stronie
Widzisz?


ANIELA
Co?


KLARA
Ziewa.


ANIELA
Grzeczny...


KLARA
sens kończqc
Ciocia powie.
głośno
Otóż to grzeczność...
na wejrzenie Dobrójskiej sens zmieniając
chwalić wbrew gustowi.


GUSTAW
coraz wolniej
Nie, wieś ma swoje wdzięki... mówię szczerze.
ziewa skrycie
Na wiosnę kwiatki... listki... trawki świeże,
A w lecie, w lecie!... są te... piękne żniwa;
No i w jesieni...
ziewając
także... tam coś bywa;
W zimie wieczory... tak... w zimie... wieczory.
Są, są zabawy... o, są, każdej pory!...
Ziewa i wkrótce zaczyna drzymać.


PANI DOBRÓJSKA
W nas to samych zabawy i nudów przyczyna.
Jeśli bezczynnie każda wlecze się godzina,
Konieczne zatrudnienia nie dzielą nam czasu,
Jeśli w ciągłym odmęcie, śród gwaru, hałasu,
Zawsze pragniemy nowych rzeczy, nowych ludzi,
Wtedy jak wieś, tak miasto koniec końców - znudzi.
Dlatego nas zapewnie nadzieja nie mami,
Iż pan Gustaw potrafi bawić się i z nami.


KLARA
po krótkim milczeniu, cicho
Pst! Ciociu! -
pokazując spiącego Gustawa
Już się bawi.


PANI DOBRÓJSKA
A! Co tego...


KLARA
Chodźmy stąd wszyscy.


ANIELA
Zostawmy samego.


ALBIN
Ja i w nocy tak nie spię.


P. DOBRÓJSKA
To za wiele.


KLARA
Chodźmy.


P. DOBRÓJSKA
Ale nie...


ANIELA
ciągnąc za rękę
Moja mamo, proszę.


KLARA
biorąc za drugą rękę
Ja także za nim suplikę zanoszę:
Wszakże się wyspi, jak sobie pościele;
Tak sobie posłał, niechże spi do woli.
do Albina z niecierpliwością
No, chodźże waćpan... Prędzej!... pst! powoli!
Wszyscy wychodzą - Gustaw spi. - Wkrótce wbiega Radost,
Przypatruje się z żalem Gustawowi - zakłada ręce i.siada na krześle,
na którym siedziała Pani Dobrójska.

SCENA DZIESIĄTA




Gustaw, Radost.


RADOST
żałośnie, ledwie nie z płaczem, coraz głośniej
Gustawie! mój Gustawie! okrutny Gustawie!


GUSTAW
otwiera oczy i patrząc przed siebie, odpowiada jakby Pani
Dobrójskiej

Tak, mościa dobrodziejko, ja się na wsi bawię.


RADOST
parskając śmiechem
I śmiać się muszę, kiedy łajać chciałem.


GUSTAW
zadziwiony, po krótkim milczeniu, wstając
Zasnąłem trochę.


RADOST
ironicznie
Gdzie tam.


GUSTAW
z nieukontentowaniem
Spałem, spałem;
Nie ma co mówić.


RADOST
udając Gustawa
"Jak się dziś poprawię,
Zadziwisz się, stryjaszku". - Otóż się i dziwię,
Żeś dobrze zasnął i chrapał szczęśliwie.


GUSTAW
z nieukontentowaniem
No, spałem - prawda; ale z drugiej strony:
Trudno kochanka uspi huk moździerzy,
z udanym uczuciem
Łacno głos fletów, głos kobiet pieszczony.


RADOST
O! o!... głos fletów! Niby kto uwierzy!...
Dlaboga, chłopcze! Boska na mnie plago!
Próżnoż cię ścigam prośbą i uwagą,
Powiedz, czy serce zastygło w twym łonie
Spać przy kochance jakby już przy żonie?


GUSTAW
niekontent z siebie, odtrącając krzesło
Hm! diabeł nadał krzesło tak wygodne!
Tak mnie znienacka jakoś - rozmarzyło.


RADOST
I chce się żenić! To zaloty modne!
Chcesz spać, to spij, kiedy ci spać miło.


GUSTAW
Ale, stryjaszku, to niechcący było.


RADOST
A cóż, u diaska! miałżeś jeszcze może
Dobranoc wszystkim powiedzieć dokoła?


GUSTAW
No, no, stryjaszku, nie zachmurzaj czoła
Wszystkim nieszczęściom zaraz kres położę.


RADOST
zatrzymując go
Jak? co? gdzie?


GUSTAW
Wszystko chcę naprawić godnie.


RADOST
prosząc najpokorniej
Guciu, Guciuniu, nie czyń mi zakały,
Bądź też rozsądny - tydzień, tydzień mały!


GUSTAW
Będę, stryjaszku, będę - dwa tygodnie!


RADOST
Dla ciebie, błagam.


GUSTAW
Stryjaszku kochany!
Wart twego gniewu, wart jestem nagany,
Umiem czuć, cenić ojcowskie przestrogi,
Dzięki ci, dzięki, stryjaszku mój drogi.
Ściskają się.


RADOST
rozczulony
Guciu kochany!
po krótkim milczeniu
Ale ja się boję,
Że ty dziękujesz i znów robisz swoje.


GUSTAW
Nie; teraz jestem - będę zakochany,
Z samym Albinem na wyścigi idę.


RADOST
wstrzymując go
Ach, czekaj! nową naprowadzisz biedę,
Za drwinki wezmą nagłość tej odmiany.


GUSTAW
Nie, westchnę tylko - raz na pół godziny.
Lecz patrzeć będę, tego mi nie zganią;
Ale jak patrzeć! - Już wiem. - Wzrok jedyny!
biorąc pod rękę i ciszej
Jak niegdyś patrzał stryjaszek na panią...


RADOST
zatykając mu usta
Cicho bądź, cicho!
oglądając się
Ty, widzę, szalony.


GUSTAW
Ale co gorzej, co mnie trochę smuci,
Że panna na mnie i okiem nie rzuci.


RADOST
Ach, mój Gustawku, wszak ty szukasz żony;
Chciałżebyś taką, co ściga oczyma,
Jakby wołała: "Kto kogo przetrzyma"?
Lub tę, co spojrzy i westchnie przed siebie,
Jakby szeptała: "Poszłabym za ciebie"?


GUSTAW
Nie. Ja chcę, chociaż niby jestem trzpiotem...


RADOST
z westchnieniem
Niby!


GUSTAW
dobrą mieć żonę.


RADOST
A któż wątpi o tem?


GUSTAW
I gdybym nie czuł przymiotów Anieli,
Radost w niemym zachwyceniu wyciąga ręce ku niemu.
Już byście mnie tu dotąd nie widzieli.


RADOST
ściskając go
Ach, jakiż anioł przemówił przez ciebie!


GUSTAW
Prawda? - Rozsądnym umiem być w potrzebie?


RADOST
Ach, strasznie, strasznie, byle tylko trwale.


GUSTAW
Idę więc biegać, spiewać...


RADOST
żałośnie, zatrzymując go
Tego wcale...
Gustaw przerywa mowę Radosta gwałtownym uściśnieniem, w którym mówi wiersz następujący:


GUSTAW
Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię!
Wytrąca niechcący tabakierkę z rąk Radosta, a wybiegając, wywraca krzesło. Radost, goniąc za tabakierką, raz na nią, raz na Gustawa patrząc, gdy zasłona spada:


RADOST
Czekaj! zmiłuj się! o Boże! Gustawie!

Akt II

wszelkie prawa zastrzeżone © 2007 Fundacja Nauka i Wiedza