Mity i opowieści w eposach Homera - Odyseja
Wybiegi Penelopy mające opóźnić ponowne zamążpójście
Penelopa za dnia tka całun śmiertelny dla swego teście, Laertesa, w nocy go pruje
Roztropna Penelopa odrzekła mu na to:
"Powiem ci, że woń cnoty, urodę bogatą
Wydarli mi niebianie odtąd, gdy na Troję
Szli Argeje, a z nimi Odys, szczęście moje.
Niechby on był powrócił i żył razem ze mną,
Sławą bym zajaśniała nie taką nikczemną!
Dziś z tęsknoty usycham, a różnych klęsk mnóstwo
Wciąż zseła na mnie jakieś nieprzyjazne bóstwo.
Ilu bowiem władyków mieszka w tej tu stronie
Na lesistym Zakincie, Samie, Dulichionie,
I tych, którzy w słonecznej Itace rej wodzą -
Wszyscy drą się do ręki mojej i dom głodzą.
Przeto mało się troskam o biednych żebrzących
Lub cudzych, lub keryksów ludowi służących -
Jedno pamięci męża łzy moje poświęcam
I ciągle się natrętnym zalotom wykręcam.
Aż niebo mię natchnęło myślą wybiegliwą,
Żem na krosnach w mej izbie cieniutkie przędziwo
Nałożyła, by utkać ogromną oponę,
I tak rzekłam do gachów: "Chcecie mieć za żonę
Mnie, wdowę po Odysie, młodzi oblubieńcy,
To czekajcie ze ślubem ni dłużej, ni więcej,
Aż się zwinę z zaczętą na krosnach robotą!
Przędza wniwecz by poszła, a mnie idzie o to,
Aby miał piękny całun Laertes mój stary,
Gdy go w czarnej godzinie śmierć weźmie na mar
Toż szydziłyby ze mnie achajskie kobiety,
Gdyby pan taki wielki leżał nie okryty."
Tak rzekłam wybiegliwie - i zmiękły ich serca;
Odtąd dniem pracowałam około kobierca,
Prując nocą przy żagwiach, com we dnie utkała;
Takem ich przez trzy roki wciąż oszukiwała.
Lecz gdy czwarty przyniosły pór odmienne lica,
Wyszła przez suki-dziewki na wierzch tajemnica.
Wpadli gachy, groźnymi jęli lżyć mię słowy
I zmusili dokończyć. Całun był gotowy!
Dłużej mi niepodobna wesela odkładać -
Cóż począć? Już rodzice zaczęli napadać
Na mnie, abym szła za mąż, i syn mój się krzywi
Widząc, jak go tu niszczą. Lecz to mnie nie dziwi!
Zmężniał i sam dziedzicznym mieniem władać może,
Byłeś ty go swą łaską spierał, Zewsie boże!
Penelopa z natchnieniem bogini Ateny ogłasza zawody w strzelaniu z łuku Odyseusza; który z zalotników je wygra zostanie jej mężem; tylko Odyseusz przebrany za pastucha potrafi go naciągnąć i strzelić z niego.
Sowiooka boginią tchnęła w pierś królowej,
Rozumnej Penelopy, pomysł tej osnowy:
Żeby gładkie żelaza, kołczan, łuk Odysów
Poznosić w wielką izbę gachom do popisów
I do rzezi, co zaraz potem się rozpocznie.
Więc na wschody ku szczytom zamku szła niezwłocznie
Gdzie klucz miedny z słoniową rączką wziąwszy w dłonie
Do najdalszej komory w swych służebnic gronie
Zeszła, kędy pokłady królewskie schowane:
Złoto, spiż i żelazo misternie kowane.
Tam leżał i Odysów łuk pomiędzy nimi,
I kołczan nabit strzałmi jęk roznoszącymi.
Za bytności swej w Sparcie darem on go dostał
Od Ifita, jen bogom nieśmiertelnym sprostał,
A był Euryta synem. Oba bohatery
Zawarli między sobą sojusz drużby szczerej
W Messenie, gdzie Ortyloch podejmował gości.
Właśnie Odys tam przybył ściągać należności,
Upoważnion od ludu; a powód był taki,
Że Messeńcy, na łodziach wpadłszy do Itald,
Trzysta owiec z pastuchy zabrali w grabieży.
Więc Odysa w tej sprawie, acz młodzik i świeży,
Wyprawił tam Laertes za starszyzny zgoda.
Ifitos tam za swoją również nadbiegł szkodą,
Gdyż mu dwanaście klaczy i mułów skradziono,
Lubo przez nie śmierć znalazł sobie przeznaczoną;
Bo gdy w dom Heraklesa, pierwszego z siłaczy,
Męża dzieł wielkich, przyszedł szukać swoich klaczy,
Ten zbrodniarz w domu własnym śmierć gościowi zadał,
Choć przy gościnnym stole razem z nim zasiadał.
Zabił go, na gniew bogów mszczących się nieczuły,
Sobie zaś jego klacze przywłaszczył i muły.
Tych on szukając właśnie zeszedł się przypadkiem
Z Odysejem i cennym obdarzył go datkiem:
Był nim łuk. Witeź Euryt niegdyś z niego strzelał,
Lecz przy śmierci na syna własność łuku przelał.
Wzajem Odys go mieczem i kopią obdarzył
Na zadatek przyjaźni. Los przecież nie zdarzył
Spotkać się im przy jednym stole; syn Euryty,
Ifit, przez Heraklesa wkrótce był zabity.
Szlachetny więc Odysej wcale nie używał
Broni tej, gdyż pod Ilion w okrętach odpływał,
Ino w domu pamiątkę po druhu zostawił;
Póki w Itace mieszkał, tym łukiem się bawił.
Więc królowa, stanąwszy pod drzwiami skarbczyka,
Weszła na próg dębowy, ręką rzemieślnika
Ciosan gładko - od progu w górę odrzwia biegły,
W nich wprawione wierzeje mocne skarbów strzegły.
Ona rzemień zadzierzgnion szarpią dłonią zręczną,
Potem kluczem zaworę odsunęła wnętrzną,
A pchnąwszy je, zaskrzypły wierzei dwie poły
Takim skrzypem, jak ryczą na pastwisku woły,
I naraz się otwarły pod klucza obrotem.
Wszedłszy tam, na police wspinała się potem,
Gdzie stały skrzynie pełne odzieży woniącej;
Stamtąd sięgnęła po łuk, na kołku wiszący
W pięknych łubach, a zdjąwszy takowy ze ściany,
Siadła, cisnąc do serca łuk ten ukochany,
Mężowski, teraz przez nią z łubów wydobyty,
I zaczęła w głos szlochać. A gdy zdrój obfity
?ez rzewnych ulgę przyniósł sercu zbolałemu,
Wprost poszła tam do gachów zuchwałych teremu,
Trzymając zakrzywiony łuk Odysów w ręku
I kołczan, a w nim lotne strzały, sprawce jęku.
Za nią niosły służebne sepecik zamknięty,
Z żelazem i miodnymi orężmi, i sprzęty.
A gdy przyszła cna pani przed tłum zgromadzony,
Stanęła w progu izby wysoko sklepionej,
Cienką z głowy namiotkę spuściła na lice,
A mając z obu boków służebne dziewice,
W te słowa do zebranej ozwała się rzeszy:
"Słuchajcie, dziewosłęby! Snadź bardzo was cieszy
Zbierać się w tym tu zamku codziennie na gody,
Odkąd mąż mój odjechał. Jakież są powody,
Że zajazdem i dom nasz, i mienie niszczycie?
Jeżeli to z miłości do mnie, jak mówicie,
Więc dobrze! Zatem pora stanąć do popisów:
Przyniosłam wam ów sławny, wielki łuk Odysów!
Który z was ot ten kabłąk napnie dłonią silną
I uch dwanaście strzałą przeszyje niemylną,
Tego żoną zostanę; mężowskie siedlisko,
Zamek ten ukochany, opuszczę - z nim wszystko!
Ale tęsknota moja nigdy nie przeminie!"
To rzekłszy, na pastucha Eumeja skinie,
By topory i łuk ten przed nimi postawił.
Płacząc wziął je Eumej i rozkaz jej sprawił;
?uk ten widząc Filetios rozpłakał się rzewnie,
Co postrzegłszy, Antinoj strofował ich gniewnie:
"O wy głupcy! Dzień biały, a wam sny się roją!
Zaprzestać mi tych szlochań, które niepokoją
I jątrzą serce pani, i tak już strapionej,
Odkąd mąż jej odjechał na zawsze stracony.
Dość tych łez, kto chce siedzieć z nami tu przy stole!
A jeśli chcecie szlochać, to za drzwi! Precz w pole!
?uk zostawcie, o lepsze wnet do walki staniem;
Li jedne mam obawę z luku napinaniem:
Nużby się pokazało, że w tym gronie calem
Nie ma człeka jak Odys; niegdyś go widziałem
I pamiętam, choć byłem dzieckiem w onej dobie."
Tak mówił, a w umyśle układał już sobie,
Że łuk napnie i strzałą topory przeszyje.
Nie przeczuł, że strzał pierwszy łuku go zabije
Z rak Odysa, bo on go pierwszy w oczy żywe
Zelżył i szczuł na niego gachy urągliwe.
Świętej mocy Telemach głos zabrał śród tłumu:
"Przebogi! Toż mię Kronion pozbawił rozumu,
Matka moja oświadcza, mądra białogłowa,
Że z drugim mężem dom ten opuścić gotowa,
A ja śmieję się wesół, ot sobie trzpiot młody!
Kiedy tak - hej, mołojcy! Stawać wam w zawody
I dobijać się o tę niewiastę bez ceny,
Jak równej nie ma Argos, Achaja, Mikeny.
Bo jak w świętym Pylosie, tak tu w naszej stronie,
Któraż by wyrównała dostojnej matronie?
Lecz co mi chwalić matkę! Wy przecież ją znacie!
Dalej więc! Niepotrzebnie tak się ociągacie
Z tym strzelaniem - łuk czeka; ujrzym, kto zwycięży.
I ja bym też spróbował, czy ten tuk napręży
Ręka moja i strzałą topory przestrzeli.
Wtedy nic mię z kochaną matką nie rozdzieli -
Nie poszłaby już za mąż, mnie nie sierociła.
Pragnę walczyć jak ojciec, w tych rękach jest siła."
Tak mówił - i skoczywszy z krzesła, płaszcz czerwienna
Z barków zrzucił, odpasał swój miecz naramienny;
Po czym, zrobiwszy bruzdę, topór przy toporze
Wsadzał w ziem rzędem długim, równo jak być może,
I obdeptal dokoła - co wszystkich zdziwiło,
Że choć nie znał roboty, a zrobił aż miło
Więc na próg izby wstąpił trzymając tuk krzywy,
Po trzykroć się przysądził do wartkiej cięciwy
I trzykroć sił mu brakło; lecz nie tracił ducha,
Że łuk napnie i pocisk przepędzi przez ucha.
I już brał się napinać, silniejszy tym razem,
Lecz Odys mrugnął - niemym wstrzymał go rozkazem
I Telemach się ozwał znowu w tłumie gwarnym:
"Przebóg! Mamże bezsilnym zostać i niezdarnym?
Czy, zbyt młody, na pięści nie spuszczać się twarde
I nie odbić, gdy w twarz mi rzuci kto pogardę?
Dalej zatem! Silniejsi niż ja niech tu staną,
?uk napną i tę walkę zakończą - wygraną!"
To powiedziawszy, kabłąk odstawił na stronę,
Oparłszy o podwoje pięknie wygładzone,
A lotną strzałę oparł na lśniącym pierścieniu;
Co sprawiwszy, wraz odszedł usiąść w swym siedzeniu.
Wtem oto syn Eupejta tak się tam ozowie,
Antinoj: "Po porządku chodźcie tu, druhowie,
Od lewej ku prawicy; tą samą koleją,
Jaką cześnicy wino w puchary nam leją."
Słowa te Antinoja przypadły do smaku.
Syn Ojnopa, Lejodes, pierwszy stał w orszaku;
Był to wróżbit i zwykle ostatni przy dzbanie
Siadywał, mierząc sobie złe ich zachowanie.
Li on jeden potępiał te gachy zuchwałe.
Więc się zbliżył i podjął łuk, nałożył strzałę,
A stanąwszy na progu, cięciwę w kabłęku
Napiąć chciał, lecz sił nie miał w nieudolnym ręku.
Zatem do zgromadzonej tak mówił drużyny:
"Nie dam rady! Niech łuk ten napina kto inny!
A i najtężsi męże przy tym łuku pono
Nie tylko serce stracą, lecz ducha wyzioną.
Lepiej umrzeć niż żyjąc nie osiągnąć celu,
Który nas tu sprowadza dzień w dzień od lat wielu.
A choć z nas tu niejeden poi się nadzieją
Do małżeńskiej łożnicy wniść z Penelopeją,
To gdy łuk ten pomaca, nic mu nie zostanie,
Jak ku innej Achajce obrócić staranie
I słać jej upominki, bo tej przeznaczono
Dającego najwięcej mołojca być żoną."
Rzekłszy Lejodes kabłąk odstawił na stronę,
Oparłszy o podwoje pięknie wygładzone,
A lotną strzałę oparł na świetnym pierścieniu.
Co sprawiwszy, wraz odszedł siąść w swoim siedzeniu.
Wtem Antinoj głos zabrał i tak go strofował:
"Tożeś się z piękną mową do nas wysforował!
Same groźby i strachy; ta mowa mnie gniewa.
Więc, jak mówisz, młódź nasza ducha powyziewa
Przy tym łuku, którego twoja dłoń nie zmoże?
Snadź matka cię nie na to chowała, niebożę,
Abyś sławy się dobił strzałami i kuszą;
Są tu inni mołojce, którzy łuk ten ruszą."
Rzekł i przyzwał Melania, przywódcę koziarzy:
"Zakręć się koło ognia, niech się wnet rozżarzy;
Stolik mi tam postawisz nakryty baranem,
Ze spiżami przyniesiesz łój całym sałhanem.
Tłustością tą łuk natrzem rozgrzan przy ognisku,
A próba nam pokaże, kto co weźmie w zysku."
Melant ogień rozniecił, płomień buchł do góry;
Stołek przyniósł, zasłany baranimi skóry,
A duży sałhan łoju przyniósł ze spiżarnie;
A oni, róg rozgrzawszy, gięli go - lecz marnie!
Szwankującym na sile nie dopisał sposób
Naciągnięcia cięciwy. Więc z wszystkich tych osób
Li Antinoj, Eurymach, dwaj mężowie przedni,
Nie chcieli się do próby mieszać sami jedni.
[...]
Eurymach w ręku kabłąk obracał w tej chwili
Tak i owak przy ogniu; lecz łuk, choć rozgrzany,
Nie dał się wcale napiąć, czym on rozgniewany,
Ciężko westchnąwszy, wołał: "O wy, bogi w niebie,
Patrzcie na me cierpienia za drugich i siebie!
Nie przeto, że na niczym spełza to wesele -
Przecież dziewic achajskich znajdzie się tu wiele
W Itace i po miastach - choć to przykre nie mniej!
Lecz że obok Odysa my tacy nikczemni,
?uku jego naciągnąć żaden nie ma siły!
Dość, by o nas z pogardą prawnuki mówiły!"
Syn Eupejta, Antinoj, na to odpowiedział:
"Eurymachu, źle mówisz, jakbyś sam nie wiedział,
Że boga Apollona lud dziś święci święto -
W taki dzień nie Iza kuszę napinać przeklętą.
Na bok z nią! Lecz topory w miejscu niech zostaną!
Nie ma przecie obawy, by je stąd zabrano;
Na zamku Odyseja bezpiecznie dostoją.
Hej, wina! Wy, cześnicy, pełńcie służbę swoją!
Bogi czcić nam obiatą, a niechać strzelania.
Za to nam koziarz Melant jutro do świtania
Dostawi co najlepszych kóz z całego stada,
Więc na cześć Apollona obiatę nie lada
Wyprawim. ?uk zapewne łatwo napiąć da się,
A tak walkę o zakład skończym w krótkim czasie."
Tę mowę Antinoja wszyscy podzielali.
Więc keryksi na ręce zdrój wody im lali,
A służebni kielichy po brzegi naleją
I od prawej każdemu obnoszą koleją;
Po czym część zlawszy bogom, spełnili gachowie,
Gdy wtem przebiegły Odys chytrze się ozowie:
"Wy, dostojnej królowej dziewosłęby młodzi,
Słuchajcie! To, co powiem, z serca mi wychodzi.
Zaklinam Eurymacha razem z Antinojem,
Który rzeczy wyświecił trafnym zdaniem swojem,
Żeby łuku nie tykać, a z bogiem mieć sprawę,
A jutro bóg da siłę i z wygranej sławę.
Tymczasem mnie pozwólcie spróbować kabłęku!
Chcę przed wami pokazać, czy siłę mam w ręku
Tę samą, co przed laty członki mymi władła,
Czy też bieda z włóczęgą do szczętu ją zjadła."
Na tę prośbę gachowie wpadli w straszne gniewy
Z obawy, by przypadkiem nie napiął cięciwy.
Antinoj wstał nań gromko i te słowa rzucił:
"O włóczęgo, toż we łbie mózg ci się przewrócił!
Małoż ci z nami w gronie cnych mężów zasiadać,
Kąski od nas tu wszystkich wyłudzać i zjadać,
Nasłuchiwać mów naszych, poufnej gawędy,
Tu, gdzie wstępu nie mają dziady i przybłędy?
Spiłeś się słodkim winem; powiadam ci szczerze,
Wino zbłaźni każdego, kto miarę przebierze.
Winem spity Eurytion, Kentaur w świecie głośny,
W domu u Pirytoja szał go uniósł sprośny;
Przybył tam do Lapitów i winem się zalał.
Zaraz też w Pirytoja domu się rozszalał.
Co widząc, bohatery skoczyli jak wściekli
I wywlekłszy pijaka, mieczem mu odsiekli
Nos i uszy. On do dom powlókł się pijany,
Nie wiedząc, jak okrutnie za to był skarany.
Z tego wojna się wszczęła Kentaurów z Lapity -
Najgorzej na niej wyszedł Kentaur, co był spity.
Toż i ciebie to czeka, gdybyś łuk ten gładki
Napiął, wnet ci upadną miłosierne datki,
Wnet do króla Echeta wyślem cię w okręcie.
Wiesz, jak ludzi kaleczy i dręczy zacięcie!
Nie ujdziesz mu ty żywcem! A chcesz wyjść bez szkody
Jedz, pij, lecz się nie puszczaj z młodszymi w zawody.
Słyszy to Penelopa i tak się odzywa:
"Antinoju, rzecz zdrożna, nawet niegodziwa,
Lżyć gościa przyjętego w domu Telemacha!
Ciebież to nadzwyczajna siła jego stracha,
Że gdy łuk Odysowy napnie i wystrzeli,
Już mię weźmie za żonę i łoże podzieli?
Ani jemu te myśli po głowie nie krążą,
Ani wam podejrzenia takie niech nie ciążą.
Pożywajcie spokojnie, kłopot wasz daremny."
Na to odrzekł Eurymach, tłumiąc gniew tajemny:
"O córo łkariosa, Penelopo zacna!
Żeby on cię miał dostać, rzecz wcale niełacna,
O to się nie kłopoczem. Lecz to jedno trwoży,
By o nas nie gadali ludzie jak najgorzej.
Mógłby rzec jaki Achiw podły, niedołęga,
Że z nas żaden wielkiego męża nie dosięga,
Jeśli łuku Odysa naciągnąć nie zdoła,
Aż Bóg nadniósl jakiegoś błędnego warchoła,
Który jak nic łuk napiął i topory przeszył -
Świat by nas taką mową na wieki ośmieszył."
Penelopa już miała odpowiedź w odwodzie,
Więc rzekła: "Eurymachu, trudno, by w narodzie
Dobrze o tych mówiono, co ten dom posiedli,
Rozpustą zbezcześcili, a dobytek zjedli.
Lecz tego wam nie wstydno. Ten zaś człek przychodni,
Tęgi wzrostem i kształtem, bo rodzice godni,
Z rodu wielcy, jak mówi, na świat go spłodzili -
Cóż złego, byście w ręce ten łuk mu zwierzyli?
Uroczyście przyrzekam i to się dokona:
Że byle on tuk napiął z łaski Apollona,
W piękny chiton i chlenę chędogo przystroję,
Na postrach psom i ludziom w oszczep go uzbroję,
Miecz mu dam obosieczny, sandały na nogi
I odeślę, gdzie pragnie, choć w najdalsze drogi."
Wtem nagle jej Telemach przerwał niecierpliwy:
"Matko, nic tu do łuku nie mają Achiwy.
Ja jeden, komu zechcę, dać go lub wziąść każę,
Zresztą nikt, choć ich tylu na naszym obszarze
W Itace i w Elidzie mieszka koniorodnej.
Niech zatem nikt nie gwałci mej woli swobodnej,
Choćbym tego przychodnia łukiem chciał obdarzyć!
Lecz idź, matko, w komnatach swoich gospodarzyć,
Do wrzecion i krosienek napędzać służące,
Bo łuk, strzały to rzeczy mężów obchodzące,
Mnie głównie; chcę być w domu panem mojej woli."
Matka do górnych komnat odeszła powoli -
Mądre słowa synowskie utkwiły w jej łonie.
A gdy tam już stanęła w panienek swych gronie,
Znowu w płacz za Odysem - i wciąż go płakała,
Póki Atenę powiek snem nie posypała.
Właśnie zacny świnopas do rąk brał łuk krzywy,
Gdy wszystkie jednogłośnie wrzasły nań Achiwy.
Ten i ów z gaszej zgrai dawał mu po uchu:
"A nie rusz tego łuku! Porzuć to, pastuchu!
Niegodziwy szaleńcze! Bodaj psie paszczęki
Rozniosły cię na zębach, choć jadły z twej ręki!
Oby bogi to dały, Apollon to sprawił!"
Wrzeszczeli. Już by pastuch w miejscu łuk zostawił,
Tak groźby i te krzyki zmieszały biedaka,
Lecz naraz zagrzmiał nad nim rozkaz Telemaka:
"Odnieś łuk! Rób, co każę - nie słuchaj ich krzyków:
Bo, choć młodszy, przepłoszę tak gradem kamyków,
Że uciekniesz za miedzę - jam od ciebie lepszy!
Czemuż to ja o tyle w ramionach nie krzepszy
Od tej gachów czeredy, co nas tu obsiadła?
Zaraz by ich połowa za ten próg wypadła
Na połamanie karków! Oj, będzie im biada!"
Rzekł - i śmiechem parsknęła rozpustna gromada,
Śmiejąc się z Telemacha, lecz gniew się złagodził
Przeciw niemu. Zaś pastuch, łuk wziąwszy, przechodzi
Wzdłuż przez izbę, by oddać do rąk Odysowi.
I zaraz do piastunki poszedł i tak powie:
"Telemach mi rozkazał wezwać Eurykleję,
Abyś w tym gmachu tylne zawarła wierzeje.
Gdyby zaś z tej tam izby łoskot albo jęki
Słychać było, nie puszczać ci żadnej panienki:
Każda przy swej robocie niech spokojnie siedzi."
Rzekł Eumej, lecz nie miał żadnej odpowiedzi,
Gdyż poszła drzwi od tyłu zatrzasnąć bez zwłoki.
I Filetios cichymi już wymknął się kroki,
Aby w bramie dziedzińca zasunąć zawory.
Znalazł tam okrętowej liny kawał spory,
Nią skrępował wierzeje, do izby powrócił
I w krzesło opuszczone na powrót się rzucił,
Wzrok wlepiając w Odysa, który łuk miał w pięści,
Wywijał nim, wyginał, opatrywał części,
Czy rogu czerw nie stoczył pod niebytność pana,
Czym wielce rzesza gachów była zdziwowana,
Bo mówiono: "Snadż z niego znawca jest nie lada!
Niechybnie luk podobny w domu swym posiada
Lub może chciałby sobie zrobić drugi taki.
Jak go maca! Frant, widać, jak wszystkie żebraki!"
A znów życzył mu inny z tej zuchwałej młodzi:
"Niech mu się w każdej rzeczy najlepiej powodzi,
Jak z tym łukiem, którego nawiązać nie zdoła."
Tak gadano, lecz Odys nie mówił nic zgoła,
Ino kablak giął w ręku, oglądał dokładnie,
Jak ten, co na formindze umiejąc grać ładnie,
?acno brzęczącą strunę na gędziebnym drzewie
Napnie i w obu końcach wzmocni owcze trzewie.
Tak samo i on napiął wielki łuk bez męki;
Naciągniętą cięciwę musnął palcem ręki,
Aż odbrzękła jaskółczym rozgłośnym świegotem.
Gachy strachem pobledli, oblali się potem.
Wtem zagrzmiało: Zews z nieba znak niemylny dawał.
Cud ten serce Odysa radością napawał,
Niezgłębionego Zewsa zwiastując mu wolę.
Więc wziął pierzastą strzałę leżącą na stole,
Kiedy inne w zawartym leżały kołczanie,
Przeznaczone Achiwom wnet na skosztowanie.
Tę wziąwszy, karbem przytknął do cięciwy szczelnie,
I jak siedział na stołku, wymierzył łuk celnie,
Grot puścił - ten topory wszystkie trafił rzędem,
Przeszywszy pierwsze ucho, wyleciał tym pędem
Przez ostatnie. Więc mówił: "A cóż, Telemachu,
Czy twój gość wstyd ci zrobił w tym królewskim gmachu
W cel trafiłem; z napięciem cięciwy też mało
Miałem trudu - snadź dużo sił mi pozostało,
Chociaż mię tu gaszkowie mieli w poniewierze.